Parada stereotypów - o "Żonach ze Stepford" Franka Oza
 | |
|
Książka Iry Levina "Żony ze Stepford" z 1972 roku to przewrotna opowieść o równouprawnieniu, napisana w konwencji bliskiej "Dziecku Rosemary" tego samego autora. W gruncie rzeczy temat obu powieści jest podobny - zarówno Rosemary, jak i Joanna muszą walczyć o zachowanie zdrowych zmysłów , gdy otoczenie chce je wykorzystać dla swych celów, wepchnąć w obmyśloną dla nich rolę (matki Antychrysta czy potulnej kury domowej), zaś ich mężowie okazują się całkiem innymi ludźmi niż myślały. Obie książki Levina są solidnie zbudowane w warstwie psychologicznej, w obu też zawarte są trafne obserwacje społeczne. "Dziecko Rosemary" porusza problem laicyzacji amerykańskiego społeczeństwa (szerzej pisał o tym aspekcie powieści Stephen King w "Danse Macabre"), o ile jednak wątki te podane są niejako mimochodem, to społeczny plan w "Żonach ze Stepford" zajmuje centralne miejsce. Zasadniczym problemem jest emancypacja kobiet, ich dążenie do samorealizacji i reakcja mężczyzn na te zjawiska. Levin opowiada o tym w konwencji horroru (choć może bardziej pasowałoby nieco staromodne określenie dreszczowiec?). Frank Oz, autor kolejnej (pierwszą nakręcił w 1975r. Bryan Forbes) filmowej adaptacji powieści, zdecydował się pokazać całą historię zupełnie inaczej. Jego film jest komedią, czy też lepiej - satyrą społeczną, bliższą "Ze śmiercią jej do twarzy" niż choćby znakomitemu "Dziecku Rosemary" Polańskiego. Co więcej, scenarzysta Paul Rudnick starał się uwspółcześnić wymowę filmu i dodał szereg zupełnie nowych postaci, motywów i wątków.
U Oza główna bohaterka, Joanna Eberhard, jest odnoszącą sukcesy autorką programów telewizyjnych. Jej kariera rozwija się w błyskawicznym tempie do momentu, gdy jeden z przygotowanych przez nią "reality shows" pociąga za sobą niezwykle przykre konsekwencje. Program zatytułowany "Stać mnie na więcej" ("I can do better") rozbija małżeństwo, zdruzgotany mąż ciężko rani żonę i pozostałych uczestników, o mało nie zabijając także Joanny. Brzmi jak początek dramatu psychologicznego, ale całość pokazana jest z dużym przymrużeniem oka. Kariera Joanny załamuje się. Jej mąż Walter rezygnuje z pracy w tej samej stacji telewizyjnej i oboje postanawiają wyjechać do niewielkiego Stepford w stanie Connecticut, gdzie wraz z dziećmi chcą rozpocząć nowe życie na dużo niższych obrotach. Stepford wygląda jak raj na ziemi - tyle, że jest to raj jedynie dla jednej części populacji sennego, sielskiego miasteczka. Męskiej części.
|
 |
|
 |
|
Oz miał na planie znakomitych aktorów - począwszy od Nicole Kidman w głownej roli, przez Glenn Close i Bette Midler, aż po Christophera Walkena. Wspaniały popis daje Close - jej Claire Wellington wygląda jak z żurnala z lat 50-tych. Jest infantylna i tryska entuzjazmem, który ma jednak w sobie coś chorobliwego... Walken w roli męża Claire Mike'a, twórcy i nieco nadopiekuńczego anioła stróża Stepford, jest poprawny, ale reżyser nie daje mu zbyt wielkiego pola do popisu. Rozczarowuje Kidman - mam wrażenie, że dużo lepiej sprawdza się w rolach dramatycznych. Jej Joanna jest zbyt przerysowana; widać, że ani Oz, ani sama aktorka nie mieli spójnej koncepcji tej roli. Dobrze wypada Bette Midler w roli żydowskiej pisarki Bobbie, niepasującej do Stepford podobnie jak Joanna. Spore odkrycie przynosi natomiast drugi plan. Roger Bart, znany do tej pory głownie z ról telewizyjnych i epizodu w "Informatorze" Michaela Manna, pokazuje prawdziwie komediowy pazur. Jego Roger Bannister, słynny architekt i zarazem homoseksualista, to jedyna postać, która tak naprawdę uzasadnia przyjęcie przez Oza komediowej konwencji.
|  |
|
Nowa wersja "Żon ze Stepford" ogląda się dobrze, jest sporo naprawdę zabawnych scen i zaskakujących zwrotów akcji. Niestety, wkradło się również kilka fałszywych tonów. W filmie żonglującym stereotypami tak, jak robi to w "Żonach..." Oz, nie można ani na chwilę stracić dystansu. Autorzy ośmieszają stereotyp kury domowej, wszechobecny w kulturze masowej amerykańskich lat 50-tych - wskazuje na to już czołówka filmu, a następnie wygląd "idealnych żon" ze Stepford czy choćby supermarketu, w którym wszystkie spotykają się na zakupach. Mamy też drwiny z szeregu stereotypów współczesnych - agresywna businesswoman, wszechobecne media, wreszcie geje i Żydzi (kapitalna rozmowa na tarasie, gdzie gromadka kobiet zachwyca się albumem z bożonarodzeniowymi ozdobami, zaś Claire skonsternowana odkrywa, że wśród nich jest Bobbie; kwestie na temat żydowskiej tradycji wygłaszane przez Bette Midler w tej scenie są jednymi z najbardziej udanych w filmie). Karykaturalne obrazki wychodzą Ozowi nieźle, problem jednak w tym, że miejscami pazur ironii ustępuje miejsca czułostkowości i moralizatorstwu. Ośmieszając cały rząd stereotypów reżyser i scenarzysta proponują w zamian kolejny stereotyp. Jeśli twórcy zdecydowali się w miejsce odmalowanej w ponurych barwach opowieści o zależności kobiety od mężczyzny zaserwować nam satyrę na jednowymiarowe wyobrażenia na temat płci pięknej, to za wszelką cenę powinni się owej jednowymiarowości wystrzegać. Nie udało się - dlatego film miejscami wyraźnie "siada", zaś ostatnia scena budzi nawet pewną irytację.
Ocena: 6/10
 |
ŻONY ZE STEPFORD
Tytuł oryginalny: The Stepford Wives
Rok produkcji: 2004, USA
Czas trwania: 93 min.
Reżyseria: Frank Oz
Scenariusz: Paul Rudnick
W opraciu o książkę Iry Levina
Zdjęcia: Rob Hanh
Scenografia: Jackosn De Govia
Montaż: Jay Rabinowitz
Kostiumy: Ann Roth
Muzyka: David Arnold
Występują:
Nicole Kidman (jako Joanna Eberhard)
Matthew Broderick (jako Walter Kresby)
Bette Midler (jako Bobbie Markowitz)
Glenn Close (jako Claire Wellington)
Christopher Walken (jako Mike Wellington)
Roger Bart (jako Roger Bannister)
Jon Lovitz (jako Dave Markowitz)
|
| |
Autor recenzji: Paweł Marczewski - SHANDOR
|