Kilka tygodni temu Klub Miłośników Filmu testowo wprowadził nowe udogodnienie dla czytelników chcących regularnie zapoznawać się z treścią zamieszczanych na naszej stronie tekstów - kanał RSS (zwany również "kanałem informacyjnym" lub "źródłem danych"). Dnia dzisiejszego natomiast, oficjalnie rozpoczynamy regularne publikowanie treści za pośrednictwem KMF-owego RSS-u. Poniżej wyjaśniamy zasadę jego działania oraz przedstawiamy kilka wskazówek odnośnie użytkowania.


Czym jest RSS?

"Really Simple Syndication", jak popularnie rozwija się skrót RSS,
to alternatywny dla newsletterów sposób rozpowszechniania informacji
o aktualizacjach na stronach internetowych. Od newsów rozsyłanych
drogą mailową, popularnych jeszcze kilka lat temu i rozsyłanych
również przez Klub Miłośników Filmu, różni się jednak zasadniczo:

  • aby zaprenumerować informacje o nowościach na stronie czytelnik nie musi
    udostępniać swojego adresu e-mail - RSS czytać można więc anonimowo
    i bez obawy o napływ SPAMu.
  • wiadomości publikowane poprzez kanał RSS pojawiają się u korzystających
    z usługi niemal natychmiast po opublikowaniu, a nie jak w przypadku newsletterów,
    raz na kilka tygodni.
  • dzięki kanałom RSS nie sposób przeoczyć nowych tekstów - korzystając z RSS
    czytelnik nie musi już kilka razy dziennie odwiedzać strony głównej
    w poszukiwaniu nowości - te same do niego spływają w miarę ich publikowania.
  • publikowane w kanale RSS wiadomości to czysty tekst, bez zbędnych
    ozdobników - osoba prenumerująca kanał RSS, a korzystająca z internetu
    w którym koszty transferu liczone są za każdy odebrany bajt informacji,
    nie musi się martwić o przekroczenie przysługującego im limitu.
  • RSS to rozszerzony spis treści serwisu www - oprócz tytułu i odnośnika
    do danego artykułu, prenumerujący otrzymuje krótkie jego streszczenie,
    po przeczytaniu którego może zdecydować się na dalszą lekturę,
    lub ominięcie mniej interesującego tekstu.


    Jak korzystać z RSS?


    Wchodząc na stronę Klubu Miłośników Filmu,
    być może zauważyliście pomarańczową
    lub niebieską ikonkę znajdującą się w polu adresu
    lub tuż pod nim. Użytkownicy popularnych przeglądarek takich jak Firefox, Safari czy też Internet Explorer (w wersji 7.0, lub wyższej) po kliknięciu na nią zostaną przeniesieni
    na stronę prezentującą treść kanału RSS, na której będą mogli zaprenumerować
    informacje o aktualizacjach. Konieczne będzie w tym wypadku kliknięcie na przycisk "Subskrybuj" (Firefox), odnośnik "Subskrybuj do tego źródła" (IE7) lub "Dodaj
    zakładkę" (Safari). Klikając na ikonkę w przeglądarce Opera, ta po prostu zapyta
    czy zaprenumerować kanał informacyjny i w przypadku wyrażenia zgody,
    automatycznie pobierze nagłówki wiadomości. Od tej pory informacje o nowościach
    na stronie KMF zaczną pojawiać się w waszych przeglądarkach tak szybko
    jak tylko te zostaną opublikowane - w Operze, Firefoxie i Safari będą one widoczne
    od razu w oknie przeglądarki, natomiast w Internet Explorerze w folderze "Ulubione".

    Kanał RSS można również zaprenumerować korzystając z odpowiedniego
    oprogramowania, nazywanego czytnikiem. Aby rozpocząć korzystanie z RSS-u
    Klubu Miłośników Filmu wystarczy w takim programie dodać odnośnik do kanału RSS,
    który dla KMF-u wygląda tak: http://film.org.pl/rss.xml. W internecie dostępnych
    jest wiele aplikacji umożliwiających pobieranie RSS-ów, z czego najpopularniejsze,
    najłatwiejsze w obsłudze i przede wszystkim darmowe to np. polskie RSS Speed
    (http://www.rssspeed.pl/) i Cafe News (http://www.cafenews.pl/) oraz angielskie
    RSS Bandit (http://www.rssbandit.org/), RSS Owl (http://www.rssowl.org/)
    i RSS Reader (http://www.rssreader.com/). Równie użyteczny może okazać się
    serwis Google Reader (http://reader.google.com/), który nie wymaga od nas
    instalacji dodatkowego oprogramowania i pozwala na korzystanie z kanałów RSS
    w każdej dowolnej przeglądarce.


