czyli ile z Williamsa ma Shore
Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się drogi czytelniku, jaki jest najstarszy
instrument na świecie? Instrument, który istniał zanim ktokolwiek wymyślił
pojęcie muzyki. Taki instrument istnieje nadal i każdy ma go na wyciągnięcie
ręki. Jest to nasza krtań. Wewnątrz krtani znajdują się struny głosowe,
czyli dwa więzadła. Podobnie jak stroik w dętych instrumentach
muzycznych struny głosowe wprawiają cząsteczki powietrza w drganie,
wytwarzając fale dźwiękowe. Im bardziej napięte są struny tym wyższy
dźwięk wydobywa się z krtani. To właśnie ludzki głos jest przez
wielu znawców uważany za piękniejszy i bardziej wyrazisty od dźwięku
instrumentów muzycznych. We wszystkich kulturach, na całej kuli
ziemskiej, śpiew wydaje się być równie naturalną formą wyrazu jak
mowa. Na początku śpiewano wspólnie w trakcie obrzędów rytualnych lub
po prostu przy pracy, ponieważ rytm pieśni pomagał skoordynować działania
większej grupy ludzi. Z czasem powstawały jednak coraz bardziej
skomplikowane partie wokalne, które wymagały większych umiejętności
technicznych. Stopniowo wyłoniło się wiele form sztuki śpiewanej, od
prostych pieśni ludowych po wyszukane utwory pisane na użytek Kościoła
bądź dworów królewskich. Dzieła te zaliczyć można do kategorii tak
zwanej sztuki wyższej. Mogły one być wykonywane
a capella bądź
z akompaniamentem instrumentalnym, jako partie solowe lub chóralne,
unisono
bądź w formie polifonicznej. Jednak największe wrażenie zawsze
robiła skoordynowana praca kilkunastu muzyków śpiewających chórem.
Tak samo jak zapierającym dech w piersiach doświadczeniem jest usłyszenie
i zobaczenie orkiestry symfonicznej grającej
unisono, tak samo
wzniosłe przeżycia gwarantuje
unisono w wykonaniu chóru. Ale
czym w zasadzie jest chór? Dlaczego słysząc muzykę chóralną odnosi
się wrażenie takiej potęgi? No i w końcu jak chór odnajduje się w
muzyce filmowej?
Samo słowo "chór" pochodzi oczywiście ze starożytnej Grecji. Chórem
(
choros) nazywano grupę artystów, których sztuka zespalała
taniec ze śpiewem. W kulturze chrześcijańskiej późnego antyku i
wczesnego średniowiecza chór (łac.
choros) oznaczał zarówno śpiewającą
gminę wiernych jak i zastępy aniołów. Po wyłączeniu kobiet ze śpiewu
chóralnego został on utożsamiony ze śpiewającym klerem, a jego
laicyzacja nastąpiła dopiero w XII wieku. W muzyce chóralnej wyróżnia
się dwa główne sposoby wykonywania utworów, które wynikają oczywiście
z koncepcji kompozytora. Istnieją utwory wykonywane jednogłosowo, czyli
"
unisono", gdy wszyscy śpiewacy śpiewają "jednym
głosem". Rozróżnia się także utwory wielogłosowe - polifoniczne
- gdy słyszymy wiele linii głosowych prowadzonych równocześnie. W średniowiecznym
śpiewie chóralnym partie wielogłosowe występowały na przemian z
jednogłosowymi. Utwór wielogłosowy z reguły wykonywany był przez
kilkuosobowy zespół śpiewaków. Brzmienie chóralne w sensie
przeciwstawnym do solistycznego pojawiło się w czternastym wieku
natomiast termin "
chorus" określający obsadę utworu
wielogłosowego został wprowadzony nie wcześniej niż w XV
wieku - nie wiązał się on jednak z pojęciem wykonania
a capella.
Otóż dzieła chóralne mogły być wykonywane z towarzyszeniem
instrumentów muzycznych bądź też bez akompaniamentu, czyli właśnie
a
capella. W wieku XVII chór zaczął odgrywać ważną rolę
architektoniczną w takich formach barokowych jak oratorium, kantata czy
historia biblijna, stając się głównym nosicielem dramatycznych elementów
dzieła. W tym samym okresie powstała opera chóralna. Ostateczne wykształcenie
się chóru świeckiego nastąpiło właśnie w okresie baroku. Dalszy
rozwój faktury chóru związany był z twórczością kompozytorów
neapolitańskich: Bacha, Haendla oraz kompozytorów klasycznych, zwłaszcza
Glucka, Haydna i Mozarta. W XIX wieku tworzyły się wielkie
zespoły śpiewacze, tym razem już z udziałem kobiet. Obok chórów
zawodowych rozwijały się także chóry amatorskie i chóry mieszczańskie
(np. Royal Choral Society w Londynie). Wraz z tym wykrystalizował się
ideał chóru
a capella, powstała też bogata literatura chóralna
przeznaczona dla nowych kręgów odbiorczych. W tym samym okresie w związku
z rozbudową środków wykonawczych, partie chóralne zaczęły odgrywać
ważną rolę w formach symfonicznych. Rozwój faktury chóralnej w
okresie impresjonizmu poszedł w kierunku uzyskania nowych efektów
brzmieniowych. Podobna tendencja zaznacza się w dziełach chóralno-instrumentalnych
kompozytorów XX wieku.
|  |
Obecnie rozróżnia się kilka rodzajów chórów. Chóry mieszane, to zespoły, w
których znajdują się głosy zarówno męskie jak i kobiece, natomiast
chóry jednorodne można podzielić na: męskie, żeńskie i chłopięce.
Wysokie i czyste brzmienie tych ostatnich przez stulecia było wysoko
cenione, szczególnie w chórach kościelnych. Głos dziecka, dziewczynki
bądź chłopca określa się mianem dyszkantu, ale jedynie nieliczne
zespoły angażowały dziewczynki. Piękny chłopięcy głos do dziś jest
w stanie podbić serca melomanów całego świata. W Polsce od 1945 roku
działa Chór Chłopięco-Męski im. W. Gieburtowskiego, zwany popularnie
Poznańskimi Słowikami. Założycielem i pierwszym dyrygentem zespołu
wykonującego najczęściej polifoniczne utwory dawnych mistrzów był
Stefan Stuligrosz. Liczba głosów w każdym chórze może być dowolna,
choć podstawowym zespołem obecnie jest 4-głosowy chór mieszany. W jego
skład wchodzą dwa głosy kobiece, czyli sopran i alt oraz dwa głosy męskie,
czyli tenor i bas. Istnieją oczywiście jeszcze chóry 3-głosowe, 5-głosowe,
6-głosowe, 8-głosowe oraz 10-głosowe, 12-głosowe, 16-głosowe itd., które
związane są zwykle z fakturą polichóralną lub szczególną techniką
kompozytorską. Poszczególne partie głosowe mogą się także dzielić
na mniejsze samodzielne grupy jako
divisi. W każdym utworze chóralnym
mogą się także pojawiać partie solowe. Łączenie pojęcia chóru z
wielką obsadą jest jednak błędne. Przy potrójnej obsadzie każdego głosu
4-głosowy chór liczy sobie tylko dwunastu śpiewaków, co jest w zupełności
wystarczające. Jak zatem tak mały chór potrafi wywołać w nas wrażenie
jakbyśmy słuchali setki śpiewaków? Otóż, aby osiągnąć takie
brzmienie kompozytorzy wykorzystują zjawisko zwane
efektem chórowym.
Jest on stosowany podczas wykonywania muzyki chóralnej
unisono, a
powstaje na wskutek zawsze występujących i ciągle zmieniających się w
trakcie wykonania pewnych różnic wysokości, barwy i natężenia dźwięku
poszczególnych głosów lub także instrumentów. W muzyce dawnej występowały
na ogół małe chóry, na przykład znany chór papieski z XIV
wieku składał się tylko z dziesięciu śpiewaków, choć z biegiem
czasu doszedł w XVII wieku do liczby trzydziestu sześciu osób.
Wcześniej wspominany chór kościelny, jakim dysponował Bach, składał
się z szesnastu śpiewaków. Dopiero od połowy XVIII wieku zaczęły
powstawać wielkie zespoły. Pojawiały się one doraźnie na przykład z
okazji wykonania oratoriów Haendla w Londynie. W XIX wieku
wielkie chóry były już zjawiskiem powszechnym, lecz w muzyce współczesnej
zaznacza się spadek liczby śpiewaków.
