Strona główna KMF

BIGGER, LONGER and UNCUT!

Zjazd KMF - Warka (21) 24-26.VIII.2001
(Miejsce, w którym można czuć się jak w rodzinie,
lub na weselu; tylko bez rzucania wiankiem)


...czyli latawce, Kon Szonery, kradzież fajek, górne piątki i palenie azbestu

Tak drogi czytelniku. Z poniższej relacji dowiesz się wielu ciekawych rzeczy o Klubowiczach. Niektóre opisy i sytuacje będą jednak niezrozumiałe dla każdego i nie każdego pobudzą do śmiechu. Jednak osobom które były i owe sytuacje stwarzały, bądź były ich świadkami... pomogą powrócić myślami do wspaniałych chwil, których doświadczyliśmy w wielkiej, skumulowanej dawce na przestrzeni kilku zaledwie dni...
ale DNI wyrąbanych w kosmos! AJ!



23.VIII.2001 - DZIEŃ 1
PRZEDBIEGI


Wieczorem do Warszawy przyjechał Melon i spotkawszy się z Bekonem, poczekawszy na nas ;) Około godziny 22 wraz z Taskerem pojechaliśmy Focusem Taskera do Warszawy, by chłopaków szybciej sprowadzić na ziemię warecką. Po drodze słuchaliśmy (na cały gwizdek) piosenek z "Human Traffic" (szczególnie FatBoy Slima), a że Tasker ma w bagażniku Subwoofer wielkości szafy trzydrzwiowej, efekt był znakomity. Tuż przed 23 zajechaliśmy do McDonaldsa celem spożycia frytek, tudzież hamburgerów marki różnej i zapicia wszystkiego pysznym napojem. Po wyjściu (właściwie po wywaleniu nas ;) z restauracji, po drugiej stronie ulicy zauważyliśmy wielką tablicę reklamową z napisem: "MELON - Hurtownia owoców" - oczywiście skomentowaliśmy to wszystko kontrolowanymi dawkami śmiechu i ruszyliśmy przed siebie. W trasie okazało się, że jeden z nas... nie lubi szybkiej jazdy i zrodził się mały konflikt, bo Tasker bardzo szybką jazdę lubi ;) Tasker chyba postanowił wyleczyć tę osobę z lęków przed szybką jazdą i jechał swoją stałą prędkością (nie powiemy ile, powiedzmy, że dużo ;) W końcu ta osoba (zdradźmy już, że to Melon) widząc wchodzenie w zakręt przy prędkości 160km/h przełamała się i gdy dojeżdżaliśmy do jakiejś ciężarówki krzyknęła:
"Wyprzedzaj go!!!" ;)
Podczas tego rajdu Melon ze strachu miał oczy jak w Mandze ;) Tak więc terapii część pierwsza była za Melonem i był już prawie uleczony. Po dojechaniu do Warki przyjechaliśmy do mnie do domu i do 5 rano siedzieliśmy przy piwku na balkonie. Rozmawialiśmy dużo, głównie o miejscach na Ziemi, gdzie słońce nigdy nie zachodzi (z braku globusa, Bekon posłużył się głową Taskera ;), o świętym Mikołaju i kole polarnym.

Tasker i Bekon Melon

Melon zdradził nam, że jego tata jest kierowcą lodołamacza ;) Do odpalania papierosów używaliśmy zapalniczki, którą nazwaliśmy STAR TREK... bo taki jakiś kosmiczny wygląd miała ;) Od czwartku zyskała ona miano oficjalnej zapalniczki zjazdowej. Później pooglądaliśmy trochę filmów na podglądzie i porozmawialiśmy o biologii. Jeszcze tylko Melon naprawił mi DVD (wyeliminował ziarnistość obrazu) i nadszedł ranek; pora, kiedy trzeba było położyć się spać ;)
Wstaliśmy i był już...



