"[...]Wszystko zależy od ciebie.
Ty sama masz tego dokonać.
To ty spowodujesz, że twoje marzenie się ziści."
"Save The Last Dance" - taki jest oryginalny tytuł tego filmu. Mimo to,
że tytuł polski w żaden sposób nie jest podobny do angielskiego, równie
dobrze oddaje klimat filmu.
Jest to romantyczna opowieść, chwilami śmieszna, chwilami dramatyczna.
Podsycona wspaniale dobraną muzyką naszych czarnych braci, którzy
królują w klubach, i pięknymi melodiami w chwilach smutniejszych. W
historii tej zostały połączone dwa światy, które teoretycznie niewiele
mają ze sobą wspólnego. A w praktyce, jak łatwo się domyśleć, połączy je
miłość do muzyki i tańca. Właśnie owo złączenie muzyki i kultury
hip-hopowej z baletem jest szkieletem, jak się dowiemy, bardzo trwałym i
mocnym.
Reżyser Thomas Carter w zgrabny sposób udowadnia widzom, że - jak
uczyliśmy się na lekcjach fizyki - przeciwieństwa się przyciągają.
Młoda siedemnastoletnia dziewczyna Sara (Julia Stiles) z zapałem trenuje
balet. Jest w tym wspierana przez matkę, która stara się pogodzić pracę
z wychowywaniem swojej córki. Sara marzy o tym, by dostać się do szkoły
baletowej Juilliard. Poznajemy ją w momencie, gdy jedzie w pociągu do
ojca do Chicago. We wspomnieniach widzimy, jak wyglądało przesłuchanie i
jak zginęła jej mama. Podobał mi się sposób, w jaki jest to pokazane.
Sara czeka na przyjazd mamy, w tym samym momencie widzimy kobietę jadącą
do córki. W następnej scenie Sara musi stawić się już przed komisją, bez
wsparcia matki, nagle przewraca się, nie udaje się jej wykonać jakiegoś
piruetu i upada. W tym samym momencie mama dziewczyny, jadąc samochodem,
wpada w poślizg i ginie w wypadku. Film ogólnie jest pozytywny, ale nie
brakuje w nim scen smutniejszych i to jest właśnie jedna z takich scen.
Po przyjeździe do ojca - muzyka jazzowego, do osoby, której właściwie
nie zna, nie ma z nią kontaktu, następuje zderzenie z nowym
środowiskiem, z nowymi, całkowicie obcymi dla niej ludźmi. Nie ma
zamiaru wracać do baletu, tą część swojego życia uważa za zamkniętą,
chce być zwykłą, przeciętną dziewczyną. Kontynuuje naukę w szkole, gdzie
uczęszczają prawie sami "czarni". Ona sama jest "biała" i to jest jedna
z tych wspomnianych już przeciwności. Jednak bardzo szybko zdobywa sobie
nowych przyjaciół, w większości czarnoskórych, dzięki dobremu przyjęciu
przez Chenille (Kerry Washington). Idą na imprezę do klubu, gdzie grana
jest muzyka hip-hop i r&b. Do tej pory Sara nie słuchała takiej muzyki,
a tym bardziej nie tańczyła do jej rytmów. Poznaje również brata
Chenille, Dereka (Sean Patrick Thomas), który uczy ją innego sposobu
poruszania się na parkiecie. I to właśnie przez taniec stają się dla
siebie bliscy. Widzimy, jak poznają się ludzie z zupełnie obcych kultur,
nie zawsze akceptowanych przez otocznie. Tak się zastanawiam nad tym,
kto jest bardziej rasistowski: my "biali" czy "czarni"? I dochodzę do
wniosku, że pomimo wyjątków, które oczywiście się zdarzają, nasza
akceptacja Afroamerykanów jest w tym momencie coraz większa. Wydaje mi
się, choć jest to moje zdanie i wiele osób może się ze mną nie zgodzić,
że nie widzimy już tak dużej różnicy między tymi dwoma kolorami skóry.
Choć pewnie można by polemizować na ten temat, ale w znacznej większości
pewnie tak jest. I choć ich tak charakterystyczny sposób bycia i
zachowania może wydać się nam śmieszy, coraz bardziej widać na naszych
polskich ulicach młodych ludzi zapatrzonych w kolegów zza oceanu.