 | |
Muzyka chóralna niesie ze sobą pewną siłę, która zachwyca melomanów na całym
świecie. Ta siła znajduje swoje miejsce także w muzyce filmowej, która
jak żadna inna jest nośnikiem najbardziej skrajnych emocji, jakie człowiek
może sobie tylko wyobrazić. Muzyka z udziałem chórów może jednak być
także niezwykle liryczna. W przeciągu kilku
ostatnich lat znacznie wzrosła liczba ścieżek dźwiękowych
wzbogacanych muzyką chóralną. Są to utwory o różnej budowie i
przeznaczeniu. Jakkolwiek jest to muzyka, która zyskuje sobie ostatnio
coraz więcej zwolenników, to jej tworzenie wymaga od kompozytorów
niezwykłych umiejętności. To właśnie przy tworzeniu chóralnych dzieł
ukazują się rzeczywiste możliwości i warsztat kompozytora. To muzyka
prawdziwych mistrzów.
Chóry śpiewające
a capella są w muzyce filmowej niezwykłą rzadkością.
Reżyserzy filmowi prawdopodobnie starają się nie zapuszczać w nieznane
obszary ludzkich preferencji muzycznych, tym samym kompozytorzy częściej
używają chórów jako części partytur symfonicznych. Jakkolwiek udało
mi się znaleźć film, którego twórca postanowił postawić tylko na chóry.
Reżyserem tym był Anthony Harvey, dzięki któremu powstał film
"The Lion In Winter". Muzyką do tego obrazu zajął się John
Barry - legenda muzyki filmowej. Jego kompozycje to stricte chóralne
utwory wykonywane a capella. Pan Barry wykazał się tutaj niezwykłą
wszechstronnością, gdyż ta muzyka to istne polifoniczne arcydzieło.
Taka muzyka jest niezwykle trudna do napisania, ponieważ wymaga
skoordynowania kilkunastu śpiewaków i dopasowania poszczególnych linii
melodycznych do możliwości wokalnych każdego z nich. Kompozytor słynnego
motywu przewodniego z serii filmów o agencie 007 i tym razem spisał się
doskonale, za co zresztą został nagrodzony Oscarem. Do najlepszych utworów
z tej ścieżki dźwiękowej należą "Allons Gai, Gai, Gai"
oraz "Eya, Eya, Nova Gaudia". Poza tym należy wspomnieć, że
wszystkie teksty są po francusku, który nie jest ojczystym językiem
kompozytora. Innym filmem, w który można usłyszeć chóry śpiewające
a capella jest "Zulu" z 1964 roku. Kompozytorem muzyki znów był
John Barry, który tym razem postanowił zaaranżować
a capella Walijski
hymn "March Of The Man Of Harlech". Nie ma już tutaj jednak
polifonii, gdyż utwór ten jest klasycznym
unisono.
|  |
Jak już wcześniej wspomniałem, kompozytorzy muzyki filmowej najczęściej używają
chóru jako jednego z elementów instrumentarium. Trzeba jednak pamiętać,
że śpiew to nie tylko dźwięk, jakim jest ludzki głos, ale także słowa.
Jak zatem kompozytorzy dobierają słowa, które później słyszymy w
wykonaniu chórów? Czy słowa są tutaj w ogóle potrzebne? Okazuje się,
że niektórzy kompozytorzy traktują chór jako kolejną sekcję
instrumentów w orkiestrze i nie powierzają mu żadnych słów do
przekazania. W takich przypadkach śpiewacy ograniczają się do "śpiewania"
określonych dźwięków, artykułowanych lub nieartykułowanych.
Zabieg taki zastosował między innymi Wojciech Kilar, który skomponował
muzykę do filmu "Dziewiąte Wrota" Romana Polańskiego. Na ścieżce
dźwiękowej do tego filmu możemy usłyszeć prześliczny utwór "Vocalise",
który jest taką "bezsłowną" kompozycją na sopran i orkiestrę.
Także inny polski kompozytor - Krzesimir Dębski - często używa tego
typu chóru w swojej twórczości, czego przykładem może być utwór
"Atak Kniaziów" z filmu Jerzego Hoffmana "Stara Baśń".
