Warto wykorzystać tegoroczną premierę "Wilkołaka" z Benicio Del Toro, aby przypomnieć sobie oryginał, szczególnie, że już po plakatach oraz trailerach wyraźnie widać, że remake będzie pod wieloma względami nawiązywał do swojego pierwowzoru, co wcale nie jest regułą.
Fabuła jest prosta. Larry Talbot na wieść o śmierci swojego brata, powraca z Ameryki w swoje rodzinne strony, do Walii. Jego ojciec pragnie by osiadł on tam już na stałe i zajął się majątkiem rodu Talbotów. Szybko poznaje piękną Jenny, która pomimo tego, że jest zaręczona, nie potrafi mu się oprzeć. Larry wraz z Jenny oraz jej przyjaciółką Gwen, pragnąc poznać swoją przyszłość, udają się do pobliskiego obozowiska Cyganów. Niewinny wieczór przybiera tragiczny obrót, gdy Gwen zostaje zaatakowana przez wilka. Larry Talbot rzuca się na ratunek. Udaje mu się zabić zwierze, niestety dla Gwen jest już za późno. Sam Larry zostaje poważnie ranny. Następnego ranka, na miejscu zdarzenia nie ma ciała zwierzęcia. Jest za to ciało człowieka, Cygana Beli, który wróżył Gwen owego tragicznego wieczora. Z kolei po ranach na ciele Larrego nie ma praktycznie ani śladu. Została jedynie blizna, przypominająca pentagram, symbol wilkołaka.
Sądzę, że wszyscy czytelnicy wiedzą już jak ta historia potoczy się dalej, więc nie ma najmniejszego sensu rozpisywać się na temat fabuły. Dużo ważniejszą kwestią jest to, jak ogląda się "Wilkołaka", i czy broni się on w ogóle po tylu latach? Nie będę ukrywał, że osobiście uwielbiam ten film. Uważam, że w czasach Micheala Baya wspaniale jest cofnąć się w czasie do kina, w którym akcja toczy się nieśpiesznie, a najważniejsza jest dobrze opowiedziana historia. Jednak, czy jest w tym coś więcej niż jedynie sentyment i nostalgia za czasami, które nigdy nie powrócą? Uważam, że tak.
Film zaczyna się krótką, słownikową informacją czym jest sama przypadłość zwana wilkołactwem (likantropia). Definicja ta, podkreśla psychologiczny aspekt tego zaburzenia i praktycznie ucieka od powszechnie znanej wersji mitologicznej. Wilkołactwo może być bowiem wynikiem silnych zaburzeń psychicznych, które powodują, że człowiekowi wydaje się, ze staje się wilkiem. Te zaburzenia psychiczne bywają tak silne, że nie tylko człowiek wierzy, że jest wilkiem, ale zaczyna zachowywać się jak wilk. Przez cały film istotną rolę odgrywa lekarz, który wielokrotnie podkreśla, że Larry Talbot cierpi na ciężkie zaburzenia psychiczne. To zakorzenienie fabuły w psychologii (oczywiście w wersji niezwykle uproszczonej i czysto rozrywkowej) rzuca interesujące światło na wszystkie wydarzenia, które mają miejsce w filmie i także dzisiaj (być może nawet bardziej niż w czasach, gdy film miał premierę, w końcu od tego czasu znacznie poszerzyła się nasza wiedza na temat zaburzeń psychicznych) może być interesujące i inspirujące. Jestem niezwykle ciekaw, czy twórcy remake'u także pójdą tym tropem.
Czy "Wilkołak" sprawdza się jako horror? To zależy czego się od horroru oczekuje. Oczywiście, jeśli ktoś ma nadzieje na mrożące krew w żyłach sceny, "strachy", czy inne atrakcje nowoczesnych horrorów, to srogo się zawiedzie. Z drugiej strony, film ma specyficzną atmosferę, przywodzącą na myśl opowiadania Edgara Allana Poe. Akcja dzieje się w małym miasteczku, w dużej mierze w lesie lub na cmentarzach. Noc jest zawsze skąpana we mgle. Wszystkie zastosowane środki są oczywiście bardzo proste, jak na przykład makiety, czy spowijanie scen dymem. Jednocześnie, są one jednak bardzo efektowne. Film odrobinę traci na klimacie w scenach, w których pojawia się wilkołak, nie zmienia to jednak faktu, że twórcom udało się uzyskać mroczny, odrealniony klimat, który zdecydowanie może się podobać.
Aktorstwo? Dla dzisiejszego widza może wyglądać odrobinę teatralnie, jak praktycznie we wszystkich starych filmach. Dla niektórych może być ono wręcz irytujące. Jednak gdy się przyzwyczaimy, będziemy mogli w pełni docenić pracę wykonaną przez aktorów. Szczególnie Bela Lugosi jak zawsze wypada wspaniale. Pomimo tego, że stosunkowo szybko znika z filmu, każda scena z jego udziałem jest hipnotyzująca. Lugosi to jedna z ikon kina, a każdy film z jego udziałem jest wart obejrzenia. Pozostali aktorzy wypadają dobrze, dzięki czemu możemy uwierzyć w grane przez nich postaci.
Zdaję sobie w pełni sprawę, że niektórych widzów film ten może śmieszyć. Mogą mieć oni trudności z zaakceptowaniem tej specyficznej konwencji czy aktorstwa. Dla niektórych będzie on jedynie skamieliną, którą ciężko traktować inaczej niż z przymrużeniem oka. Rozumiem takie podejście. Sądzę jednak, że warto dać szansę starym horrorom takim jak "Wilkołak", szczególnie na kilka miesięcy przed premierą nowej wersji tej historii. Warto także przyjrzeć się jak tworzyły się archetypy powielane przez kino aż po dziś dzień.
Wilkołak
The Wolf Man
reżyseria - George Waggner
scenariusz - Curt Siodmak
zdjęcia - Joseph A. Valentine
muzyka - Frank Skinner, Hans J. Salter, Charles Previn
montaż - Ted J. Kent
czas projekcji - 70 minut
kraj - USA
rok produkcji - 1941
wystąpili:
Lon Chaney Jr. (Larry Talbot)
Claude Rains (sir John Talbot)
Warren William (doktor Lloyd)
Evelyn Ankers (Gwen)
Bela Lugosi Bela)
Ralph Bellamy (Paul Montford)
Autor recenzji: Maciej Pletnia - MACIEK1984 | Klub Miłośników Filmu, 30 stycznia 2010
Obróbka: Piotr Żymełka - DIRK