Lata osiemdziesiąte XX wieku to dość niezwykły okres w historii Japonii. Po kryzysie paliwowym z 1973 roku japoński przemysł ciężki, który rozwijał się nieprzerwanie od czasu wojny koreańskiej, znalazł się w poważnym kryzysie. Aby nie dopuścić do podobnych sytuacji w przyszłości, większość producentów postanowiła postawić na rozwój nowych technologii. W przeciągu zaledwie kilku lat zaowocowało to niespotykanym wręcz wzrostem ekonomicznym. Już na początku omawianej dekady, Stany Zjednoczone posiadały wielki deficyt w handlu z Japonią. Warto jednak wspomnieć, że rząd japoński wprowadził szereg przepisów utrudniających zagraniczne inwestycję, za to bardzo wspierających rodzimy przemysł.

W takich czasach przyszło wchodzić w dorosłość pierwszemu pokoleniu urodzonemu już po wojnie. Ci ludzie, w przeciwieństwie od pokolenia swoich rodziców, nie byli od najmłodszych lat atakowani nacjonalistyczną propagandą. Fascynowała ich kultura, szczególnie ta popularna, wywodząca się ze Stanów Zjednoczonych. Szanowano tradycję japońską, ale bez nabożnej czci, jak robiło to poprzednie pokolenie. Dorastając uczyli się o koszmarze Hiroshimy i Nagasaki, co w znaczący sposób wpłynęło na ich postrzeganie świata. Twórcy wywodzący się z tego pokolenia często w swoich dziełach odnosili się do wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat. Warto tutaj wspomnieć mangę , a następnie film, autorstwa Katsuhiro Otomo – "Akira". Coraz większa industrializacja oraz technicyzacja życia codziennego także miały swój oddźwięk w popkulturze. Jednym z bardziej znanych przykładów filmów dotyczących strachu przed nowymi technologiami jest "Tetsuo – The Iron Man" w reżyserii Shinya Tsukamoto. Oba wymienione dzieła pochodzą z końca dekady. Oczywiście w innych częściach świata także poruszano tę tematykę. Jednak specyfika zarówno japońskiej kultury, jak i doświadczenia historycznego zaowocowała tym, że dzieła powstałe właśnie tam wymagają specjalnej uwagi.


tytuł
- Tetsuo - The Iron Man
czas projekcji - 63 minuty
reżyseria - Shinya Tsukamoto
scenariusz - Shinya Tsukamoto
producent - Shinya Tsukamoto
zdjęcia - Shinya Tsukamoto, Kei Fujiwara
muzyka - Chu Ishikawa
kostiumy - Kei Fujiwara

wystąpili:

Tomorowo Taquichi
Kei Fujiwara
Nobu Kanaoka
Naomasa Musaka
 
(Mężczyzna)
(Kobieta)
(Kobieta za lustrem)
(Doktor)
 

