"Moja miłość do
Lintona jest jak liście w lesie. Czas ją zmieni. Moja miłość do
Heathcliffa jest jak wiecznotrwała ziemia pod stopami - nie
przykuwa uwagi swym pięknem, ale jest niezbędna do życia. Ja i
Heathcliff to jedno..."
|
|
Czym
staje się miłość, gdy wypełni się do końca, do ostatecznej
granicy? Co stanie się w chwili, gdy dwoje ludzi jest sobie tak
pokrewnych, że tworzą jedność? Co może grozić, gdy patrząc komuś
w oczy - widzisz siebie, ze wszystkimi wadami, namiętnościami,
porywami duszy?
"Wichrowe wzgórza" to miłość tak doskonała, że aż okrutna.
Miłość szalona, bez barier, poza śmierć, poza odkupienie, poza
zrozumienie, poza kres. Miłość tak nasycona, tak pełna, że staje
się bliska nienawiści. Heathcliff i Kathy jednocześnie dążą ku
sobie i niszczą się wzajemnie. Ich duchowe pokrewieństwo jest
tak wielkie, że wszelkie zbliżenie grozi im destrukcją. Ten
związek nie może się spełnić. Paradoksalnie jednak, jego
niespełnienie skazuje na przekleństwo i jego, i ją.
|
|
Heathcliff jest porywczy i pierwotny. Kathy - namiętna i
kapryśna. Ona jest próżna, on - dumny. Ich duchowy związek jest
tak silny, że przeradza się w obsesję, a bariera, jaka staje
między nimi wraz z małżeństwem Kathy z Edgarem Lintonem, wyzwoli
w obojgu najgorsze cechy. Nie przestając się kochać, zaczną się
nienawidzić. Kathy omyliła się mocno, przeceniając swój kobiecy
wpływ. Omyliła się sądząc, że może skłonić Heathcliffa do
posłuszeństwa i nagięcia się jej woli. Przyzwyczajona do ludzi
ulegających stale jej kaprysom, nie może poradzić sobie z
człowiekiem tak podobnym do niej samej - ponieważ samej siebie
dokładnie nie zna.
Ta
bezradność i poczucie przegranej przejdą wkrótce w histerię i
chorobę. Winą za ten stan rzeczy Kathy obarcza swojego męża,
szlachetnego, o dobrym sercu, chociaż może zbyt miękkiego
Lintona - najbardziej tragiczną postać tej historii, ofiarę
zmagań między Kathy i Heathcliffem, obiekt pokrętnej zemsty.
Żona czuje do niego odrazę i pogardę, wątła sympatia, która
skłoniła ją do poślubienia Edgara, gaśnie momentalnie, gdy
dziewczyna uświadomi sobie, że na tej - właściwie - transakcji
straciła Heathcliffa. Zbyt egoistyczna i rozpieszczona, by winić
siebie, przypisuje winę mężowi. Analogicznie postępuje
Heathcliff, kierując swoją zemstę w stronę tego, co bliskie i
drogie rywalowi, chociaż przecież wie doskonale, że Linton
otrzymał już swoją karę - kobieta, którą kocha, pogardza nim.
Zaślepiony nienawiścią jednak, Heathcliff chce odebrać mu także
córkę, siostrę, spokój, bezpieczeństwo.
|
|
Ta
miłość jest silna, wielka, namiętna, nie towarzyszą jej jednak
ani rozwój, ani czułość, ani ciepło. Staje się w końcu próbą
sił. Nie mogę cię mieć, więc cię zniszczę, zgniotę, rozerwę na
kawałki, skażę na wygnanie, na wieczną tułaczkę. A jednak -
Heathcliff i Kathy nie mogą żyć, nie mogą funkcjonować bez
siebie. Są sobie nieodzowni, są jednym. Ten obraz nie jest
piękny, gdyż obojgu im wiele brakuje do doskonałości. Wspierając
się wzajemnie, będąc razem, niszczyliby jedynie siebie, jednak w
ogniu, który by wzajemnie cenili, uznając go za stały element
swojego uczucia, za atmosferę, w której wciąż od nowa giną - i
odradzają się. Rozdzielenie oznacza starcie na proch obu
odrębnych światów, które sztucznie sobie wytworzyli na przekór
własnemu przeznaczeniu. W ten sposób miłość absolutna, miłość
doskonała przeradza się w koszmar. Pełnia wypełnia się...za
bardzo.
