THE THING FROM ANOTHER WORLD

(Istota z innego świata)
THE THING

(Coś)
Rok produkcji:
1951

Kraj:
USA

Reżyseria:
Christian Nyby

Scenariusz:
Charles Lederer
  Rok produkcji:
1982

Kraj:
USA

Reżyseria:
John Carpenter

Scenariusz:
Bill Lancaster
W pobliżu stacji badawczej na kole podbiegunowym grupa polarników odnajduje zatopiony w lodzie statek kosmiczny. W jego okolicy załoga stacji odnajduje również obcego, przybysza z innej planety. Po przetransportowaniu zamarzniętego znaleziska do placówki, kosmita wraca do życia i zaczyna polować na ludzi.


Kpt. Patrick Hendry (Kenneth Tobey)




Dr Carrington (Robert Cornthwaite)




Obcy (James Arness)
 

R.J. MacReady (Kurt Russell)




Dr Blair (Wilford Brimley)




Obcy (geniusz Roba Bottina)
Niezidentyfikowany obiekt latający rozbija się w pobliżu amerykańskiej stacji badawczej w Arktyce. Stacjonujący w niej naukowcy wzywają z Alaski wojskową ekipę ratunkową, mającą zbadać wrak.   Statek kosmiczny rozbija się na Antarktydzie co najmniej 100 tysięcy lat przed akcją filmu.


Załoga stacji składa się z kilkunastu osób, w tym kobiet.   Załoga stacji składa się z 12 mężczyzn.


Ekspedycja odkrywa niewielki statek, który zostaje zniszczony przy próbie wydobycia go z lodu za pomocą termitu. Odnaleziony w pobliżu pilot zostaje wykuty za pomocą kilofów i przewieziony do stacji w bloku lodu.   Statek zostaje odkryty przez norweskich badaczy jeszcze przed rozpoczęciem akcji filmu. Po incydencie z helikopterem amerykańscy polarnicy przeszukują ich stację, odnajdując blok lodu, z którego coś wykuto i zamarznięte, niezwykle zniekształcone zwłoki, które zabierają ze sobą. Uszkodzony, gigantyczny pojazd kosmiczny zostaje odnaleziony dopiero podczas drugiej wyprawy, po ujawnieniu się kosmity pod postacią psa.


Dr Carrington domaga się, aby zezwolono mu przebadać kosmitę, ale kpt. Hendry stwierdza, że musi skonsultować się z dowództwem. Obcy zostaje umieszczony w magazynie, będąc cały czas pod obserwacją wartownika.   Dr Blair przeprowadza sekcję zwłok i stwierdza, że należą one do człowieka, ponieważ wskazują na to organy wewnętrzne. Ciało zostaje przeniesione do magazynu.


Kosmita ma postać wysokiego humanoida z ostrymi pazurami i nienaturalnie dużą głową.   Kosmita nie posiada określonej postaci, upodabnia się do swoich ofiar, lub tworzy nieregularną masę szczęk, macek i odnóży.


Jeden z wartowników, nie chcąc patrzeć na kosmitę, przykrywa blok lodu elektrycznym kocem, którego zapomniał wyłączyć. "Rzecz" rozmarza i przez wybite okno ucieka na zewnątrz, zabijając po drodze kilka psów.   Obcy pod postacią psa zostaje zamknięty z innymi psami, które zaczyna atakować, gdy żadnego z polarników nie ma w pobliżu. MacReady zabija go za pomocą miotacza ognia, ale jedna z imitacji ucieka. Nieco później kosmita umieszczony w magazynie zaraża Benningsa i próbuje zająć jego miejsce, ale zostaje spalony przez załogę stacji, zanim zdążył całkowicie upodobnić się do człowieka.


Dr Carrington bada odgryzioną przez psa rękę kosmity i stwierdza co następuje: istota wyewoluowała z rośliny i żywi się krwią. Dzięki swojej budowie komórkowej jest niewrażliwa na rany, a oderwana kończyna może funkcjonować bez połączenia z ciałem.   Dr Blair bada zwłoki kosmity-psa i stwierdza co następuje: istota potrafi imitować dowolne komórki innych istot żywych. W przypadku przedostania się jej do dużych skupisk ludzkich, cała Ziemia zostanie całkowicie zarażona w przeciągu trzech lat.


Dr Carrington jest zafascynowany kosmitą i uważa, że dla dobra nauki nie należy go zabijać, a nawiązać z nim kontakt.   Dr Blair postanawia nie dopuścić do przedostania się kosmity na kontynent, niszcząc w tym celu łączność i sabotując pojazdy. Następnie zostaje odizolowany od reszty załogi i zamknięty w innym budynku.


