czyli ile z Williamsa ma Morricone
Historia jest tym, co przypomina nam o naszych błędach, ale także o naszych sukcesach. Pozwala nam ona znajdować lepsze rozwiązania trudnych sytuacji i jednocześnie unikać błędów przeszłości. Także każdy rodzaj sztuki na zasadzie retrospekcji stara się zaoferować odbiorcy coś nowego, ale jednocześnie opiera się na doświadczeniach wcześniejszych twórców. Ci twórcy są właśnie takimi ikonami, które pokazują nam kierunki, w których dana dziedzina sztuki przez lata się rozwijała i w jakim kierunku powinna ona się dalej rozwijać. Ci ludzie są legendami, postaciami, których poczynania wpłynęły na to, w jaki sposób ukształtował się dzisiejszy świat. Muzyka filmowa także posiada swoje legendy, które sprawiły, że współczesne ścieżki dźwiękowe wyglądają tak, a nie inaczej. Są to ludzie, którzy jako pierwsi w pełni zdefiniowali pojęcie muzyki filmowej i którzy właśnie z nią są najczęściej kojarzeni. Mam tutaj na myśli takie sławy jak Aaron Copland, Alfred Newman, Elmer Bernstein czy Ennio Morricone. Ich zasługi dla muzyki filmowej są nieocenione.
 | |
Głównym rynkiem muzyki filmowej jest bez wątpienia rynek amerykański. To tam właśnie powstają największe i najgłośniejsze ścieżki dźwiękowe i to właśnie tam 4 listopada 1900 roku w Nowym Jorku urodził się Aaron Copland - jeden z najbardziej cenionych kompozytorów Ameryki. Już jako mały chłopiec pobierał lekcje gry na pianinie oraz uczył się harmonii i kontrapunktu u kompozytora Rubina Goldmarka. Kiedy miał 20 lat został wydany jego pierwszy utwór pod tytułem "The Cat and the Mouse". Wtedy też został przyjęty do amerykańskiego konserwatorium w Fontainebleau niedaleko Paryża. Tam studiował dalej kompozycję u znanej pani pedagog Nadii Boulanger. Po powrocie do kraju, kariera Coplanda zaczęła się rozwijać błyskawicznie. Napisał cztery balety ("El Salon Mexico", "Billy the Kid", "Rodeo" i "Applachian Spring"), które przyniosły mu sławę, a kolejne dzieła tylko potwierdzały jego klasę. Copland był najczęściej nagradzanym kompozytorem USA. Miał na swoim koncie między innymi nagrody Pulitzera, Oscara oraz honorowe doktoraty takich uczelni jak Princeton, Brandeis, Harvard, Temple, Rutgers, Ohio State, New York University czy Columbia. Pośród jego osiągnięć artystycznych znajduje się także dziewięć ścieżek dźwiękowych, w tym do filmów: "The City of Mice and Man", "Our Town", "North Star", "The Red Pony", "Something Wild" i "The Heiress", za który otrzymał nagrodę Akademii Filmowej. Copland muzykę filmową traktował epizodycznie - to znaczy, że nie starał się skupiać na niej całej swojej uwagi. Wolał tworzyć muzykę klasyczną. Mimo to wielu ludzi z nim pracujących i uczących się od niego stało się później sławnymi kompozytorami muzyki filmowej. Jego warsztat kompozytorski stanowił inspirację dla innych, a styl, który przez lata wykształcił łącząc tradycyjne amerykańskie brzmienia z dźwiękiem orkiestry stał się materiałem wyjściowym dla przyszłych twórców. To właśnie Copland był mentorem takich gwiazd muzyki filmowej jak John Wiliams, Alfred Newman czy Elmer Bernstein.
