czyli ile z Williamsa ma Vangelis
Eklektyzm muzyki filmowej jest rzeczą niezwykłą. Sprawia on, że ta dziedzina sztuki znajduje swoich zwolenników w przeróżnych subkulturach i kręgach towarzyskich. Płyty z muzyką filmową mogą się znaleźć w kolekcjach zarówno miłośników hip-hopu jak i muzyki klasycznej. Muzyka filmowa korzysta z wszystkich gatunków muzycznych i dzięki temu zachowuje swoją "świeżość". Jednocześnie jest ona odzwierciedleniem zmian i rewolucji muzycznych, jakie zachodzą w sztuce na przestrzeni lat. Jedną z takich rewolucji okazało się odkrycie energii elektrycznej na początku dziewiętnastego wieku. W 1831 roku Michael Faraday skonstruował pierwszy silnik elektryczny, tym samym wprowadzając ludzkość w erę elektroniki. Elektronika to dziedzina nauki zajmująca się swobodnym przepływem elektronów w próżni, gazach i ciałach stałych, a przede wszystkim w półprzewodnikach. Większość znanych dziś instrumentów muzycznych była w użyciu już w połowie wieku dziewiętnastego. W drugiej połowie tego stulecia coraz szerzej zaczęto wykorzystywać możliwości, jakie niosło ze sobą odkrycie Faraday'a. Skonstruowanie instrumentu działającego na zasadzie przetwarzania impulsów elektrycznych było już tylko kwestią czasu...
 | |
W roku 1895 Amerykanin Thaddeus Cahill skonstruował urządzenie składające się z wielu silników obrotowych oraz słuchawek telefonicznych sprzężonych z klawiaturą. Był to instrument przypominający fisharmonię. Przy każdorazowym zwolnieniu klawisza urządzenie buczało i warkotało, jednak nie można było modulować tego dźwięku. Urządzenie, które skonstruował Cahill było pierwszym instrumentem elektronicznym. Okazało się jednak wówczas bezużyteczne, bowiem wymagało współpracujących z nim głośników i wzmacniaczy. Dziewięć lat później Cahill zagrał na swoim instrumencie własny utwór. Pierwszy instrument elektroniczny zaprezentowany w Nowy Jorku wywołał nie lada sensację. Niestety, jego kariera nie trwała długo, bowiem był urządzeniem raczej nieporęcznym - ważył około dwustu ton. W latach dwudziestych dwudziestego wieku swój wynalazek zaprezentował Rosjanin - Lew Theremin. Jego instrument, który wytwarzał dźwięki przypominające głos ludzki, zdobył pewną popularność wśród artystów grających muzykę klasyczną. W roku 1929 odbył się pierwszy koncert muzyki elektronicznej. Cleveland Symphony Orchestra wykonała wtedy utwór zatytułowany "The First Airphonic Suite" ("Pierwsza Suita Aerofoniczna"). Lew Theremin zagrał partie solowe na zaprojektowanym przez siebie instrumencie, który otrzymał nazwę - eterofon. Zasadnicza wadą eterofonu było to, że w jednej chwili można było wydobyć z niego tylko jeden określony dźwięk. W języku profesjonalistów określa się to mianem jednogłosowości. W roku 1923 niemiecki wynalazca Jorg Mager zademonstrował prototyp elektrycznych organów, które nazwał sferofonem. Muzyk grał na klawiaturze i przy każdym zwolnieniu klawisza wywoływał dźwięk. Wszystkie wyprodukowane sferofony zaginęły podczas drugiej wojny światowej, a do ich produkcji już nie powrócono. Pięć lat po zaprezentowaniu sferofonu francuski muzyk - Marcel Martenot - pokazał swój instrument, który nazwano falami Martenota. Była to udoskonalona wersja eterofonu. Wyposażono go dodatkowo w klawiaturę, natomiast skala możliwych do wydobycia dźwięków wzrosła aż do pięciu oktaw. Mimo iż istniała możliwość modulacji tonu dźwięku, to ciągle był to instrument jednogłosowy. Na falach Martenota skomponowano jeden z pierwszych utworów na instrumenty elektroniczne - "Fete Des Belles" - którego autorem był Olivier Messiaen. W roku 1934, Francuz Arthur Honegger (1892-1955) zamieścił fale Martenota w instrumentarium do muzyki napisanej na potrzeby przedstawienia pod tytułem "Joanna d'Arc Na Stosie". Ten sam kompozytor jako pierwszy postanowił użyć muzyki elektronicznej w filmie. Tym sposobem w 1934 roku w filmie pod tytułem "L'Idee" można było usłyszeć instrument elektryczny o nazwie Theremin (inna nazwa eterfonu). Dopóki kompozytorzy mieli do dyspozycji wyłącznie jednogłosowe instrumenty elektroniczne, rzadko je umieszczali w swoich utworach. Dlatego wciąż pracowano nad urządzeniami o szerszych możliwościach, czyli nad takimi, które byłyby w stanie zagrać kilka różnych dźwięków jednocześnie. W 1936 roku niemieccy konstruktorzy zbudowali instrument elektroniczny o nazwie hellertion. Było to urządzenie nieco podobne do sferofonu, jednak jego skala obejmowała sześć oktaw, a ponadto wciskając pedały, w które wyposażono urządzenie muzyk miał możliwość wydobycia dźwięków przypominających inne instrumenty. Najważniejsza jednak okazała się możliwość uzyskania czterogłosowej harmonii.