Kathy umiera. Jakże inna jest rozpacz jej męża, z szacunkiem i
delikatnością składającego na jej czole pożegnalny pocałunek, a
jak inna rozpacz Heathcliffa, który zdziera z niej całun,
oszalały chwyta ją w objęcia, wyje jak zranione zwierzę. Kathy
powiedziałaby zapewne z pogardą, że Linton nawet po śmierci nie
potrafił jej zrozumieć.
Są natury, które potrafią kochać jedynie na granicy nienawiści.
A jednak przecież i Kathy, i Heathcliffowi przyjdzie zapłacić.
Ona, przeklęta jego słowem, tuła się nie mogąc zaznać wiecznego
spokoju. Jej grzechem jest odrzucenie swojego przeznaczenia,
okrucieństwo wobec męża, drwina z wyroków boskich. On dręczy
się, gdyż nie może do niej dołączyć. Tak jak wtedy, gdy jeszcze
żyła. Nie mogą się odnaleźć. Czy miłość, czy sama miłość nie
wystarczy?
|
Tę miłość przyjdzie im odkupić, wtedy zaznają spokoju, wreszcie
razem, oboje. To zrozumienie przychodzi do Heathcliffa późno, ale
przychodzi. Tym odkupieniem okaże się związek Haretona Earnshawa i
Catherine z domu Linton. W nim wszystkie grzechy przeszłości zostaną
odpuszczone. Nie miłość przechodząca w nienawiść, lecz sztucznie
zrodzona nienawiść przeradzająca się w prawdziwą miłość. Nie walka dwóch
skłóconych domów - lecz pogodzenie ponad podziałami. Nie ból zdrady -
tylko nadzieja na nową przyszłość, bez winy, bez lęku, bez pragnienia
wypalającego duszę aż do cna.
Mimo wszystko jednak, skomplikowany układ łączący Kathy i Heathcliffa,
tak dręczący ich podczas ziemskiego żywota, może się spełnić. I obejmie
także w pewien sposób Edgara, kiedy jego córka dozna tego, czego on
nigdy nie mógł zdobyć.
Niezrozumienie może być tragedią, gdy wynika z różnic między dwoma
osobami. Jednak niezrozumienie, które towarzyszy tak wielkiemu
podobieństwu uczuć, myśli i charakterów, jak w przypadku Cathy i
Heathcliffa, jest tragedią jeszcze większą. Dowodzi, jak w sumie mało
wiemy o sobie i w jaką pułapkę możemy wpaść, samych siebie spotykając -
"ja i Heathcliff to jedno". I, być może, w pełni i absolutnie możemy
kochać jedynie samych siebie...ale czy to przyniesie nam szczęście?
 |
WICHROWE WZGÓRZA
[WUTHERING HEIGHTS]
UK/USA 1992
reżyseria - Peter
Kosminsky
scenariusz - Anne Devlin
(na podstawie powieści Emily Bronte)
zdjęcia - Mike Southon
muzyka - Ryuichi Sakamoto
występują:
Juliette Binoche (jako Kathy Linton/Catherine Earnshaw)
Ralph Fiennes (jako Heathcliff)
Simon Sheperd (jako Edgar Linton)
Jeremy Northam (jako Hindley Earnshaw)
Jason Riddington (jako Hareton Earnshaw)
Sophie Ward (jako Isabella Linton)
Klub Miłośników Filmu
- 26.10.2004 |
|
| Autor recenzji: Karolina Chymkowska - DEJNA |
|