|  |
Życiorys Aarona Coplanda, jak wcześniej wspomniałem, przecina się z życiorysem Alfreda Newmana - kompozytora, który powinien być doskonale znany każdemu miłośnikowi muzyki filmowej. A to dlatego, że jest to jak do tej pory zdobywcą największej liczby Oscarów właśnie za muzykę filmową. Historia życia Newmana jest tak nieprawdopodobna, że aż piękna. Urodził się w 1901 roku w New Haven w stanie Connecticut jako pierwszy z dziesięciorga dzieci niezwykle biednej rodziny. Mimo to jego matka zdołała znaleźć pieniądze, aby opłacać lekcje gry na pianinie swojego wówczas sześcioletniego syna. Jego pierwszym nauczycielem każącym płacić sobie całe 25 centów za lekcję był malarz pokojowy. Alfred bardzo szybko przerósł swojego nauczyciela, co potwierdziło jego niezwykłe umiejętności. Po jakimś czasie dał swój pierwszy recital, po którym został zauważony przez świetnego polskiego pianistę, Zygmunta Stojowskiego. Polak postanowił zająć się dalszą edukacją Alfreda Newmana czego rezultatem było zajmowanie najwyższych miejsc na najróżniejszych konkursach muzycznych. Jednak mimo całego szumu, jaki powstał wokół jego osoby, zderzenie z rzeczywistością było twarde. Ojciec Alfreda stracił pracę i syn musiał zająć się utrzymaniem rodziny. W ten sposób dzięki zdobytym znajomościom Newman zdobył swoją pierwszą pracę - został pianistą w teatrze Strand w Nowym Jorku - mając zaledwie 13 lat. Dzięki zarobionym w ten sposób pieniądzom udało mu się zdobyć wykształcenie muzyczne i już po niedługim czasie, wbrew przeciwnościom losu, stał się najlepszym dyrygentem muzyki filmowej w Hollywood. To właśnie jako dyrygent Alfred Newman pojawił się po raz pierwszy w tej stolicy amerykańskiego filmu, aby nagrać muzykę do filmu Irvinga Berlina "Reaching For The Moon". Stąd droga do zostania kompozytorem muzyki filmowej była już krótka. Jego talent najlepiej objawiał się w filmach o miłości przez kolejne 40 lat, w ciągu których był 45-krotnie nominowany do nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej, z czego udało mu się zdobyć dziewięć statuetek.
Alfred Newman otrzymał Oscary za:
|
|
NR |
TYTUŁ FILMU |
KATEGORIA |
ROK |
|
|
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
|
"Alexander's Ragtime Band"
"Tin Pan Alley"
"The Song Of Bernardette"
"Mother Wore Tights"
"With a Song In My Heart"
"Call Me Madam"
"Love Is a Many-Splendored Thing"
"The King And I"
"Camelot"
|
Scoring
Scoring
Score Of a Dramatic Or Comedy Picture
Scoring Of a Musical Picture
Scoring Of a Musical Picture
Scoring Of a Musical Picture
Score Of a Dramatic Or Comedy Picture
Scoring Of a Musical Picture
Scoring Of Music - Adaptation Of Treatment
|
1938
1940
1943
1947
1952
1953
1955
1956
1967
|
Poza tym legendarny stał się rok 1939, nie tylko ze względu na wybuch II wojny światowej, ale także ze względu na poczwórną nominację Alfreda Newmana do Oscara za filmy: "Wuthering Heights", "The Rain Came", "The Hunchback of Notre Dame" i "They Shall Have Music" (tutaj za reżyserię musicalu). Niestety kompozytor nie zdobył żadnej statuetki - warto wspomnieć, że wtedy też została pominięta świetna ścieżka dźwiękowa Maxa Steinera z filmu "Przeminęło z wiatrem". Jednak nie umniejsza to roli, jaką odegrał na światowej arenie muzyki filmowej Alfred Newman. Poza ogromnym dorobkiem muzycznym pozostawił on po sobie także pięcioro dzieci, z których dwóch synów (Thomas i David) to znani i cenieni obecnie kompozytorzy muzyki filmowej.
