DAWN OF THE DEAD

(Świt Żywych Trupów)
DAWN OF THE DEAD

(Świt Żywych Trupów)
Rok produkcji:
1978

Kraj:
USA / Włochy

Reżyseria:
George A. Romero

Scenariusz:
George A. Romero
  Rok produkcji:
2004

Kraj:
USA

Reżyseria:
Zack Snyder

Scenariusz:
James Gunn
Kiedy hordy zombie opanowują świat, grupa ludzi postanawia szukać schronienia w centrum handlowym, gdzie ich szanse na przeżycie są większe. Mając do dyspozycji broń, leki i dach nad głową, wydaje im się, że z tej ciężkiej sytuacji dadzą radę wyjść cało. Nie podejrzewają jednak, że kilka tysięcy łasych na gorące ludzkie mięso nieumarłych także chciałoby przyjść na zakupy...


Peter (Ken Foree)




Roger (Scott H. Reiniger)




Stephen (David Emge)




Francine (Gaylen Ross)
 

Kenneth (Ving Rhames)




CJ (Michael Kelly)




Michael (Jake Weber)




Ana (Sarah Polley)
Wydarzenia poprzedzające akcję w centrum handlowym toczą się w telewizyjnym studio, w bloku opanowanym przez emigrantów, a także w bliżej niezidentyfikowanym, opuszczonym miasteczku na wschodzie Stanów Zjednoczonych.   Wydarzenia poprzedzające główny wątek mają miejsce w szpitalu oraz na przedmieściach Milwaukee.


Po raz pierwszy widzimy zombie podczas konfrontacji oddziałów SWAT z Portorykańczykami i afro-amerykanami z Karaibów.   Pierwszy zombie na ekranie to córeczka sąsiadów głównej bohaterki, która atakuje ją i jej męża o, nomen omen, świcie.


W wersji z 1978 roku, zombie są dość niezdarne. Poruszają się bardzo powoli, często zachowują się idiotycznie i śmiesznie.   W remake'u zombie są szalenie szybkie i diabelnie sprawne. Atakują z zaskoczenia i zachowują się w sposób bardzo nieprzewidywalny.


Po śmierci ugryzionego przez zombie człowieka, mija kilka minut zanim "odrodzi" się on w postaci potwora, który go zamordował.   Od śmierci ugryzionego człowieka, do zamienienia się w zombie mija nie więcej niż 60 sekund.


Mamy czterech głównych bohaterów: 2 policjantów (Peter i Roger), pilota helikoptera (Stephen) oraz dziennikarkę w ciąży (Francine). Postaci drugoplanowych brak.   Oprócz kilkorga głównych bohaterów (Any - lekarki, Kennetha - policjanta, Michaela - sprzedawcy telewizorów, CJ - szefa ochrony centrum handlowego), mamy także postaci drugoplanowe: Andre - pyskatego Murzyna, Steve'a - playboya, Terry'ego - pracownika ochrony, Andy'ego - właściciela sklepu z bronią, Nicole - rudowłosą nastolatkę, Ludę - ciężarną Rosjankę i innych.


Bohaterowie dostają się do centrum handlowego helikopterem. Trójka z nich chce w nim zostać jak najdłużej - tylko Francine pragnie uciekać dalej, do Kanady.   Bohaterowie dostają się do centrum handlowego na piechotę. Niemal nikt nie ma ochoty zostawać w sklepie na stałe.


W chwili przybycia do centrum, jest ono przynajmniej w połowie opanowane przez zombie.   Sklep jest niemal pusty. W środku znajduje się tylko kilkoro nieumarłych i trzech pracowników ochrony.


Bohaterowie od samego początku trzymają się razem.   W początkowej fazie filmu, bohaterowie dzielą się na dwie grupy i dopiero przebieg wydarzeń zmusza ich do współpracy.


Po "oczyszczeniu" centrum handlowego z zombie, bohaterowie pakują zwłoki do chłodni.   W remake'u, ciała zostają wyrzucone na zewnątrz.


Będąca w ciąży główna bohaterka ma jeszcze kilka miesięcy do porodu. Pomimo faktu, że akcja filmu jest bardzo rozciągnięta w czasie, porób w tej wersji nie następuje.   Bohaterka w ciąży zostaje ugryziona przez zombie i rodzi zainfekowanego syna, którego w chwilę potem zabija Ana.


Akcja filmu rozgrywa się na przestrzeni kilku miesięcy. Mamy tu wiele elementów humorystycznych i groteskowych.   Akcja filmu rozgrywa się na przestrzeni kilku tygodni. Elementów humorystycznych jest niewiele.


