STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE



Nie jest to wielki Oliver Stone, jakiego pamiętamy z czasów Plutonu, JFK czy oryginalnego Wall Street, ale jest to Stone najlepszy od lat. Postępująca wraz z rozwojem jego twórczości lewicowa radykalizacja, która wypaczała odbiór jego filmów, ustąpiła tutaj, choć nie w pełni, pewnej refleksji nad porządkiem rzeczy w świecie, niepozbawionej oczywiście politycznych akcentów, ale jednak dosyć uniwersalnej w wymowie.
Zgodnie z tym, czego można się było spodziewać, fabuła filmu osadzona została w podkoloryzowanej rzeczywistości początków krachu finansowego z roku 2008. Firma, w której zatrudniony jest główny bohater, Jake Moore, zagrany przez Shię LeBoufa nosi ewidentne znamiona Lehman Brothers, behemota finansowego, który pierwszy padł ofiarą kryzysu, a organizacja Brettona Jamesa (Josh Brolin) to na moje oko wspomagany funduszami federalnymi Goldman Sachs - kuźnia kadr dla amerykańskiego banku centralnego (Federal Reserve) i kolejnych waszyngtońskich administracji. Oba, jako gigantyczne banki inwestycyjne, były filarami amerykańskiego systemu finansowego. Komuś, kto nie orientuje się w specyfice funkcjonowania bankowości inwestycyjnej (rzeczy, która w swojej anglosaskiej formule jest szerzej w Polsce nieznana), trudno nawet wyobrazić sobie, czym takie giganty sie zajmują, bo słowo "bank" bardziej wprowadza tu w błąd niż cokolwiek wyjaśnia. Instytucje tego typu nie zbierają lokat, by udzielać kredytów, z czego znana jest klasyczna bankowość komercyjna - one na globalną, trudną do wyobrażenia skalę handlują papierami wartościowymi i walutami, doradzają, przeprowadzają warte dziesiątki miliardów dolarów fuzje i przejęcia, gwarantują i plasują (znajdują nabywców) emisje akcji, inwestują pieniądze swoje i cudze; głownie te drugie. Używają przy tym instrumentów finansowych, które konstruują wybitni matematycy i ekonomiści, często z Noblem na koncie. I w zasadzie tylko oni potrafią w pełni zrozumieć ich funkcjonowanie, ale już nawet oni nie są w stanie oszacować potencjalnych globalnych skutków stosowania tego typu narzędzi. Dość powiedzieć, że w wielu instrumentach zastosowana tzw. dźwignia finansowa może sięgać kwot dziesiątków razy przewyższających wartość inwestycji (np. w takim modelu przy dźwigni rzędu 1:50, zmiana kursu instrumentu finansowego o 2% w górę pomnaża zainwestowany kapitał o 100%, a o 2% w dół niweluje go do zera). Lehman Brothers upadł z blisko 700 miliardami dolarów aktywów, przy kapitale własnym sięgającym około 22 miliardów, co oznacza, że średnio "wylewarowany" był ponad trzydziestokrotnie. Dla porównania planowane PKB Polski na rok 2010 to ok. 440 miliardów dolarów - Lehman za swoje aktywa w chwili upadku mógłby kupić łączną sumę wszystkich towarów i usług wytworzonych w naszym kraju w ciągu mniej więcej półtora roku.
Stone oczywiście nie skupia się na niuansach ekonomicznych krachu, nie zagłębia się również w jego gospodarcze przyczyny. Jeżeli próbuje stawiać diagnozę, to raczej od strony ideologicznej. Interesujące u niego jest to, że upadający bank (tak, to Lehman) staje się jakiegoś rodzaju moralnym kompasem; symbolem słabości zgniłego kapitalizmu, ale jednocześnie reliktem starych, lepszych czasów, kiedy ekonomia była prosta, a każdy dolar miał pokrycie w złocie (Bretton James! Bretton Woods! - czy to zbieg okoliczności, że jedna z postaci nosi imię przywodzące na myśl najsłynniejszy bodaj pakt finansowy w powojennych dziejach Świata?). Taki relikt musiał zostać wchłonięty przez tych, którzy przeżyli - stają się oni szakalami żerującymi na padlinie. Stone używa tu Moore'owskiego z ducha zabiegu, który z krwiopijcy czyni niemal świętego, człowieka zmęczonego, nierozumiejącego już sposobu, w jaki funkcjonują współczesne rynki. Oczywiście wszystko po to, żeby w tym ciemniejszych barwach odmalować szakala.

