
Poczciwy Deuce Bigalow zostaje wynajęty do wyczyszczenia akwarium Antoine'a Laconte'a, znanego i cenionego żigolaka. Krótka rozmowa kończy się propozycją zaopiekowania ekskluzywnym domostwem Antoine'a, który wyjeżdża w pilnych sprawach. Deuce z radością przyjmuje ofertę. Jednak w błyskawicznym tempie niszczy niefortunnie akwarium, doprowadzając do kompletnej pożogi apartament. Nie mając pieniędzy na rekompensatę, musi podjąć się profesji, która początkowo nie bardzo mu odpowiada. W arkana zawodu wprowadza go alfons T.J. Pierwsze kroki nie są zbyt obiecujące, bo zazwyczaj trafiają się dość dziwne klientki. Nie dość tego, po piętach depcze mu pewien detektyw. Film Mike'a Mitchella powinien nazywać się "Żenujący Żigolo". Udowadnia, że Rob Schneider to komik nadający się jedynie do drugiego lub trzeciego planu (znany choćby z małych rólek w filmach Adama Sandlera). Mimo tego, że pomysł nie był taki najgorszy, to całość niemiłosiernie się dłużyła, choć przy metrażu 75 minut nie powinno to mieć miejsca. Schneider (również współscenarzysta) serwuje dość prosty, nieraz obleśny humor, który jestem w stanie znieść, pod jednym warunkiem: żeby wywoływał jakiś uśmiech na twarzy. Niestety, obraz był prawdziwą męczarnią i przestrogą. |

Deuce Bigalow, wciąż nie do końca pogodzony z tragiczną śmiercią swojej żony, wyjeżdża do Amsterdamu, zaproszony przez swojego przyjaciela T.J.'a. Tu przez przypadek i serię niefortunnych zdarzeń obydwaj wplątują się w sprawę mordercy żigolaków, czego efektem są oskarżenia skierowane w stronę T.J.'a. Deuce sam postanawia dowieść niewinności przyjaciela, tym bardziej, że dostaje się na uroczystości stowarzyszenia żigolaków, co ułatwia rozwiązanie sprawy. Przystępując do oglądania, nie miałem żadnych złudzeń co do jakości filmu. Schneider nie zawiódł. Poziom porównywalny do pierwszej części. Ciężko wysiedzieć na fotelu 70 minut, ciężko mimo dobrych chęci się uśmiechnąć i równie ciężko jest wstać z fotela, zachodząc w głowę, jak takie produkcje trafiają do realizacji, mało tego, trafiają do regularnej dystrybucji kinowej. Roba Schneidera do czasu obejrzenia przygód Bigalowa nawet lubiłem, niestety, po traumie jaką przeżyłem, szczerze go nie znoszę. Mam nadzieję jednak, że nie weźmie tego zbyt osobiście :). |

CZY BĘDZIE KOLEJNA CZĘŚĆ? Schneider zajęty jest tworzeniem kilku projektów na raz i liczę po cichu na to, że więcej nie przypomni sobie o Deuce Bigalow. Autor opisu serii: Tomek Urbański - TOMASHEC [kontakt] |
STRONA GŁÓWNA |