 | |
|  |
Po drugiej wojnie światowej nastąpił duży skok technologiczny w wielu dziedzinach, w tym również w elektronice. Wiedza nabyta przez konstruktorów i wynalazców w czasie wojny, kiedy nie szczędzono środków na wynalazki użyteczne dla wojska, mogła teraz być spożytkowana do innych celów. W 1951 roku otwarto nowoczesne studia nagraniowe specjalizujące się w muzyce elektronicznej. Ten okres, kiedy udoskonalono magnetofon, budowano nowe studia nagraniowe na całym świecie, uważany jest za początek ery muzyki elektronicznej, choć jeszcze przez kilka kolejnych lat twórcy nie mogli grać poza studiem. Sprzęt był tak wielki, że nie nadawał się do transportu. W tym czasie (rok 1956) w Stanach Zjednoczonych powstał pierwszy film wyłącznie z muzyką elektroniczną. Film nosił tytuł "Zakazana Planeta", a autorami muzyki byli Louisa i Bebe Barron. Przełomem okazało się pojawienie w sprzedaży w roku 1964 syntezatora. Każdy, kto posiadał umiejętność gry na fortepianie lub na organach, mógł także z powodzeniem grać na syntezatorze. Przede wszystkim jednak syntezator pozwolił muzykom opuścić mury studiów nagraniowych i dał możliwość występów na żywo przed publicznością. Z czasem muzyka elektroniczna zawojowała rynek muzyki rozrywkowej. Na scenach pojawiło się młode pokolenie wykonawców, którzy mając opanowane zasady gry na organach elektrycznych bez trudu nauczyli się grać na syntezatorach, a te dały im praktycznie nie ograniczone możliwości - jeden muzyk był w stanie jednocześnie zagrać tyle dźwięków, ile jest instrumentów w orkiestrze. W roku 1968 Wendy Carlos wydała album zatytułowany "Switched-on Bach". Na płycie znajdowały się utwory Bacha na orkiestrę i na instrumenty klawiszowe zagrane na syntezatorze Mooga. Wzbudziła tym ona zachwyt samego Roberta Mooga, konstruktora wspomnianego instrumentu. Twierdził on, że płyta stanowi prawdziwy przełom w muzyce elektronicznej. Wendy Carlos skomponowała również muzykę do dwóch filmów Stanley'a Kubricka - do "Mechanicznej Pomarańczy" (1971) oraz "Lśnienia" (1980). Charakterystyczne brzmienie elektronicznych dźwięków podkreśliło siłę obrazowania reżysera.
|  |
Wśród prekursorów muzyki elektronicznej znajdują się takie sławy jak Jimi Hendrix, Eric Clapton, Frank Zappa, Philip Glass, Laurie Anderson i Dapeche Mode. W gronie tych nazwisk znajduje się jedno mające szczególne znaczenie dla muzyki filmowej - Philip Glass. Glass urodził się w roku 1937 w USA. W 1968 roku założył własny zespół - Philip Glass Ensemble - który specjalizował się wykonywaniu kompozycji na instrumentach elektroakustycznych i elektronicznych. Obecnie sam kompozytor zajmuje się muzyką poważną, jakkolwiek angażuje się także w tworzenie ilustracji muzycznych do filmów. Jest autorem muzyki do takich filmów jak "Kundun" oraz trylogia "Koyaanisqatsi", "Powaqqatsi" i "Naqoyqatsi" Godfreya Reggio. Philip Glass jest przedstawicielem minimalizmu muzycznego, który w swoich kompozycjach nie wysila się zbytnio w tworzeniu motywów przewodnich. Artysta ten często ogranicza się do motywu złożonego z kilku nut (motyw przewodni w "Koyaanisqatsi" to zaledwie trzy dźwięki), oraz pewnych wariacji, jeśli chodzi o aranżację. Taki styl kompozycji sprawia, że Philip Glass jest niezbyt lubiany przez miłośników muzyki filmowej przyzwyczajonych do klasycznej formy tej dziedziny sztuki. Jego kompozycje służą raczej jako tło dla filmu i nie są zbyt zajmujące. Ich zaletą jest za to niepowtarzalny klimat i niesamowita aura spokoju (przy której niestety czasem można zasnąć). Mimo to Philip Glass jest artystą zasługującym na uwagą ze względu na swoją fascynację muzyką elektroniczną. Nikt tak jak on nie potrafi połączyć klasycznych instrumentów z dźwiękami generowanymi sztucznie. Kompozytor ten najpierw tworzy szkielet kompozycji oparty na klasycznej orkiestrze symfonicznej, a dopiero potem "ubiera" swoje dzieło elektronicznymi dźwiękami. W rezultacie daje to unikalny styl, w jakim tworzy pan Glass.
 | |
W drugiej połowie dwudziestego wieku wiele kontrowersji wzbudziła niemiecka grupa Tangerine Dream. Ich muzyka była dla niektórych nie do zaakceptowania. Po raz pierwszy w historii muzycy Tangerine Dream zaprogramowali pewne sekwencje rytmiczne i określone linie harmoniczne. Instrument samodzielnie odtwarzał zaprogramowany podkład, wykonawca zaś jedynie odtwarzał samą linię melodyczną. Niemieckie trio komponowaniem muzyki filmowej zajęło się w latach siedemdziesiątych, kiedy to William Friedkin postanowił powierzyć im napisanie muzyki do filmu "Cena Strachu". W 1981 roku zespół nawiązał współpracę z amerykańskim reżyserem Michaelem Mannem, czego rezultatem była muzyka w dramacie sensacyjnym "Złodziej". Niemiecki zespół w znacznym stopniu przyczynił się też do popularyzacji elektronicznych instrumentów perkusyjnych. O innych filmowych osiągnięciach zespołu Tangerine Dream można przeczytać na stronach KMF, do czego serdecznie zapraszam (link na końcu artykułu).
Jedną z najbardziej wpływowych osobistości w świecie muzyki elektronicznej jest grecki artysta, Evanghelos Odyssey Papathanassiou, znany także jako Vangelis. Urodził się 19 marca 1943 roku w Volos. Już jako czteroletni chłopiec wykazywał zdolności muzyczne, a w wieku sześciu lat po raz pierwszy wystąpił publicznie (zupełnie jak Mozart). W 1967 roku został zmuszony do opuszczenia kraju z powodu ograniczeń, jakie wprowadziła nowa, faszyzująca władza. Przeniósł się do Paryża gdzie razem z Demisem Roussosem, Anarghyrosem Koulourisem, Loukasem Siderasem i Irene Papas
założył grupę Aphrodite's Child. Po odniesieniu kilku sukcesów zespół rozpadł się. Vangelis został w Paryżu, gdzie kontynuował karierę nagrywając między innymi cztery albumy z Jonem
|
|  |
Andersonem z grupy Yes. W 1981 roku otrzymał Oscara za ścieżkę dźwiękową do filmu "Chariots Of Fire". Dzięki temu otwarły się przed nim nowe możliwości. O jego współpracę zabiegali najlepsi reżyserzy, czego rezultatem były genialne ścieżki dźwiękowe z filmów "The Bounty", "Blade Runner", "1492: Conquest Of Paradise", "Antarctica", "Missing". Vangelis jest mistrzem w tworzeniu muzyki elektronicznej. Nie boi się eksperymentowania z najróżniejszymi dźwiękami. Jego niezwykłe pomysły sprawiają, że jest on niedoścignionym wzorem dla inny kompozytorów zajmujących się muzyką elektroniczną. W swojej twórczości łączy elementy wszystkich gatunków muzycznych, od folku po klasykę, spinając to wszystko niepowtarzalnym brzmieniem swoich syntezatorów. Głównie dzięki tym cechom jego muzyka z filmu "Blade Runner" jest uznawana za najlepszą ścieżkę dźwiękową wszechczasów (przynajmniej przeze mnie) - zresztą zapraszam do przeczytania analizy tej ścieżki na stronach KMF. Oprócz muzyki filmowej artysta realizuje także pewne "okazyjne" zamówienia. Do takich należało choćby napisanie hymnu mistrzostw świata w piłce nożnej w Korei i Japonii w 2002 roku. Wcześniej Vangelis stworzył chóralne dzieło pod tytułem "Mythodea", które miało być oprawą muzyczną amerykańskiej misji na Marsa z 2001 roku.
 | |
Ostatnimi czasy muzyka elektroniczna stała się nieodłącznym elementem niemal wszystkich projektów muzycznych. Dźwięki sztucznie generowane nikogo już nie dziwią. Można wręcz powiedzieć, że rzadkością są utwory nagrane wyłącznie przy pomocy instrumentów akustycznych. Żeby się o tym przekonać wystarczy włączyć radio i poczekać aż zabrzmi taki utwór - życzę miłego czekania :) Taka ekspansja elektronicznych dźwięków oczywiście musiała się przenieść na muzykę filmową. Dzięki temu grono kompozytorów muzyki filmowej ma o wiele więcej możliwości, jeżeli chodzi o instrumentarium. Także utwory wykonawców, którzy na co dzień zajmują się muzyką elektroniczną, są chętnie wykorzystywane przez twórców filmowych. Najpopularniejszym zespołem, który inspiruje reżyserów jest chyba Massive Attack. O ich zasługach dla muzyki filmowej można przeczytać na stronach KMF. Natomiast do kompozytorów muzyki filmowej, którzy są wręcz uzależnieni od sztucznych dźwięków należy choćby Danny Elfman, w którego kompozycjach elektronika prezentuje się wręcz doskonale. Także Hans Zimmer uchylił czoła muzyce elektronicznej w takich filmach jak "Twierdza", "Rain Man", "Mission: Impossible 2" czy "Helikopter W Ogniu". Trevor Rabin natomiast jest kompozytorem, który tworzy wyłącznie muzykę elektroniczą. Wystarczy tutaj wspomnieć "Gone In 60 Seconds" czy "The One". Nawet John Willams, James Horner czy Alan Silvestri zaczynali swoje przygody z muzyką filmową od elektroniki. W końcu przy niskobudżetowych filmach, od których zaczynali, syntezatory dawały najwięcej możliwości przy najniższych kosztach. Ostatnio Don Davis urzekł nas świetnym połączeniem muzyki elektronicznej z muzyką symfoniczną, kiedy pracował wraz z Juno Reactor nad muzyką do "Matrixów". W zasadzie, jeśli się dobrze zastanowić, to trudno mówić o muzyce elektronicznej jako takiej. Sztucznie generowane dźwięki są już tak głęboko zakorzenione we wszystkich gatunkach muzycznych, że naprawdę trudno sobie wyobrazić ich brak. One są po prostu środkiem do osiągnięcia pewnego celu - stworzenia dobrej muzyki. W końcu jedyny i najlepszy podział muzyki, jaki można wymyślić, to podział na muzykę dobrą i złą (co ja na to poradzę, że ta dobra to w większości muzyka filmowa ;) Póki co osobiście nie mam nic przeciwko obecności muzyki elektronicznej w świecie muzyki filmowej, byle dalej powstawały takie ścieżki dźwiękowe jak "Blade Runner"...
Wszystko o Tangerine Dream - przeczytaj opracowanie -
KLIKNIJ TUTAJ
Przeczytaj analizę muzyki z filmu "Blade Runner" -
KLIKNIJ TUTAJ
Muzyka Massive Attack w filmach - przeczytaj opracowanie -
KLIKNIJ TUTAJ
|
Autor tekstu: Łukasz Waligórski
|