Pośród zagranicznych twórców ludzki głos oczywiście jest także
wykorzystywany jako najzwyklejszy instrument, czego przykładem może być
muzyka zespołu Toto do filmu "Diuna". Także Alan Silvestri,
jeden z moich ulubionych twórców, użył tej sztuczki w filmie Jamesa
Camerona "The Abyss". Był to niezwykły film z równie niezwykłą
muzyką, która świetnie pasowała do tego obrazu. W filmie Johna
Carpentera "Starman" identyczny efekt dała muzyka Jacka
Nitzsche - kompozytora muzyki także do filmu "Lot Nad Kukułczym
Gniazdem" - w której wykorzystał brzmienie żeńskiego chóru. Należy
także wspomnieć o Vangelisie, który w słynnym temacie z filmu
"1492 - Wyprawa Do Raju" wykorzystuje w pewnym momencie
charakterystyczne mruczenie chóru mieszanego. Vangelis zresztą jest twórcą
wielkiego dzieła chóralnego pod tytułem "Mythodea", które było
oficjalną ilustracją muzyczną kosmicznej misji NASA "2001 Mars
Odyssey". To jedenastofrazowe dzieło zawierało partie chóralne, które,
mimo iż przypominały ludzki język, były całkowicie pozbawione sensu.
Do moich ulubionych motywów filmowych wykonywanych przez chór nie używający
słów należy motyw Atlantydy z filmu Walta Disneya "Atlantis - the
lost empire". Autorem tej muzyki jest James Newton Howard. Kompozytor
ten stworzył na potrzeby tego animowanego filmu przygodowego temat
pokazujący prawdziwą moc zjednoczonych ludzkich głosów. Mimo, iż brzmi
to górnolotnie, to takie wrażenie właśnie się odnosi słuchając tej
muzyki. Nieżyjący już polski kompozytor - między innymi muzyki do filmu
"Wiedźmin" - Grzegorz Ciechowski w licznych wywiadach podkreślał
rolę męskich chórów, które dają poczucie wielkiej przestrzeni. To właśnie
ta wielkość sprawia, że słysząc muzykę chóralną ciarki przechodzą
nam po plecach. Grzegorz Ciechowski wykorzystał to w "Wiedźminie”,
w którym zaśpiewał Męski Zespół Wokalny "Kairos". Ostatnio
spiorunowało mnie najnowsze dzieło Hansa Zimmera - muzyka do filmu
"King Arthur". Kompozytor ten po raz kolejny pokazał swoje
mistrzostwo w komponowaniu muzyki filmowej, genialnie łącząc głos chóru
z głosem orkiestry symfonicznej. Mój ulubiony utwór z tej ścieżki dźwiękowej
to monumentalny i niezwykle patetyczny "Budget Meeting".
 | |
Część kompozytorów wykorzystuje jednak w pełni możliwości, jakie daje muzyka
chóralna łącząc dźwięk głosu z określonymi słowami. John Barry w
swojej muzyce do filmu "The Last Valley" z 1970 roku połączył
chóry śpiewające z partiami "bezsłownymi". Kompozytor
zdecydował się wykorzystać jako tekst utworu fragment dzieła
niemieckiego poety Andreasa Gryphusa pod tytułem "Tranen des
Vaterlandes". Jednym z najbardziej znanych i cenionych dzieł chóralny,
które zasiliły muzykę filmową jest z pewnością "Duel Of The
Fates" Johna Williamsa z filmu "Star Wars - Episode I".
Jest to utwór o niezwykłej sile, która przyciąga uwagę nawet największych
ignorantów. Mimo, iż w filmie kompozycja ta ilustruje walkę dwóch Jedi
z Darth Maulem, to pan Williams zarzucił metodę kontrapunktu, której jest
konsekwentnym egzekutorem tworząc dzieło, które świetnie prezentuje się
także poza ekranem. Tekstem tego utworu jest fragment poezji Roberta
Gravesa z jego dzieła "The Battle Of The Trees". Fragment ten w
oryginale brzmi:
Under the tongue root, a fight most dread, while
another rages in the head. Jednak gdyby chór śpiewał takie właśnie
słowa to brzmiałoby to zbyt banalnie, dlatego John Williams postanowił
przetłumaczyć ten wers na Sanskryt - język staroindyjski używany przez
cywilizację aryjską w Indiach. Taki zabieg tłumaczenia tekstów utworów
chóralnych na języki starożytne jest bardzo powszechny wśród
