D: - Pobawmy się w coś...
M: - W chowanego?
D: - Nie lubię...
M: - Dlaczego?
D: - Bo możesz mnie nie znaleźć...
Przed wami Gabe Ibánez, hiszpański twórca reklam, a więc bynajmniej nie dyletant uniwersalistycznego warsztatu. Nie zanudzi, co więcej, rozbudzi pożądanie i wyczaruje nastrój. Dla sprecyzowania, pierwszy film Ibáneza to raczej thriller psychologiczny, którym
rozbudzi on emocje widza i
wytworzy nastrój. Dodajmy, jest to rozsądny (satysfakcjonujący) i obiecujący debiut na wysokim poziomie warsztatu i intertekstualnej interpretacji.
Historia, którą opowiada Ibánez to reminiscencja wielu głośnych filmów, w których gdy rozum śpi, budzą się upiory. Pierwsze filmowe skojarzenia to "Wstręt" Romana Polańskiego i nieśmiertelny, choć mocno już wyeksploatowany cytat z "Psychozy" Alfreda Hitchcocka, ale przede wszystkim "Sierociniec" Juana Antonio Bayona. Ten ostatni musiał być oczywistą inspiracją i odnośnikiem "Wyspy zaginionych". Drobny i iluzoryczny trop filmowy prowadzi do brytyjskiego "Kultu" czy irlandzkich "Egzorcyzmów Dorothy Mills". A więc mamy intensywność i gęstość atmosfery dwóch pierwszych filmów, więź fabularną z trzecim i profil zamkniętej społeczności zaczerpnięty z dwóch ostatnich. Nie będę zajmowała się tym co mogłoby z tego wyjść. Skupię się na tym, co wyszło - czyli na niezłym thrillerze.
Hierro (Isla del Meridiana) to najmniejsza wyspa wysunięta na południowy kraniec Europy. Skalista i górzysta, nieco wyludniona. Nie przypomina raju, ani atrakcyjnego turystycznego zakątku, ale właśnie tam bohaterka filmu zabiera swojego 5-letniego syna na wakacje. Maria niestety dociera na wyspę samotnie, gdyż w trakcie podróży w niewyjaśnionych okolicznościach znika mały Diego. Wkrótce kobieta dowiaduje się, że na wyspie zaginęło także inne dziecko, podejmuje więc śledztwo na własną rękę i na miarę własnych możliwości. Planowany urlop szybko okazuje się koszmarem, a nieznośna sytuacja nieobecności dziecka nieuchronnie skaże matkę na towarzystwo jej własnych demonów, aktualnych lęków i słabości, bezradności rozumu popadającego w paranoję.
|
|
I tu trzeba jasno zaznaczyć - ten film opowiada o demonach pochodzących z wnętrza nas samych, o piekle zrodzonym z konfrontacji ludzkiego umysłu i jego systemów obronnych, instynktów i emocji. Osobiście uważam, że to najbardziej przerażające - bo powstałe we mnie, realne a jednak niewidoczne. Jeśli ktoś oczekuje klątw, duchów z zaświatów, spotworzonych sił wyższych zamkniętych w lustrach, mutantów z jaskiń, potomków szatana, złych policjantów - zawiedzie się. A ci, którzy już w tej chwili zostają, z pewnością ulegną atmosferze grozy i niepokoju, wywoływanej nie tak znowu przewidywalnie; docenią walory sposobu opowiedzenia samej historii z suspensem. Temu ostatniemu jednak nie pozwala do końca wybrzmieć oczywista i natrętna klisza zaczerpnięta z "Sierocińca". Nie tylko powtórzy się w filmie Ibáneza przejmująca relacja matki i zaginionego syna, ale także sceneria - obecność morza, mrocznego lasu po którym się błądzi, skalistych opustoszałych plaż, tajemniczych i nieprzyjaznych grot. Wiecznych przypływów i odpływów, dręczących poszukiwań i za każdym razem bolesnych, pełnych rozpaczy strat.