24.VIII.2001 - DZIEŃ 2
MORTAL KOMBAT


Około 10 przyjechał Hunter (Huntem Autera ;) i Shoomir. Ledwie ich poznałem, gdyż obaj zostali wyposażeni w nowe fryzury. Nastąpiło powitanie wszystkich, a w szczególności Huntera z Melonem. Nie doszło jednak do zapowiadanej, bezpardonowej walki... nie grali w szachy i Pan Ładny się nie zepsuł ;) Później dojechał Maja wraz z Paulinką - świeżo zaręczeni (Maja... "Witaj w niewolniczym stanie" ;) Paulinka pokazała nam pierścionek zaręczynowy, a ja wraz z Melonem poprosiliśmy Maję by pokazał nam swój - pomyliło nam się ;) Zaraz potem dołączył Crash (w koszulce z napisem "THE ABYSS"), którego zupełnie nie poznałem, porównując jego zdjęcie do rzeczywistości. Po jakimś czasie dobił Szefo. Przywiózł ze sobą DVD bez regionów, wersję reżyserską "Terminatora 2" i "Big Blue", oraz kompakt z dziewięćdziesięcioma MP3 z tematami filmowymi - które posłużyły do przeprowadzenia konkursu (ale o tem potem ;)

 Od lewej: Shoomir, Bekon i Tasker

Na terenie zjazdu pojawili się po chwili Strat i Pulsse, oraz Dejna i Ofirka. Było słodkie powitanie, buziaki i uśmiechy ;) Następnie dołączyli Ndrew i Dobermann. Po jakimś czasie z lotniska zostali odebrani DJ z Asią, która dała mi się we znaki w późniejszej części filmu, zabraniając spożycia kiełbasy z grilla. Później się jednak na niej zemściliśmy... ale o tym w dalszej części. Na sam koniec dnia przyjechała krakowska ekipa w składzie Ciacho, Gr@il i Markos - ten ostatni obcięty na bandytę i jak się później okazało, zajefajnie wydziargany na ramieniu. Tatuaż miał bardzo podobny do tego, którym walił po oczach George Clooney w "Od zmierzchu do świtu" z tą różnicą, że zlokalizowany był tylko na ramieniu, a nie na szyi. Gdy przyjechaliśmy z krakowską mafią na teren zjazdu, tam już czekał Solo ubrany w gustowną koszulkę z motywem z "Episode I". Hunter zrobił jeszcze zdjęcia plakatom ("The last crusade", "Alien III" i "Alien III" ;), które przywiózł Solo i cała impreza ruszyła do przodu niczym lokomotywa z "Powrotu do przyszłości III". Najpierw powoli; z czasem, po dokładaniu do pieca kolejnych dopalaczy... z coraz większym impetem! Kiedy byliśmy głodni - jedliśmy, kiedy chciało nam się spać - spaliśmy, kiedy chciało nam się... no wiecie... szliśmy ;) Bekon pojedynkował się z Shoomirem za pomocą muchołapki, której konstrukcja wewnętrzna nie wytrzymała w końcu uderzeń w Bekonowe plecy i uległa "zmęczeniu materiału" ;) Później Shoomir (gdy Bekon siedział na krześle z kółkami) złapał go za nogę i zrobił rajd po biurze. Jak później Shoomir stwierdził w rozmowie z Bekonem: "Było czym kręcić!" ;)

Hunter i Markos Ofirka, Bekon i Ndrew w tle
 Dobermann, Melon, Markos i Dejna


Około 21 złożyliśmy zamówienie w Pizzerri LA PIOVRA (tutaj podziękowania za dostarczenie wszystkich Pizz za jednym, skomasowanym rzutem ;) Zamówiliśmy 11 Pizz, a dodatkową dostaliśmy za friko... wybraliśmy Pizzę z Ośmiornicą. To był błąd - nie polecamy ;) Czas mijał nam na rozmowach i popijaniu piwa (Warka Strong rządziła jakby nie patrzeć). Był jeszcze BLACK DEATH czyli czarny Faxe 10%, ale to głównie popijał nasz gość z poza klubu - Tasker. Nagle nie wiadomo skąd... pojawiły się STRZAŁY ZNIKĄD w wykonaniu Melona. Biegał w kółko i symulował walkę wręcz z przypadkowo napotkanymi ofiarami ;) Później został przeprowadzony konkurs siłowania się na rękę (tu walka z Taskerem) i Melon zgodnie z zapowiedzią rozłożył wszystkich - chylę czoła! Jeszcze tylko czekał na Cisexa, żeby i jemu dokopać ;) Gdy poszliśmy po gąbki (służyły nam jako łóżka do spania) Melon odpalił wózek widłowy, co mnie o tyle zdziwiło, że akumulator był wyczerpany i praktycznie nie dawało się wózka uruchamiać... widać, Melon miał na niego zbawienny wpływ, skoro uruchomił się po pierwszym przekręceniu kluczyka ;) Jak to później mawiał Melon? A... "Odpaliłem Maszynę!!!" ;) Wieczorem dojechał Tasker i zabrał Melona na przejażdżkę, która okazała się dla niego doskonałym lekarstwem na jego fobię (160Km/h rządzi ;) i został całkowicie uleczony z lęków przed szybką jazdą. Gdy szliśmy spać, Melon dostał jeszcze ataku śmiechu... jak się później dowiedzieliśmy, miało to swoje podłoże biologiczne ;) Przed snem zapuściliśmy jeszcze "Top Secret" i około 5 nad ranem praktycznie wszyscy już spali. Z CD puściliśmy jeszcze płytkę Pink floydów, którą przywiozła Deina.

