Początki tego typu muzyki filmowej związane są nieodłącznie z horrorem lat 30-tych, wydawanym lawinowo przez wytwórnię Universal Studio. Były to pierwsze filmy dźwiękowe, które cechowało jednak bardzo ubogie wykorzystanie podkładu muzycznego. "Frankenstein" z 1931 roku w reżyserii Jamesa Whale'a zawierał jedynie krótki temat muzyczny, wykorzystany przed pojawiającym się tytułem. W tym samym roku w filmie "Dracula" Teda Bowning'a pojawiło się "Jezioro Łabędzie" Tchaikovsky'ego. Wszystko zmieniło się jednak diametralnie trzy lata później za sprawą Max'a Steiner'a, który skomponował wzruszającą, epicką ilustrację do filmu "King Kong". Poruszająca muzyka, przeplatana złowrogimi dźwiękami stała się źródłem inspiracji i bodźcem do naśladownictwa dla innych kompozytorów. Dalszy rozkwit kompozycji przeznaczonej dla horroru, to rok 1935 i film "The Bride of the Frankenstein" - rzadki przykład rozwoju tego typu ilustracji, który stawiany jest na równi z pierwowzorem Maxa Steiner'a. Różnica polegała na tym, że Franz Waxman poszedł jeszcze dalej w stosunku do "King Kong'a". Wykorzystał bowiem w swojej muzyce bicie dzwonów kościelnych, które było kamieniem milowym w kształtującej się w tym czasie kompozycji do filmu grozy, i które w bardzo zasadniczy sposób wzmacniało doznania emocjonalne. Pomiędzy tymi dwoma ilustracjami warto jeszcze wspomnieć o "White Zombie" (1932), w którym Guy Bevier Williams zdecydował się na bardzo ciekawą kompilację romantycznego tematu przewodniego i odgłosu bębnów. Przeważnie jednak ta dekada to nieśmiały rozkwit muzyki do horroru. Horroru, który bazował jedynie na doznaniach płynących z oglądania samego obrazu i w większości przypadków zupełne pomijał podkład muzyczny.

DRACULA (1958)
Reżyseria: Terence Fisher
Muzyka: James Bernard DEMONS 3 (1989)
Reżyseria: Michele Soavi
Muzyka: Keith Emerson, Goblin DAGON (2001)
Reżyseria: Stuart Gordon
Muzyka: Carles Cases

Lata 40-te to "Rebeca" Alfreda Hitchcock'a i ponownie Franz Waxman rozpoczynający tę dekadę zupełnie nowym sposobem ilustracji, który opierał się na prostych, psychologicznych dźwiękach przywodzących na myśl niepewność i grozę. Dwa lata później Roy Webb w "Cat People", jako kolejny kompozytor wprowadził pewną innowację w stosunku do swoich poprzedników. Jego linia melodyczna to połączenie smutku, strachu i słodkiej kołysanki, która wiązała to wszystko w niezwykle emocjonalną całość. To był początek wielkiej kariery Roya Webb'a, którego twórczość odbiła się szerokim echem w obszarze muzyki pisanej do horroru. Po "Cat People" pan Webb kontynuował współpracę z reżyserem Jaquesem Tourneur'em. W dalszej kolejności powstały filmy "I Walked with a Zombie" (1943) i "The Leopard Man" (1943), a ilustracja muzyczna do obu z nich w żaden sposób nie wychodziła poza ramy kształtującej się powoli konstrukcji do filmu grozy. Roy Webb nie poprzestał na tym. Jego cztery kolejne kompozycje to "The Seventh Victim" (1943), "Curse of the Cat People" (1944), "The Body Snatchers" (1944) oraz "Bedlam" (1946). Jednak żadna z nich nie zrobiła już tak wielkiego wrażenia jak "Cat People", pomimo, że niektóre z nich zaczęły wyraźnie wykorzystywać partie wokalne w celu zbudowania odpowiedniego nastroju. Pod koniec tej dekady kolejny krok w rozwoju tego rodzaju muzyki wprowadził Hans J. Salter, który postawił na nieco bardziej rozbudowane partytury ("The Wolf Man" i "The Ghost of Frankenstein"), które przestały opierać się jedynie na dramatycznych skrzypcach. Cechą charakterystyczną dej dekady jest fakt, że bardzo często nie wykorzystywano w pełni możliwości narracyjnych muzyki, lub co gorsza nie wykorzystywano ich w ogóle. Szczególnie wyraźnie przejawiało się to w latach 1942-45, w których takie przykłady można dosłownie mnożyć - "The Mummy's Tomb" (1942) Harolda Young'a (na podstawie powieści Neila P. Varnick'a), do którego muzykę napisało aż czterech kompozytorów: Charles Previn (postać dość dobrze znana w obszarze tego typu ilustracji), Heinz Roemheld (znany także jako Rox Rommel), Hans J. Salter i Frank Skinner, "The Mummy's Ghost" (1944) Reginalda Le Borg'a na podstawie powieści Gifina Jay'a i Henry'ego Sucher'a (ponownie Ci sami kompozytorzy oraz Ralph Fred), "The Mummy's Curse" (1944) Leslie'go Goodwins'a na podstawie powieści Leona Abrams'a i Davida V. Babcock'a (znowu ta sama grupa kompozytorów oraz Dimitri Tiomkin), "House of Frankenstein" (1944) Erle C. Kenton'a na podstawie powieści Curta Siodmak'a (ponownie Ci sami kompozytorzy oraz Milton Rosen) czy "House of Dracula" (1945) Erle C. Kenton'a (znowu ta sama grupa kompozytorów oraz oraz Paul Dessau). Wytworzył się więc pewien paradoks - powstawały całkiem dobre horrory na podstawie różnych powieści, do których muzykę pisała grupa tych samych kompozytorów, i która była w całości (lub w pewnych częściach) konsekwentnie odrzucana...