Pewną przewrotnością w wykonaniu reżysera jest również włożenie krytyki rynku w usta ubercynika i superspekulanta, Gordona Gekko (ponownie Michael Douglas). I akurat ten zabieg jest dosyć odświeżający, bo w gruncie rzeczy Stone tej postaci nie zdradza; pozwala jej do pewnego stopnia zostać tym, kim była zawsze, dodając jej jeszcze, choć wydawałoby się to niemożliwe, bezwzględności. Jego przewrotność jest tutaj nawet podwójna, zważywszy, w jakich okolicznościach Gekko swoją tyradę wygłasza; i dla jakiego celu. Widać również w dużej mierze udane próby powstrzymywania swoich dydaktycznych zapędów i choć odrobina (może trochę więcej) taniej, łopatologicznej publicystki się do filmu wkradła (upadające kostki domina, eksponowane na balu dobroczynnym symbole bogactwa), to nie wychodzi ona poza utarte, ale znośne ramy współczesnego moralitetu.
Są momenty, kiedy przebija z filmu "stary" Stone, Stone uniwersalista; nie przyozdobiony barwami wojennymi lewak, ale człowiek, który pochyla sie nad losem innego człowieka; jak w Plutonie czy pierwszym Wall Street. Oryginał stał się krytyką żarłocznego, bezlitosnego kapitalizmu, rozliczał epokę yuppies. Rzucając ustami Gordona Gekko prowokacyjne "greed is good", z jednej strony osiągał odwrotny do zamierzonego efekt, czyniąc go bożkiem młodych wilków z Wall Street, ale z drugiej zmuszał również do myślenia. Dawał cień nadziei na lepsze jutro, wystawiając na zwycięską próbę kuszonego Buda Foxa (zagranego wówczas przez Charliego Sheena). W Money Never Sleeps tej nadziei już nie ma. Bardzo wymowna jest scena z pojawiającym się na krótką chwilę Budem Foxem, właśnie - to nie jest nawrócony grzesznik, uświadomiony w swoim błędzie; to kolejny zawodnik wagi ciężkiej, który zapomniał o ideałach młodości. Bud odrobił swoją lekcję - Gordon Gekko może być z niego dumny. Stone odwraca bieguny. Wtedy wsadzając do więzienia "złego" kapitalistę mówił, ze błędy młodości można naprawić; dziś, czy to dlatego, ze film jest jednak dużo słabszy i jego siła znika wraz zbliżaniem się do zakończenia (szczególnie sam finał bardzo rozczarowuje), czy dlatego, ze sam nie ma już nadziei, pokazuje, ze świat sie nie zmienił, a jeżeli już to na gorsze. Chciwość jest już nie tylko dobra, jest na dodatek legalna; nie można zmienić systemu, który korumpuje wszystkich, którzy się do niego zbliżają, bo kto miałby to zrobić? Pozostaje wiara w to, że prawdziwa siła tkwi w idealizmie jednostek.

Ktoś mógłby zapytać, czy reżyser stawia diagnozę krachu? Ideologicznie - owszem, na gruncie czysto ludzkich niedoskonałości. Ale czy zbliża nas do jego zrozumienia? Ani na krok. Money Never Sleeps jest filmem niezłym, ale nie ma ani siły, ani demaskatorskiego zacięcia oryginału.

Ocena: 6/10

Wall Street. Money Never Sleeps

Tytuł polski: Wall Street. Pieniądz nie śpi
Czas trwania: 133 minuty
Rok produkcji: 2010, USA

Reżyseria: Oliver Stone
Scenariusz: Allan Loeb, Stephen Schiff
Zdjęcia: Rodrigo Prieto
Muzyka: Craig Armstrong

Wystąpili:
Michael Douglas Gordon Gekko
Shia LaBeouf Jake Moore
Josh Brolin Bretton James
Carey Mulligan Winnie Gekko
Eli Wallach Jules Steinhardt
Frank Langella Louis Zabel


Autor recenzji: Edward Kelley - KELLEY
Oprawa HTML: Maciek Poleszak - CIUNIEK
Klub Miłośników Filmu, 12 października 2010
STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE