"Cold mountain" jako nowe "Gone with the wind"? Wydaje mi się, że aby zasłużyć na takie miano trzeba wskrzesić więcej niż pamięć o wojnie secesyjnej, konflikt Północ-Południe, problem niewolnictwa, czy wreszcie miłość na tle tego wszystkiego. Taki film musi mieć po prostu ten urok, który uplasował właśnie "Gone with the wind" wśród klasyki romansu. "Cold mountain" to urocza historia miłości dostarczająca wzruszeń i emocji - ale jednak brak jej czaru i atmosfery, które zapisałyby ją w plejadzie romansów.
Pierwowzorem filmu była książka Charlesa Fraziera pod tym samym tytułem, z kolei inspiracją dla niej była niewątpliwie mitologia i historia Odyseusza. Losy Inmana to właśnie paralela jego losów - dezerter z wojny secesyjnej wraca do wiernej, ukochanej Ady, czekającej cierpliwie i odrzucającej zalotników, a droga do niej jest długa i pełna przeszkód. Jego wędrówka to niemal wędrówka Odyseusza do Penelopy - obfitująca w dziwne spotkania i o jasnym celu: wrócić do tej jedynej.
|
 |
|
 |
|
Ada (Nicole Kidman) i Inman (Jude Law) to niezamożni ludzie - córka pastora i cieśla. Ona jest dziewczyną skromną, ułożoną, dobrze wychowaną i z podstawową edukacją (gra na pianinie, czyta powieści, zna się na geografii). Okres wojny secesyjnej jest dla niej wyjątkowo trudny - nie umie się znaleźć w nowej rzeczywistości, nie radzi sobie z obowiązkami. Została przecież wychowana na damę, nie robiła nigdy "nic praktycznego" jak sama mówi. Dopiero gdy pojawia się Ruby (Renee Zellweger), prosta wiejska dziewczyna, która pomaga ogarnąć jej gospodarstwo, Ada zaczyna pracować i odnajdywać się w nowym świecie. On, Inamn, jest prostym człowiekiem, wie czym jest praca. Zakochuje się w Adzie ze wzajemnością, ale ich szczęście nie trwa długo bo przerywa je wojna - Inman zaciąga się do wojska. Po jakimś czasie jednak dezerteruje.
Najpiękniejsze w miłości Ady i Inmana jest ich wzajemna pewność i przekonanie co do swoich uczuć; pewność że są dla siebie nawzajem jedyni i to od początku znajomości, która ogranicza się przecież tylko do kilku dni. Mimo że znają się tak krótko - "parę chwil" (jak o tym mówią), to ona czeka na niego cierpliwie i wytrwale, a on z poświęceniem do niej wraca. I mimo że ich miłość zawiera się w tych kilku chwilach, to oni nie mają o to pretensji, żalu. Cieszą się faktem, że te chwile w ogóle były im dane i doceniają je. Wiedzą, że całe życie nie może być piękne, bo tylko ulotne chwile są piękne, bo to w ich ulotności to piękno tkwi. Poza tym oni potrafią nawet z tych kilku chwil wyciągnąć setki innych - krótka rozmowa to nie tylko słowa, to też kształt szyi Ady, jej włosy, sukienka. Inman i Ada nie żądają od życia samych radości - a cieszą się tymi, które były im dane. Bo nawet jeśli trwały krótko to były najwspanialsze. Z kimś najwspanialszym. A zawsze zostają wspomnienia i nadzieja.
|
 |
|
 |
|
Film na tle wojny secesyjnej wyprodukowany w dzisiejszych czasach po prostu musi zachwycać scenami batalistycznymi i efektami specjalnymi. W czasach "Gone with the wind" Victor Fleming nie mógł sobie pozwolić na tak spektakularną scenę, jaką jest obrona Petersburga z "Cold mountain". Seria eksplozji otwierająca film robi wrażenie. Ale film to nie tylko historia miłości z wojną w tle. Składają się na niego liczne epizody i postacie przewijające się przez życie Inmana i Ady, z których każda czymś się wyróżnia i zaznacza swoją obecność. Poznajemy więc księdza, który pojmuje moralność inaczej niż inni, samotną matkę kochającą swoje dziecko (rola Natalie Portman), głupiego Georgię, pijaka - ojca Ruby, czy Teague'a , który jest właściwie jedyną tak spłyconą i jednowymiarową postacią filmu - bez wątpienia wiemy, że jest czarnym charakterem.
Renne Zellweger otrzymała Oscara za rolę Ruby - nagrodzono w ten sposób nie tylko jej talent komediowy ale też i dramatyczny. Jej Ruby to obcesowa i szorstka dziewczyna (przez to komiczna), która działa, nie boi się pracy i świata. Z drugiej strony wzrusza gdy wyrzuca z siebie wszystkie żale. Nicole Kidman nie odegrała swojej życiowej roli (rola kochanki wyszła jej z lepszym skutkiem w "Moulin Rogue!"), ale dobrze się ją ogląda. I myślę, że razem z Jude Lawem zagrali przekonywująco.
|
 |
|
 |
|
Piszę o "Cold mountain" w samych superlatywach. No cóż, trudno wytknąć temu filmowi jakieś niedociągnięcia techniczne, aktorskie czy w scenariuszu. Film jest dopracowany przez dobrych rzemieślników. A dobre rzemiosło, w którym brak jakiejś magii, po prostu dobrze się ogląda. Można się nawet przy czymś takim wzruszyć, ale zachować w sercu - nie na długo. Więc skoro "Cold mountain" to nie drugie "Gone with the wind" to może raczej po prostu kolejna (po "Truly, Madly Deeply", "Mr. Wonderful", "The English Patient") próba Anthony'ego Minghelli przedstawienia odbiorcy pięknej historii miłosnej. I trzeba przyznać, że lepsza od poprzednich. Może wreszcie Minghella nabierze wprawy i stworzy romans godny np. "Casablanci".
 |
WZGÓRZE NADZIEI
Tytuł oryginalny: Cold Mountain
Rok produkcji: 2003, USA
Czas trwania: 152 min.
Reżyseria: Anthony Minghella
Scenariusz: Anthony Minghella
Książka: Charles Frazier
Zdjęcia: John Seale
Muzyka: Gabriel Yared
Montaż: Walter Murch
Występują:
Jude Law (jako Inman)
Nicole Kidman (jako Ada Monroe)
Renee Zellweger (jako Ruby Thewes)
Brendan Gleeson (jako Stobrod Thewes)
Natalie Portman (jako Sara)
Giovanni Ribisi (jako Junior)
Donal Sutherland (jako Reverend Monroe)
|
|
Autor recenzji: Karina Kalemba - KARINA
|