
Van Wilder - student Coolidge College, który od kilku lat robi wszystko, by te 'najlepsze lata życia' przedłużały się w nieskończoność. Lubiany przez wszystkich, podziwiany przez wielu (a przede wszystkim przez wiele). Jego życie wydaje się być spełnieniem ideału studenckiego marzenia. Jednak i o niego 'dorosłość' się upomni. Ojciec nagle odcina fundusze na czesne i Van musi sam zdobyć pieniądze, aby kontynuować swoją wymarzoną imprezową egzystencję. Pomogą mu w tym między innymi jego współlokator oraz seksualnie sfrustrowany hinduski student z wymiany. A jak Van zdobędzie forsę na czesne? Robiąc to, w czym jest najlepszy - urządzając masę imprez. Pojawi się również ładna studentka dziennikarstwa, w której Van się zakocha oraz czarny charakter w postaci jej chłopaka-prymusa. "Wieczny Student" jest w mojej skromnej opinii najlepszą z tzw. 'komedii młodzieżowych', które powróciły do łask w drugiej połowie lat 90-tych. Ma dobrze dopasowaną fabułę, wyraźnie nakreślone postaci i przede wszystkim jest autentycznie śmieszny. Prezentowany humor zdecydowanie nie jest dla wszystkich, lecz jest na tyle różnorodny, że może trafić do szerszego grona, niż taka przykładowo "Ostra Jazda" czy "American Pie". Największym jednak sukcesem twórców było obsadzenie w głównej roli Ryana Reynoldsa, który swoją charyzmą ekranową (tak, tak, dobrze napisałem) prowadzi koncertowo cały film i na dodatek posiada świetną vis comica. Bez niego byłaby to jedynie kolejna średnia komedyjka, jakich wiele później masowo powstało. Osobiście polecam wszystkim pragnącym dobrej, relaksującej zabawy w studenckich klimatach. A może znajdzie się w tym jeszcze coś więcej? |

Taj Mahal Badalandabad - seksualnie niewyżyty kumpel Vana Wildera z części pierwszej - przylatuje do Anglii, aby zrobić doktorat na Uniwersytecie Camford. Jego dodatkowym celem jest pójście w ślady ojca-imprezowicza, który na tym uniwerku ostro balował w latach 60-tych. Początki nie są dla Taja różowe - zostaje odrzucony przez najbardziej szanowane bractwo studenckie, do którego tatuś należał, a w zamian dostaje pod opiekę grupkę studentów, których eufemistycznie można nazwać dziwnymi. Są trochę tacy, jak on z czasów 'części pierwszej'. Ale to daje mu jasny cel - zrobić z nimi to, czego Wilder dokonał w jego przypadku; otworzyć na świat i korzystanie z uroków studenckiego życia. Pojawia się oczywiście piękna nauczycielka, w której Taj szaleńczo się zakochuje, a która spotyka się z filmowym bad-guyem, nota bene tym, który nie przyjął Taja do bractwa. Głównym celem obu panów staje się zdobycie pucharu Hastingsa, aby pokazać kto rządzi w studenckim campusie. Zaczyna się walka o zwycięstwo, w której wszystkie chwyty są dozwolone. Dosłownie. Sequel bez Reynoldsa nie miał szans stać się niczym więcej niż słabą kontynuacją, żerującą na popularności poprzednika. Kal Penn nie ma za grosz ekranowej charyzmy, a jego twardy, hinduski akcent irytuje, miast śmieszyć jak w 'jedynce'. Zmienił się również na gorsze jako postać. Fabuła jest niemal dokładną kalką scenariusza 'jedynki', tyle że w innym miejscu i z innymi aktorami, a całość rozpisana jest wg sztandarowego schematu tego typu filmów. Nie jest to jednak gniot, co więcej, jako że twórcy mocno opierali się na oryginale, film potrafi porządnie rozśmieszyć i nie zawiera w sobie jedynie głupich i obrzydliwych dowcipów oraz masy nagości. Jest kilka świetnych one-linerów oraz fajne wykorzystanie różnic akcentowych na wyspach brytyjskich (m.in. irlandzki vs. cockney). Jest również kilka autentycznie udanych scen. A jako bonus Lauren Cohan w głównej roli kobiecej. Wystarczy, by tego nie zbesztać. Niemniej jednak tylko dla fanów 'jedynki'. |

Po ukończeniu szkoły średniej młoda chluba rodziny Wilderów dostaje się na uniwersytet Coolidge, by tam kontynuować naukę. Wybór szkoły wyższej był banalnie prosty. To tam studiowali jego przodkowie, łącznie z ojcem. Na miejscu trafia na zaciekłego wroga Wildera seniora, który ze wszystkich sił pragnie dokopać juniorowi. Ten zaś zaprzyjaźnia się z Jamajczykiem Farleyem i Yu Dumem. Pojawia się też miłość. Obiektem westchnień jest Kaitlin. To był naprawdę męczący i ciężki seans. Zrealizowana na rynek DVD/Blu-Ray, pożal się Boże komedia, to niesmaczny, ciężkostrawny zakalec. Absolutnie pozbawiona wyczucia, humoru i lekkości na poziomie scenariusza i realizacji produkcja. Żarty, które próbują nam "sprzedać" twórcy, w żadnym wypadku nie są w stanie rozbawić, a jedynie powodują uczucie zażenowania. Rzecz zupełnie niepotrzebna - do ominięcia bardzo szerokim łukiem. |

CZY BĘDZIE KOLEJNA CZĘŚĆ? Na powrót Ryana Reynoldsa nie ma co liczyć, ale widząc jak z uporem maniaka twórcy przyczepili się do tego tytułu, spodziewać się można kolejnych odcinków poziomem zapewne porównywalnych do ostatnich części "American Pie". Autor opisu serii: Dariusz Kuźma - BEOWULF [kontakt] & TOMASHEC [kontakt] |
STRONA GŁÓWNA |