O 20 LAT ZWROT!
Od kiedy firma Vivarto zadebiutowała na polskim rynku dystrybutorów znakomitymi "Guzikowcami", z filmu na film udowadnia, że ma realne szanse przełamać monopol Gutek Film na opinię najlepszego dystrybutora kina ambitnego. Podczas gdy firma Romana Gutka wprowadza na ekrany coraz mniej tytułów i wytacza kolejne wojny zarówno widzom kinowym, jak i stałym bywalcom Cieszyna, Vivarto postępuje dokładnie odwrotnie. Firma ta znalazła dla siebie przestrzeń do tej pory w Polsce niezagospodarowaną. Konsekwentnie wprowadza na ekrany interesujące, osobliwe obrazy, które zostały pominięte przez konkurencję w latach ubiegłych: filmy czeskie, węgierskie, duńskie; komedie, dokumenty, dramaty i animacje. Od premiery większości z nich minęło zwykle kilka-kilkanaście lat. Najnowsza "premiera" Vivarto bije jednak wszelkie rekordy i sprawia, że dystrybutorowi należy się uwaga prasy filmowej oraz gromkie brawa za odwagę. Oto u progu wakacji do kin wchodzi skromny holenderski film sprzed - bagatela - dwudziestu lat. Nie stoi za nim ani znane nazwisko, ani wybitni aktorzy, ani status filmu kultowego. Tym większą zagadką są więc powody jego obecności na ekranach. Trudno oprzeć się wrażeniu, że za firmą Vivarto kryje się w istocie grupka zapaleńców, którym nadarzyła się rzadka sposobność podzielenia się własnymi filmowymi fascynacjami z szeroką publicznością. I już rzut oka na listę premier wystarczy, żeby przekonać się iż to nie względy ekonomiczne a gusta - o których przecież się nie dyskutuje - kierują repertuarem Vivarto. A to pierwszy krok do tego, by zaskarbić sobie sympatię i pieniądze koneserów. Sympatię i pieniądze, które dotąd niepodzielnie należały do Gutka.
Decyzja o wprowadzeniu "Zwrotniczego" jest więc tyleż dziwna, co trafna. Można zaryzykować tezę, że kampania wizerunkowa okazała się lepsza od produktu. Reżyser i scenarzysta Jos Stelling miał w ręku bardzo dobre karty, nie za bardzo jednak wiedział jak powinien nimi zagrać. Raz obrany kierunek, choć artystycznie spójny, okazał się być niewystarczający. Stelling pragnął rozegrać spektakl emocji, uczuć i gestów, posługując się jedną jedyną artystyczną manierą. I choć cel swój osiągnął, nie zauważył, że przyjęta przez niego formuła wyczerpuje się już po pierwszym kwadransie. Poetyka "Zwrotniczego" prezentuje pełną gamę swych możliwości jeszcze na długo przed tym, nim naszkicowany zostanie punkt wyjściowy prezentowanej tu historii. Później pozostaje już tylko konsekwentne kroczenie raz obraną ścieżką. Ścieżką, która choć intrygująca, wystarczyłaby z powodzeniem na krótkometrażową etiudę. Rzeczywistość percypowana przez człowieka niepełnosprawnego intelektualnie jest materiałem ambitnym, lecz opierającym się próbom przekładu na język narracji filmowej. "Zwrotniczy" jest takim właśnie chybionym filmowym poematem poza czasem i ponad logiką przyczyny i skutku. Stelling prezentuje teatr charakterów, nie teatr wydarzeń. Spektakl światła, dźwięku i cienia, zamiast spektaklu fabularnego. Dla tytułowego zwrotniczego - żyjącego w położonym obok realnego świata, obskurnym budynku należącym do kolei - wydarzeniem jest wszystko: muzyka łąk i stukot metalu, odgłos przejeżdżającego pociągu i dźwięk pozytywki, przybycie znajomego konduktora i wieczorny posiłek przy piecu. Wszystko nabiera tu równorzędnego znaczenia. Gdy w zamknięty, ustabilizowany i ustrukturyzowany świat przybywa znikąd piękna kobieta, porządek zostaje zakłócony. Próba wejścia w obcą rzeczywistość, rządzącą się właściwymi sobie tylko zasadami, musi zakończyć się klęską. Nie ma mowy o komunikacji, gdy obie strony posługują się odrębnymi kodami. Niezrozumienie powoduje zaś nieodwracalne zmiany, które dla świata percypowanego przez niepełnosprawny umysł muszą stać się destrukcyjne. Tragiczna puenta filmu parafrazuje słynne wellesowskie hasło "Wstęp zrobiony". Z tym, że odnosi się tu ono do świata percepcji ludzi nieprzystosowanych - opóźnionych intelektualnie.
Budynek zwrotniczego, położony pośród pustkowia, jest zarazem przestrzenią świata wewnętrznego, do którego przyjeżdżają raz po raz ludzie "z zewnątrz". Rzeczywistość filmowa to tym samym rzeczywistość inaczej skonstruowanej świadomości. Z powyższego założenia wypływa w całości poetyka "Zwrotniczego" - liryzm kadrów, dźwięku i ruchu. "Zwrotniczy" nawiązuje tym samym do stylistyki późnego kina niemego. To obrazem, gestem i nastrojem, a nie dialogiem oddziałuje z ekranu Jos Stelling. Być może dwadzieścia lat temu taka dominanta konstrukcyjna potrafiła zaintrygować. Dziś niespieszne tempo, żelazna konsekwencja i stylistyczna przewidywalność filmu Stellinga nieubłaganie nużą. I choć w dalszym ciągu nie sposób nie docenić formalnego wyrafinowania, to spomiędzy psychodelicznych kadrów zbyt często wieje nudą. I choć znajdą się tacy, którzy - wraz z dystrybutorem - pokochają ten film, będą jednak w mniejszości. I tak oto kółko krytyki nieubłaganie się zamyka, bo to do mniejszości właśnie dotrzeć chce Vivarto.
Ocena: 3/6
 |
ZWROTNICZY
Tytuł oryginalny: De Wisselwachter
Rok i kraj produkcji: 1986, Holandia
Czas trwania: 97 minut
Reżyseria: Jos Stelling
Scenariusz: George Brugmans, Hans de Wolf, Jos Stelling
Według powieści: Jean-Paul Franssens
Zdjęcia: Paul van den Bos, Frans Bromet, Goert Giltaij, Theo van de Sande
Muzyka: Michel Mulders
Obsada:
| Jim van der Woude | .....Zwrotniczy |
| Stéphane Excoffier | .....Kobieta |
| John Kraaykamp | .....Maszynista |
| Josse De Pauw | .....Listonosz |
| Ton van Dort | .....Główny maszynista |
|
 |
 |
Autor recenzji: Jacek Kozłowski - SENK |
Klub Miłośników Filmu 23.06.2006 |
|