W 1986 roku rozpoczęto w Japonii dystrybucję filmu autorstwa Satoru Ogura, uznanego już w tym czasie mangowego twórcy, pod tytułem "Za ginipiggu: Akuma no jikken" ("Guinea Pig: The Devil's Experiment") . Oryginalnie film był przeznaczony jedynie na rynek video. Taśma nie zawierała żadnych informacji na temat twórców. Widz na początku dowiaduje się jedynie, że film jest rekonstrukcją nagrania, które miała otrzymać policja w Tokyo . To, co następuje po tym krótkim wprowadzeniu, to ok. 45 minut znęcania się nad porwaną kobietą. Nie są przedstawione żadne motywy kierujące oprawcami. Film bardzo szybko stał się kasowym hitem, lądując w zestawieniu top 10 najchętniej kupowanych kaset video. Bardzo szybko pojawiła się kontynuacja zatytułowana Za ginipiggu 2: Chiniku no hana, oraz filmy w podobnie bezpośredni sposób prezentujące przemoc fizyczną, takie, jak "Bijo no harawata" (znany na zachodzie pod tytułem "Guts of Beauty") czy "Shojo no harawata" ( "Guts Of Virgin") . Żeby próbować chociaż zrozumieć powodzenie takich produkcji w Japonii, trzeba bardziej przybliżyć japońską popkulturę tamtego okresu, a także delikatnie chociaż nakreślić stosunek Japończyków do problematyki przemocy. Zresztą oba te zagadnienia są mocno ze sobą powiązane. Aż do lat 90. XX wieku cenzura w Japonii miała bardzo specyficzne przepisy odnośnie erotyki. Kuriozalny przepis zabraniał pokazywania włosów łonowych oraz organów płciowych w trakcie stosunku, nie zabraniając jednocześnie ukazywania samego aktu seksualnego . Szybko zaowocowało to makabrycznymi filmami pornograficznymi, w których poddawano kobiety sadomasochistycznym aktom, jednak nie ukazywano w nich organów płciowych. Jeszcze inną formę przyjęła ta regulacja w filmach anime, gdzie aktu przemocy seksualnej (przy ciągłym nie ukazywaniu genitaliów) często dokonywały różnego rodzaju demony. W tych dziełach można odnaleźć inspirację (często nieświadomą) mitami powstałymi w Japonii na bazie buddyjskiej demonologii (można odwołać się chociażby do mitu węża ). Rozwinął się także przemysł wykorzystujący motyw młodości, niewinności (pod postacią na przykład uczennic szkolnych) poddawanych wymyślnym seksualnym praktykom. W kwestii przemocy jako takiej tabu ani cenzura praktycznie nie istniały. Można było pokazać tak naprawdę wszystko z jak największą dosłownością. Jak już wspomniałem, źródeł takiego stanu rzeczy można by się doszukiwać w tradycyjnym stosunku Japończyków do przemocy.


tytuł
- Guinea Pig: The Devil's Experiment
czas projekcji - 43 minuty
reżyseria - Satoru Ogura
scenariusz - Satoru Ogura
wytwórnia - Japan Home Video


wystąpili:

Mio Takaki
Naoto Takenaka
Nezumi Imamura
Yumi Iori
 

Dotarcie do źródeł formowania się japońskiego stosunku do przemocy musiałoby cofnąć nas praktycznie do samych początków powstawania kultury na archipelagu japońskim. Warto jednak wspomnieć o dwóch jej punktach zwrotnych. Pierwszym jest bez wątpienia powstanie kultury samurajskiej związanej z kodeksem bushido. W zasadzie o jego początkach można mówić już w XII wieku, gdy toczyła się wojna Gempei . Sławiące ten okres utwory z gatunku "Heike monogatari" kładły duży nacisk na opis waleczności rycerzy. W dziełach tych, a także sztukach teatru Nō , bardzo ważną rolę symboliczną pełni odcięta głowa. Wraz z pojawieniem się na terenie Japonii buddyzmu zen kodeks bushi uległ krystalizacji. Z punktu widzenia interesującego nas zagadnienia warto zwrócić uwagę na podkreślaną w nim pogardę dla śmierci. Wokół samurajów wytworzyła się cała kultura, której jednym z najbardziej znanych wytworów jest miecz, tak ostry, że bez najmniejszego problemu można było nim ćwiartować ciała. Drugim z kluczowych momentów w tworzeniu się japońskiego pojmowania śmierci i przemocy jest doświadczenie imperialne, a następnie wojenne. Od drugiej połowy XIX wieku apetyt rządu oraz społeczeństwa japońskiego na ekspansje terytorialną był olbrzymi. Zaowocowało to wojnami z Koreą, Chinami oraz Rosją. W trakcie tych działań wojennych armia japońska wykazywała się wyjątkowym okrucieństwem, często mylonym przez japońskich komentatorów z walecznością. W dodatku miała dla swoich działań poparcie religijne, także ze strony sekt buddyjskich . II wojna światowa przyniosła jedynie zintensyfikowanie wcześniejszych trendów. Dyskusje na temat ewentualnych działań zbrojnych Japonii zamknęły wydarzenia z 1945 roku. Jednak warto tutaj podkreślić, że praktycznie od samego zakończenia wojny Japończycy przedstawiali siebie jako ofiary, a nie agresorów.