Centrum handlowe znajduje się z dala od centrum miasta. W pobliżu nie ma żadnego innego budynku. Jedynym wartym zainteresowania miejscem jest parking ciężarówek, które zostają użyte przez bohaterów do zablokowania wejść do sklepu.   Centrum handlowe znajduje się w śródmieściu. Nieopodal znajduje się sklep z bronią, w którym rezyduje Andy (w wersji oryginalnej, sklep był wewnątrz centrum handlowego). W związku z powyższym, bohaterowie nie mają czym zablokować wejść do centrum z zewnątrz.


Finałowa konfrontacja z hordami zombie zostaje sprowokowana przez motocyklowy gang, który urządza najazd na centrum handlowe umożliwiając zombie wtargnięcie do środka.   Finałowa konfrontacja ma miejsce po próbie ratowania Nicole, która chcąc chronić swojego psa przedostaje się do sklepu z bronią i zostaje zaatakowana przez Andy'ego.


Bohaterowie uciekają z centrum handlowego helikopterem. Przeżywa tylko Francine i Peter.   Bohaterowie uciekają ze sklepu dwoma ciężarówkami by przesiąść się na łódkę i odpłynąć na wyspę pośrodku jeziora Michigan. Z masakry ocaleli tylko Ana, Nicole, Kenneth i Terry.


Następuje połowiczny happy-end, jako że bohaterowie szczęśliwie odlatują, ale nieszczęśliwie nie mają zbyt dużo paliwa aby odlecieć daleko. Film kończy się przebitką na helikopter odlatujący w kierunku wschodzącego Słońca.   Słodko-gorzki happy-end ma swoją kontynuację podczas napisów końcowych, gdzie zamienia się w prawdziwą hekatombę. Bohaterowie dopływają na wyspę, gdzie zostają zaatakowani przez chmary zombie. Nie jest to pokazane dosłownie, ale oczywista sugestia, że nikt nie przeżył trafia do widzów.
Kiedy w 1968 roku 28-letni wówczas George A. Romero, młody i nieznany reżyser, zabierał się za realizację filmu o trupach wstających z grobów i zjadających jeszcze żyjących ludzi, opinia publiczna była w szoku. No bo jakżesz można chcieć realizować coś tak obrzydliwego? Co za chory umysł musiał wymyślić tak pokręconą historię? Przez to negatywne nastawienie Romero miał ogromne trudności z uzbieraniem odpowiednich funduszy, a cały film musiał zrealizować bez pomocy większego studia. Mimo to, "Noc Żywych Trupów" okazała się frekwencyjnym sukcesem i kasowym przebojem, który przyniósł młodemu reżyserowi sławę i pieniądze. Oczywiście nie obyło się bez kontrowersji i protestów przeciw tak graficznemu ukazywaniu przemocy i obrzydliwości, ale mimo to, 5 lat po premierze film ów został okrzyknięty najbardziej dochodowym niezależnym filmem w historii. W ciągu dekady, zarobił w samej tylko Ameryce około 15 milionów dolarów (kwotę na tamte czasy ogromną, wziąwszy pod uwagę budżet produkcji, który wyniósł zaledwie 114 tysięcy dolarów), a po przetłumaczeniu na ponad 25 języków zawojował światowe kina i zarobił kolejnych 30 milionów zielonych. W 1969 roku był to najlepiej zarabiający film w Europejskim obiegu. W USA, po początkowych kontrowersjach, historycy zaczęli w nim dostrzegać krytykę amerykańskiego społeczeństwa lat '60, aluzje do Zimnej Wojny i rasizmu wciąż obecnego w kraju Johnsona i Nixona. Po ogromnym sukcesie tej produkcji tylko kwestią czasu było nakręcenie kontynuacji, lecz dopiero w 10 lat po premierze "Nocy..." nastał "Świt Żywych Trupów".