DAY OF THE DEAD (1985)
Reżyseria: George A. Romero
Muzyka: John Harrison FRIGHT (1971)
Reżyseria: Peter Collinson
Muzyka: Harry Robertson THE HOUSE ON SORORITY ROW (1983)
Reżyseria: Mark Rosman
Muzyka: Richard Band, Joel Goldsmith

Dekada lat 50-tych to horror zupełnie nowego wymiaru - kompilacja z kinem science-fiction. Pierwszy poważniejszy film ocierający się o takie połączenie to "Creature from the Black Lagoon" (1954) z przerażającą muzyką Hansa J. Salter'a. Druga połowa tej dekady to przede wszystkim "Night of the Demons" (1957) Cliffona Parker'a (ilustracja uznawana ogólnie za nudną, ale wyjątkowo dobrze współpracująca z obrazem), bardzo ciekawa narracja Darrella Calker'a do "From Hell it Came" (1957). Warto wspomnieć także o The Screaming Skull" (1958) Ernesta Gold'a, którego warstwa muzyczna wykorzystywała stosunkowo małą orkiestrę (w odniesieniu do wcześniej wymienionych kompozycji) wspieraną miejscowo czymś w rodzaju żeńskiej linii wokalnej, utrzymanej głównie w jednej tonacji oraz dwóch narracjach Jamesa Bernard'a - "The Curse of Frankenstein" (1957) oraz "Dracula" (1958) z klimatyczną i niezwykle zmysłową muzyką. Lata 50-te zamykają dwie partytury: "The Hound of Baskervilles" (1959) ponownie Jamesa Bernard'a i "Revenge of Frankenstein" (1959) Leonarda Salzedo. Jedno nie ulega wątpliwości - w tej dekadzie muzyka do horroru nabiera nowego wymiaru brzmieniowego, a druga połowa lat 50-tych to zdecydowana dominacja Jamesa Bernard'a, najbardziej znanego kompozytora HAMMER Studio.

BRAM STOKER'S DRACULA (1992)
Reżyseria: Francis Ford Coppola
Muzyka: Wojciech Kilar VIRUS (1981)
Reżyseria: Bruno Mattei
Muzyka: Goblin - wykorzystano częsci kompozycji z filmów
Dawn of the Dead oraz Alien Contamination TENEBRE (1982)
Reżyseria: Dario Argento
Muzyka: Goblin

Dekada lat 60-te to niewątpliwie "złoty wiek" muzyki przeznaczonej dla horroru. Otwiera ją muzyka do "The Brides of Dracula" - orkiestralna ilustracja z wyraźnie zaznaczonymi kulminacjami przy wykorzystaniu talerzy, fragmentowo, ale konsekwentnie aerofonów czy stopniowo zwiększanego natężenia sekcji smyczkowej. Jednak najsłynniejsza partytura tej dekady to bez wątpienia "Psycho" (1960) Bernarda Herrmann'a. Zresztą arcydzieło pana Herrmann'a uważane jest przez wielu za najlepszą narrację filmu grozy, jaka kiedykolwiek została skomponowana. Powstają licznie doskonałe w aspekcie straszenia filmy - "Peeping Tom" (1960, Brian Easdale, Angela Morley oraz Freddie Phillips), "Village of the Damned" (1960, Ron Goodwin), "Pit and the Pandulum" (1961, Les Baxter), "The Awalf Dr. Orloff" (1962, José Pagán oraz Antonio Ramírez Ángel), "Haunted Palace" (1963, Ronald Stein), "Children of the Damned" (1963, Anton Leader oraz Ron Goodwin), "The Haunting" (1963, Humphrey Searle), "Prince of Dracula" (1966, James Bernard) czy "The Devil's Ridest Out" (1968, James Bernard) podparte gotycką, mrożącą krew w żyłach muzyką. W niektórych z nich pojawiały się nawet elementy jazzu, tak popularnego w tym okresie. Cały czas jednak kompozycja dla horroru była utrzymana w dramatycznym, ale stosunkowo prostym klasycznym wydaniu. Warto jeszcze wspomnieć o ilustracji do filmu z 1965 roku "Il Boia Scarlatto" ("The Red Hangman") z niesamowitą muzyką Gino Perugi. To orkiestralna kompozycja, która w kilku tematach wykorzystywała nieco chaotyczny w odbiorze wysoki żeński głos, ilustrujący głównie sceny tortur itp. Koniec tej dekady to doskonała partytura Krzysztofa Komedy do okultystycznego filmu Romana Polańskiego "Rosemary's Baby".