Czasami to zapatrzenie jest ślepe, pozbawione selektywnego wybierania
cech, które są dobre, a zazwyczaj, dziwne, ale wydaje nam się, że
wszystko, co amerykańskie, jest najlepsze.
Derek staje się natchnieniem dla Sary, przyjaźniąc się z nią, pomaga
jej w problemie, jakim jest śmierć jej mamy, z którą nie potrafi sobie
poradzić. Dziewczyna obwinia siebie za jej tragiczny wypadek. Derek z
powrotem wszczepia Sarze miłość do tańca, dzięki czemu postanawia ona
kolejny raz spróbować dostać się do najlepszej szkoły baletowej w kraju.
Miłość, jaka zaczyna łączyć tą parę, aby mogła przetrwać, musi być
czysta, muszą obydwoje zrozumieć, że nie ma barier miedzy nimi. Muszą
pokonać fizyczne różnice, jakie ich dzielą, niechęć przyjaciół. Czy uda
im się pokonać uprzedzenia rasowe, czy Derek wybierze Sarę, czy też
kumpli i kryminalną przeszłość? Odpowiedz na te pytania uzyskacie po
obejrzeniu tego filmu...
Jest to film dla nastolatków, zrobiony przez MTV, więc muzyka dobrana
jest znakomicie, jest to dobrze słyszany element filmu. Muszę przyznać,
że właśnie ze względu na muzykę obejrzałem ten obraz. Spodziewałem się
czegoś gorszego, ale jestem miło zaskoczony. "W rytmie hip-hopu"
oglądało się przyjemnie, jest to bajka, ale nienaciągana, sprawnie
zrobiona. Niektóre sytuacje lub dialogi są troszeczkę przerysowane, z
podobnych produkcji. "Czarni" bohaterowie nie mają dylematów, nie
zastanawiają się, co zrobić, właściwie to wiedzą to już doskonale.
Niektóre sceny przypominają obraz popularny pod koniec lat 80.,
mianowicie "Dirty Dancing". Dziewczyna w nowym mieście, w nowej
sytuacji. Nieznająca obowiązujących zasad. Poproszona na parkiet do
tańca nie bardzo wie, jak się odnaleźć. Poznaje osobę, która jej w tym
pomaga. Nawiązuje się między nimi bliższa znajomość, itp.
Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o dobrej grze aktorskiej młodych
artystów Julii Stiles [(nominacja) MTV Movie Award - najlepsza aktorka],
Seana Patricka Thomasa i Kerry Washington [(nominacja) Brązowa Statuetka
Leliwity - najlepsza aktorka drugoplanowa]. Naprawdę warto zwrócić na
nich uwagę i obserwować ich dalsze poczynania aktorskie.
Ciekawostką może być fakt, że reżyser Thomas Carter wybrał Julię Stiles
do roli Sary po tym, jak zobaczył jej taniec na stole w filmie
"Zakochana złośnica" :)
Ocena 7/10
 |
"W rytmie hip-hopu"
Rok produkcji: 2001, USA
Czas trwania: 112 minut
Gatunek: Dramat/Komedia Obyczaj/Romans
Data premiery: 2001-05-25 (Polska), 2001-01-09 (Świat)
Reżyseria: Thomas Carter
Scenariusz: Duane Adler
Zdjęcia: Robert A. Hudecek, Robbie Greenberg
Muzyka: Ice Cube, Snoop Dogg, Mark Isham
Scenografia: Paul Eads
Obsada:
Julia Stiles: Sara
Sean Patrick Thomas: Derek
Kerry Washington: Chenille
Fredro Starr: Malakai
Terry Kinney: Roy
Bianca Lawson: Nikki
Vince Green: Snookie
Garland Whitt: Kenny
Elisabeth Oas: Diggy
Artel Jarod Walker: Arvel
Cory Stewart: Lip
Jennifer Anglin: Glynn
Dorothy Martin: Momma Dean
Klub
Miłośników Filmu | 19 XII 2004 |
|
| Autor recenzji:
Dominik Haładus - Filmfan |