WHEN THEY CRY


Nie dajcie się zwieść cukierkowym screenom!
Przed Wami brutalna i skomplikowana historia!



Za przeproszeniem Czytelniczek, powiem Wam coś jak facet facetowi - mając kilkanaście lat bardzo chciałbym być na miejscu Keiichiego, głównej postaci serii anime "Gdy zapłaczą cykady". Młody chłopak wprowadza się wraz z rodzicami do prowincjonalnej japońskiej mieściny, Hinamizawy. Jako że liczba dzieci w tym regionie jest wyjątkowo mała, uczęszczają one do jednej klasy, gdzie i tak nauczane są swoim indywidualnym tokiem. Keiichi ma to szczęście, że jest właściwie jedynym facetem, który zbliżony jest wiekiem do niepisanej przywódczyni pewnej grupy dziewcząt - energicznej chłopczycy imieniem Mion. Na samym początku zostaje przez nią włączony do elitarnego klubu, w skład którego wchodzą jeszcze: Rena Ryugu, która przeprowadziła się do wioski rok wcześniej niż Keiichi, mała kapłanka miejscowej świątyni - Rika Furuda, a także jej najlepsza przyjaciółka, z którą zresztą mieszka, Satoko Houjou. Od tej pory młody Maebara ma jak w Raju; cztery śliczne dziewczyny wokół siebie i to przez cały dzień. Który by tak nie chciał? Taa... Na nasze szczęście to nie ta "bajka", bo już za chwilę sprawy zaczynają się komplikować. I to poważnie.


  


"Higurashi no Naku Koro ni" jest adaptacją gry wideo z gatunku visual novel, autorstwa firmy 7th Expansion. Zadaniem gracza było połączyć ze sobą wszystkie części i rozdziały fabuły oznaczone jako "pytania" i "odpowiedzi", tak aby ułożyły się w logiczną całość, rozwikłując w ten sposób skomplikowaną intrygę. W międzyczasie można było umilić sobie czas różnymi mini-grami, które w większości opierały się na zabawach z dziewczynami w ramach zajęć klubu. W 2006 roku miała miejsce premiera pierwszego sezonu anime (24 odcinki), a rok później jego kontynuacji, na którą składa się dwadzieścia sześć epizodów. Powstała także pięcio-odcinkowa seria OVA, jednak jest ona raczej humorystycznym dodatkiem i tylko o niej wspominam. Biorąc pod uwagę, jak bardzo różnią się od siebie oba sezony, miałem zamiar napisać osobne ich recenzje. Ostatecznie zamknąłem wszystko w jednym tekście, a kwestie związane z ich odrębnością i różnicami będę sygnalizował przy okazji.

W ramach kontynuacji tego, co wiemy już o fabule z pierwszgo akapitu, najwyższa pora, bym ostro dorzucił do pieca. Keiichi dowiaduje się z czasem, że był przed nim pewien chłopiec, Satoshi, który został "przeniesiony". Jedyne, co po nim znajduje, to kij baseballowy. Pewien policjant z pobliskiego miasteczka, Kuraudo Ooishi, zaczyna zapraszać protagonistę na coraz częstsze pogawędki w radiowozie. Dotyczą one kwestii zniknięcia Satoshi'ego, działalności wpływowej rodziny Mion, a także miejscowej legendy o zemście Oyashiro-samy, tutejszego bożka i patrona Hinamizawy. Dziewczęta, z którymi się przyjaźni, zdają się być z takiego obrotu spraw niezadowolone. Zaczynają odwiedzać Maebarę także po szkole, w domu... Kiedy wątek dotyczący Keiichiego zostaje "urwany", pojawiają się następne. Jeden z nich to powrót bliźniaczej siostry Mion, natomiast w drugim główną postacią jest, mająca problemy domowe, Rena. Co ciekawe, każdy z tych rozdziałów wygląda z pozoru jak zupełnie alternatywna wersja tego, co mogło mieć miejsce w poprzednim. W każdym z nich wygląda to tak, że głównym protagonistą jest inna postać, a reszta bohaterów otrzymuje tak jakby "wykasowaną" pamięć. Reset - to słowo, które najlepiej oddaje charakter przejścia z jednego wątku do drugiego.