kompozytorów. Językiem najlepiej brzmiącym w wykonaniu zespołu śpiewaków
jest z pewnością łacina. Język starożytnych rzymian uważany obecnie
za wymarły jest znany głównie przedstawicielom środowisk medycznych i
prawniczych. Jego atrakcyjność dla muzyków objawia się niezwykłą
"twardością" wymowy, co sprawia, że tekst śpiewany nawet
przez sto osób nadal jest niezwykle zrozumiały. Poza tym mała znajomość
tego języka sprawia, że utwory w nim wykonywane nabierają pewnej
tajemniczości i mistycyzmu. Do takich utworów należy chociażby "Charging
Fort Wagner" z filmu "Glory”, do którego muzyką zajął się
James Horner. Także w filmie "Hannibal" słyszymy utwór "Vide
Cor Meum" autorstwa Patricka Cassidy. Jest to aria zainspirowana jedną
z oper Pucciniego, do której libretto oparte było na dziele Dantego
"La Vita Nuova". Wojciech Kilar również stosuje w swojej
muzyce filmowej łacińskie teksty, czego przykładem może być muzyka do
filmu "Bram Stroker's Dracula". Ta genialna muzyka świetnie potęguje
tajemniczy nastrój filmu. Podobny efekt osiągnął Bruce Broughton w
filmie "Young Sherlock Holmes”, czego dowodzi utwór "Waxing
Elizabeth”, który jest w swoim dynamiźmie niezwykle podobny do znanego
klasyka "O Fortuna" (z dzieła scenicznego "Carmina Burana")
autorstwa Carla Orffa. Utwór "O Fortuna" można było usłyszeć między
innymi w reklamie firmy Reebok, w zwiastunie filmu "Vinci"
Juliusza Machulskiego oraz mocno przearanżowany w filmie "Romeo + Juliet" ("O Verona"). John Debney natomiast, stworzył niezwykle mistyczną muzykę chóralną do filmu "Pasja". Jednak jednym z najgłośniejszych dzieł chóralnych w świecie
muzyki filmowej były kompozycje Dona Davisa w filmie "Matrix
Revolutions". Kompozytor stworzył do tego obrazu niesamowity temat,
który konsekwentnie powielał w kolejnych jego częściach zmieniając
aranżacje. Ostateczną wersją tego motywu okazało się monumentalne
dzieło chóralne wyzwalające niesamowitą dawkę energii. Pan Davis
pokazał moc chóru w takich utworach jak "Neodammerung" i
"Narvas" a z drugiej strony jego liryczność w utworze "Spirit
Of The Universe". Wykorzystał on tutaj świetne połączenie
orkiestry symfonicznej, chóru i elektroniki, co dało niepowtarzalne,
nowe brzmienie.
|  |
Największym dziełem chóralnym w muzyce filmowej ostatnich lat jest jednak bez wątpienia
muzyka do trzech części "Władcy Pierścieni" Petera Jacksona.
Muzyką tą zajął się Howard Shore, choć jako pierwszy propozycję jej
stworzenia otrzymał Wojciech Kilar. Polski kompozytor jednak odmówił
twierdząc, że nie podoła takiemu wyzwaniu. Poza tym pan Kilar był właśnie
w czasie tworzenia swojej pierwszej Mszy, co było dla niego osobiście
ważniejsze. Ostatecznie najczęściej nagradzaną ścieżkę dźwiękową
ostatnich lat stworzył właśnie Howard Shore. Ten kanadyjski kompozytor
urodził się 18 października 1946 roku w Toronto. Ma na swoim koncie
muzykę do ponad pięćdziesięciu filmów - głównie horrorów. Jest stałym współpracownikiem
reżysera, Davida Cronenberga. Howard Shore pośród wielu nagród, które
zdobył, posiada dwa Oscary i jedną nagrodę Golden Globe, a wszystko to za
muzykę do filmów z serii "Władca Pierścieni". Muzyka ta
pokazała prawdziwy talent kompozytora, który do tej pory nie miał na
swoim koncie znaczących sukcesów. Muzyka pana Shore jest z pewnością
jedną z najwybitniejszych ilustracji muzycznych wszechczasów. Na każdej
z trzech płyt z partyturami z "Władcy Pierścieni" możemy doświadczyć
nie tylko błyskotliwych motywów, ciekawego instrumentarium, lecz przede
wszystkim możemy posłuchać wszystkich możliwych rodzajów chórów.
