|
Aby zabrać się do filmu „Walc z Bashirem”, przeciętny polski widz musi przezwyciężyć dwa błędne przyzwyczajenia.
Pierwsze z nich, bardzo u nas niestety ugruntowane, to przekonanie, że cokolwiek
jest animowane, musi być przeznaczone dla młodszej widowni. Potem zdziwieni
rodzice zmuszeni są pikietować, bulwersując się wulgarnością danej ‘kreskówki’ i
wygrażają swoimi pięściami nad niemoralnością twórców. Może przy filmie Ariego
Folmana trudno się pomylić w tym względzie, ale z widzami nigdy nie wiadomo.
Drugie przyzwyczajenie, to traktowanie kina dokumentalnego jako obiektywnego,
wypełnionego faktami i wypowiedziami ekspertów, mało emocjonującego,
spełniającego przede wszystkim rolę informacyjną. Jednak powinno być oczywiste,
że za pozornie niewinną formą, zawsze kryje się jakaś ideologia i obiektywność
jest jedynie pewnym ideałem niemożliwym do osiągnięcia.
Dzieło izraelskiego reżysera łamie te
wszystkie przyzwyczajenia, i przybiera formę „animowanego dokumentu”. Może to
brzmieć niecodziennie, ale tak naprawdę jest to błyskotliwym i dającym wielką
swobodę posunięciem, które napełnia nowym życiem ten gatunek filmowy. „Walc z Bashirem” to przede wszystkim autobiograficzna podróż w głąb psychiki Folmana,
próba odnalezienia jednostki wplątanej w mechanizmy i wydarzenia historyczne
(konkretnie inwazja Libanu przez Izrael w latach 80. ubiegłego stulecia),
penetracja podświadomości, snów, wspomnień, fantazji, emocji, zapomnianych
szczegółów, rekonstrukcja bolesnych zdarzeń, ukrytych tak głęboko, że trudno
odróżnić jawę od koszmaru sennego. Tutaj z pomocą przychodzi właśnie oryginalna
forma, która pozwala przelać te wszystkie różnorodne ‘fakty’, czy też ‘fakty
psychiczne’ w narrację, oraz w niezwykle piękne i poetyckie obrazy. Reżyser od
razu wciąga w swoją wizję i wszelka przynależność gatunkowa przestaje mieć
jakiekolwiek znaczenie.
Jest to pewnego rodzaju traktat filozoficzny: w planie ogólnym o okrucieństwach,
absurdzie i chaosie wojny, ale ważniejszy tutaj jest plan szczegółowy,
zwracający uwagę na egzystencję jednostki uwikłaną w sieć nierozwiązywalnych
nici historii, a także zagubioną we własnym umyśle, broniącą samą siebie przed
faktami zbyt bolesnymi, żeby z nimi żyć na porządku dziennym. Wielkie i trudne
do zdefiniowania pojęcie, jakim jest „prawda”, tutaj niemal całkowicie wymyka
nam się z rąk, staje się poszatkowane, przefiltrowane przez subiektywne odczucia
pojedynczych żołnierzy, niemożliwe do zrekonstruowania. Można jedynie
prześlizgnąć się po powierzchni, ledwie musnąć jej istotę, jeśli takowa
istnieje. Ale nie prawda jest tutaj najważniejsza, lecz trudne pytania, jakie
jej poszukiwanie wywołuje. Czy naprawdę mamy wpływ na pewne wydarzenia? Dlaczego
milczymy, kiedy powinniśmy krzyczeć? Czemu się przyglądamy, kiedy potrzebne jest
działanie? Jaką istotą jest człowiek, jeżeli jego własny umysł zataja przed nim
wspomnienia? Oczywiście jednoznaczne odpowiedzi nie istnieją, ale samo
zastanowienie się nad nimi jest wzbogacające.
Obrazy, jakie oglądamy w „Walcu z Bashirem” same w sobie są małymi dziełami sztuki. Piękna animacja i świetnie
przemyślane sceny, są na przemian wzruszające i wstrząsające, metafizyczne i
prozaiczne. Różne oblicza wojny układają się w skomplikowaną mozaikę znaczeń,
skojarzeń i emocji. Najważniejsze jednak, że na koniec, obojętność jest
niemożliwa. Zostajemy pozostawieni w niewygodnej pozycji i niemal zmuszeni do
refleksji. Esencja kina dokumentalnego. | |
 |
rok produkcji - 2008
reżyseria - Ali Forman scenariusz - Ali Forman muzyka -
Max Richter czas projekcji - 90 minut
|
Yehezkel Lazarov
Mickey Leon Mickey Leon
Ron Ben-Yishai Ron Ben-Yishai
Ronny Dayag Ronny Dayag
Ari Folman Ari Folman
Dror Harazi Dror Harazi
Ori Sivan Ori Sivan
Zahava Solomon Zahava Solomon
|
|
 |
Autor recenzji: Karol Kućmierz| Klub Miłośników
Filmu, 7 kwiecień 2009
STRONA GŁÓWNA |
RECENZJE KMF
| |