czyli ile z Williamsa ma Shore

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się drogi czytelniku, jaki jest najstarszy instrument na świecie? Instrument, który istniał zanim ktokolwiek wymyślił pojęcie muzyki. Taki instrument istnieje nadal i każdy ma go na wyciągnięcie ręki. Jest to nasza krtań. Wewnątrz krtani znajdują się struny głosowe, czyli dwa więzadła. Podobnie jak stroik w dętych instrumentach muzycznych struny głosowe wprawiają cząsteczki powietrza w drganie, wytwarzając fale dźwiękowe. Im bardziej napięte są struny tym wyższy dźwięk wydobywa się z krtani. To właśnie ludzki głos jest przez wielu znawców uważany za piękniejszy i bardziej wyrazisty od dźwięku instrumentów muzycznych. We wszystkich kulturach, na całej kuli ziemskiej, śpiew wydaje się być równie naturalną formą wyrazu jak mowa. Na początku śpiewano wspólnie w trakcie obrzędów rytualnych lub po prostu przy pracy, ponieważ rytm pieśni pomagał skoordynować działania większej grupy ludzi. Z czasem powstawały jednak coraz bardziej skomplikowane partie wokalne, które wymagały większych umiejętności technicznych. Stopniowo wyłoniło się wiele form sztuki śpiewanej, od prostych pieśni ludowych po wyszukane utwory pisane na użytek Kościoła bądź dworów królewskich. Dzieła te zaliczyć można do kategorii tak zwanej sztuki wyższej. Mogły one być wykonywane a capella bądź z akompaniamentem instrumentalnym, jako partie solowe lub chóralne, unisono bądź w formie polifonicznej. Jednak największe wrażenie zawsze robiła skoordynowana praca kilkunastu muzyków śpiewających chórem. Tak samo jak zapierającym dech w piersiach doświadczeniem jest usłyszenie i zobaczenie orkiestry symfonicznej grającej unisono, tak samo wzniosłe przeżycia gwarantuje unisono w wykonaniu chóru. Ale czym w zasadzie jest chór? Dlaczego słysząc muzykę chóralną odnosi się wrażenie takiej potęgi? No i w końcu jak chór odnajduje się w muzyce filmowej?

Kliknij żeby powiększyć

Samo słowo "chór" pochodzi oczywiście ze starożytnej Grecji. Chórem (choros) nazywano grupę artystów, których sztuka zespalała taniec ze śpiewem. W kulturze chrześcijańskiej późnego antyku i wczesnego średniowiecza chór (łac. choros) oznaczał zarówno śpiewającą gminę wiernych jak i zastępy aniołów. Po wyłączeniu kobiet ze śpiewu chóralnego został on utożsamiony ze śpiewającym klerem, a jego laicyzacja nastąpiła dopiero w XII wieku. W muzyce chóralnej wyróżnia się dwa główne sposoby wykonywania utworów, które wynikają oczywiście z koncepcji kompozytora. Istnieją utwory wykonywane jednogłosowo, czyli "unisono", gdy wszyscy śpiewacy śpiewają "jednym głosem". Rozróżnia się także utwory wielogłosowe - polifoniczne - gdy słyszymy wiele linii głosowych prowadzonych równocześnie. W średniowiecznym śpiewie chóralnym partie wielogłosowe występowały na przemian z jednogłosowymi. Utwór wielogłosowy z reguły wykonywany był przez kilkuosobowy zespół śpiewaków. Brzmienie chóralne w sensie przeciwstawnym do solistycznego pojawiło się w czternastym wieku natomiast termin "chorus" określający obsadę utworu wielogłosowego został wprowadzony nie wcześniej niż w XV wieku - nie wiązał się on jednak z pojęciem wykonania a capella. Otóż dzieła chóralne mogły być wykonywane z towarzyszeniem instrumentów muzycznych bądź też bez akompaniamentu, czyli właśnie a capella. W wieku XVII chór zaczął odgrywać ważną rolę architektoniczną w takich formach barokowych jak oratorium, kantata czy historia biblijna, stając się głównym nosicielem dramatycznych elementów dzieła. W tym samym okresie powstała opera chóralna. Ostateczne wykształcenie się chóru świeckiego nastąpiło właśnie w okresie baroku. Dalszy rozwój faktury chóru związany był z twórczością kompozytorów neapolitańskich: Bacha, Haendla oraz kompozytorów klasycznych, zwłaszcza Glucka, Haydna i Mozarta. W XIX wieku tworzyły się wielkie zespoły śpiewacze, tym razem już z udziałem kobiet. Obok chórów zawodowych rozwijały się także chóry amatorskie i chóry mieszczańskie (np. Royal Choral Society w Londynie). Wraz z tym wykrystalizował się ideał chóru a capella, powstała też bogata literatura chóralna przeznaczona dla nowych kręgów odbiorczych. W tym samym okresie w związku z rozbudową środków wykonawczych, partie chóralne zaczęły odgrywać ważną rolę w formach symfonicznych. Rozwój faktury chóralnej w okresie impresjonizmu poszedł w kierunku uzyskania nowych efektów brzmieniowych. Podobna tendencja zaznacza się w dziełach chóralno-instrumentalnych kompozytorów XX wieku.