    Kto zajmuje się RSS?

    Na większości komercyjnych stron internetowych informacje o nowościach są
    wprowadzane do kanału RSS automatycznie. W przypadku źródła udostępnianego
    przez Klub Miłośników Filmu, każda aktualizacja RSS-u musi być przeprowadzana
    ręcznie - w związku z tym prosimy o wyrozumiałość jeżeli niektóre informacje
    pojawią się z lekkim poślizgiem. Obecnie aktualizowaniem źródła zajmuje się
    nasza klubowiczka, Artemis, która codziennie poświęca swój czas aby czytelnicy
    byli informowani na bieżąco. Wszystkie uwagi odnośnie funkcjonowania kanału
    RSS jak i treści się w nim pojawiających prosimy więc kierować na jej adres
    e-mailowy (ya-kakapo@o2.pl) lub, w przypadku poważniejszych usterek,
    do hOPSa (hops@film.org.pl).


  • Klub Miłośników Filmu | SIEROCINIEC
    Strona główna KMF



    Horror w krainie flamenco


    Kilka lat temu horror został obleczony w białe szaty dziewic o kruczoczarnych włosach. Szata zwiewna, a i niezbyt solidna, stopniowo ulegała rozpadowi. O ile w pierwszych latach swego istnienia sprawdzała się idealnie, to w późniejszym okresie zaczęła nudzić, a czasem wręcz śmieszyć. W końcu ile można nosić ten sam strój? Horror znów stał się nagi. W starej szafie wisiały zakurzone peleryny, przypominające świetność pewnego rumuńskiego władcy, wisiały kostiumy ludzi-wilków, a gdzieś obok leżały sfatygowane krucyfiksy, które niegdyś stawiały czoła antychrystom i pomiotom szatana. Wtedy, nieśmiale, horror przywdział szatę torreadora i zaczął tańczyć flamenco, przenosząc swe epicentrum z Kraju Kwitnącej Wiśni do ojczyzny corridy.


    Przenosiny wcale nie były gwałtowne, film grozy od dawien dawna chwytał za kastaniety i podróżował po ziemi Cervantesa. Czy "Pies andaluzyjski" surrealistycznego mistrza, Luisa Bunuela, nie jest czasem dyskretnym przodkiem dzisiejszej krwawej jatki? W końcu jakże charakterystyczne przecinanie kobiecej gałki ocznej do poetyki "hostelowej" pasuje jak ulał. Czy bez rzeczonego surrealizmu wykształciłby się ruch ekspresjonistyczny, który stał się fundamentem horroru, wykreował jego największe legendy, z Nosferatu na czele? Gdybając dalej, dotarłbym zapewne do wielu mniej bądź bardziej kontrowersyjnych wniosków, ale nie jest to tekst o historii i wkładzie kinematografii hiszpańskiej w dorobek światowego kina grozy, zatem - siłą rzeczy - przejdę do sedna sprawy i przeniosę się do nieco bliższej przeszłości.




    Ta, w tym przypadku, zaczyna się w roku 1999, kiedy to Roman Polański wysyła na srebrne ekrany opowieść o konszachtach bibliofila i szatana. Wyśmienite "Dziewiąte wrota" powstają we współpracy z Hiszpanami, co więcej, dwóch z nich - Arturo Perez-Reverte i Enrique Urbizu - współtworzy scenariusz filmu polskiego reżysera. Właśnie w tym momencie przejawia się iberyjska smykałka do wzbudzania strachu, przy użyciu niebanalnych form - wcześniejszy horror hiszpański to w dużej mierze kino gore, przypominające swą anty-treścią sławną serię "Guinea Pig". Po współpracy z autorem "Dziecka Rosemary" hiszpańska kinematografia wcale nie przeżywa regresu, a wręcz przeciwnie - pojawiają się bowiem Guillermo del Toro i Alejandro Amenabar. Pierwszy z nich popełnia "Kręgosłup diabła" i osadzony w podobnych realiach "Labirynt Fauna". Oba, w bezpretensjonalny sposób, scalają ze sobą dramat wywołany orucieństwem wojny i opowieść na pograniczu baśni i horroru. Opowieść o Faunie zapiera dech w piersiach, dystansując tym samym wszystkie, zahaczające o podobny temat, produkcje zachodnie. Amenabar, po "Abre los ojos" i współpracy z Crowe'em przy jego remake'u, wysyła natomiast Nicole Kidman na tułaczkę pomiędzy murami nawiedzonego domostwa, oddając do kinowej dystrybucji "Innych", film, który stanie się matrycą dla najnowszej produkcji z kraju Kolumba - "Sierocińca".