  


Fabuła sezonu pierwszego to prawdziwa jazda bez trzymanki. Pytania, tajemnice, kolejne pytania, i tak aż do punktu kulminacyjnego, który... nie nadchodzi. Albo ma miejsce, po czym w kolejnym rozdziale nie ma jego konsekwencji. Kolejni bohaterowie w każdej z historii czują się coraz bardziej osaczeni. Tworzą swoje koncepcje tego, co tak naprawdę ma miejsce w tej ezoterycznej mieścinie. Wyrywanie paznokci, krzyżowanie, samobójstwo na zasadzie wbicia sobie ostrza w skroń... Uff, mógłbym tak dalej wymieniać "przygody", jakie przytrafiają się postaciom w ich drodze do prawdy, ale siłą tej produkcji jest niesamowity klimat i aura tajemniczości, której nie wypada mi w żaden sposób rozwiewać. Pod względem zakręcenia scenariusza i brutalnej otoczki, blisko pierwszemu sezonowi "Higurashi" do horroru, a raczej do thrillero-horroru. Po pierwszych dwudziestu czterech odcinkach widz może czuć się zdezorientowany, ponieważ kiedy wszystko zaczęło się zazębiać, znów nastąpiło uderzenie w postaci resetu. Dzieje się tak na skutek tego, iż twórcy umieścili w pierwszej części anime właściwie same "pytania", na "odpowiedziach" budując zaś fabułę sezonu drugiego.

"Higurashi no Naku Koro ni Kai", czyli bezpośrednia kontynuacja oryginału, zmienia klimat ze skrajnie brutalnego na bardziej emocjonalny. W miarę szybko dowiadujemy się, o co chodzi w tym chorym świecie, a fabuła skupia się na dramatycznej walce bohaterów z okrutnym przeznaczeniem. Historia przebiega tym razem chronologicznie, racząc nas mniej więcej w środku jedną długą retrospekcją dzieciństwa głównego antagonisty w serialu. Napiszę tylko, że jego tożsamość będzie dla Was autentycznym zaskoczeniem, a wcześniejsze losy tej postaci poruszą. Osoby, którym do końca nie przypadł do gustu oryginalny sposób ekspozycji z sezonu pierwszego, tutaj będą się bardzo dobrze bawić. Czy wyszło lepiej, niż wcześniej? Lepiej na pewno nie, jest po prostu inaczej. Nie może to jednak dziwić, wszak teraz otrzymujemy "odpowiedzi". Jest to czas weryfikacji hipotez bohaterów i widzów, który przykuwa do ekranu nie mniej efektywnie, niż wcześniejsze szaleństwo.


  


Postaci, z jakimi się tutaj spotykamy, to szeroki wachlarz osobowości. Zadziorny i ekspansywny Keiichi, energiczna i na pozór nieczuła Mion, będąca jej przeciwieństwem Shion, niepokojąca i tragiczna w istocie postać - Rika, zmagająca się z odejściem brata Satoko oraz enigmatyczna Rena, to nasi główni bohaterowie. Relacje między nimi zarysowano wprost fenomenalnie, na każdym kroku czuć interakcje między nimi, czasem aż wrze. Z osobna, to mniej lub więcej, ale bardzo sympatyczne dzieci, których losem szczerze się przejmujemy. Drugi plan to w większości dorośli. Tajemnicza rodzina Mion/Shion, pewny foto-reporter i jego dziewczyna, wreszcie doświadczony policjant. Nikt nie jest tutaj do końca tym, kim się na pozór wydaje. Czarny charakter także ma swój urok, motywowny jest wiarygodnymi pobódkami i uczuciami. Jak w każdej japońskiej produkcji, nie mogło zabraknąć postaci stricte komediowych. Miejscowy lekarz, mający "malutkie" zboczenie na punkcie małej Satoko, nie raz i nie dwa razy rozbawił mnie do łez. Szerzej i głębiej o bohaterach, choć bardzo chcę, z oczywistych względów napisać nie mogę. Mogę za to powiedzieć, że w całokształcie, biorąc pod uwagę ich ilość, jakość i konstrukcję większości z nich, są na równi ze świetną fabułą najjaśniejszymi punktami tej telewizyjnej serii.