Chór chłopięcy
Obecnie rozróżnia się kilka rodzajów chórów. Chóry mieszane, to zespoły, w których znajdują się głosy zarówno męskie jak i kobiece, natomiast chóry jednorodne można podzielić na: męskie, żeńskie i chłopięce. Wysokie i czyste brzmienie tych ostatnich przez stulecia było wysoko cenione, szczególnie w chórach kościelnych. Głos dziecka, dziewczynki bądź chłopca określa się mianem dyszkantu, ale jedynie nieliczne zespoły angażowały dziewczynki. Piękny chłopięcy głos do dziś jest w stanie podbić serca melomanów całego świata. W Polsce od 1945 roku działa Chór Chłopięco-Męski im. W. Gieburtowskiego, zwany popularnie Poznańskimi Słowikami. Założycielem i pierwszym dyrygentem zespołu wykonującego najczęściej polifoniczne utwory dawnych mistrzów był Stefan Stuligrosz. Liczba głosów w każdym chórze może być dowolna, choć podstawowym zespołem obecnie jest 4-głosowy chór mieszany. W jego skład wchodzą dwa głosy kobiece, czyli sopran i alt oraz dwa głosy męskie, czyli tenor i bas. Istnieją oczywiście jeszcze chóry 3-głosowe, 5-głosowe, 6-głosowe, 8-głosowe oraz 10-głosowe, 12-głosowe, 16-głosowe itd., które związane są zwykle z fakturą polichóralną lub szczególną techniką kompozytorską. Poszczególne partie głosowe mogą się także dzielić na mniejsze samodzielne grupy jako divisi. W każdym utworze chóralnym mogą się także pojawiać partie solowe. Łączenie pojęcia chóru z wielką obsadą jest jednak błędne. Przy potrójnej obsadzie każdego głosu 4-głosowy chór liczy sobie tylko dwunastu śpiewaków, co jest w zupełności wystarczające. Jak zatem tak mały chór potrafi wywołać w nas wrażenie jakbyśmy słuchali setki śpiewaków? Otóż, aby osiągnąć takie brzmienie kompozytorzy wykorzystują zjawisko zwane efektem chórowym. Jest on stosowany podczas wykonywania muzyki chóralnej unisono, a powstaje na wskutek zawsze występujących i ciągle zmieniających się w trakcie wykonania pewnych różnic wysokości, barwy i natężenia dźwięku poszczególnych głosów lub także instrumentów. W muzyce dawnej występowały na ogół małe chóry, na przykład znany chór papieski z XIV wieku składał się tylko z dziesięciu śpiewaków, choć z biegiem czasu doszedł w XVII wieku do liczby trzydziestu sześciu osób. Wcześniej wspominany chór kościelny, jakim dysponował Bach, składał się z szesnastu śpiewaków. Dopiero od połowy XVIII wieku zaczęły powstawać wielkie zespoły. Pojawiały się one doraźnie na przykład z okazji wykonania oratoriów Haendla w Londynie. W XIX wieku wielkie chóry były już zjawiskiem powszechnym, lecz w muzyce współczesnej zaznacza się spadek liczby śpiewaków.