Carrington wykorzystuje zapasy krwi ze stacji, aby wyhodować "młode" z pozyskanych z ręki kosmity nasion.   Fuchs zamierza wykorzystać krew, do "testu na człowieczeństwo". Plan nie powodzi się, ponieważ ktoś sabotuje zapasy.


Załoga barykaduje się wewnątrz stacji. Polarnikom udaje się nawet zamknąć kosmitę w jednym z pomieszczeń. Wiedząc, że niebezpieczeństwo nie minęło, kpt. Hendry zwraca się do dowództwa z prośbą o posiłki, które nie mogą jednak dotrzeć na miejsce z powodu złej pogody.   Załoga barykaduje się wewnątrz stacji, jednak MacReady nie zostaje wpuszczony do środka, z powodu podejrzenia o zarażenie.


Kosmita ucieka z zamknięcia i dostaje się do stacji innym wejściem. Zostaje on podpalony przez polarników i ucieka w śnieżycę.   MacReady dostaje się do stacji przez magazyn i szantażuje załogę za pomocą dynamitu. Jeden z polarników doznaje zawału serca, ale podczas reanimacji okazuje się, że była to imitacja. MacReady spala kosmitę, który zdołał "odczepić" sobie głowę. Na podstawie tego wydarzenia wymyśla test, mogący wykryć fałszywych załogantów. Kolejna odkryta imitacja zostaje podpalona salwą z miotacza ognia, a po wybiegnięciu na zewnątrz stacji wysadzona w powietrze.


Aby wywabić polarników na zewnątrz, kosmita odcina dopływ paliwa do stacji, wyłączając przez to ogrzewanie. Załoga postanawia nie naprawiać szkody, tylko zwabić istotę do środka.   MacReady postanawia zbadać Blaira. W podziemiach budynku, w którym był zamknięty, załoga stacji odnajduje niewielki statek, który kosmita budował w celu ucieczki z bieguna. Zagrożona istota wybiera inne rozwiązanie - wyłącza zasilanie stacji, aby znowu zamarznąć i dzięki temu przetrwać.


Polarnicy chcą pokonać potwora nie niszcząc przy tym całej stacji. Jeden z nich wymyśla pułapkę elektryczną, zasilaną generatorami znajdującymi się w budynku.   Polarnicy są zdesperowani - chcą zabić kosmitę za wszelką cenę, nawet kosztem spalenia całej stacji.


Kosmita zostaje zwabiony w pułapkę, lecz wcześniej Dr Carrington dwa razy próbuje sabotować plan (wyłącza generator, a następnie stara się porozmawiać z istotą). Doktor zostaje zraniony przez potwora i odrzucony parę metrów dalej. Wtedy kpt. Hendry uruchamia pułapkę i spala kosmitę za pomocą wytworzonego łuku elektrycznego.   Podczas podkładania ładunków wybuchowych MacReady staje oko w oko z potworem i wysadza go za pomocą dynamitu. Zapoczątkowana reakcja łancuchowa niszczy doszczętnie stację.


Przy życiu pozostaje większość załogi (dwie osoby zginęły, dwie zostały ranne).   Giną wszyscy załoganci, oprócz MacReady'ego i Childsa.


Film kończy scena, w której Scotty, reporter przybyły razem z ekipą ratunkową, zdaje przez radio relację z zaistniałych wydarzeń.   Film kończy scena, w której MacReady i Childs czekają na nieuniknioną śmierć, która nastąpi po wygaśnięciu ognia. Nie jest pewne, czy któryś z nich jest zarażony.
Nie będę ukrywał, że jako pierwszą poznałem wersję Johna Carpentera, a powiadania, na podstawie którego oba filmy powstały nie miałem przyjemności czytać (wiem jednak, że wersja z 1951r. jest na nim oparta raczej luźno - chwała Wikipedii). Nie będę również ukrywał, że carpenterowskie "Coś" uważam za najlepszy horror, jaki widziałem w życiu.

Oryginał jako horror sprawdza się co najwyżej średnio. Problemów związanych z brakiem odpowiedniego klimatu jest kilka: baza, w której toczy się akcja, wydaje się aż nazbyt przytulna i bezpieczna jak na budynek umiejscowiony gdzieś pośrodku lodowego pustkowia, wiele kilometrów od najbliższej cywilizacji. Tłok, gwar i szczery uśmiech na ustach wszystkich przebywających w głównej sali sprawiają, że obraz życia polarników wygląda jak istna sielanka, a nieskrępowane rozmowy o przysłowiowym niczym, tego obrazu dopełniają. Bardziej drażliwym nie spodoba się postać ciamajdowatego dziennikarza lecącego do Arktyki zrobić reportaż życia - postać, która w zamyśle twórców miała dowcipnie komentować akcję i rozładowywać napięcie, a jak wcześniej już wspomniałem, napięcia mamy tutaj deficyt. W oczy może razić również obowiązkowy wątek romansowy, bo w końcu na stacji są również kobiety, w tym wybranka serca głównego bohatera. Jest jeszcze mało ciekawy projekt kosmity, który wygląda jak chodzący w czarnym kombinezonie klon potwora Frankensteina ze szponami w miejscu palców. Wszystkie te wady można jednak po części zrzucić na wiek filmu, który lat na karku ma całkiem niemało.

