Strona główna KMF



Film inspirowany jest autentyczną historią o detektywie, któremu został skradziony pistolet. Kurosawa najpierw napisał o tym powieść (niepublikowaną), a następnie zabrał się za scenariusz, który starał się napisać w stylu powieści kryminalnych Georges'a Simenona. W filmie pada zaledwie kilka strzałów, akcja początkowo rozwija się w ślimaczym tempie, a trup nie ściele się gęsto; fani współczesnych filmów akcji powinni zdawać sobie z tego sprawę, zanim usiądą przed telewizorem.


Choć jest to kryminał, to jednak nie proces rozwiązywania zagadki i pytania "kto ukradł?" i "kto zabił?" są w tym filmie najistotniejsze. Przesłania je postać detektywa prowadzącego śledztwo, a ściślej rzecz ujmując - jego przeżycia wewnętrzne i metody działania. Ów zabieg udał się dzięki fortelowi reżysera: to okradziony szuka zguby, a prócz tego jest młodym i niedoświadczonym policjantem, który pistolet traktuje niczym samuraj swój miecz. Na domiar złego okazuje się, iż to z jego broni popełniane są kolejne zbrodnie. Widzowie z dużym zainteresowaniem przyglądają się gorączkowym poszukiwaniom detektywa, bo ani na moment nie przewyższają go wiedzą, a to dzięki sposobowi prowadzenia narracji. Śledczy początkowo stara się działać na własną rękę i usiłuje przeniknąć do środowiska przestępczego, aby dotrzeć do osoby za to odpowiedzialnej. Nie da się ukryć, że Murakami, bo tak nazywa się główny bohater, to nie słynny Sam Spade z "Sokoła maltańskiego" w prochowcu i kapeluszu - brak mu tego cynizmu, lisiego sprytu i zdecydowania. Gdy ten usiłuje wydusić ważne informacje od kobiet, tamże Spade je uwodzi, aby same wyszeptały mu w ramionach. Niemniej, co bardziej obeznanemu z kinem czytelnikowi, powinny nasunąć się pewne wnioski - Kurosawa, wzorem amerykańskich reżyserów z lat 40., stworzył film noir.




Nieodparcie nasuwa się sugestia, że pomiędzy życiem detektywa Murakamiego a przestępcą Yusą istnieje paralela, że zestawienie faktów z ich życia jest nieprzypadkowe. Do pójścia tym tropem skłania nas cała konstrukcja filmu. Obaj wrócili niedawno z wojny i obaj zostali okradzeni w pociągu w drodze do kraju. Różni ich natomiast postawa wobec zła: jeden zasila szeregi policji, a więc staje po stronie prawa, drugi to prawo łamie. Murakami doskonale rozumie przestępcę, a nawet identyfikuje się z nim, bo sam, będąc tym załamany, o mało co nie wszedł na drogę zbrodni po wydarzeniu w pociągu. Jest jeszcze starszy inspektor Sato, który został przydzielony do pomocy w śledztwie. Jest on tu takim mentorem - działa z namysłem i potrafi oddzielić życie zawodowe od prywatnego. Reżyser najtrafniej nakreślił postać zbrodniarza, aczkolwiek postać ta pojawia się w filmie na krótko.


Kurosawa sportretował całą gamę spojrzeń w kierunku przestępcy - spojrzeń, jakimi obdarzali go ludzie, widzący w nim odrazę, strach, zło, sensację dnia, obiekt współczucia, troski, zrozumienia, a nawet miłości. Opóźniając zaś - niemal do samego końca - moment ukazania samego bandyty na ekranie, narzucił widzom wrażenie, że to oni, wraz z detektywem Murakamim, pełni narastąjcych emocji, wypatrują go na dworcu w scenie finałowej. I kiedy tak obaj, po jakże wspaniałej scenie pościgu, stanęli naprzeciwko siebie, skąpani w błocie, zadyszani i potwornie zmęczeni - na chwilę wnikliwie zmierzyli się wzrokiem. W tym momencie podział na dobro i zło staje się migotliwy i zupełnie nieważny, umyka gdzieś między kadrami, bo nie widać między nimi różnicy! Yusa, poprzez swój przeraźliwy skowyt, zdaje się wyrażać bezsens zmarnowanego życia, a śpiewająca grupka dzieci nie pojawia się tu przypadkowo. Przypomina mi on trochę Zbyszka Cybulskiego z "Popiołu i diamentu". To dzieci wojny, ludzie, którzy najlepsze swoje lata poświęcili dla ojczyzny, jednak nie zostali docenieni za czyny, których dokonali. Trudno było się im odnaleźć w ówczesnych realiach. Są zagubieni, często bez żadnych perspektyw i pomysłów na życie. Już po wszystkim nie zobaczymy jednak uśmiechu na twarzy zwycięzcy. Może nie pozwalało mu na to zmęczenie... tylko widzowie pewnie też nie odczują satysfakcji.