Chór mieszany
Muzyka chóralna niesie ze sobą pewną siłę, która zachwyca melomanów na całym świecie. Ta siła znajduje swoje miejsce także w muzyce filmowej, która jak żadna inna jest nośnikiem najbardziej skrajnych emocji, jakie człowiek może sobie tylko wyobrazić. Muzyka z udziałem chórów może jednak być także niezwykle liryczna. W przeciągu kilku ostatnich lat znacznie wzrosła liczba ścieżek dźwiękowych wzbogacanych muzyką chóralną. Są to utwory o różnej budowie i przeznaczeniu. Jakkolwiek jest to muzyka, która zyskuje sobie ostatnio coraz więcej zwolenników, to jej tworzenie wymaga od kompozytorów niezwykłych umiejętności. To właśnie przy tworzeniu chóralnych dzieł ukazują się rzeczywiste możliwości i warsztat kompozytora. To muzyka prawdziwych mistrzów.

Chóry śpiewające a capella są w muzyce filmowej niezwykłą rzadkością. Reżyserzy filmowi prawdopodobnie starają się nie zapuszczać w nieznane obszary ludzkich preferencji muzycznych, tym samym kompozytorzy częściej używają chórów jako części partytur symfonicznych. Jakkolwiek udało mi się znaleźć film, którego twórca postanowił postawić tylko na chóry. Reżyserem tym był Anthony Harvey, dzięki któremu powstał film "The Lion In Winter". Muzyką do tego obrazu zajął się John Barry - legenda muzyki filmowej. Jego kompozycje to stricte chóralne utwory wykonywane a capella. Pan Barry wykazał się tutaj niezwykłą wszechstronnością, gdyż ta muzyka to istne polifoniczne arcydzieło. Taka muzyka jest niezwykle trudna do napisania, ponieważ wymaga skoordynowania kilkunastu śpiewaków i dopasowania poszczególnych linii melodycznych do możliwości wokalnych każdego z nich. Kompozytor słynnego motywu przewodniego z serii filmów o agencie 007 i tym razem spisał się doskonale, za co zresztą został nagrodzony Oscarem. Do najlepszych utworów z tej ścieżki dźwiękowej należą "Allons Gai, Gai, Gai" oraz "Eya, Eya, Nova Gaudia". Poza tym należy wspomnieć, że wszystkie teksty są po francusku, który nie jest ojczystym językiem kompozytora. Innym filmem, w który można usłyszeć chóry śpiewające a capella jest "Zulu" z 1964 roku. Kompozytorem muzyki znów był John Barry, który tym razem postanowił zaaranżować a capella Walijski hymn "March Of The Man Of Harlech". Nie ma już tutaj jednak polifonii, gdyż utwór ten jest klasycznym unisono.