BILANS STRAT W LUDZIACH - 0
BILANS STRAT W PRZEDMIOTACH - Krzesło sztuk 1
                                                        Muchołapka sztuk 1




25.VIII.2001 - DZIEŃ 3
... czyli nigdy nie wiesz, co przyniesie kolejny dzień


Po jakichś skromnych 3-4 godzinach snu staneliśmy na nogach. Część ludzi pojechała po jedzenie, a ja z Bekonem, Gr@ilem i Ciachem na hamburgery do pobliskiego baru ;) Później kupiliśmy jeszcze krzesło, (żeby ilość krzeseł się zgadzała) i jednego FLYKILLERA ;) Gdy wszyscy już wstali pojechaliśmy z Bekonem i Ofirką na miasto, gdzie na targowicy zrobiliśmy gustownego bączka na ręcznym, a przedtem taki rajd po Warce, aż się tarcze hamulcowe nagrzały do czerwoności ;) Wróciliśmy na miejse zjazdu, a w odtwarzaczu puściliśmy kawałek Prodigy "Smack my Bitch up" który wpada w ucho jak żaden inny. Później za pomocą Karchera umyliśmy samochód Huntera, oraz Bekona, Melona i mnie ;) Zabawa była niesamowita, a ciśnienie wody duże ;) To był prysznic stulecia!

Od lewej: Melon, Dux, Shoomir i Bekon

Bekon zgodnie z tradycją zjazdów, znowu odtwarzał scenę z "Matrixa". W międzyczasie na zjazd dotarł Sphinx, który przywiózł mi płytę DAFT PUNK "Homework" - właśnie podczas jej słuchania powstaje niniejsze sprawozdanie. Ja odwdzięczyłem się Sphinxowi płytką z singlami Prodigy (mam nadzieję, że się podoba ;) Podczas południowej pogadanki, Melon wypalił tekstem: "Dux... czy wieczorem wypijesz ze mną lampkę wina?" ;) I nadszedł wieczór... i stwierdziliśmy, że to jest dobre ;) Na wieczór przyjechał Cisex swoim Volvo kombi, a z wnętrza jego samochodu dobiegały dźwięki piosenki... "Smack my bitch up" (Cisex - wiesz co dobre!). Z samochodu wybiegła uśmiechnięta bestyja z gwizdkiem w dziobie i przywitała się ze wszystkimi ;) Późnym popołudniem Szefo odpalił swoje DVD w kompie i większość osób zasiadła przed monitorem w celu podziwania wersji reżyserskiej "Terminatora 2" Obraz był śliczny, dźwięk równie doskonały i wszyscy doskonale się na filmie bawili - jakżeby inaczej. Po tym obejrzany został jeszcze film "Alomst Famous" (na cały gwizdek ;) Później Ciacho odpalił piątą płytę dołączaną do Sagi "ALIEN" - do której sam dorobił (bardzo profesjonalnie) napisy (których IMPERIAL-owi widocznie nie chciało się robić, bo i po co przecież) Z dokumentu o kręceniu "ALIEN" dowiedzieliśmy się, że w postać Aliena wcielał się pewien bardzo wysoki i bardzo szczupły czarnoskóry aktor-amator, oraz obejrzeliśmy kilka wyciętych scen, między innymi tę, w której Ripley znajduje Dallasa unieruchomionego na ścianie, który prosi mówi do niej: "Kill me..." - bardzo fajnie oglądać takie perełki!
Na zeszłym zjeździe Cisex odstawił nam w masce z "Krzyku" taniec do muzyki Prodigy; w tym roku maska zrobiła furorę z innego powodu. Melon założył ją sobie na ćwarz i... w dziurkę wetknął papierosa którego podpalił. Widok dymu wylatującego przez oczy był niesamowicie śmieszny... a chwilami dym wylatywał z głowy - coś niesamowitego ;))) W tak zwanym międzyczasie Strat, Pulsse i Asia przygotowali wspaniałe dania z Grilla, wszyscy się najedli i byli gotowi do dalszego działania ;)

