"Kto jest na tyle słaby, że myśli o samobójstwie,
jest za słaby, aby je popełnić".
C. Pavese
Samobójstwo jest eksperymentem, jest wielką niewiadomą, która tylko nielicznym się objawiła, stała się czysta i klarowna. Co kieruje ludźmi, którzy podejmują próbę samounicestwienia się? - do tej pory nie wiadomo. Istnieją domysły, alternatywy, którymi lekarze zapełniają tomy medycznych periodyków, które coraz bardziej mijają się z prawdą, zamieniając w grafomańskie dywagację, w miarę upływu czasu, jak ich przybywa na rynku wydawniczym. Można jedynie powiedzieć, iż jest to swego rodzaju wrażliwość na świat, na jego odbiór, w dostrzeganiu jego pustki, szarości, bezsensu...
"Co za kretyński tytuł..." (1)
Czy z takiego tematu można zrobić komedię? Jak się okazuje, tak! "Wilbur chce się zabić" atakuje nas już samym tytułem, jednokierunkowym, wskazującym raczej ironiczny sposób potraktowania całego zagadnienia, które wzbudza przeważnie smutek i żal, aniżeli powód do żartów. Lone Scherfig przedstawia nam dwóch braci: Wilbura i Harboura. Pierwszy jest kompletnie pozbawiony chęci do życia, a wręcz zmęczony, znudzony dotychczasowym żywotem, nie widząc żadnych szans na poprawę, jakiegokolwiek sensu, podejmuje próby samobójcze (nieudane). Jego brat z kolei - to wielki optymista, ciągle starający się przywrócić Wilbura do życia: pomaga mu, odbiera go ze szpitala po każdej "próbie". Walczy o utrzymanie starego antykwariatu, jaki razem odziedziczyli po ojcu. Wkraczamy w ich życie po jednej z kolejnych prób głównego bohatera, kiedy stara księgarenka jest na skraju bankructwa. Jedną z ich stałych klientek jest Alice, która pracuje jako sprzątaczka w szpitalu, samotnie wychowując córkę. Wpada w oko Harbour'owi, w krótkim czasie pobierają się. Wilbur chodzi ciągle na terapie grupowe do dr Horsta, co jednak okazuje się jedynie stratą czasu, bo znowu nachodzą go myśli samobójcze. W międzyczasie wychodzi na jaw, iż Harbour ma raka trzustki, zaś Alice zaczyna się podobać również jego bratu...
W filmie dosyć mocno widoczne są prześwity, pewne podobieństwa względem czeskich "Samotnych". Bohaterowie "Wilbura" też mają wielkie kłopoty z życiem, nie potrafią się w nim odnaleźć, gubią się w codziennych zajęciach i przypadkach, cały czas szukają miłości, która być może ich "uleczy", nada całkowicie inny odcień ich życiu. Wilbur - nie widzi sensu życia - cały czas podejmuje próby samobójcze; Harbour - straci antykwariat, pamiątkę po ojcu, jeśli nie zdobędzie pieniędzy; Alice, samotnie wychowująca córkę, właśnie straciła pracę, nie mając za co żyć. Dr Horst, samotny w obcym kraju, swoją złość i nijakość życia przekłada na pacjentów, których dosłownie nienawidzi, zamiast im pomagać. Jednakże ich kłopoty w porównaniu do "Samotnych" są trochę bardziej "ekstremalne"...acz patrząc na samego Wilbura ciężko nie zauważyć, nie odczuć pewnego "przerysowania" przechodzącego momentami w komizm. Już od pierwszej sceny filmu zawzięcie, z pełnym poświęceniem usiłuje "zejść" z tego świata - mówiąc żartobliwie, co zresztą wcale nie odstaje, a wręcz idealnie pasuje do opisania, określenia sposobu w jaki próbuje się zabić. Przypomina Kojota (ze słynnej kreskówki), który usilnie próbuje zastawić pułapkę na Strusia Pędziwiatra. Wykazuje zapał, poświęcenie, pomysłowość, acz kompletny brak sprytu i jakiejkolwiek logiki, wobec czego próbuje i próbuje, bez rezultatów... Oglądanie tego przeradza się jedynie w pusty śmiech, który zdaje się odbierać postaci wszelkie cechy autentyczności, kwestionować poczucie bezsensu i bólu życia, które "podobno" go trapią. Cały dramat Wilbura ogranicza się do ciągu głupawych prób samobójczych, niby "Maratonu uśmiechu", które znacznie spłycają postać, odbierają resztki realizmu, jakiejś prawdy, pozostawiając widza z wielkim, rażącym niesmakiem....