Chór dziewczęcy
Jak już wcześniej wspomniałem, kompozytorzy muzyki filmowej najczęściej używają chóru jako jednego z elementów instrumentarium. Trzeba jednak pamiętać, że śpiew to nie tylko dźwięk, jakim jest ludzki głos, ale także słowa. Jak zatem kompozytorzy dobierają słowa, które później słyszymy w wykonaniu chórów? Czy słowa są tutaj w ogóle potrzebne? Okazuje się, że niektórzy kompozytorzy traktują chór jako kolejną sekcję instrumentów w orkiestrze i nie powierzają mu żadnych słów do przekazania. W takich przypadkach śpiewacy ograniczają się do "śpiewania" określonych dźwięków, artykułowanych lub nieartykułowanych. Zabieg taki zastosował między innymi Wojciech Kilar, który skomponował muzykę do filmu "Dziewiąte Wrota" Romana Polańskiego. Na ścieżce dźwiękowej do tego filmu możemy usłyszeć prześliczny utwór "Vocalise", który jest taką "bezsłowną" kompozycją na sopran i orkiestrę. Także inny polski kompozytor - Krzesimir Dębski - często używa tego typu chóru w swojej twórczości, czego przykładem może być utwór "Atak Kniaziów" z filmu Jerzego Hoffmana "Stara Baśń". Pośród zagranicznych twórców ludzki głos oczywiście jest także wykorzystywany jako najzwyklejszy instrument, czego przykładem może być muzyka zespołu Toto do filmu "Diuna". Także Alan Silvestri, jeden z moich ulubionych twórców, użył tej sztuczki w filmie Jamesa Camerona "The Abyss". Był to niezwykły film z równie niezwykłą muzyką, która świetnie pasowała do tego obrazu. W filmie Johna Carpentera "Starman" identyczny efekt dała muzyka Jacka Nitzsche - kompozytora muzyki także do filmu "Lot Nad Kukułczym Gniazdem" - w której wykorzystał brzmienie żeńskiego chóru. Należy także wspomnieć o Vangelisie, który w słynnym temacie z filmu "1492 - Wyprawa Do Raju" wykorzystuje w pewnym momencie charakterystyczne mruczenie chóru mieszanego. Vangelis zresztą jest twórcą wielkiego dzieła chóralnego pod tytułem "Mythodea", które było oficjalną ilustracją muzyczną kosmicznej misji NASA "2001 Mars Odyssey". To jedenastofrazowe dzieło zawierało partie chóralne, które, mimo iż przypominały ludzki język, były całkowicie pozbawione sensu. Do moich ulubionych motywów filmowych wykonywanych przez chór nie używający słów należy motyw Atlantydy z filmu Walta Disneya "Atlantis - the lost empire". Autorem tej muzyki jest James Newton Howard. Kompozytor ten stworzył na potrzeby tego animowanego filmu przygodowego temat pokazujący prawdziwą moc zjednoczonych ludzkich głosów. Mimo, iż brzmi to górnolotnie, to takie wrażenie właśnie się odnosi słuchając tej muzyki. Nieżyjący już polski kompozytor - między innymi muzyki do filmu "Wiedźmin" - Grzegorz Ciechowski w licznych wywiadach podkreślał rolę męskich chórów, które dają poczucie wielkiej przestrzeni. To właśnie ta wielkość sprawia, że słysząc muzykę chóralną ciarki przechodzą nam po plecach. Grzegorz Ciechowski wykorzystał to w "Wiedźminie”, w którym zaśpiewał Męski Zespół Wokalny "Kairos". Ostatnio spiorunowało mnie najnowsze dzieło Hansa Zimmera - muzyka do filmu "King Arthur". Kompozytor ten po raz kolejny pokazał swoje mistrzostwo w komponowaniu muzyki filmowej, genialnie łącząc głos chóru z głosem orkiestry symfonicznej. Mój ulubiony utwór z tej ścieżki dźwiękowej to monumentalny i niezwykle patetyczny "Budget Meeting".

