
Pewien terrorysta o rosyjsko brzmiącym nazwisku Rostov (Richard Lynch) postanawia przejąć kontrolę nad Stanami Zjednoczonymi. W tym celu gromadzi przepotężną armię (tak na oko trzy setki chłopa), wybiera strategiczne (jego zdaniem) cele i rozpoczyna zakrojoną na szeroką skalę inwazję - niszczy domy mieszkalne, atakuje ludzi robiących świąteczne zakupy w centrach handlowych i ogólnie stara się uprzykrzyć wszystkim życie. Na szczęście, jest pewna osoba, która przeciwstawia się zbrodniarzowi - to mający z nim od dawna na pieńku, były agent CIA, Matt Hunter (Chuck Norris). Hunter uzbraja się w dwa karabiny UZI i rusza w miasto pokazać Rostokowi kto tu rządzi... "Inwazja na USA" stanowi jeden z najlepszych tytułów w filmografii Chucka Norrisa. Jednak nie z powodu tego, że jest filmem dobrym, o nie. Po prostu obraz Josepha Zito dostarcza niczym nieskrępowanej rozrywki w starym stylu. Wybuchy, one-linery, strzały, bijatyki - niczego nie brakuje. A całość została zrealizowana w formie (niezamierzonej) parodii, zawiera mnóstwo prawdziwych scen-perełek i podlano ją klimatem niezapomnianych 80s. Norris gra tu jak zawsze - małomównego twardziela, który bierze sprawy w swoje ręce i błyskawicznie rozprawia się z czarnymi charakterami. Zdecydowanie idealna propozycja na spotkanie w gronie kumpli. Naiwne? Z pretekstową fabułą? Śmieszne tam, gdzie nie trzeba? Jak najbardziej, ale zabawa gwarantowana. |

Kandydat do senatu, były agent CIA, Larry Richards (Steve James) wchodzi w drogę skrajnie prawicowej organizacji Pentangle, zrzeszającej bogatych przemysłowców i wpływowych polityków. Członkowie stowarzyszenia nękają go, a ponieważ ich groźby nie przynoszą żadnego skutku, postanawiają ostatecznie rozprawić się z Larrym i jego rodziną i organizują zamach podczas mającej się odbyć parady. Plany bandytów krzyżuje Matt Hunter (Michael Dudikoff) najlepszy przyjaciel Larry'ego, stając się tym samym kolejnym celem Pentangle. Hunter nie zdaje sobie sprawy, że wkrótce będzie musiał wziąć udział w zabójczej grze, stanowiącej ulubioną rozrywkę przestępców - polowaniu na ludzi. Dramatyczna walka o życie rozegra się wśród porastających tereny bagienne lasów... "Siła pomsty" stanowi bardzo luźną kontynuację "Inwazji na USA" - właściwie poza nazwiskiem głównego bohatera nie ma nic wspólnego z poprzednikiem. Przynajmniej pod względem fabularnym, bo jeśli chodzi o klimat i walory rozrywkowe, to dostajemy produkcję na podobnym poziomie. Niektóre pomysły scenarzystów potrafią wywołać autentyczne zdziwienie (i wielkiego banana na twarzy) - na przykład przebrania członków Pentangle na czas łowów: od quasi samuraja, poprzez podróbkę Rambo, aż do gościa w stroju sado-maso. Michael Dudikoff dzielnie przejął pałeczkę po Chucku Norrisie i zmiana odtwórcy w ogóle nie razi. Poza tym na plus wypada zaliczyć coś, czego już w dzisiejszym kinie mainstreamowym nie uświadczymy - ci źli są tutaj naprawdę źli i nie starają się być cool za wszelką cenę: strzelają do tłumów, z zimną krwią zabijają kobiety i dzieci. Podobnie, jak część pierwsza, tak i kontynuacja świetnie nadaje się na spotkanie towarzyskie. |

CZY BĘDZIE KOLEJNA CZĘŚĆ? Jeśli nie powstała w latach osiemdziesiątych, to wątpliwe jest, że nastąpi to teraz. Chuck Norris już nie gra w filmach, a Michael Dudikoff realizuje się w mało znanych produkcjach. Niewykluczone jednak, że ktoś wpadnie na pomysł remake'u. Autor opisu serii: Piotr Żymełka - DIRK [kontakt] |
STRONA GŁÓWNA |