Japońska opinia publiczna przyjęła wymienione filmy bez większego zainteresowania. Drugi film z serii Za "ginipiggu", noszący podtytuł "Chiniku no hana" ("Guinea Pig: Flower of Flesh and Blood") pojawił się w dystrybucji w tym samym roku, co jego poprzednik. Pomimo jeszcze bardziej szokujących, wystawiających wytrzymałość widza na próbę scen, film sprzedawał się świetnie. Przez dwa miesiące był na rynku video bardziej popularny niż amerykańskie hity. Szybko zrealizowano dwie kolejne części. Jednak pod koniec 1988 roku 27 letni mężczyzna, Tsutomo Miyazaki, otaku , rozpoczął serię makabrycznych morderstw . Do momentu złapania przez policje w 1989 roku, zabił cztery dziewczynki w wieku od 4 do 7 lat. Swojej czyny stylizował na sceny ze swoich ulubionych filmów. Jedno zabójstwo popełnił zainspirowany Za ginipiggu: Chiniku no hana . Media rozpoczęły nagonkę na całą serie, rozważano nawet wprowadzenie specjalnych ograniczeń w dystrybucji dla tego typu materiałów. Śledztwo jednak wykazało, że nie można obwiniać filmów za stan psychiczny przestępcy. Japońskie społeczeństwo oraz opinia publiczna przestały szukać kozła ofiarnego. Rozpoczęto za to debatę na temat stanu japońskiej kultury. Seria filmowa była kontynuowana, ale pomimo zachowania dużej dozy brutalności, została nacechowaną olbrzymią dawką humoru, nie pozostawiającą japońskiemu widzowi złudzeń, że to, z czym obcuje, to jedynie dzieło filmowe. Aby zamknąć temat, jak się wtedy wydawało – raz na zawsze, autor cyklu wypuścił film, który ukazywał kulisy powstawania najbardziej makabrycznych scen. W dodatku zaczął się publicznie pokazywać z aktorkami grającymi ofiary. Niestety sam Tsutomo Miyazaki w latach 90. znalazł wielu naśladowców, tworząc z nastoletnich zabójców – otaku istotny problem .


tytuł
- Guinea Pig: Flowers of Flesh and Blood
czas projekcji - 42 minuty
reżyseria - Hideshi Hino
scenariusz - Hideshi Hino
wytwórnia - Japan Home Video


wystąpili:

Kirara Yugao
Toshihiko Hino
Taquchi Tomorowo
Mio Takaki
 

Zachodnia kinematografia również zna wiele przypadków wykorzystywania przemocy. Warto wspomnieć serie włoskich horrorów o zombie, o amerykańskich filmach w rodzaju "I Spit on Your Grave" nie wspominając. Na osobne omówienie zasługuje przypadek filmu włoskiego reżysera Ruggero Deodato, zatytułowanego "Cannibal Holocaust". Dzieło zostało nakręcone w konwencji paradokumentu, co potęguje jego efekt. Reżyser został aresztowany w dzień włoskiej premiery. Film do dzisiaj jest zakazany w Wielkiej Brytanii, a oprócz ukazywania inscenizowanej przemocy na ludziach, przedstawia także nakręcone specjalnie dla potrzeb filmu sceny zabijania kilku zwierząt. Jest to jednak jednostkowy przypadek, i pomimo tego, że film był dostępny w dystrybucji, w żaden sposób nie przyczynił się do zmniejszenia szoku, gdy seria "Za ginipiggu" dotarła do Europy i Stanów Zjednoczonych.