 
Melon w MASCE pali papierosa ;)  Tasker, Markos, Dejna, Desjudi i Dux

Nadeszła pora przeprowadzenia konkursu Szefa (teraz już Almrotha); odgadywanie z jakich filmów pochodzą przygotowane przez niego motywy muzyczne. Wszyscy w skupieniu słuchali co Szefo puszcza i podziwiali jego niesamowitą wiedzę w zakresie kompozytorów muzyki filmowej (wielkie brawa!). Spodziewaliśmy się raczej znanych motywów przewodnich, jednak Szefo dokonał bardzo inteligentnego wyboru i zaprezentował nam utwory w większości znane ze słuchu... jednak nie takie proste do odgadnięcia jakby się wydawało ;) W wielu przypadkach padały strzały:
"Terminator 2" lub "Szeregowiec Ryan", a gdy w końcu Szefo puścił motyw z tego drugiego, odgadnięto go tylko przez przypadek ;)
Z ciekawszych sytuacji;
Strat odgadł motyw z "Terminatora" zanim ktokolwiek zdołał go usłyszeć ;)
Wielki wielbiciel Arnolda S. czyli Ndrew odgadł motyw z "Conana barbażyńcy" lecz dał ciała, a ja, jako równie wielki miłośnik Arnolda również - gdyż NIE udało się nam zgadnąć przed innymi motywu z "Predatora" ;)
Hunter czekał jak na szpilkach na motyw z "Indiana Jonesa" - którego jednak nie było wśród przygotowanych przez Szefa utworów ;)
Sphinx odgadł motyw z "60 sekund" który w filmie słyszymy właśnie podczas akcji... Sphinxa,
...a Ciacho motyw z "Drop Zone" - jednego ze swoich ulubionych (po "Alienach") filmów.
Bardzo dobrze odgadywał motywy Crash; zdaje się, że odgadł 11 tytułów. Hunter grał w duecie ze Sphinxem i razem zdobyli punktów 17, a zwycięzcą (jakoś głupio mi to napisać...) zostałem Aj - z 16 tytułami na koncie. Otrzymałem od Szefa nagrodę w postaci CD z utworami które odgadywaliśmy i gromkie (pewnie z uprzejmości ;) brawa. Jednak największe owacje otrzymał Szefo za profesjonalne przygotowanie i ciekawe przeprowadzenie zabawy. Po konkursie... hehe
Solo pewnie jak to czyta, myśli, że zapomniałem o plamie jaką dał. Powiedzmy tylko, że jako wielki miłośnik "Gwiezdnych wojen" nie udało mu się na czas odgadnąć motywu z "Episode I" - osobiście uważam, że po prostu się zamyślił i ktoś inny wyprzedził go o ułamek sekundy. Solo na znak protestu potłukł butelkę i tak skończył się konkurs ;)
Nieco później, dowiedzieliśmy się od Bekona, jak została nakręcona scena w "Aliens" w której Ripley pali papierosa;
"Ona go szybko paliła buch za buchem, a później tylko go trzymała i ściemniała, że pali" ;)
Za to od Szefa dowiedzieliśmy się jak brzmi polskie rozwinięcie skrótu IRC; "Internetowy Rozpierdalacz Czasu" ;)) A jeżeli chcecie dowiedzieć się, na czym polega "Sztuka podsiadania" - zwróćcie się z tym pytaniem do Bekona, on jest mistrzem ;) Pamiętam też, że podczas jednej z wielu rozmów prowadzonych w "odmiennych stanach świadomości" padło słowo "Pantomima", na co Markos zapytał... "Pan to czego nima?" ;) Podczas rozmowy o kobietach przypomniałem sobie jeden z odcinków Johnny'ego Bravo, w którym Johnny uderza z takim oto tekstem do jakiejś panienki:
"Wspaniale byłoby być Tobą, patrzącą na mnie...
Ale dość już o mnie, porozmawiajmy o Tobie...
jak Ci się podobam?" ;))))))