Znajdziemy tutaj zarówno niskie i potężne chóry męskie, monumentalne
chóry mieszane jak i refleksyjne chóry żeńskie. Najpiękniejsze jednak
są chóry chłopięce, które wprowadzają do filmu nieco spokoju i
mistyczności. Już sam początek gigantycznej partytury, za jaką uznaję
muzykę ze wszystkich trzech części, odsłania przed nami w utworze
"The Prophecy" potęgę chóru mieszanego. Wszystkie partie chóralne
tej partytury są wykonywana
unisono, co zwiększa efekt gigantyzmu
całego przedsięwzięcia. Chóry żeńskie po raz pierwszy napotykamy w
utworze "The Treason Of Isengard”, kiedy na początku słyszymy
ciche mruczenie tegoż chóru, który po kilku minutach pokazuje swoją
prawdziwą moc. Natomiast genialne, niskie brzmienie męskiego chóru
nawiedza nas między innymi w kompozycji "A Journey In The Dark”,
kiedy to doskonale potęguje strach, który towarzyszy bohaterom filmu, a
także nam. Jeśli chodzi o chór chłopięcy to przebrzmiewa on na początku
utworu "The Great River" czy "The Breaking Of The
Fellowship" z genialną partią solową. Jednak mimo tych wszystkich
perełek chóralnych, o których wspominałem wcześniej, jeden utwór
pokazuje prawdziwy kunszt kompozytora - "Lothlorien". Jest to
kompozycja niezwykła ze względu na nowatorskie, mistyczne brzmienie chóru
kobiecego. Howard Shore stworzył w tym miejscu poruszającą pieśń żałobną
Elfów, która genialnie spełnia swoją rolę. Przytoczone przeze mnie
utwory znajdują się w pierwszej części filmu, dlatego nie trudno się
domyślić, że cała partytura, z wszystkich trzech części, zawiera
sporą dawkę świetnej, zróżnicowanej muzyki filmowej w wykonaniu chórów
- między innymi chłopięcego, świetnego The Oratory School Schola Boy's
Choir. Na stronach KMF można przeczytać recenzje tych soundtracków, do
czego serdecznie zapraszam. Warta wspomnienia jest także muzyka, która
znalazła się w zwiastunie pierwszej części filmu - "Władca Pierścieni:
Drużyna Pierścienia". Przyznam się szczerze, że muzyka ta była główną
przyczyną, dla której zdecydowałem się kupić ścieżkę dźwiękową
z tego filmu. Niestety na płycie nie znalazłem tego utworu, więc zacząłem
swoje prywatne poszukiwania tego małego arcydzieła. Okazuje się, że
jest to utwór niejakiego Christophera Fielda pod tytułem "Gothic
Power".
 |
Muzyka chóralna potrafi przenosić gigantyczne ładunki emocji, dlatego też jej
rola we współczesnej muzyce filmowej znacząco rośnie. Przykładami mogą
być chociażby ścieżki dźwiękowe do filmów "King Arthur"
Hansa Zimmera, "Van Helsing" Alana Silvestri czy "Spider-Man
2" Danny'ego Elfmana. Kompozytorzy muzyki filmowej potrafią sprawić,
że słuchając ich muzyki zostaniemy wbici w fotel i przytłoczeni potęgą
chórów. Mimo, iż na przestrzeni lat muzyka zyskiwała coraz to nowe
instrumenty i brzmienia - zarówno akustyczne jak i elektroniczne - to artyści
ciągle powracali do fundamentalnego pojęcia muzyki, jakim jest według
mnie śpiew. Wydaje mi się, że to, co nas tak naprawdę intryguje w
muzyce chóralnej, to ludzka niezależność. Poruszają nas wykonania
wielkich orkiestr symfonicznych, ale nie ma nic piękniejszego niż widok
śpiewającego chóru. To jest dźwięk najbliższy naszemu sercu, bo nie
powstaje na strunach w rurach czy tubach, lecz wydobywa się z człowieka.
Tym samym muzyka chóralna umacnia nas w przekonaniu o naszej własnej
wielkości. W końcu każdy z nas gdzieś w głębi ma tą iskierkę próżności,
która każe nam twierdzić, że to, co robimy jest zawsze najlepsze. Głos
ludzki jest piękniejszy od dźwięku jakiegokolwiek instrumentu - i to jest
faktem. Zawodowy śpiewak potrafi robić zdumiewające rzeczy, a cały chór
po prostu działa na te obszary naszej psychiki, o których nie mamy pojęcia.
To właśnie dlatego słuchając chóru śpiewającego
unisono ciarki
przechodzą nam po placach, a nogi odmawiają posłuszeństwa. To jest właśnie
potęga chóru.
|
Autor tekstu: Łukasz Waligórski
|