
Dwaj świetni żołnierze, Andrew Scott i Luke Deveroux podczas misji w Wietnamie toczą morderczy pojedynek, który dla obu kończy się śmiercią. Za sprawą ściśle tajnego projektu wojskowego, zostają przywróceni do życia jako superludzie. Za sprawą laboratoryjnych "sztuczek" zostaje im wykasowana pamięć, a jednocześnie zyskują na sile i odporności. Bez wspomnień, bez uczuć, bez odruchów ludzkich są zaprogramowani do wykonywania niebezpiecznych misji. Jedną z nich jest odbicie zakładników. Podczas niej zarówno u GR 44 (dawniej Luc), jak i GR 13 (dawniej Andrew) budzą się wspomnienia, a jednocześnie antagonizmy. Obydwaj buntując się dezerterują i rozpoczynają morderczy pojedynek. Tymczasem śledztwo dotyczące tajnego projektu prowadzi dziennikarka Veronica Roberts. "Uniwersalny Żołnierz" to zręcznie opowiedziana prosta historia z kilkoma świetnie zrealizowanymi scenami akcji, które mimo upływu lat wciąż mogą się podobać. Na dodatek aktorzy, Jean-Claude Van Damme i Dolph Lundgren zostali świetnie dobrani do swoich ról, które okazały się wymarzone dla nich, bo trzeba jasno powiedzieć, że dialogi i sceny dramatyczne nie są ich najmocniejszą stroną. Fizjonomia i sprawność to ich największy atut, tutaj świetnie wykorzystany. Dzięki temu to jeden z najlepszych filmów w filmografiach obu panów. Poza tym dzieje się sporo, akcji jest wystarczająco dużo i może jedynie "liźnięcie" tematu "zabaw w Pana Boga" trochę rozczarowuje. |

Ocalały z tajnego projektu Luc Deveroux, wraz ze swoją przyjaciółką Veronicą Roberts ponownie staje w szranki z twórcami uniwersalnych żołnierzy, kiedy po obcięciu budżetu przez rząd zostają oni przejęci przez dyrektora CIA i użyci do przemycania diamentów (!). Luc w trakcie śledztwa przypadkowo natrafia na swego brata Erica, który należy do armii superludzi. Z całkiem dobrego oryginału pozostały wspomnienia. Film s-f wyprodukowany na potrzeby telewizji nie mógł się udać. Skrajnie debilny scenariusz, aktorzy znani z B-klasowych produkcyjniaków (a wśród nich przebrzmiała gwiazdka Burt Reynolds) nie potrafią wypowiedzieć przekonująco ani jednej kwestii, reżyser najprawdopodobniej śpiący na swoim krzesełku (choć w sumie co można zrobić z takim scenariuszem) oraz sprawy techniczne czyli muzyka, scenografia i efekty wizualne dopełniają czarę goryczy. Ten film to żenujące nic. |

Obsesją Mentora nadzorującego działania programu "Unisol" jest kreacja perfekcyjnej maszyny - GR 87, stworzonej na bazie człowieka. Wraz z doktorem Walkerem planuje on ukraść złoto wartości miliarda dolarów, które potrzebne jest, aby sfinansować projekt. Ponownie do akcji wkracza Luc Deveroux, były uniwersalny żołnierz (GR 44), który wraz z Veronicą Roberts stara się zapobiec planom przewodzącego programowi "Unisol". Film prezentuje dokładnie ten sam poziom, co swój poprzednik z prostego powodu - oba były kręcone w tym samym czasie i za jakość odpowiadają ci sami ludzie. Jest nieznośnie w każdej minucie, zawodzi wszystko - myślę, że wrażenia z drugiej części wystarczą za obraz trzeciego filmu cyklu. |

Luc Deveroux odzyskawszy człowieczeństwo, a tym samym możliwość drugiego istnienia, pracuje dla organizacji zajmującej się "produkcją" uniwersalnych żołnierzy. Doradza w kwestiach technicznych przy produkcji najnowszego modelu. Na najwyższych szczeblach wojskowych zapada decyzja o zamknięciu projektu "Unisol". Przy likwidacji nadzorującego całość komputera S.E.T.H., maszyna umieszczona w ciele mężczyzny buntuje się. Żaden z najlepszych uniwersalnych żołnierzy nie jest w stanie podjąć walki.... Oprócz jednego - będącego w stanie spoczynku Luca Deveroux. Film jest zaskakujący, ponieważ to kinowa produkcja, a jakością nie odstaje od niesławnych dzieł pana Jeffa Woolnougha. Na dodatek ignoruje fabułę części drugiej i trzeciej, będąc bezpośrednią kontynuacją oryginału. Po raz kolejny obraz udowadnia, że jeśli trzeba coś zagrać to "mięśniak z Belgii" jest bezradny. Czarny charakter w filmie jest czarny, bo taki jest kolor jego skóry i chyba tylko dlatego. To, co może się zazwyczaj podobać w filmach Van Damme'a to sceny walk, niestety w tym nie, bo choreografia jest mizerna, a montażysta sprawę zawalił kompletnie. O scenariuszu nawet nie będę wspominał, bo i po co? Odradzam. |

Byłą elektorwnię atomową w Czarnobylu zajmują bojówki palasańskie, których celem jest wymuszenie na Rosji uznania niepodległości ich kraju. Grożą władzom rosyjskim wysadzeniem reaktorów i zabiciem dzieci premiera mocarstwa. Na miejscu melduje się grupa amerykańskich sił specjalnych, z czterema Uniwersalnym Żołnierzami. Jak się okazuje, Pasalańczycy również są w posiadaniu takich żołnierzy - tyle, że lepszych i nowszych modeli. Nieudana likwidacja bojowników zmusza władze amerykańskie i rosyjskie do radykalniejszego rozwiązania. Do powrotu do "służby" zmuszają najlepszego UniSola, Luca Deveraux, który z trudnościami przechodzi proces "uczłowieczania". Nie było tak źle, jak niektórzy by chcieli, ale to wynika być może z mojej dużej tolerancji dla tego rodzaju "produkcji". Film właściwie jest przedstawicielem osobnego podgatunku w kinie - "Made In Romania Action". Główną atrakcją to spotkanie dwóch tuzów z pierwszej części czyli Van Damme'a i Lundgrena, którzy całkiem nieźle się okładają. Choćby dlatego warto na tę produkcję rzucić okiem. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że nie może tu być mowy o ich talencie aktorskim. Poza tym klasyczna scenografia w produkcjach niskobudżetowych (czyli opuszczone, fabryczne klimaty - w tym wypadku elektrownia w Czarnobylu) "muszą robić" za klimat. |

CZY BĘDZIE KOLEJNA CZĘŚĆ? Reżyser poprzedniej części John Hyams właśnie kończy prace nad "Universal Soldier: A New Dimension". Do swoich ról wrócili Jean-Claude Van Damme i Dolph Lundgren. Największą atrakcją produkcji ma być novum w postaci formatu 3D. Autor opisu serii: Tomek Urbański - TOMASHEC [kontakt] |
STRONA GŁÓWNA |