John Barry
Część kompozytorów wykorzystuje jednak w pełni możliwości, jakie daje muzyka chóralna łącząc dźwięk głosu z określonymi słowami. John Barry w swojej muzyce do filmu "The Last Valley" z 1970 roku połączył chóry śpiewające z partiami "bezsłownymi". Kompozytor zdecydował się wykorzystać jako tekst utworu fragment dzieła niemieckiego poety Andreasa Gryphusa pod tytułem "Tranen des Vaterlandes". Jednym z najbardziej znanych i cenionych dzieł chóralny, które zasiliły muzykę filmową jest z pewnością "Duel Of The Fates" Johna Williamsa z filmu "Star Wars - Episode I". Jest to utwór o niezwykłej sile, która przyciąga uwagę nawet największych ignorantów. Mimo, iż w filmie kompozycja ta ilustruje walkę dwóch Jedi z Darth Maulem, to pan Williams zarzucił metodę kontrapunktu, której jest konsekwentnym egzekutorem tworząc dzieło, które świetnie prezentuje się także poza ekranem. Tekstem tego utworu jest fragment poezji Roberta Gravesa z jego dzieła "The Battle Of The Trees". Fragment ten w oryginale brzmi: Under the tongue root, a fight most dread, while another rages in the head. Jednak gdyby chór śpiewał takie właśnie słowa to brzmiałoby to zbyt banalnie, dlatego John Williams postanowił przetłumaczyć ten wers na Sanskryt - język staroindyjski używany przez cywilizację aryjską w Indiach. Taki zabieg tłumaczenia tekstów utworów chóralnych na języki starożytne jest bardzo powszechny wśród kompozytorów. Językiem najlepiej brzmiącym w wykonaniu zespołu śpiewaków jest z pewnością łacina. Język starożytnych rzymian uważany obecnie za wymarły jest znany głównie przedstawicielom środowisk medycznych i prawniczych. Jego atrakcyjność dla muzyków objawia się niezwykłą "twardością" wymowy, co sprawia, że tekst śpiewany nawet przez sto osób nadal jest niezwykle zrozumiały. Poza tym mała znajomość tego języka sprawia, że utwory w nim wykonywane nabierają pewnej tajemniczości i mistycyzmu. Do takich utworów należy chociażby "Charging Fort Wagner" z filmu "Glory”, do którego muzyką zajął się James Horner. Także w filmie "Hannibal" słyszymy utwór "Vide Cor Meum" autorstwa Patricka Cassidy. Jest to aria zainspirowana jedną z oper Pucciniego, do której libretto oparte było na dziele Dantego "La Vita Nuova". Wojciech Kilar również stosuje w swojej muzyce filmowej łacińskie teksty, czego przykładem może być muzyka do filmu "Bram Stroker's Dracula". Ta genialna muzyka świetnie potęguje tajemniczy nastrój filmu. Podobny efekt osiągnął Bruce Broughton w filmie "Young Sherlock Holmes”, czego dowodzi utwór "Waxing Elizabeth”, który jest w swoim dynamiźmie niezwykle podobny do znanego klasyka "O Fortuna" (z dzieła scenicznego "Carmina Burana") autorstwa Carla Orffa. Utwór "O Fortuna" można było usłyszeć między innymi w reklamie firmy Reebok, w zwiastunie filmu "Vinci" Juliusza Machulskiego oraz mocno przearanżowany w filmie "Romeo + Juliet" ("O Verona"). John Debney natomiast, stworzył niezwykle mistyczną muzykę chóralną do filmu "Pasja". Jednak jednym z najgłośniejszych dzieł chóralnych w świecie muzyki filmowej były kompozycje Dona Davisa w filmie "Matrix Revolutions". Kompozytor stworzył do tego obrazu niesamowity temat, który konsekwentnie powielał w kolejnych jego częściach zmieniając aranżacje. Ostateczną wersją tego motywu okazało się monumentalne dzieło chóralne wyzwalające niesamowitą dawkę energii. Pan Davis pokazał moc chóru w takich utworach jak "Neodammerung" i "Narvas" a z drugiej strony jego liryczność w utworze "Spirit Of The Universe". Wykorzystał on tutaj świetne połączenie orkiestry symfonicznej, chóru i elektroniki, co dało niepowtarzalne, nowe brzmienie.