Nie jest też tak, że w "Rzeczy" nie da się znaleźć żadnych plusów. Ba! Kilka scen robi naprawdę pozytywne wrażenie i nie bez powodu przeszło do klasyki gatunku, jak na przykład odnalezienie "latającego spodka" ukrytego pod lodem lub kończące film słowa "Keep watching the skies" puszczone w eter za pomocą radia jako ostrzeżenie przed kolejnymi wizytami przybyszów z innego świata. Pozytywnie w roli Doktora wypada Robert Cornthwaite, grając typowego (i nieco już dziś oklepanego) naukowca opętanego wizją wielkich odkryć i motywowanego poczuciem misji. Jednak największe wrażenie robi niezwykle efektowna scena pierwszej próby spalenia monstrum za pomocą benzyny i pistoletu na flary, nakręcona z udziałem kaskaderów.

Najważniejszą zaletą wersji Carpentera jest tytułowy kosmita - nic tak nie przeraża jak to, czego nie znamy, a stworzenie nie posiadające "prawdziwego oblicza" straszy podwójnie. Dzięki tej koncepcji w "The Thing" obecne jest coś więcej niż zwykły klimat - Klimat pisany przez "K", niemożliwa do podrobienia atmosfera niepokoju, niepewności i zagrożenia, potęgowana przez powolną i oszczędną, ale wywołującą ciarki na plecach muzykę Ennio Morricone. Film pod każdym względem prezentuje się wyśmienicie - Kurt Russel jest w szczytowej formie, psychologia postaci i relacje między bohaterami są w scenariuszu rozpisane koncertowo - nie pada ani jedno niepotrzebne słowo. Efekty specjalne i praca charakteryzatorska Roba Bottina są warte wszystkich Oscarów świata, a scena reanimacji i zakończenie zaliczają się do elitarnego grona najbardziej zapadających w pamięć momentów w historii kina.

Nawet pomimo tego, że w kilku scenach (które da się policzyć na palcach jednej ręki) nie wszystko udało się tak jak trzeba, na pytanie: "Lepiej obejrzeć oryginał, czy remake?", w pełni świadomie, ze stanowczością odpowiadam: "Zdecydowanie remake". Obowiązkowa lektura dla każdego miłośnika kina.
Obie wersje rozpoczynają się wykonaną w identyczny sposób planszą tytułową.


James Arness (kosmita w wersji z 1951 r.) nie pojawił sie na premierze filmu, ponieważ bardzo wstydził się roli jaką zagrał.


Ponieważ makijaż potwora w wersji z 1951 r. wyglądał niezbyt realnie, wszystkie sceny zbliżeń jego twarzy zostały skasowane.


Scenę pościgu śmigłowca za biegnącym psem kręcono na lodowcu, w pobliżu miasta Juneau na Alasce. Kręcenie zdjęć do tej sekwencji rozpoczęto 1 czerwca 1981 roku i trwało kilka tygodni.


Na początku nowej wersji Norweg z karabinem krzyczy w ojczystym języku: "Zatrzymaj się, odsuńcie się do cholery! To nie jest pies - to imitacja psa, to jest rzecz. Ona się zmienia. Do cholery odsuńcie się od tego psa, pieprzone świry!"


Zniszczona norweska baza z początku filmu jest naprawdę amerykańską bazą, która zostaje spalona na końcu.


Film został zakazany w Finlandii.


Głowa na pajęczych odnóżach z filmu znalazła się na 3 miejscu rankingu scen z najlepszymi efektami specjalnymi, przeprowadzonym przez magazyn "SFX" (2005).


"Coś" to pierwszy film Johna Carpentera, do którego sam nie skomponował muzyki.


W skład załogi pierwotnie miała wchodzić kobieta. Nagrane zostały nawet niektóre zdjęcia z jej udziałem, ale z powodu jej choroby, została zastąpiona przez mężczyznę.


Wersja Johna Carpentera zainspirowała powstanie animowanego filmu krótkometrażowego, który można jednym słowem określić jako "genialny". Do obejrzenia TUTAJ.


Po więcej ciekawostek warto sięgnąć do opracowania Adiego.


Autor opisu: Maciek Poleszak - CIUNIEK
E-mail kontaktowy: ciuniek@film.org.pl
Data umieszczenia opisu: 15.05.2010



Strona główna działu Strona główna KMF