Tego wieczoru w jednym z pomieszczeń zamykanych na klucz została schowana butelka Ballentaina przywieziona przez Solo. Kilku szczęśliwców mogło z niej korzystać, jednak pod warunkiem, że znali hasło dostępu do pomieszczenia ;) Do drzwi zapukał Dobermann:
- Otwórzcie!
- Hasło!
- Nie znam!
- To CI POwiem! Hasło brzmi: "Wódka jest dobra"
- Wódka jest dobra!
- A taki ch..! Wódka to twój wróg ;)

No tak, hasło było wymyślane na poczekaniu i w pełnej improwizacji ;) Jednak Dobermann dostąpił "czcigodnego zaszczytu" i drzwi stanęły przed nim otworem ;) Nadeszła pora konursu odgadywania horrorów, który to konkurs przygotował Gr@il. Był równie profesjonalnie przygotowany i poprowadzony jak konkurs Szefa, lecz tu pole do popisu mieli już tylko miłośnicy horrorów. Całość wygrał Crash. Konkurs przeprowadzony został w całkowitych ciemnościach - tak więc klimat był niezły! Wielkie brawa dla Gr@ila za poświęcenie czasu na przygotowanie fragmentów do odgadywania, oraz za przeprowadzenie konkursu, oraz dla Crasha, za doskonałą wiedzę w dziedznie horrorów! Na dworze naszła nas faza na wspomnienia z dzieciństwa. Na pierwszy ogień poszedł program który wszyscy oglądali, czyli "PI i SIGMA z MATPLANETY..." pogadaliśmy również o "Dwóch Michałach" - ponoć gościa z "Dwóch Michałów" zagrał ten sam aktor, który wcielał się w Sigmę - doskonały aktor ;) Pośpiewaliśmy trochę motywów przewodnich z "Domowego przedszkola", kilka piosenek Natalki (NIE! NIE OREIRO!) Kukulskiej, "Zielony ogórek" i inne chore pierdoły ;) Asia nuciła: "Mój dziadek dał mi psa, pies 4 łapy ma. mój dziadek dał mi nóż, pies nie ma łapek już. Puszek okruszek, rozpruty brzuszek..." ;)))) Ofirka śpiewała jakieś motywy nad moją głową, a ja przywołałem z pamięci tekst z jednej piosenek "N.A.S." (Nagły Atak Spawacza): "Domowe przedszkole, w kącie dwa jabole... a pani od rana chodzi naj...ana" ;) Okazało się też, że większość (z DJem na czele) nie cierpi Muminków - uważając tę bajkę za psychodelię, oraz że Miś Uszatek na kolację je... PORA NA DOBRANOC ;)
No i dokąd do cholery TUPTA nocą jeż?
Możesz wiedzieć jeśli chcesz ;)))))

