Strona główna KMF

(Poniższa recenzja znajduje się również na STOPKLATCE)

W Łodzi, w dniu 05.XI.2001, jako pierwsi mogliśmy przeżyć to Wielkie Rozczarowanie. Tak, byłem w kinie na premierze Wiedźmina. Tak, czuję się oszukany.

Ale po kolei. Otóż twórcy nakręcili serial składający się z bodaj dwunastu odcinków. Serial ów wyemituje za kilka, kilkanaście miesięcy telewizja. Jednak Panowie Filmowcy chcieli mieć również "prawdziwy" film pełnometrażowy, zatem wzięli co ciekawsze (w ich mniemaniu) fragmenty nagranego materiału i ułożyli z nich trwający dwie godziny z groszami zestaw scen.

To podstawowy zarzut, jaki stawiam Panom Filmowcom. Praktycznie nie zdołali bowiem stworzyć logicznie rozwijającej się fabuły. Wszak nie można nią nazwać splatających się tu i ówdzie losów Ciri i Geralta. Zatem zamiast ciągłej, przykuwającej do kinowego fotela opowieści, widz otrzymuje nieudany komiks, zestaw chaotycznie poskładanych obrazków. Ot, Wiedźmin ubija potwora, wtem pojawia się Borch Trzy Kawki, tu Calanthe, tam Yennefer (nawiasem mówiąc - najważniejsza w życiu Geralta kobieta występuje tylko w jednym, bardzo krótkim epizodzie; naprawdę BARDZO, BARDZO krótkim i praktycznie zupełnie nieistotnym; moim zdaniem to skandal), przez ekran niczym meteor przelatuje Jaskier oraz inne postaci znane z prozy Sapkowskiego, jak ów błędny rycerz stający do nierównego boju ze smokiem w momencie, w którym obeznana w popularnych serialach widownia krzyczy "dajesz go, Stępień, dajesz go!"... Co gorsza; z tego polepionego na "chybił - trafił" zestawu ktoś, kto nie czytał opowiadań, nie zrozumie zbyt wiele.



 
 



A szkoda, gdyż proza Andrzeja Sapkowskiego jest wprost stworzona dla adaptacji filmowych. Fantastyczni, barwni bohaterowie, fenomenalne dialogi, rozpalające wyobraźnię opisy. Co z tego zostało wykorzystane w dziele pana Brodzkiego? Absolutnie NIC. Chcecie przykładów? Proszę bardzo.

Pamiętacie zapewne znakomite, zmuszające do refleksji rozmowy Renfri z Geraltem. Te o mniejszym źle, o trudnych wyborach etc. W filmie są one zredukowane do absolutnego minimum i nie ma w nich ani śladu głębi znanej z oryginału. Jest za to raczej przeciętny pojedynek tych dwojga.

Walki, tak ciekawie, tak obrazowo opisane przez Sapka tutaj stały się li tylko prymitywnym rąbaniem kataną (tak, tak, kataną!) w jakieś styropianowe, pomalowane na ciemne kolory bryły. Nie zauważyłem ani odrobiny finezji, ani śladu umiejętności, które posiada Wiedźmin Sapkowskiego. Wiedźmin Brodzkiego po prostu wali na oślep w praktycznie niewidocznego wroga.



 
 



To kolejny zarzut. Rozumiem ograniczenia budżetu etc., ale potworów (czyli elementu, jakby nie patrzeć dość istotnego w wiedźminskiej sadze) nie widać prawie wcale. Widać natomiast smoka, który jest bardziej komputerowy niż bohaterowie "Toy Story". Z całym szacunkiem dla twórców efektów specjalnych, ale zawiedli na calej linii. Tak "nierealistycznie" wyglądajacę smoki można było bez wstydu generować ładnych parę lat temu. Teraz to po prostu skandal. Toć, archaiczny "Jurassic Park" wygląda o niebo lepiej!

Mógłbym jeszcze długo wymieniać, co mi się nie podobało i dlaczego. Mógłbym wspomnieć chociażby o żenującej miejscami grze aktorów, o śladach samochodowego bieżnika na żwirowej ścieżce, ale nie muszę. Za parę dni oficjalna premiera. Wtedy wszyscy zobaczą TO COŚ na własne oczy (choć ja odradzam! lepiej sobie piwo kupić, naprawdę). "Wiedźmin" przegrał już na starcie. Pozbawiony wciągającej fabuły (chciałoby się napisać: pozbawiony jakiejkolwiek fabuły), pozbawiony inteligentnych, skrzących humorem dialogów, zapierających dech w piersiach walk z groźnymi potworami - nie może się w żaden sposób obronić. To są bowiem elementy kluczowe, elementy, na których oparty był sukces napisanego przez Andrzeja Sapkowskiego oryginału.

W wizji Brodzkiego otrzymujemy tylko chaotyczny ciąg scen, dialogi na poziomie wczesnego przedszkola, praktyczny brak widowiskowych pojedynków i zupełnie niewiarygodne, płaskie i banalne postaci. To jest porażka przez bardzo, bardzo duże P.
Niestety.


Tytuł: "Wiedźmin"
Reżyseria: Marek Brodzki

Scenariusz: Michał Szczerbic
(ciekawe czemu wycofał swoje nazwisko z czołówki)

Muzyka: Grzegorz Ciechowski

Obsada:
Michał Żebrowski, Zbigniew Zamachowski,
Maciej Kozłowski, Grażyna Wolszczak,
Anna Dymna, Andrzej Chyra,

Zdjęcia: Bogdan Stachurski
Produkcja: Polska 2001
Czas trwania: 130 minut


AUTOR RECENZJI:
Bartek Klus - KLUS
      tenteges@tenteges.com