Ponieważ Kurosawa współczuje przestępcy i udziela się to także widzom! Współczuje, ale nie usprawiedliwia, bo wyraźnie pokazuje zbrodnie przezeń dokonane. Pojawia się dysonans między wyobrażeniem przestępcy przez widza a jego rzeczywistą sylwetką. Yusa nie tylko nie wygląda na bezlitosnego mordercę, ale sprawia też wrażenie wystraszonego i czymś przerażonego. Gdyby przyjrzeć się scenie pościgu w izolacji, to wydaje się, iż to on jest ofiarą, a detektyw - złoczyńcą! Czym jest przerażony i dlaczego chybia? Wszakże jest panem sytuacji. Być może widzi w Murakamim swoje odbicie, swoją straconą szansę na poprawę losu. Dostaje szansę nawrócenia i wykorzystuje ją. Wtedy przypominają się słowa doświadczonego życiowo Sato: "Nie ma złych ludzi na świecie, są tylko złe warunki".


Na uwagę zasługuje także znakomicie zmontowana scena wędrówki detektywa po tokijskich dzielnicach nędzy, która trwa ponad osiem minut i pozbawiona jest słów. Dodatkowego smaczku dodaje to, że Mifune również zaraz po wojnie, którą spędził w mundurze wcielony do armii, włóczył się tak po Tokio bez pieniędzy w poszukiwaniu pracy. Podobno to na jego prośbę Kurosawa zachował tę scenę w całości. To właśnie dzięki autentycznej scenerii, naturalnej grze pary aktorów i tematyce społecznej, ukazującej dramaty zwykłych ludzi, spowodowane sytuacją gospodarczą kraju po wojnie, "Zbłąkany pies" staje się neorealistyczny.




Na obsadę nie można narzekać - niezłomny duet Toshiro Mifune i Takashi Shimura - po raz trzeci wystąpili u swego boku. Czy przekonali mnie swoją grą? Odpowiadam od razu - przekonali. Mifune dobrze wcielił się w postać wrażliwego policjanta, który nie doczekał się jeszcze dyplomu za swoją służbę. Przeżywa całą sytuację - tam ma spuszczony wzrok, tu gniecie kant marynarki, aby zapanować nad nerwami. Nie potrafi się odprężyć i nerwowo reaguje na wszelkie doniesienia w sprawie śledztwa. Jednak to nie jest ten Mifune, którego chcemy oglądać. Dopiero w finale pokazuje pełnię swoich możliwości - nieustępliwość, dzikość w oczach i żywiołowość, jaką znamy z jego niezapomnianych ról samurajskich. Shimura wypadł nawet lepiej w przekroju całego filmu. Zagrał niezwykle naturalnie, a swojego bohatera, Sato, obdarzył nutką cynizmu. Proszę zwrócić uwagę, z jaką łatwością udaje mu się uzyskiwać informacje od świadków. Od pewnego momentu to on zaczyna kierować śledztwem i wtedy niejako spycha Mifunego na dalszy plan, "pozwalając" mu zabłysnąć w finale.


"Zbłąkany pies" jest filmem zrealizowanym niezwykle starannie, a przy tym oferującym widzom możliwość wejrzenia w świat powojennej Japonii, ogarniętej falą gangsteryzmu. Nie zestarzał się, choć od jego premiery minęło prawie sześćdziesiąt lat, a jego przesłanie jest - co absolutnie nie dziwi w przypadku Kurosawy - ponadczasowe i uniwersalne. Reżyser zwraca uwagę na rzeczy oczywiste, a jednak przez niektórych zapomniane: człowiek nie rodzi się zły, a każde zło ma swoją przyczynę. Smakołyk - nie tylko dla wielbicieli filmu noir i talentu Kurosawy.


Ocena: 8.4/10


ZBŁĄKANY PIES


Tytuł oryginalny: Nora inu
Tytuł międzynarodowy: Stray Dog
Rok produkcji: 1949
Kraj: Japonia
Czas trwania: 122 minuty

Reżyseria: Akira Kurosawa
Scenariusz: Ryuzo Kikushima, Akira Kurosawa
Zdjęcia: Asakazu Nakai
Muzyka: Fumio Hayasaka

Obsada:
Toshiro Mifune   .....Murakami
Takashi Shimura   .....Sato
Keiko Awaji   .....Harumi Namaki
Eiko Miyoshi   .....matka Harumi
Noriko Sengoku   .....dziewczyna


Wyślij e-mail Autor recenzji:
REKIN
Klub Miłośników Filmu
29.05.2007