|
Woody Allen ani myśli o emeryturze. Powoli zaczynam mu współczuć jego twórczego
ADHD, z drugiej strony cieszę się, że mimo wszystko tak często raczy nas nowymi
filmami, tym bardziej jeśli są to tak wyborne produkcje jak „Vicky Cristina
Barcelona”.
Vicky (Rebeca Hall) i Cristina (Scarlett Johansson) przybywają do Hiszpanii by
odpocząć i spędzić tam miłe lato. Obie są młode. Cristina jeszcze nie wie co
chce robić w życiu, natomiast Vicky to kobieta stateczna, pewna siebie i
pragnąca wkrótce wziąć ślub ze swoim narzeczonym i rozpocząć nowe życie. Jednak
pewnego dnia spotykają w restauracji artystę-malarza, Juana Antonio (Javier
Bardem), rodowitego Hiszpana, który zaprasza je do siebie na....upojną noc. O
ile reakcja Vicky na tę propozycję jest łatwa do przewidzenia (oczywiście
odmawia), o tyle Cristina daje się przekonać. Okazuje się jednak, ze czar Juana
Antonio jest za silny, by nawet twardo stąpająca po świecie Vicky mogła mu się
oprzeć i wkrótce także i ona ląduje w jego objęciach. Rozpoczyna się miłosna
przygoda, która nabiera rumieńców, gdy z Nowego Jorku do Hiszpanii przyjeżdża
przyszły mąż Vicky (Chris Messina), pojawia się także była żona Juana, Maria
Elena (Penelope Cruz), która cały czas pała gorącym uczuciem do swego eks.
Najnowszy film Allena to powrót do formy reżysera, aczkolwiek po niezbyt długiej
niedyspozycji. Nieudany „Sen Cassandry” to dosyć spora wpadka (jedna z
nielicznych prawdziwych klęsk w karierze tego twórcy), ale już na przykład
wcześniejszy „Scoop” nie był przecież taki zły, jasne, drugiej „Annie Hall”
Woody już pewnie nie zrobi, ale czy musi? Jego najnowszy film pokazuje nam, że
podstarzały nowojorski neurotyk, nadal ma w głowie mnóstwo ciekawych pomysłów i
ciągle czuć w nich pewną świeżość i lekkość.
„Vicky Cristina Barcelona” to obraz, który przypomina trochę miłosny szał,
wakacyjne zauroczenie, które ogarnia wszystkich wokół, pochłania bez reszty, po
czym kończy się równie szybko jak się zaczęło. Film aż kipi od emocji,
podskórnej i skrywanej zmysłowości. Allen więcej tu mówi o uczuciach niż
niejeden młodzik, pomimo iż sam ma już czasy burzy hormonów dawno za sobą.
Scenariusz to fantastyczna robota, co jest zresztą wizytówką większości filmów
tego reżysera, posiada on bowiem na koncie najwięcej (bo aż trzynaście)
nominacji do Oscara za scenariusz, a to zobowiązuje. Historia opowiedziana przez
niego w „Vicky...” jest niezwykle ciekawa, wciagająca, pomimo iż mówi o miłości,
to jest niebanalna, uciekająca od schematów i przede wszystkim mocno
pokomplikowana. Allenowi nie wystarczyło bowiem uczucie między dwojgiem ludzi. U
niego od razu musiał być trójkąt, a od połowy filmu przeradza się w czworokąt!
Do tego każda z postaci ma zupełnie odmienny charakter i temperament, przez co
widz czuje się wrzucony w wir skrajnych emocji. Obraz wprawdzie rozkręca się
trochę powoli, ale z czasem zaczyna pędzić niczym karuzela i zatrzymuje się
dopiero na kilka chwil przez zakończeniem. Film jest świetnie wyreżyserowany,
lekko, z finezją, jest pełen ciepłych kolorów i rajskich widoków z Hiszpanii. Ta
niezwykle gorąca atmosfera aż bije po oczach z ekranu i udziela się widzom.
Jak widać, podróże służą Woody’emu. Jego najnowsze dzieło jest pełne życia i
ciekawych oraz świeżych pomysłów, pomimo iż wybrał sobie pozornie mało
oryginalny i bardzo mocno wyekspolatowany temat. Do tego (może sprawił to klimat
Hiszpanii), czuć tu też trochę styl Almodovara w wersji light, co nie jest
oczywiście minusem, a wręcz przeciwnie.
Aktorstwo jest znakomite bo i obsada robi wrażenie. Scarlett Johansson wydaje
się z każdą rolą coraz bardziej dojrzała i świadoma swych umiejętności, Rebeca
Hall spisała się jeszcze lepiej, tworząc jedną z najlepszych kreacji ostatnich
miesięcy. Javier Bardem po raz kolejny zachwyca, jednak najbardziej błyszczy
Penelope Cruz, wcielająca się w pełną pasji, neurotyczną i opętaną przez uczucia
Hiszpankę z krwi i kości. Fantastyczna kreacja, słusznie nagrodzona Oscarem za
rolę drugoplanową.
Dorobek Woody’ego Allena jest iście imponujący. Od około 40 lat niemal co rok
kręci kolejny film - wydaje się po prostu niezmordowany. Sam często przyznaje,
że wynika to z tego, iż ma w głowie setki pomysłów każdego dnia i stara się jak
najwięcej z nich przełożyć na papier bądź taśmę filmową. Co najważniejsze,
rzadko schodzi poniżej pewnego poziomu. Oczywiście prawdziwie wybitne dzieła
trafiają mu się nie za często, jednak mimo tego, nieczęsto zdarzają mu się
jakieś totalne niewypały. Szczególnie w ostatnich latach jego twórczość
przypomina sinusoidę, raz tworzy filmy znakomite („Wszystko gra”), a raz słabe
(wspomniany wcześniej „Sen Cassandry”), niemniej film „Vicky Cristina Barcelona”
z pewnością nie zalicza się do tej drugiej kategorii. Może nie jest też w
ścisłej czołówce, ale z całą pewnością należy mu się wysoka pozycja.
| |
 |
rok produkcji - 2009
reżyseria - Woody Allen scenariusz - Woody Allen
zdjęcia - Javier Aquirresarobe czas projekcji - 96 minut
|
Scarlett Johansson
Rebecca Hall
Penelope Cruz Javier Bardem Pablo Schreiber
|
|
 |
Autor recenzji: Przemysław Dobrzyński - HOME-ER [e-mail] | Klub Miłośników
Filmu, 15 kwiecień 2009
STRONA GŁÓWNA |
RECENZJE KMF
|
RECENZJE "VICKY CRISTINA BARCELONA"
| |