W 1991 roku Satoru Ogura postanowił z istniejących już filmów serii zrobić swoiste „the best of”. W tym celu wyciął wybrane sceny i połączył je w jeden film. Kompilacja szybko dostała się do Stanów Zjednoczonych, wyrabiając sobie zasłużoną sławę wśród fanów horrorów, głównie w Kalifornii. Jednak w pewnym momencie na kopię natknął się znany amerykański aktor, Charlie Sheen. Będąc przekonany, że to, co ogląda, to prawdziwy film snuff , zawiadomił MPAA (Motion Picture Association of America), która z kolei przekazała informacje o filmie FBI. Okazało się, że służby federalne już się tą sprawą zajęły i zostało potwierdzone, że nagrania są jedynie inscenizacjami. Podobna sytuacja miała miejsce w Szwecji. W 1992 roku pewien prawnik natknął się na kopię "Guinea Pig: Flower of Flesh and Blood". Szybko zawiadomił szwedzką policję, która wszczęła śledztwo. Specjalista medyczny na podstawie samej taśmy nie był w stanie stwierdzić, czy jest to zapis prawdziwego morderstwa, czy też nie. Dzięki pomocy z zewnątrz potwierdzono jednak, że nagranie nie przedstawia faktycznych wydarzeń . W Wielkiej Brytanii z kolei zatrzymano człowieka, który importował filmy z serii Za ginipiggu oraz podobne, pod zarzutem sprowadzania filmów snuff. Ostatecznie sprawa skończyła się jedynie grzywną w wysokości 600 funtów, gdy potwierdzono pochodzenie filmów oraz fakt, że są jedynie inscenizacjami .


tytuł
- Cannibal Holocaust
czas projekcji - 95 minut
reżyseria - Ruggero Deodato
scenariusz - Gianfranco Clerici
producent - Franco Palaggi, Franco Di Nunzio
zdjęcia - Sergio D'Offizi
muzyka - Riz Ortolani
scenografia - Massimo Antonello Geleng

wystąpili:

Luca Barbareschi
Salvatore Basile
Perry Pirkanen
Francesca Ciardi
 
(Mark Tommaso)
(Jacko Losojos)
(Jack Anders)
(Faye Daniels)
 

Jak łatwo zauważyć, szeroko pojęty Zachód zareagował w zdecydowany sposób. Coś, co w Japonii nie zostało uznane za szczególnie warte uwagi, stało się podstawą do wszczęcia trzech śledztw. Jednak kultura niszowa już wtedy zainteresowała się tymi szczególnymi tworami kultury japońskiej. Wywodząca się z Kanady rockowa grupa 'Skinny Puppy', myśląc z początku, że "Guinea Pig: Flower of Flesh and Blood" jest autentycznym filmem snuff, napisała zainspirowany nim utwór "The Mourn". Gdy okazało się, że film jest fikcją, postanowiła w trakcie swoich koncertów prezentować na ekranach fragmenty tego dzieła. Wywodzący się z Nowego Jorku muzyk John Zorn wielokrotnie odwoływał się do estetyki japońskiego kina gore, czy to w tytułach albumów, w których nagraniu brał udział ( "Painkiller – Guts Of Virgin"), czy też w projektach ich okładek. Jednak te jednostkowe przypadki nie powinny pozostawić złudzeń, że masowa kultura Zachodu odrzuciła tę estetykę.

Sytuacja zaczęła powoli się zmieniać w połowie lat 90. Filmy takie, jak "Wściekłe Psy" Quentina Tarantino czy "Urodzeni Mordercy" Olivera Stone’a nie nawiązywały w żadnym stopniu do japońskiego gore, ale zdecydowanie przesunęły poprzeczkę w ukazywaniu przemocy w kinie głównego nurtu. Pod koniec XX wieku w Stanach Zjednoczonych pojawił się boom na japońskie horrory o duchach. Szybko zaczęto robić ich amerykańskie wersje, o wiele lepiej zrealizowane, ale znacznie zubożone pod względem symbolicznym. Temat został bardzo szybko wyeksploatowany, a twórcy horrorów postanowili poszukać inspiracji gdzie indziej. Pierwszym filmem, który odniósł masowy sukces kasowy, a o którym można powiedzieć, że w bezpośredni sposób nawiązuje do filmów "Za ginipiggu", jest "Piła" w reżyserii Jamesa Wan. Ten niskobudżetowy (jak na warunki Hollywood) horror ukazywał w bezpośredni sposób fizyczne znęcanie się nad głównymi postaciami. Realizm scen był szokiem dla niektórych nie zaznajomionych z tą estetyką widzów. Powstały jeszcze dwie kolejne części, które stawiały sobie za zadanie ukazywanie jeszcze bardziej wymyślnych tortur. Podobną drogą poszedł Eli Roth realizując "Hostel". Sukces kasowy spowodował, że szykowane są kontynuacje także i tego filmu.

