
Pasją młodego mieszkańca Brooklynu Tony'ego Manero jest taniec. Każdą wolną chwilę poświęca na doskonalenie swych umiejętności. Przez cały tydzień zarabia pracując w miejscowym sklepie, by w sobotni wieczór udać się z przyjaciółmi do dyskoteki i tam oddać się szaleństwu zabawy. Jest podziwianym i cenionym tancerzem, który robi furorę na pobliskich parkietach dyskotekowych. Na jednej z imprez poznaje przepiękną Stephanie i to właśnie jej proponuje wspólny start w zbliżającym się konkursie tańca. Bez wahania można określić ten film mianem kultowego. Udało się oddać ducha epoki disco, z całym kiczem, blichtrem, efekciarstwem, ale także trudnym do opisania klimatem i atmosferą nieskrępowanej zabawy. Można doszukać się w filmie nawet pewnej analogii do współczesnego obrazu zachowań części młodzieży polskiej, ale kto by się tym przejmował. Film będzie jeszcze długo pamiętany dzięki fantastycznej kreacji Johna Travolty (ten słynny chód!), jego białemu garniturowi, oszałamiającej choreografii i nieśmiertelnej muzyce Bee Gees. Ten film to ikona disco. |

Po sukcesach na brooklyńskich parkietach Tony Manero próbuje swych sił na Manhattanie. Pracuje, a przy każdej nadarzającej się okazji bierze udział w castingach do wszelkich przedstawień. Przyjaźni się też z Jackie, która, w przeciwieństwie do Tony'ego, chciałaby posunąć się w znajomości o krok dalej. Tymczasem Manero wdaje się w zgubny romans z ekscentryczną gwiazdą współczesnego baletu, Laurą. Trójkąt miłosny nie przeszkadza mu na szczęście w karierze tancerza. Wygrywa przesłuchania do sztuki "Aleja Szatana", który premierę ma mieć na Broadwayu. Kontynuacja perypetii Tony'ego Manero jest krótko mówiąc zła. Zawodzi tu niemal wszystko, co decydowało o sukcesie oryginału. Przede wszystkim film jest pozbawiony przebojowości. Jest nudny, banalny i kiepsko zrealizowany. Scenariusz mocno kuleje, podobnie jest z reżyserią. Zwiódł nawet pewniak w postaci Travolty, który jest żałosny, a nawiązując do swego słynnego chodu niezamierzenie śmieszny. Klimat filmu wyraźnie uleciał, po uroczym disco nie pozostało nic. Piosenki nie są tak dynamiczne, bardziej refleksyjne. Nawet taki pewniak, jak choreografia potrafi zdopingować do wyłączenia filmu. Powodem fiaska mógł być brak drugoplanowych, niezwykle barwnych bohaterów z pierwszej części (przede wszystkim rodzina głównego bohatera). Godną zapamiętania jest jedynie całkiem przyzwoita piosenka "Far From Over" w wykonaniu Franka Stallone. "Staying Alive" był początkiem załamania się kariery Johna Travolty. |

CZY BĘDZIE KOLEJNA CZĘŚĆ? Temat od wielu lat jest zamknięty i większego sensu otwierać go chyba nie ma. Autor opisu serii: Tomek Urbański - TOMASHEC [kontakt] |
STRONA GŁÓWNA |