Howard Shore
Największym dziełem chóralnym w muzyce filmowej ostatnich lat jest jednak bez wątpienia muzyka do trzech części "Władcy Pierścieni" Petera Jacksona. Muzyką tą zajął się Howard Shore, choć jako pierwszy propozycję jej stworzenia otrzymał Wojciech Kilar. Polski kompozytor jednak odmówił twierdząc, że nie podoła takiemu wyzwaniu. Poza tym pan Kilar był właśnie w czasie tworzenia swojej pierwszej Mszy, co było dla niego osobiście ważniejsze. Ostatecznie najczęściej nagradzaną ścieżkę dźwiękową ostatnich lat stworzył właśnie Howard Shore. Ten kanadyjski kompozytor urodził się 18 października 1946 roku w Toronto. Ma na swoim koncie muzykę do ponad pięćdziesięciu filmów - głównie horrorów. Jest stałym współpracownikiem reżysera, Davida Cronenberga. Howard Shore pośród wielu nagród, które zdobył, posiada dwa Oscary i jedną nagrodę Golden Globe, a wszystko to za muzykę do filmów z serii "Władca Pierścieni". Muzyka ta pokazała prawdziwy talent kompozytora, który do tej pory nie miał na swoim koncie znaczących sukcesów. Muzyka pana Shore jest z pewnością jedną z najwybitniejszych ilustracji muzycznych wszechczasów. Na każdej z trzech płyt z partyturami z "Władcy Pierścieni" możemy doświadczyć nie tylko błyskotliwych motywów, ciekawego instrumentarium, lecz przede wszystkim możemy posłuchać wszystkich możliwych rodzajów chórów. Znajdziemy tutaj zarówno niskie i potężne chóry męskie, monumentalne chóry mieszane jak i refleksyjne chóry żeńskie. Najpiękniejsze jednak są chóry chłopięce, które wprowadzają do filmu nieco spokoju i mistyczności. Już sam początek gigantycznej partytury, za jaką uznaję muzykę ze wszystkich trzech części, odsłania przed nami w utworze "The Prophecy" potęgę chóru mieszanego. Wszystkie partie chóralne tej partytury są wykonywana unisono, co zwiększa efekt gigantyzmu całego przedsięwzięcia. Chóry żeńskie po raz pierwszy napotykamy w utworze "The Treason Of Isengard”, kiedy na początku słyszymy ciche mruczenie tegoż chóru, który po kilku minutach pokazuje swoją prawdziwą moc. Natomiast genialne, niskie brzmienie męskiego chóru nawiedza nas między innymi w kompozycji "A Journey In The Dark”, kiedy to doskonale potęguje strach, który towarzyszy bohaterom filmu, a także nam. Jeśli chodzi o chór chłopięcy to przebrzmiewa on na początku utworu "The Great River" czy "The Breaking Of The Fellowship" z genialną partią solową. Jednak mimo tych wszystkich perełek chóralnych, o których wspominałem wcześniej, jeden utwór pokazuje prawdziwy kunszt kompozytora - "Lothlorien". Jest to kompozycja niezwykła ze względu na nowatorskie, mistyczne brzmienie chóru kobiecego. Howard Shore stworzył w tym miejscu poruszającą pieśń żałobną Elfów, która genialnie spełnia swoją rolę. Przytoczone przeze mnie utwory znajdują się w pierwszej części filmu, dlatego nie trudno się domyślić, że cała partytura, z wszystkich trzech części, zawiera sporą dawkę świetnej, zróżnicowanej muzyki filmowej w wykonaniu chórów - między innymi chłopięcego, świetnego The Oratory School Schola Boy's Choir. Na stronach KMF można przeczytać recenzje tych soundtracków, do czego serdecznie zapraszam. Warta wspomnienia jest także muzyka, która znalazła się w zwiastunie pierwszej części filmu - "Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia". Przyznam się szczerze, że muzyka ta była główną przyczyną, dla której zdecydowałem się kupić ścieżkę dźwiękową z tego filmu. Niestety na płycie nie znalazłem tego utworu, więc zacząłem swoje prywatne poszukiwania tego małego arcydzieła. Okazuje się, że jest to utwór niejakiego Christophera Fielda pod tytułem "Gothic Power".

Kliknij żeby powiększyć

Muzyka chóralna potrafi przenosić gigantyczne ładunki emocji, dlatego też jej rola we współczesnej muzyce filmowej znacząco rośnie. Przykładami mogą być chociażby ścieżki dźwiękowe do filmów "King Arthur" Hansa Zimmera, "Van Helsing" Alana Silvestri czy "Spider-Man 2" Danny'ego Elfmana. Kompozytorzy muzyki filmowej potrafią sprawić, że słuchając ich muzyki zostaniemy wbici w fotel i przytłoczeni potęgą chórów. Mimo, iż na przestrzeni lat muzyka zyskiwała coraz to nowe instrumenty i brzmienia - zarówno akustyczne jak i elektroniczne - to artyści ciągle powracali do fundamentalnego pojęcia muzyki, jakim jest według mnie śpiew. Wydaje mi się, że to, co nas tak naprawdę intryguje w muzyce chóralnej, to ludzka niezależność. Poruszają nas wykonania wielkich orkiestr symfonicznych, ale nie ma nic piękniejszego niż widok śpiewającego chóru. To jest dźwięk najbliższy naszemu sercu, bo nie powstaje na strunach w rurach czy tubach, lecz wydobywa się z człowieka. Tym samym muzyka chóralna umacnia nas w przekonaniu o naszej własnej wielkości. W końcu każdy z nas gdzieś w głębi ma tą iskierkę próżności, która każe nam twierdzić, że to, co robimy jest zawsze najlepsze. Głos ludzki jest piękniejszy od dźwięku jakiegokolwiek instrumentu - i to jest faktem. Zawodowy śpiewak potrafi robić zdumiewające rzeczy, a cały chór po prostu działa na te obszary naszej psychiki, o których nie mamy pojęcia. To właśnie dlatego słuchając chóru śpiewającego unisono ciarki przechodzą nam po placach, a nogi odmawiają posłuszeństwa. To jest właśnie potęga chóru.

e-mail Autor tekstu: Łukasz Waligórski

POWRÓT DO WYBORU
POWRÓT DO "ARTYKUŁÓW"