Nie da się ukryć, że najmocniejszym atutem filmu jest jego bezbłędna wizualna oprawa, bez której stałby się po prostu kopią swojego poprzednika, bez polotu i bez charakteru. Hierro stało się dla Ibáneza doskonałym miejscem na zobrazowanie psychodramy, przestrzenią oddającą niewerbalne sygnały procesów zachodzących w psychice i nastroju bohaterki, fotoplastyczną materią dynamiki zmian. Pod tym względem film przewyższa "Sierociniec", którego sceneria nosiła przecież cechy pewnej bajkowości. Hierro jest surowe i realne; wiatr przegania po skalistej plaży strzępy i odpady z pobliskiego wysypiska a niechlujni mieszkańcy przyczep kempingowych prędzej poszczują cię psem, niż poczęstują herbatą. Kto by się spodziewał, że znajdzie się tu miejsce na cytat z Tarantino? Oczywiście śmiertelnie poważny.
"Wyspa zaginionych" jest kolejnym studium strachu. Realizatorzy skupili się na nim jako najważniejszej emocji w tym gatunku. I udało im się opowiedzieć tę historię bez stylistycznego bełkotu, dynamizując oniryczne partie filmu szybkim, rytmicznym montażem. Znakomicie dopasowana, mroczna i ponura tonacja zdjęć oraz klaustrofobiczne, ciasne kadry podkreślają atmosferę wyobcowania i lęku. Dodatkowym zabiegiem realizatorskim było zaznaczenie w ścieżce dźwiękowej ciągłej obecności
"słyszalnego ciśnienia". Atmosfera hiszpańskiego thrillera zbudowana została bardzo precyzyjnie i prosto, bez oszałamiających efektów.
To nie wszystko. Reżyser przemycił do filmu bardzo rozbudowaną symbolikę wody. Nic się nie stanie jeśli tę symbolikę po prostu zignorujecie. To nie azjatycki horror spowity mokrym i skołtunionym włosiem, nikt też nie każe recytować Junga z pamięci, ale trudno sobie wyobrazić przemożną atmosferę "Wyspy zaginionych" bez mrocznej i tajemniczej toni - wszechobecnej, destrukcyjnej wody. Przyznam, że kusi mnie wyzwolona analiza, ale na potrzeby tej recenzji muszę się ograniczyć do stwierdzenia, iż reżyser przedstawia wodę jako życiodajne a zarazem niszczycielskie medium, które przekazuje informacje o stanie świadomości bohaterki. Korzysta przy tym z całej gamy kontrastów, kontrapunktów i powtórzeń, podkreślając zmagania bohaterki z tym żywiołem.
Film najbardziej przerazi zapewne rodziców. Szkoda jednak, że powstał w cieniu głośnego "Sierocińca", skazując się na pozycję tego, któremu zagraża wątpliwe miano kopisty. Myślę jednak, że dla widzów ceniących klimatyczne thrillery z przekonywającą, dźwigającą ciężar gatunkowy obsadą nie będzie to seans stracony. Elena Anaya, której przypadła w udziale najważniejsza rola w filmie, zinterpretowała postać Marii bez przesadnego przerysowania. Aktorkę typuje się już jako następczynię Penelope Cruz odkąd realizuje najnowszy film z Pedro Almodovarem. Po tym, co zaprezentowała w "Wyspie zaginionych" trudno wyobrazić mi ją sobie w jakiejś tragikomedii zwariowanego Hiszpana, ale jak widać Anaya ma jeszcze wiele do powiedzenia.
7/10
 |
kraj - Hiszpania, 2009
reżyseria - Gabe Ibánez
scenariusz - Javier Gullón
produkcja - Álvaro Augustín, Jesús de la Vega
muzyka - Zacarías M. de la Riva
zdjęcia - Alejandro Martínez
montaż - Enrique Garcia
scenografia - Patrick Salvador
czas projekcji - 94 minuty
wystąpili
Elena Anaya
Bea Segura
Mar Sodupe
Andrés Herrera
Miriam Correa
Kaiet Rodríguez
Javier Mejía
Hugo Arbues
Raquel Salvador
|
(María)
(Laura)
(Tania)
(Antonio)
(Julia)
(Diego)
(Matias)
(Mateo)
(Elena)
|
|
 |