Dux i Tasker  

Graliśmy jeszcze w "skojarzenia" i do teraz nie mogę dojść, jak można było skojarzyć słup z... papryką ;) Dowiedzieliśmy się też od Melona, czemu powódź we Wrocławiu trwała 3, a nie 16 dni... po prostu sprowadzono "Ubi wany" (cokolwiek to jest, służy do wiercenia dziur w wodzie...) które teraz wszyscy mieszkańcy Wrocławia mają zamontowane przy bramach... bynajmniej ja tyle z tego zrozumiałem ;) Od Markosa za to, dowiedzieliśmy się, że pojazd służący do wywozu nieczystości nazywa się "Szambulans" ;)) W kilka osób poszliśmy jeszcze zwiedzić warsztat, gdzie Hunter szalał z młotem niczym Jack w "Lśnieniu" z toporem, Ofirka i Sphinx zrobili sobie zdjęcie na "maszynie", a Bekon jak zwykle udawał Lorda Vadera ;) A co działo się w tym czasie w lokalu? Otóż Dobermann okazał się kolejnym wielkim miłośnikiem sztuki muzycznej uprawianej przez Prodigy i zapuścił w CD... "Smack my bitch up" - uważam, że ten utwór spokojnie może już nosić miano (nieoficjalnego) hymnu KMF ;)) W nocy zamówiliśmy dwie porcje pseudochińszczyzny bez pałeczek, dla Gr@ila i Szefa, oraz pizze, tym razem 8 sztuk + jedna bonusowa. Nie popełniliśmy drugi raz tego samego błędu i NIE wzieliśmy już pizzy z ośmiornicą ;) Około północy albo jeszcze dalej, Gr@il, DJ i Solo oglądali Trailery reklamowe, między innymi kilka z "Władcy pierścieni" w tym jedną jego parodię - naprawdę śmieszną ;) Około 3 w nocy do domku pojechali Strat i Pulsse (szkoda, że nie zostaliście do niedzieli) W tym samym czasie również Tasker wybył do domu. Gdy większość ludzi poszła spać... tak naprawdę to nigdzie nie szli, tylko położyli się tam gdzie byli ;), na placu boju został Bekon, Gr@il, Melon, Shoomir, ja i (chwilę) Cisex. Siedzieliśmy tak na dworze do 6 nad ranem, a podczas rozmowy wieeeeele się działo ;) Najpierw Melon dał Cisexowi wykład z biologii który zahaczał niemal o filozofię, uznaliśmy więć, że prawdy głoszone przez Melona powinny otrzymać nową nazwę: "FIZJOLOFIA" ;) W każdym bądź razie dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy o ludzkim organiźmie, czym tak naprawdę jest koperek i jak smakują "cebulki" ;) W międzyczasie z placu boju w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął Cisex. Później Melon opowiedział nam pewną historię, która do bólu kojarzyła mi się z monologiem De Niro z filmu "Król dowcipu".
Melon:
"Wiecie co dostałem na komunię? Wszyscy dostali zegarki
z melodyjkami albo rower... a ja dostałem LATAWIEC.
Rozumiecie? Wszyscy słuchali sobie melodyjek w zegarkach,
a ja spocony pod krawatem grzałem po polu z LATAWCEM!
W końcu się urwał i zawisł na drzewie. Wszyscy mieli
na rękach zegarki z melodyjkami, a ja owinąłem sobie
wokół ręki żyłkę która mi została po LATAWCU!
Teraz mam fabrykę latawców, a tamten latawiec
wisi u mnie na ścianie na honorowym miejscu"


To my mówimy Melonowi: "Jak to? Przecież podobno urwał Ci się i zawisł na drzewie, to co wisi u Ciebie na ścianie?" Melon bez chwili namysłu i z powagą w głosie odpowiedział: "Replika" ;) Około 5 rano wstała Asia i dołączyła do nas. Nadszedł moment zemsty za zabronienie mi spożycia kiełbasy ;) Zaczeliśmy męczyć Asię o dokładne wytłumaczenie zasady działania Stringów, oraz o prezentację tychże, jednak ta uciekła do lokalu i zbudziłą DJa słowami: "Rafle Ratuj!" ;)) Wróciła jednak po kwadransie celem wsyłuchania dalszej części niesamowitych opowieści Melona. Asia po długim wykładzie załapała czym jest Dracha, oraz jaka jest geneza jej powstania. Dowiedzieliśmy się również wszyscy, że od dobrej drachy można śmiało odpalić nawet cygaro ;) W końcu Melon przyznał się, że jest Prezesem "Klubu Drachy Wrocławskiej" - Wiem drogi czytelniku, że nie wiesz czym jest osławiona dracha... i niech tak zostanie; masz pole do popisu dla własnej wyobraźni ;) Melon uświadomił nas i zdradził, że mężczyźni również posiadają punkt G. Po chwili dowiedzieliśmy się, dlaczego dostał takiego ataku śmiechu w nocy z piątku na sobotę... po prostu udało mu się go znaleźć ;)))) Około 5:30 skończyły się nam fajki (pokoju?) i postanowiliśmy wpaść do pomieszczenia w którym spał Maja z Paulinką, w celu "pożyczenia" kilku papierosów. Maja spał, więc wsadziłem rękę przez otwarte okno celem skradzenia paczki fajek. Trochę głupio było, jak nagle Maja otworzył oczy i zobaczył moją łapę sięgającą po jego fajki... ale w końcu dał nam cztery sztuki i z radością wróciliśmy do naszego stolika bufetowego ;) Najlepiej udał się Shoomir, który nagle poszedł do środka lokalu (myśleliśmy, że spać) i po chwili wyskoczył na dwór z aparatem (którego przedtem nie używał) i bez słowa pstryknął nam zdjęcie, po czym poszedł (również bez słowa) i położył się spać ;) W kole godziny 6 dobił do nas Sphinx i paliliśmy papierosa za papierosem podając go z ręki do ręki. Jak to stwierdził Melon: "W papierosie najlepszy jest karmel" ;) O godzinie 6 poszliśmy w końcu spać i tak skończył się dla nas kolejny dzień zjazdu ;)



