Z otchłani żenady i tytułowej ciemności, w jakie polskie
kino wprowadziły ostatnie Wielkie Narodowe Produkcje O Rzeczach Ważnych, próbuje
nas wyciągnąć najnowszy film pani Agnieszki Holland. W ostatnich tygodniach
zrobiło się o nim na tyle głośno, że chyba nie ma sensu, abym mówił o czym jest
i jaki temat porusza. Kolejne medialne wydarzenie naszego kina, a skojarzenia z
przekleństwami, które wyrzucałem z siebie przy okazji premiery "Katynia" i
"Bitwy Warszawskiej" powracają z niepokojącą siłą. Po raz kolejny wywiady w
telewizji i wycieczki szkolne, po raz kolejny poruszanie tych samych tematów, z
czego nic nie wynika i po raz kolejny prezydent na premierze. Znamy to wszyscy.
Rzecz w tym, że "W Ciemności" to - w przeciwieństwie do większości polskich
produkcji - film dobry, a w pewnych aspektach nawet bardzo dobry. Dokładniej -
jakieś dziesięć do piętnastu razy lepszy od "Katynia" i dziesięć tysięcy od
setek milionów razy lepszy od "Bitwy…". To po prostu dobre kino i tyle. Na
filmikach z premiery widziałem Andrzeja Wajdę i mam szczerą nadzieję, że
oglądając nowe dzieło koleżanki po fachu nauczył się czegoś, bo po jego ostatnim
dziele zdecydowanie widać, że tego potrzebuje.
"W ciemności" to historia rozgrywająca się podczas II wojny światowej we Lwowie,
oparta na wspomnieniach jednej z uczestniczek zdarzeń (więcej nie powiem, choć
po genialnych wywiadach polskich dziennikarzy już i tak pewnie wszyscy znają
zakończenie, ech) i wyreżyserowana na podstawie scenariusza napisanego przez
Kanadyjczyka. Za reżyserię, jak wiadomo, odpowiada Agnieszka Holland, która w
moim prywatnym mniemaniu zasłużyła sobie na o wiele większy szacunek niż cała
reszta wielkich polskich reżyserów.
Głównym bohaterem jest Leopold Socha grany przez absolutnie niesamowitego w tym
filmie Roberta Więckiewicza. Zajmuje się on konserwacją lwowskich kanałów. Tak
się składa, że mieszka niedaleko getta żydowskiego i podczas jednej z wypraw
natrafia na Żydów, którym – w razie, gdyby mieli jakieś problemy z Niemcami -
zgadza się pomóc i udzielić schronienia w kanałach. Za odpowiednią opłatą.
Wkrótce później Niemcy likwidują getto, a dzięki pomocy Sochy, niewielkiej
grupce Żydów udaje się zbiec do kanałów. Tam rozpoczyna się dla nich nowe życie,
nowa egzystencja, w stałym ukryciu, w nieustającym lęku, że ktoś ich tam
odkryje. Ich jedyną nadzieją na ratunek i jedynym filarem oddzielającym od
śmierci staje się Socha.
No dobrze. Film jest, jak już rzekłem, bardzo dobry. Obdarzony absolutnie zerową
dawką zadęcia i nadymy wynikającej z ważności opisywanego tematu, dzięki czemu
staje się czymś względnie nowym na polskim podwórku filmów historycznych. Przede
wszystkim Robert Więckiewicz daje totalnego czadu - jego rola to najlepsza
kreacja w filmie, najbarwniejsza postać, a przecież rzadko się zdarza, aby tym
mianem określano protagonistę opowieści. Pani Agnieszka stawia w swoim dziele na
absolutny, brutalny realizm i naturalizm. Autentyzm jest dla niej najważniejszy
- a więc aktorzy musieli nauczyć się gwary lwowskiej, sceneria miasta i wydarzeń
jest oddana z bolesnym realizmem, a wiele ujęć z ręki doskonale ilustruje chaos,
stres i lęk, jaki towarzyszył żydowskim uciekinierom podczas tych zdarzeń.
Zresztą zdjęcia to w ogóle oddzielna, doskonała sprawa - większość akcji
rozgrywa się w kanałach, a pani Holland wspaniale udało się oddać wrażenie
przebywania w nich. Gra światłem i ciemnością to absolutne mistrzostwo, często
jest tak ciemno, że zupełnie nic nie widzimy, a czasem snop oślepiającego
światła tak w nas walnie, że musimy zmrużyć oczy - dokładnie tak, jak
bohaterowie filmu. W filmie Holland ciemność jest śmiercią, światło - nadzieją,
życiem, wyzwoleniem.