Scenariusz do sequela Romero zaczął pisać już w roku 1974, ale realizacja zdjęć rozpoczęła się dopiero w roku 1977. Powodem po raz kolejny okazały się trudności w znalezieniu funduszy (pomimo sukcesu pierwszej części), po części rozwiązane przez słynnego włoskiego reżysera, Dario Argento, fana "Nocy Żywych Trupów", który po prostu nie mógł doczekać się kontynuacji. W zamian do praw dystrybucyjnych poza Ameryką, Argento zapewnił Romero wsparcie finansowe, a także zaoferował swoją pomoc przy pisaniu scenariusza i współtworzeniu ścieżki dźwiękowej do filmu. "Świt..." kręcono przez 4 miesiące w prawdziwym centrum handlowym (Monroeville Mall w Pennsylvanii) w godzinach nocnych, a jego premiera odbyła się na festiwalu filmowym w Cannes w 1978 roku. W Stanach Zjednoczonych początkowo film został zakazany (otrzymując kategorię X, przyznawaną głównie filmom pornograficznym), lecz na skutek starań reżysera wytwórnia United Artist zdecydowała się na dystrybucję "Świtu..." bez uwzględniania kategorii wiekowej przydzielonej przez MPAA. Oficjalna premiera filmu w Europie (wersja przemontowana przez Dario Argento, ze ścieżką dźwiękową wzbogaconą o wiele utworów zespołu Goblin) odbyła się już we wrześniu 1978 roku, a w Stanach Zjednoczonych dopiero 20. kwietnia 1979 roku. Film zarobił łącznie 55 milionów dolarów (biorąc pod uwagę inflację, byłoby to jakieś 180 milionów dolarów w 2007 roku), co przy budżecie szacowanym na 650 tysięcy, uznano za olbrzymi sukces. Obraz Romero chwalono za świetną jak na tamte czasy realizację, doskonałą satyrę na amerykański konsumpcjonizm oraz krytykę wielkich korporacji rozrastających się w zastraszającym tempie. Tak jak pierwsza część, film wywarł duży wpływ na światowe kino i popkulturę, doczekał się kilku parodii i, wreszcie, w 2004 roku remake'a w reżyserii debiutującego Zacka Snydera.


Wraz z Jamesem Gunnem, scenarzystą mającym na swoim koncie niezbyt udane filmy (seria "Scooby-Doo") postanowił wnieść powiew świeżości do filmów o zombie. I tak powstał nie tyle remake, co film bazujący na pomyśle Geroge'a Romero, niemniej jednak nawiązujący do jego oryginalnego scenariusza. Pozbyto się z niego większości elementów humorystycznych (atakowanie zombie plackami, wygłupy związane z przebierankami etc.), nieumarłych postanowiono napoić Red Bullem (są tak samo szybcy, jak ci z "28 Dni Później"), powiększono grono bohaterów (tym samym zrezygnowano z dokładniejszej ich charakterystyki, co większość fanów uznało za niewybaczalny błąd), a także usunięto sceny zbyt statyczne (przez co w filmie Snydera mamy dynamiczniejszy montaż, a nieumarli wyglądają na znacznie groźniejszych). I co z tego wynikło? Jeden z lepszych remake'ów ostatnich lat. Film trzymający w napięciu od pierwszej (przegenialny prolog) do ostatniej minuty, potrafiący solidnie wystraszyć przyzwyczajonych do włóczących się po ekranie zombie widzów. Nowa wersja "Świtu..." jest filmem, który nie stara się być komentarzem na temat bieżących wydarzeń, ani satyrą na amerykańskie społeczeństwo (co było jednym z ważniejszych elementów oryginału) i prawdę mówiąc, niewiele na tym traci. Obrazów analizujących bieżące trendy jest obecnie pod dostatkiem dlatego dobrze się stało, że twórcy wersji odnowionej skupili się bardziej na suspensie i straszeniu niż docinaniu. Sam George Romero po seansie tego filmu był pod dość dużym wrażeniem, a dobre wyniki finansowe świadczą o tym, że film spodobał się również widzom (na całym świecie remake zarobił ponad 100 milionów dolarów, co czyni go jednym z najbardziej kasowych filmów o zombie w historii). Spekuluje się na temat możliwej kontynuacji (w 2008 roku na DVD miał premierę remake "Dnia Żywych Trupów", nie mający jednak wiele wspólnego z filmem Snydera, pomijając fakt, że zagrał w nim Ving Rhames), ale na razie nic nie wskazuje, że reżyser remake'u weźmie się za nią w najbliższej przyszłości. Planowana przez niego realizacja "Army of the Dead" również nie ma mieć nic wspólnego z remake'iem "Świtu...".


Czytelnicy zastanawiają się pewnie, który z tych filmów jest lepszy, który z nich wybrać. Nie ułatwię im tego zadania i zasugeruję, że powinno się obejrzeć oba. Każdy jest na swój sposób wyjątkowy, a od każdego można oczekiwać czego innego. Mi osobiście bardziej podobał się remake (jestem zwolennikiem filmów o nieco szybszym tempie, niż produkcja Romero), ale nie zmienia to faktu, że oba filmy uważam za naprawdę znakomite i oba zasługują na wielkie uznanie i gromkie brawa. Zarówno krytyka konsumpcjonizmu zaprezentowana w oryginale (aktualna jest po dziś dzień, a kto wie, czy w czasach obecnych nawet nie bardziej niż w latach '70), jak i elementy wprowadzone do filmu przez Snydera (że też wspomnę tylko noworodka-zombie) sprawiają, że na obu filmach można bawić się znakomicie. Oczywiście, o ile na dwie godziny seansu zapomnimy o religii i Wielkanocy, a damy się uwieść skandalizującym, niesmacznym, obrzydliwym, a zarazem niesamowitym pomysłom obu reżyserów.
Trzech aktorów, którzy wystąpili w wersji oryginalnej możemy również wyłapać w remake'u. Mowa tu o Kenie Foree, który w oryginale grał Petera, a tu występuje w roli ewangelisty twierdzącego, że to Bóg kara ludzkość za jej grzechy; Scotcie H. Reinigerze, który w oryginale wcielił się w Rogera, natomiast w remake'u w generała, który nakazuje wszystkim obywatelom pozostać w domach; oraz Tomie Savini, który w wersji z 1978 roku grał jednego z motocyklistów, a także nadzorował proces charakteryzacji i tworzenia efektów specjalnych w tym i w wielu innych filmach George'a Romero, a u Zacka Snydera odegrał rolę Szeryfa wypowiadającego się w telewizyjnym wywiadzie.