Pod koniec filmu jest taka scena, gdzie tytułowego bohatera napuszczającego wodę do wanny (można się domyślać, iż znowu będzie próbował) zestawiono z obrazem Harboura, leżącego razem z Alice w szpitalnym łóżku. Jest to moment, który zdaje się być równoważnikiem pomiędzy obydwoma braćmi tzn. Wilbur wreszcie zyskuje jakby wiarygodny szkic emocjonalny, staje się pełnokrwistą osobą. Pod wpływem wiadomości, iż brat ma raka, prawdopodobnie chce się zabić, a przynajmniej spróbować, po raz kolejny. Jednakże tym razem, my - widzowie, traktujemy to już zupełnie poważnie, bez mrużenia oczu. Z drugiej strony jest to ważny powód, by żyć! By pomóc później (po śmierci brata) Alice. Zaś Harbour, leżąc z żoną na jednym łóżku, w obliczu diagnozy, jaką mu postawił lekarz, myśli. Myśli o sobie, swojej żonie, córeczce, bracie, życiu, które wreszcie mu się ułożyło, które niedługo skończy...znajdując się tym samym w beznadziei, beznadziei - która długo do tej pory otaczała Wilbura. Ich pozycje zrównały się.
Jednakże im bliżej końca, im bliżej siebie są Wilbur i Alice, tym bardziej można odczuć, iż końcówka filmu jest podyktowana, a właściwie mocno zabarwiona żeńskimi, kobiecymi uczuciami, a właściwie kobiecą logiką czucia, której jest bardzo daleko, by zrozumieć relację panującą pomiędzy braćmi, różnicę, iż zupełnie co innego oznacza zaopiekowanie się bratową po śmierci brata, a pójściem z nią do łóżka. Czuć w końcówce filmu, mocne zapędy reżyserki, ku "s-harlequinowaniu" całej opowieści, nachalnemu nadaniu morału, iż miłość wszystko pokona, naprawi, załagodzi i takie tam...bzdury! Każdemu widzowi (płci męskiej, posiadającemu brata) łatwo będzie odczuć, odkryć fałsz zawarty w zakończeniu filmu. Nie mówię o jakiejś szczególnej empatii względem głównego bohatera czy jego brata, wystarczą zwyczajne doświadczenia, wspomnienia by wiedzieć, iż takie postępowanie nie jest normalne, a na pewno nie jest zgodne z własnym sumieniem... W tym wypadku o wiele lepiej by było, gdyby Wilbur zabił się w pierwszych trzydziestu minutach filmu, co zdecydowanie oszczędziłoby mi niesmaku jak i znakomicie dopełniło tytułu.
(1) - cytat zaczerpnięty z wywiadu, jakiego udzieliła Lone Scherfig Wojciechowi Orlińskiemu.
WILBUR WANTS TO KILL HIMSELF
- Wilbur Chce Się Zabić -
Czas trwania: 111 min.
Rok produkcji: 2002
Kraj: Dania / WB / Szwecja / Francja
Reżyseria: Lone Scherfig
Scenariusz: L. Scherfig, A. T. Jensen
Produkcja: Peter Aalbaek Jensen
Muzyka: Joachim Holbek
Zdjęcia: Jorgen Johansson
Montaż: Gerd Tjur
Kostiumy: Francois Nicolet
|  |
Wystąpili:
Jamie Sives (jako Wilbur)
Adrian Rawlins (jako Harbour)
Shirley Henderson (jako Alice)
Lisa McKinlay (jako Mary)
Mads Mikkelsen (jako Horst)
Julia Davis (jako Moira)
Susan Vilder (jako Sophie)
Robert McIntosh (jako Taylor)
Lorraine McIntosh (jako Ruby)
|
|
Autor recenzji: Łukasz Anioł - DR STRANGELOVE
|