26.VII.2001 - Dzień 4
Epilog


Rankiem (około 10) obudziło mnie, Gr@ila, Bekona i Melona (czyli tych, którzy poszli spać jako ostatni) przeciągłe i maksymalnie upierdliwe... dzwonienie telefonu. Okazało się, że Deina puszczała akurat na Video początek filmu "Dawno temu w Ameryce" - motyw z dzwoniącym przez 5 minut telefonem. Kiedy już wstaliśmy, okazało się, że wszyscy inni są już od dawna na nogach. Zaczął się początek końca zjazdu ;( Wszyscy zaczęli powoli opuszczać miasto Warkę... Najsamprzód zabrał się Sphinx, Maja, Melon i Paulinka. Później Markos, Gr@il i Ciacho, a w międzyczasie Crash. Nie pamiętam w jakiej kolejności wyjeżdżała reszta uczestników zjazdu, pamiętam tylko, że najdłużej zostali Hunter, Shoomir, Ndrew, Deina i Bekon. Wszystko razem posprzątaliśmy i posegregowaliśmy (dzięki wszystkim którzy pomogli - za pomoc w sprzątaniu). Do sprzątania używaliśmy odkurzacza Karcher, który kształtem do złudzenia przypominał R2D2 z "Gwiezdnych wojen" i tylko kolorem się różnił - bo był żółty ;) Po posprzątaniu wszystkiego, jedyną oznaką naszej obecności była sterta pustych puszek po piwie, szklanych butelek różnej maści, oraz tysiące papierowych torebek, kartonów po Pizzach i innych Chipsach ;)

 Shoomir i Dux

W międzyczasie odwiedził nas ponownie Tasker i przywiózł filmy na DIVx, które wziął sobie do przegrania. Gdy już sobie siedzieliśmy rozluźnieni i odpoczywaliśmy po porządkach, wpadliśmy na pomysł zaprojektowania Koszulek firmowych KMF. Najciekawsze projekty wychodziły od Bekona (robił szkice) oraz Ndrew, który wymiślił, że na koszulce będzie "Chomik owinięty taśmą" ;) Ogólnie stanęło na tym, że z przodu (na czarnej koszulce) będzie napis "Klub Miłośników Filmu" + ewentualnie malunek jakiejś kamery lub taśmy filmowej. Na plecach zaś, będzie ksywa danej osoby + ewentualnie data wstąpienia do klubu, a pod spodem adres naszej strony - wszystko prawdopodobnie napisane na tle wielkiego "Klapsa". Na koniec wszystkiego, Ndrew pokazał pewną sztuczkę dłońmi, która miała wywoływać pewien rodzaj złudzenia optycznego; po prostu zakrył jeden palec u dłoni, by wyglądało to tak, jakby przy drugiej dłoni miał palców 6. Hunter jednak był spostrzegawczy i gdy tylko ujrzał, że Ndrew ukrył jeden palec, spytał:
- A czemu masz u lewej dłoni tylko cztery palce?
Odpowiedź Ndrew była błyskawiczna
- Czarnobyl ;)))




Puenta?
Cóż drogi czytelniku. Prawdopodobnie niewiele zrozumiałeś z powyższej relacji i uważasz nas za bandę świrów... Ale takie jest życie; trzeba oszaleć, żeby nie zwariować i trzeba być na takiej imprezie by zrozumieć siłę jaka drzemie w grupie prawdziwych przyjaciół nadających na tych samych falach. Chciałem w tym miejscu podziękować wszystkim za przyjazd, za pomoc i po prostu za to, że jesteście w tym klubie i wierzycie w jego magiczną moc. Niewiele już zostało takich miejsc na świecie... i najlepszym dowodem na to niech będzie tekst Melona: "Od sześćdziesiątego czwartego tak dobrze się nie bawiłem" ;)





 
 



I do zobaczenia za rok... jaki rok...?
Na pewno zobaczymy się wcześniej ;)



AUTOR RELACJI:
Rafał Donica - DUX
FOTO: HUNTER
      dux@film.org.pl