    Dodatkową rekomendacją, prócz wyśmienitych wzorców, będzie patronat twórcy okrutnego świata Ofelii i Fauna - Guillermo del Toro. Poprzeczka zawieszona niezwykle wysoko, lecz, o dziwo, debiutujący na wielkim ekranie Juan Antonio Bayona przeskakuje nad nią bez chociażby delikatnego muśnięcia. Film, podobnie jak horror Amenabara, przenosi nas do starego domu, który ma swą historię i swoje tajemnice. Tym razem będzie to tytułowy sierociniec (kłania się "Kręgosłup diabła"), w którym - z sentymentu - zamieszkała jedna z wychowanek. Metaforycznym "pomostem" pomiędzy rzeczywistością a światem paranormalnym, który w okolicach leciwego budynku trzyma świetną kondycję, będzie oczywiście dziecko głównej bohaterki. Chłopiec, który oddaje się zabawie z wyimaginowanymi przyjaciółmi z taką pasją, że jego matka zaczyna wątpić w to, że są oni jedynie kreacją umysłu kilkulatka. W świecie duchów uwierzyć znaczy tyle, co zobaczyć - "Sierociniec" tę zasadę kultywuje.




    Nieprzeciętny klimat, zaskakujące rozwiązania fabularne i nietypowi bohaterowie są emblematami hiszpańskiego kina grozy. Znudzeni szpetnymi twarzami azjatyckich niewiast plądrujących połączenia elektroniczne, zmęczeni kiepskimi lekcjami anatomii w wykonaniu Rotha i jego naśladowców, zmęczeni kolejnymi wcieleniami horrorowych herosów z przyjemnością przenosimy się do miejsca, w którym świat duchowy i świat doczesny przenikają się w sposób przemyślany, subtelny. Z dreszczykiem emocji obserwujemy poczynania zdesperowanej matki, którą nawiedza postać z twarzą zasłoniętą lnianym płótnem, na którym z kolei wymalowany jest nieadekwatny do sytuacji, a tym samym przerażający uśmiech. Z powodzeniem dajemy porwać się jej prywatnemu dochodzeniu na temat zniknięcia synka, co więcej, sami staramy się odgadnąć jego zagadkę, ale nic z tego. Scenariusz ucieka od utartych szablonów w takim stopniu, że odnalezienie rozwiązania wcześniej, niż postanowił scenarzysta, jest właściwie niemożliwe.


    "Sierociniec", wyprodukowany pod nazwiskiem del Toro, skłania się raczej ku kinu w stylu Amenabara. Niemniej, od obu panów czerpie jedynie to, co najlepsze. Bayona dołącza do grona Hiszpanów, którzy ostatnimi czasy zaskakują niezwykle wysokim, jak na dzisiejsze realia, poziomem filmów grozy. Razem z reżyserami "Labiryntu Fauna" oraz "Innych", obok nie wspominanego wcześniej autora "28 tygodni później" Juana Carlosa Fresnadillo (sequel filmu Danny'ego Boyle'a) tworzy grupę, która ma szanse na dokonanie skutecznej akcji resuscytacyjnej na horrorze, już od ładnych paru lat stojącego na pograniczu śmierci klinicznej.






    Tytuł oryginalny: El Orfanato
    Rok produkcji: 2007
    Kraj: Meksyk / Hiszpania
    Czas trwania: 105 minut

    Reżyseria: Juan Antonio Bayona
    Scenariusz: Sergio G. Sanchez
    Zdjęcia: Oscar Faura
    Muzyka: Fernando Velazquez

    Obsada:
    Belen Rueda   .....Laura
    Fernando Cayo   .....Carlos
    Roger Princep   ..... Simon
    Mabel Rivera   .....Pilar
    Montserrat Carulla   .....Benigna


    Wyślij e-mail Autor recenzji:
    Filip Jalowski - FIDEL
    Klub Miłośników Filmu
    07.05.2008