Swoiste cameo zaliczył także znany z "Nocy Żywych Trupów" Duane Jones, który we wspomnianym filmie grał głównego bohatera, Bena. Archiwalne zdjęcia z jego udziałem (aktor zmarł w 1988 roku) można zobaczyć w czasie napisów początkowych.


Jeden ze sklepów w remake'u nazywa się "Gaylen Ross", co jest hołdem złożonym aktorce, która wcieliła się we Francine w wersji oryginalnej.


Widziany w remake'u szyld "Wooley's Diner" jest oczywistym nawiązaniem do postaci Wooleya z oryginału, który to wpadł w morderczy szał podczas nalotu na blok mieszkalny na początku filmu.


Postać Tuckera z remake'u jest nawiązaniem do innej postaci z oryginału. Mowa tu o Rodzie Tuckerze, jednym z funkcjonariuszy SWAT-u występującym w oryginale.


W remake'u, postacie drugo- i trzecioplanowe docierają do hotelu w ciężarówce. Ta oznakowana jest logiem BP. Ciężarówki z niemal identyczmym logiem możemy oglądać w oryginalnej wersji.


Widziany na początku filmu helikopter (ten przelatujący nad wybuchającą stacją benzynową), to oczywiste nawiązanie do stacji telewizyjnej WGON, dla której pracowali w wersji oryginalnej Francine i Stephen. Takim samym helikopterem zresztą, bohaterowie się przemieszczali.


Oba filmy mają taki sam tagline: "When there's no more room in hell, the dead will walk the earth" (w wolnym tłumaczeniu: "Kiedy w piekle zabraknie miejsca, martwi zaczną pochód po powierzchni"). Słowa te w wersji oryginalnej wersji padają z ust Petera.


Sekwencja otwierająca zawiera przynajmniej dwa nawiązania do "Nocy Żywych Trupów": samochód rozbijający się o drzewo oraz samochód powodujący wybuch na stacji benzynowej.


Imię znanego z wersji odnowionej Kennetha, jest oczywistym hołdem dla Kena Foree, który był pierwszoplanową postacią w wersji oryginalnej.


Słowo zombie zostało w filmach George'a Romero użyte tylko raz - w oryginalnej wersji "Świtu Żywych Trupów". W remake'u jednak "zombie" nie pada. Za to ściele się gęsto.


Kiedy w remake'u bohaterowie zaopatrują się w broń i amunicję u Andy'ego, w tle słychać muzykę z niemal identycznej sceny z wersji oryginalnej.


Zarówno w wersji oryginalnej jak i w remake'u, niektóre sceny zostały nakręcone przy udziale aktorów z amputowanymi kończynami.


George Romero, początkowo bardzo niechętnie nastawiony do filmu Snydera, po jego seansie przyznał, że był pod ogromnym wrażeniem dokonań reżysera. Przynajmniej w pierwszych 30 minutach projekcji.


Jednym z pomysłów na zakończenie wersji oryginalnej była śmierć wszystkich bohaterów. Pistolet, który w końcówce filmu przystawia sobie do głowy Peter miał ostatecznie wypalić, po czym Francine miała celowo wsadzić głowę w wirnik helikoptera. Po wielu debatach, z takiego zakończenia zrezygnowano, chociaż scenę, bez efektów specjalnych, ponoć nakręcono.


Jedyne szybciej poruszające się zombie w filmie Romero, to dwójka dzieci zabitych przez Petera w wersji oryginalnej "Świtu...". W remake'u, jak zapewne pamiętacie, wszystkie zombie biegają wręcz sprintersko.
Autor opisu: Michał Fedorowicz - hops
E-mail kontaktowy: hops@film.org.pl
Data umieszczenia opisu: 16.06.2008



Strona główna działu Strona główna KMF