Strona główna KMF




Jasia Fasoli chyba nie trzeba nikomu przedstawiać - brązowa marynarka, przykrótkie spodnie, czerwony krawacik i tendencja do wpadania w tarapaty oraz niezwykle oryginalne sposoby radzenia sobie z nimi. Dodajmy brązowego misia oraz Mini Morrisa i mamy pełny wizerunek Jasia Fasoli. Wszystkie odcinki jego przygód ukazujące się od 1990 roku bazują na dość prostym schemacie, który opiera się na umieszczeniu bohatera w różnorodnych, dla większości ludzi normalnych sytuacjach. Jednak dla nieskomplikowanej osobowości bohatera sytuacje codzienne okazują się sporym wyzwaniem, a że radzi sobie z nimi zgodnie z własną oryginalną logiką, powoduje to masę zabawnych zdarzeń. Oczywiście nie byłoby Jasia Fasoli bez Rowana Atkinsona - brytyjskiego komika, dla którego rola ta okazała się nie tylko życiową, bo to za mało powiedziane. Życiową rolą Schwarzeneggera był Terminator, ale nikt nie wskazuje go palcem krzycząc: "patrzcie, Termianator idzie". W przypadku Atkinsona utożsamianie go z rolą jest powszechne, czym sam aktor jest już trochę zmęczony, czemu zresztą trudno się dziwić.




Jaś Fasola zdobył ogromną popularność na całym świecie - okazało się, że humor sytuacyjny, bliski komedii slapstickowych spod znaku Chaplina trafia bezbłędnie w gusta widzów pod różnymi długościami i szerokościami geograficznymi, jest czytelny i prosty, ale - co warte podkreślenia - nie prostacki. Należało się spodziewać, że wcześniej czy później Mr. Bean musi trafić na duże ekrany - był zbyt atrakcyjnym kąskiem by nie wykorzystać jego popularności do przyciągnięcia widzów do kin. Tak powstała w 1997 roku koprodukcja amerykańsko-brytyjska "Jaś Fasola: nadciąga totalny kataklizm". Niestety, twórcy poszli inną ścieżką niż ta, do której przyzwyczaiły nas telewizyjne odsłony - angielskiego bohatera bliskiego niemej komedii wstawiono w bardzo przeciętną fabułkę skrojoną na amerykański sposób i potraktowano jedynie jako atrakcyjny dodatek. Popisy Atkinsona, często wykorzystujące pomysły ze znanych już odcinków owszem, bawiły, ale jak na dłoni widać było, iż film pełnometrażowy jest pomyłką, gdyż poza tytułowym bohaterem cała reszta otoczenia nadawała się głownie do przewinięcia - zresztą małomówny Fasola w standardowym filmie sprawiał wrażenie jak wycięty z zupełnie innej bajki.




I oto po dziesięciu latach znów witamy pana Fasolę na ekranach kin. I jest to film taki, jakiego jego miłośnicy oczekiwali. Przede wszystkim zrobiony "po europejsku" i zgodnie z duchem odcinków telewizyjnych - dialogi sprowadzone do absolutnego minimum i Rowan Atkinson przez cały czas na pierwszym planie. Motorem fabuły jest podróż do Cannes, toteż przygody Fasoli wpisano w konwencję kina drogi i muszę przyznać - bardzo udanie. Film nie potrzebuje żadnych komentarzy, nakręcony zgodnie z tradycją komedii chaplinowskich, opowiada głównie obrazem, z którego jasno wynika o co chodzi. Pojawiają się co prawda znane już wcześniej gagi i sytuacje, ale większość jest świeża - Fasola otrzymuje nowy rekwizyt jakim jest kamera, którą filmuje swoją podróż uwieczniając wszystko po drodze na swój chaotyczny, "fasolowaty" sposób. Wszystko to klimatem przypomina odcinki znane z telewizji, ale jest kilka elementów, które uatrakcyjniają tę znaną i lubianą formułę. Przede wszystkim muzyka, świetnie dobrana do poszczególnych scen i bardzo różnorodna, doskonale podkręca opowieść o podróży przez Francję i współgra z ładnymi plenerami, które na dużym ekranie robią niespodziewane wrażenie - nie spodziewałem się takich ujęć w komedii o Jasiu Fasoli. Dobrze zaprezentowały się również postacie z drugiego planu: przede wszystkim narcystyczny reżyser kreowany przez Willema Dafoe, a śliczna Emma de Caunes jest bardzo miłym dla oka ozdobnikiem.




Nie da się jednak ukryć, że film należy do Rowana Atkinsona, który zapowiedział, że jest to jego pożegnanie z rolą sympatycznego pana Fasoli. Jeśli tak, to jest to pożegnanie koncertowe: Atkinson daje z siebie sporo, ale nie przegina - jest po prostu Fasolą jakiego wszyscy znają i lubią. Wszystkim jego miłośnikom bardzo polecam "Wakacje Jasia Fasoli", które są uniwersalną, lekką komedią z krytyką napuszonych pseudoartystycznych filmów w tle i jest to bardzo miła odskocznia od najeżonych obrzydliwościami komedii ostatnich czasów.



 

Tytuł polski: Wakacje Jasia Fasoli
Rok produkcji: 2007
Kraj: Wielka Brytania
Czas trwania: 90 minut

Reżyseria: Steve Bendelack
Scenariusz: Robin Driscoll,
Simon McBurney, Hamish McColl
Zdjęcia: Baz Irvine
Muzyka: Howard Goodall

W roli głównej: Rowan Atkinson


Wyślij e-mail Autor recenzji:
Marek Klimczak - BOCIAN
Klub Miłośników Filmu
21.04.2007