THE LAST HOUSE ON THE LEFT (1972)
Reżyseria: Wes Craven
Muzyka: David Hess SUSPIRIA (1977)
Reżyseria: Dario Argento
Muzyka: Goblin RE-ANIMATOR (1985)
Reżyseria: Stuart Gordon
Muzyka: Richard Band

Dekada lat 70-tych to niezwykle burzliwy rozkwit tego gatunku filmowego. To wtedy właśnie powstały najsłynniejsze horrory, będące do dzisiaj niedocignionym wzorem - "The Exorcist" (1973, różni autorzy), "The Omen" (1976) Jerry'ego Goldsmith'a oraz "Amityville Horror" (1979) Lalo Schifrin'a. Warto wymienić także "House of Dark Shadows" (1970, Robert 'Bob' Cobert), "The Texas Chainsaw Massacre" (1974, Tobe Hooper), "Halloween" (1978, John Carpenter i Alan Howarth), włoskie horrory - "Deep Red" (1975), "Suspiria" (1977) oraz "Dawn of the Dead" (1978) z niezwykle oszczędną muzyką formacji Goblin czy film "Dikaja Ochota Karolja Stacha" (1979). Ostatni z wymienionych tytułów to przykład rosyjskiej kinematografii, wyprodukowany w Mińsku. Historia osadzona w realiach 1899 roku, dotyczy młodej dziedziczki zamieszkałej w starym zamku gdzieś w tundrze, który nawiedzany jest przez tytularnego przodka, dziwnego karła i Białą Damę. W końcu okazuje się, że ów zamek to diabelska parcela... Ten film to właściwie żaden klasyk gatunku (choć został nagrodzony na festiwalu w Montreux w 1980 roku), cechuje go jednak stosunkowo ciekawa muzyka. Muzyka, która tworzy wyjątkowy nastrój, będący nie tyle przerażający, co smutny, doskonale przy tym dopasowana do obrazu, w którym kolory zostały celowo stłumione (do ciemnobrązowego odcienia). Wszystko wygląda przy tym płasko i raczej amatorsko... Muzyka do horroru dekady lat 70-tych w pewien sposób ewoluowała. Kompozycja tego okresu to mieszanina niskich i wysokich, czasami niezbyt klarownych tonów, które cyklicznie następowały po sobie. Syntezowane brzmienie, gdzieniegdzie zawodzące skrzypce oraz straszące efekty dźwiękowe. I oczywicie chóry. Horror lat 70-tych uwielbiał chóry i wspomniany syntezator jako narzędzie wspomagające główną, klasyczną wciąż linię melodyczną. Kompozytorzy prawie zupełnie odeszli od schematu muzyki przeznaczonej do horroru, która przywodzi na myl jedynie dźwięk organów w kocielnej tonacji znanej z lat 30-tych, 40-tych czy nawet 50-tych.

ROSEMARY'S BABY (1968)
Reżyseria: Roman Polański
Muzyka: Krzysztof Komeda NIGHTBREED (1990)
Reżyseria: Clive Barker
Muzyka: Danny Elfman RETURN OF THE LIVING DEAD 3 (1993)
Reżyseria: Brian Yuzna
Muzyka: Barry Goldberg

Kolejna dekada należała niemal całkowicie do horroru spod znaku slashers i do sequeli. Kompozycja pisana do horroru lat 80-tych to muzyka nadzwyczaj efektywna i znakomicie działająca na ludzkie odczucia. Partytury tamtego okresu zaczęły pomału dostosowywać się do nowoczesnych klasycznych technik oraz wszelkiego rodzaju innych rozwiązań brzmieniowych. Lata 80-te to bez wątpienia jedne z najlepszych ilustracji do horroru jakie powstały - "Hellbound: Hellraiser 2" Christophera Young'a i "Pet Sematary" Elliota Goldenthal'a. Poza tym to dziesięciolecie to moim zdaniem okres, w którym nastąpiło ostateczne ukształtowanie muzyki przeznaczonej dla tego gatunku filmowego. Wykrystalizował się pewien schemat brzmieniowy obowiązujący po dzień dzisiejszy. Taka konstrukcja (o której pisałem w dziale Konstrukcja Muzyki Do Horroru z biegiem lat uległa niewielkiej zmianie.

POWRÓT DO WYBORU
STRONA GŁÓWNA "MUZYKI"