Czyli Pedro opowiada dalej...
Reżyser z La Manchy nie musiał triumfalnie powracać... bo niby skąd miałby wracać? Od paru lat zaskarbia sobie sympatię coraz szerszej publiczności, topi serca konserwatywnych wielbicieli filmowych "akademików", intryguje i zmusza do otworzenia oczu. Urzeka nas czy odpycha - trudno przejść obok jego filmów obojętnie. Chcemy by opowiadał dalej, w dobrze znanym trybie "na niby, ale gdyby?". Na ekranie odpływają napisy końcowe, patrzę na twarze ludzi w kinie. Jedni, rozbawieni, mkną zapewne ku dalszej części wieczoru, kilkoro siedzi jeszcze w fotelach w wielkiej zadumie... Po chwili zbieram się i ja w przekonaniu, że Pedro Almodovar wciąż jeszcze świetnie opowiada te swoje kryptoseriale, iluzoryczne lustrzane puzderka pełne najrozmaitszych odbić, groteskowe soap opery...
|
 |
|
 |
|
Skąd więc mógł powrócić?Chyba jedynie z mrocznych odmętów męskich dusz, wilczych, głodnych, pożądliwych, niespełnionych tęsknot przedstawionych w "Mala Education". "Volver" to powrót do źródeł reżyserskich inspiracji - do kobiet. Dwie aktorki, które odkrył przed laty, Penélope Cruz oraz owiana legendą Carmen Maura, prowadzą ten spektakl pełen namiętności, ponurych sekretów, spontanicznego uśmiechu oraz uśmiechu, który pozostawia krwawe ślady odciśnięte na ustach. Mimo wszystko one się uśmiechają przecież, kryją w sobie ten nadzwyczajny, instynktowny pęd ku życiu, czasem zmuszone są wstać z martwych aby dopełnić misji. Witalność, przejawiająca się w walczeniu o swoje miejsce pazurami, wylewa się z tego obrazu tak po prostu, tak zwyczajnie. Właściwie nie ma czasu na pozory, obie aktorki wypadły naturalnie w roli pełnokrwistych Hiszpanek pochodzących z prowincji.
Hiszpańska prowincja, miejsca, w których reżyser się wychował, powracają także w dość magicznej atmosferze. Są to obszary transgresji, czyli płynnego przejścia, przeniknięcia w odmienny stan. To tam powiewa porywisty wiatr z południa przyprawiający niektórych o szaleństwo; tam dokonuje się misterium miłości i śmierci, tam żywi powracają z martwych, i tam pożar trawi piętno zdrady zwracając ludziom wolność. Almodovar jednak trzyma się blisko prozy życia swoich bohaterek, z wszystkimi zawirowaniami jakie niosą ze sobą logika umysłu i natarczywe emocje. Reżysera bawi także transgresja na poziomie gatunkowym. Znamy przecież dobrze jego tragikomiczne oblicze i niegasnącą fascynację kulturą masową. Także i tym razem Pedro uraczył swojego widza odrobiną brukowej historii z kronik kryminalnych, szczyptą nachalnej i wszędobylskiej telewizji w postaci talk-show. Znalazły się tu także wątki zaczerpnięte z wenezuelskich telenowel. Jeśli dodamy do tego również galerię nietuzinkowych kobiet, z całą ich witalnością, zaskakującą prostolinijnością, dosadnością, liryzmem i bólem życia, otrzymamy typowe autorskie kino Almodovara. Z ową dozą dojrzałości oczywiście, którą Almodovar nakreślił filmem "Wszystko o mojej matce".
|
 |
|
 |
|
Almodovar po raz kolejny opowiada swoją urzekającą historię o kobietach i ich wzajemnych relacjach w rytmie żywiołowego tanga "Volver". Postać matki oraz uczuć macierzyńskich przybiera archetypiczne oblicze. Kobiety tracą matkę, co stanowi jedynie początek by odnaleźć ją w sobie na nowo. Dramatyczne tango dojrzewania do obrazu matki jaki noszą w sobie Raimunda, Sole a także Agustina, być może prowadzi do zintegrowania tych cech matczynych, które dotąd z uporem, w strumieniu życia, odpychały. Być może powrót-volver oznacza dla nich powrót do ukochanego obrazu najważniejszej kobiety w ich życiu - do matki, która przemawia przez nie same a której dotąd kazały milczeć i umrzeć.
Co nowego u Almodovara? Nowego niestety nic, raczej bardziej widocznego i zdecydowanego. Zauważam znacznie pogłębiony rysunek postaci, dookreślanie ich epizodycznymi scenami, detalami; mocne umiejscawianie ich w grupie społecznej (także na poziomie językowym, np. zastosowanie miejscowej gwary) i kulturowej (życie codzienne i obrzędowe prowincji). Almodovar przemawia tu do mnie najmocniej w epizodach kulturowo-społecznych, gdzie ujawnia swój zmysł obserwacji, analizy i syntezy. Te głośne całusy bohaterek, pulsujące ruchy wachlarza podczas skwaru i zaduchu, małomiasteczkowe opowieści o zmarłych, pałaszowanie domowych smakołyków czy żywiołowe pieśni podczas oczyszczania grobów mężów (znakomita scena otwierająca film!), utkwiły w mojej pamięci wywołując audiowizualną przyjemność podglądacza rzeczywistości kreowanej przez Almodovara.
Czasem prosimy o opowiedzenie naszej ulubionej historii jeszcze raz,
więc on przyszedł i ją ponownie opowiedział...
 | |
V O L V E R
Rok produkcji: 2006, Hiszpania
Czas trwania: 121 minut
Reżyseria i scenariusz: Pedro Almodovar
Zdjęcia: Jose Luis Alcaine
Muzyka: Alberto Iglesias
Montaż: Jose Salcedo
Kostiumy: Sabine Daigeler
Wystąpili:
Penelope Cruz, Carmen Maura, Lola Duenas, Blanca Portillo, Carlos Blanco,
Yohana Cobo, Chus Lampreave, Antonio de la Torre, Maria Isabel Diaz
 |
|
Autor recenzji:
Magdalena Skorus - VERA
|
Klub Miłośników Filmu, 28.09.2006
|