Pani Agnieszka obdarzyła też swój film dwoma rzeczami, których – szczerze mówiąc
– nie spodziewałem się po jej filmie. Po pierwsze, dostajemy zaskakująco sporą
dawkę erotyzmu. I to ostrego erotyzmu – prawdziwego, brutalnego,
nieskrępowanego, a jednocześnie paradoksalnie takiego, z którym bohaterowie
kryją się po kątach, chowają w ciemnych pomieszczeniach, bo zwyczajnie nie mogą
go inaczej pokazać. Po drugie, w filmie doświadczymy też naprawdę sporo
subtelnego humoru. Co prawda humoru czarnego jak smoła, krótkiego jak ostrze
noża, ale jednocześnie tak wdzięcznie wplecionego w opowieść, że nie sposób go
nie docenić. Polski film historyczny o Żydach zrobiony z dystansem i wyczuciem?
Czy ja na pewno oglądałem rodzimy film?
Największą wadą jest niestety scenariusz i to za niego ocena leci mocno w dół.
Co tu dużo mówić - przez większość środkowej części właściwie niewiele się tu
dzieje, a akcja stoi w miejscu. Jest zwyczajnie nudno. Holland bardzo skupia się
na postaciach żydowskich uciekinierów, moim zdaniem za bardzo i za bardzo się
nad nimi rozczula - ich losy właściwie nie mają większego znaczenia dla całej
historii, pokazywanie ich życia i straszliwych warunków ich egzystencji staje
się celem samym w sobie. Ja tego osobiście bardzo nie lubię. Z "W ciemności"
można by spokojnie wyciąć pół godziny i nie miałoby to znaczenia dla reszty
historii. Brak mi też było napięcia; owszem, mamy tu ze trzy sceny naprawdę
zapadające w pamięć, ale dla mnie to było trochę za mało.
Jeszcze jedna mała wada pod adresem reżyserki: rozmowy bohaterów. Wypowiadają
oni kwestie, jak już wspomniałem, w gwarze lwowskiej, ale prócz tego posługują
się też językiem ukraińskim. Wypowiedzi w innym języku są tłumaczone przy pomocy
napisów, z resztą pani Holland uważa, że sobie poradzimy. Problem polega na tym,
że często sobie nie radzimy – aktorzy tak doskonale opanowali egzotyczną dla nas
mowę, że czasem trudno idzie zrozumieć co mówią, czy to przez tempo czy przez
fakt zagłuszenia wypowiedzi przez otoczenie. Toteż drugi albo trzeci seans wcale
nie zaszkodzi.
I tak oto "W ciemności" staje się jednym z najlepszych polskich filmów, jakie
ostatnio widziałem. I jeśli jest jakiś film, na który warto jednak wysyłać te
nieszczęsne wycieczki szkolne i o którym trzeba mówić w telewizji i na którego
premierę ma przychodzić prezydent - to niech to będzie właśnie ten. Obraz pani
Holland zyskuje u mnie zresztą również za temat - podjęła się ona bardzo
ciężkiego motywu i wyszła z tego obronną ręką. Nie mam nic przeciwko, żeby tacy
reżyserzy jak ona świecili triumfy w mediach, a o Wajdzie i Hoffmannie lepiej od
razu zapomnieć.
Ocena:
7,5/10
|
 |
W ciemności
Rok produkcji: 2011
Czas trwania: 145 min.
Reżyseria: Agnieszka Holland
Scenariusz: David F. Shamoon
Muzyka: Antoni Łazarkiewicz
Aktorzy:
Robert Więckiewicz, Benno Fürmann, Agnieszka Grochowska, Maria Schrader, Herbert Knaup, Marcin Bosak, Krzysztof Skonieczny
|
|
Autor tekstu:
Jerzy Babarowski – Rodia
[e-mail]
Klub Miłośników Filmu, 11 stycznia 2011
Oprawa html:
Filip Jalowski - FIDEL
[e-mail]
STRONA GŁÓWNA
RECENZJE |
ANALIZY |
ARTYKUŁY
FORUM DYSKUSYJNE