Jak można porównać współczesne horrory amerykańskie do japońskiego gore? Na pewno da się zauważyć, że azjatycka konwencja została znacznie złagodzona i pozbawiona możliwości interpretacyjnych. Zarówno "Hostel" , jak i kolejne części "Piły" emanują przemocą, przystosowaną jednak do standardów wielkich wytwórni. Widz cały czas nie ma wątpliwości, że obcuje z filmem, co do którego twórcy nie próbują nawet sugerować, że przedstawia autentyczne nagranie. Same sceny okrucieństwa, pomimo tego, że doskonale zrealizowane, nigdy jednak nie przekraczają pewnych granic dosłowności. Kamera odwraca się, pozwalając widzowi uniknąć pewnych obrazów. W dodatku wszystkie te filmy posiadają jednak pewną fabułę, co daje widzowi możliwość pewnego odpoczynku między scenami przemocy. Jednym z powodów tak silnego oddziaływania na widza pierwszej odsłony z serii "Za ginipiggu" jest to, że paradokumentalna konwencja oraz skupienie się jedynie na procesie znęcania utożsamiają widza z ofiarą. Wszystkie zdarzenia, jakie zachodzą na filmie, można interpretować jako chęć zadania bólu widzowi. Twórcy nie dają mu chwili wytchnienia, atakują jego zmysły, poczucie estetyki, a przede wszystkim sprawdzają jego tolerancje na obrazy okrucieństwa. Brak jakiejkolwiek fabuły, a co za tym idzie motywów działań, powoduje, że wartości etyczne (szczególnie widza wychowanego w zachodniej kulturze) zaczynają się buntować. Amerykanie uniknęli dwuznacznego moralnie wydźwięku swoich dzieł, poprzez wprowadzenie klasycznego podziału na postacie dobre i złe. Nie znaczy to wcale, że dobre zwycięża, ale pozwala to widzowi łatwo zidentyfikować pobudki kierujące postępowaniem bohaterów.


tytuł
- Ichi the Killer
czas projekcji - 129 minut
reżyseria - Takashi Miike
scenariusz - Sakichi Sato
wg mangi - "Koroshiya Ichi" Hideo Yamamoto
zdjęcia - Hideo Yamamoto
muzyka - Seichi Yamamoto
scenografia - Takashi Sasaki

wystąpili:

Paulyn Sun
Nao Omori
Shun Sugata
Susumu Terajima
 
(Karen)
(Ichi)
(Takayama)
(Suzuki)
 

Czy skoro współczesny amerykański horror aż tak różni się od japońskiego gore, można mówić o pewnym przepływie wartości kulturowych? Sami twórcy zdają się twierdzić, że tak. Eli Roth zaprosił do gościnnego występu w swoim filmie japońskiego reżysera Takashi Miike, twórcy m.in. filmu "Ichi the Killer", który to jest jednym z bardziej znanych przedstawicieli azjatyckiego gore z późnych lat 90. Sama seria "Za ginipiggu" nie doczekała się jeszcze akceptacji . Kilka lat temu firma Unearthed chciała wydać w Stanach Zjednoczonych wszystkie filmy z serii w formie boxu płyt DVD. Pomimo tego, że film nie jest oficjalnie zakazany, żadna z firm zajmujących się tłoczeniem płyt DVD nie chciała się podjąć wypuszczenia na rynek płyt z uwagi na naturę tych filmów oraz wątpliwości etyczne .

Autor tekstu: Maciej Pletnia | Klub Miłośników Filmu, 29 września 2008
STRONA GŁÓWNA | ARTYKUŁY