Graficznie różowo nie jest. W kontekście pierwszego sezonu muszę z przykrością stwierdzić, że jest nawet słabo. Konwencja, jaką wybrano, pomaga wprawdzie tuszować dość niski budżet, ale niektórych rzeczy bez odpowiednich środków zrobić się nie da. Oszczędna animacja (zwróćcie uwagę na beznadziejnie animowaną jazdę na rowerze), czasem mocno uproszczone rysunki oraz ubogie w szczegóły tła, których używa się tutaj kilkanaście na krzyż. Dobre jest chociaż to, że w takiej cukierkowej oprawie naturalistyczna przemoc wypada wiarygodnie, a czasem aż szokująco. Opening jest za to doskonały. Bardzo plastyczny i niepokojący w swej wymowie taniec kadrów, ilustrowany świetnym wokalem o takim samym tytule, jak samo anime. Ending także prezentuje się dobrze, tym razem przygrywa nam nastrojowa piosenka w języku królów.

Technicznie drugi sezon wygląda już dużo lepiej. Konwencja nie zmieniła się oczywiście ani o jotę, ale jakość wykonania jest o dwa szczebelki wyżej, niż poprzednio. Całość otrzymała jeszcze mocniejszy pastelowy design, postaci narysowano od nowa, bardziej szczegółowo. Różnorodność i szczegółowość tła, to także elementy, które uległy dużej poprawie, podobnie jak animacja. Oczywiście nie ma mowy o poziomie najlepszych pod tym względem produkcji na poletku japońskich seriali animowanych, niemniej jest bardzo solidnie i o niebo lepiej, niż we wcześniejszych odcinkach. Zarówno w pierwszej jak i drugiej serii bohaterowie często przedstawiani są w ujęciach super deformed (karykaturalny, uproszczony wizerunek postaci w sytuacjach komicznych), twórcy nie stronią także od małego fanserwisu, jak ubieranie bohaterek w nieco erotyczne stroje oraz zbliżenia na piersi, nagie ramiona czy nogi. Wszystkie te zabiegi dobrze komponują się ze stylem kreski oraz przyjętą konwencją, dzięki czemu w warstwie wizualnej wszystko należycie się zazębia. Opening jest w tym przypadku jeszcze lepszy, okraszony dynamiczą piosenką "Naraku no Hana". Ending to solidne rzemiosło, wizualne i muzyczne.


  


Na pewno "tylko" rzemiosłem nie jest warstwa audio tej serii, gdyż ta prezentuje sobą bardzo wysoki poziom. Kenji Kawai, autor kultowych partytur do obu części "Ghost in the Shell", stoi także za ilustracją muzyczną historii z Hinamizawy. Mistrz stworzył bardzo liryczną, nacechowaną emocjonalnie ścieżkę dźwiękową, którą sytuuję wśród największych dokonań Japończyka. Spokojne, melancholijne Main Theme, różne do obu sezonów, to kwintesencja stylu pana Kawai, który do perfekcji opanował łączenie muzycznego minimalizmu z olbrzymią dawką emocji, jakie się w nim kryją. Oba tematy główne zdobią inne, ale bardzo ładne żeńskie chórki. Cymbałki i perkusję w tandemie z instrumentami smyczkowymi reprezentują sobą choćby "Setsunakute" i "Shizuka Naru Kougi". Soundtrack do serii "Hugurashi" cechuje różnorodność. Skoczne, radosne kawałki, złowrogo brzmiące kompozycje, klasyczne "wyciszacze" oraz dynamiczne utwory akcji, składają się na doskonałą całość. Gdybym miał oceniać muzykę w anime, wystawiłbym bez wahania maksymalną ocenę. W oderwaniu od animacji punkcik mniej, ale i tak słucha się tego bardzo przyjemnie.

Japońscy seiyuu dają przy okazji "Higurashi no Naku Koro ni" (i "Rei") przysłowiowy pokaz mocy. Osoba odpowiedzialna za casting skompletowała wielopokoleniowy dream-team, składający się z czołowych japońskich "aktorów głosowych". Weteranka Satsuki Yukino, znana głównie z dubbingowania silnych postaci kobiecych, użycza głosu ekspansywnej Mion, tworząc moim zdaniem swoją najlepszą kreację w karierze. Aktor o charakterystycznym, lekko chrypowatym głosie, Saichiro Hoshi, doskonale odnalazł się w roli inteligentnego, ale nieco narwanego Keiichiego. Małą Satoko do życia przywołała wspaniała Mika Kanai (uwierzycie, że ta aktorka ma 46 lat?!), a najbardziej tajemniczą i niejednoznaczną postać otrzymała Yukari Tamura, która wcieliła się w Rikę. Na dalszym planie, w mniejszych bądź większych rolach, znani i doświadczeni seiyuu: Fumihiko Tachiki jako goryl Kasai czy Miki "wredna suka" Ito jako... nie powiem kto ;). Aspekt aktorów podkładających głosy postaciom w "Gdy zapłaczą cykady" to jeden wielki pozytyw.


  


Puentując ten tekst nie chciałbym się powtarzać, dlatego dodam od siebie, że do obejrzenia "Higurashi" nakłoniła mnie bardzo pozytywna recenzja na pewnym portalu. Mimo wszystko, patrząc na screeny, uśmiechałem się pod nosem i myślałem, że po zakończeniu przygody w Hinamizawie, napiszę kontrrecenzję. Jakże się myliłem! Świetny scenariusz, szeroka paleta sympatycznych postaci, typowo japoński humor, doskonała muzyka i niepowtarzalny klimat zaszczucia. A to wszystko w tak niepozornej, niewinnej oprawie! Polecam, choć zdaję sobie sprawę, że nie jest to pozycja, którą będziemy przekonywać znajomych do zainteresowania się przez nich anime. Jest specyficznie z założenia, ale wciągająco, strasznie, śmiesznie i wzruszająco w praktyce. Mnie wessało już dwa razy.

P.S. Powstał jeden odcinek specjalny do pierwszego sezonu, który opowiada krótką, ale klimatyczną historyjkę pewnego placu budowy na terenie Hinamizawy.

P.S. 2. W 2008 roku nakręcono pięcio-częściową OVA o podtytule "Rei", która przez trzy odcinki tłumaczy genezę pewnego przedmiotu, a dwa pozostałe to humor podniesiony do potęgi n-tej.




WHEN THEY CRY

Tytuł oryginalny: Higurashi no Naku Koro ni
Tytuł polski: Gdy zapłaczą cykady
Rok produkcji: 2006, Japonia
Czas trwania: 24 min. (50 odcinków)
Reżyseria: Chiaki Kon
Scenariusz: Rika Nakase, Toshifumi Kawase
Muzyka: Kenji Kawai

Głosy podkładali:

Saichiro Hoshi (Keiichi), Fumiko Orikasa (Rumiko), Yukari Tamura (Rika), Satsuka Yukino (Mion/Shion), Mai Nakahara (Rena), Mika Kanai (Satoko), Yui Horie (Hanyuu), Chafurin (Ooishi), Daisuke Ono (Akasaka), Yu Kobayashi (Satoshi), Fumihiko Tachiki (Kasai)
e-mail Autor recenzji: Michał Włodarczyk - ANIELSKI PYŁ Moja ocena: 8,5/10 
Klub Miłośników Filmu, 20.03.2011 STRONA GŁÓWNA KMF | WIĘCEJ RECENZJI ANIME