 | |
Pośród legendarnych nazwisk, które pojawiły się w muzyce filmowej, znaleźć można także Elmera Bernsteina. Często bywa on mylony z Leonardem Bernsteinem, choć ci dwaj panowie nie byli rodziną. Mimo, iż obaj zajmowali się muzyką, to Leonard skupiał się raczej na muzyce klasycznej. Miłośnicy muzyki filmowej mogą go znać jedynie z filmu "On The Town" czy "On The Waterfront" z główną rolą Marlona Brando. Leonard zasłynął także stworzeniem muzyki do musicalu "West Side Story". Wracając jednak do Elmera Bernsteina, który znacznie większą część swojego życia poświęcił muzyce filmowej, warto wspomnieć, że obaj panowie mieli wspólnego mentora - Aarona Coplanda - który promował ich talenty na tyle skutecznie, że pamiętamy o jednym i o drugim. W dorobku Elmera możemy znaleźć wiele słynnych produkcji, jednak najważniejsze z nich to: "Siedmiu wspaniałych", "Ghostbusters", "The Rainmaker",
"Wielka Ucieczka", "Wild, Wild West" czy "Wiek Niewinności". Jego muzyka to perfekcyjne partytury, które spisywały się świetnie zarówno w komediach, jak i w westernach. To właśnie z muzyki do tych ostatnich zasłynął, a należy wspomnieć, że duży wpływ na tego typu twórczość Bernsteina miał właśnie Copland. Znany był również z tego, że wielokrotnie dyrygował orkiestrą podczas gal wręczania Oscarów. Zdobył tylko jednego Oscara za muzykę do filmu "Thoroughly Modern Millie", pomimo kilkunastu nominacji.
|  |
Jeżeli mowa o legendach muzyki filmowej to nie można zapomnieć także o Jerrym Goldsmithie. Goldsmith (jego prawdziwe imię to Jerrald) był uważany za artystę lubiącego eksperymenty - często korzystał z nietypowych brzmień (i nietypowych instrumentów), a jego muzyka jest bardzo różnorodna. Nie obawiał się też nowych technologii - był jednym z pierwszych kompozytorów filmowych, który na szerszą skalę skorzystał z syntezatorów. Również dzisiaj - obok utworów typowo orkiestrowych, mających niemal klasyczne brzmienie - można znaleźć zestaw kompozycji będących muzyką prawie elektroniczną, lub mieszających różne style i brzmienia. Muzykę Jerry'ego Goldsmitha znają wszyscy fani "Star Trek" - to właśnie on w 1979 roku skomponował podkład do pierwszego filmu pełnometrażowego serii (muzykę nominowano do Oscara), a kilka lat później także do piątej i kolejnych części kosmicznej sagi. W jego dorobku znajduje się ponad 250 partytur do filmów. Jednak mimo to na jego koncie znajduje się tylko jeden Oscar za świetną muzykę do filmu "Omen". We wcześniejszych latach swojej twórczości Goldsmith znany był ze swojej wyobraźni i poczucia humoru. Przykładem tego może być legenda, która głosi, że podczas nagrywania muzyki do pierwszej wersji "Planety Małp" (z 1968 roku) kompozytor dyrygując miał na głowie maskę małpy. Być może dzięki temu postała taka "małpia" muzyka? Do bardziej znanych filmów, przy których pracował Jerry Goldsmith, należą chociażby: "Mulan", "Mumia", "Alien", "Total Recall" czy "Air Force One".
 | |
Nie tylko Amerykanie tworzyli historię muzyki filmowej. Także kilku Europejczyków zasługuje na to, aby nazwać ich legendami muzyki filmowej. Do takich kompozytorów na pewno należy John Barry - niezwykle szanowany i ceniony kompozytor. Jego faktyczne nazwisko brzmi Jonathan Barry Prendergast. Urodził się 3 listopada 1933 roku w Anglii. Szerszej publiczności znany jest jako twórca motywu pojawiającego się w niemal wszystkich filmach o przygodach Jamesa Bonda, lecz w jego dorobku znajdują się o wiele ambitniejsze dzieła. Motywy przewodnie z "Goldfingera" czy "Only Live Twice" pokazują najlepiej jazzowo-rock'n'roll'owe początki Barry'ego, który w latach 50-tych założył swój pierwszy zespół - John Barry Seven. Dopiero w latach 80-tych angielski kompozytor w pełni postanowił zwrócić się w stronę klasycznej kompozycji. Efektem tego okazały się genialne ścieżki dźwiękowe do filmów "Dances With Wolves" czy "Out of Africa". Po ich ogromnym sukcesie styl Barry'ego ustabilizował się i dalej prezentował się świetnie w kolejnych projektach. Do jego dzieł należą soundtracki z takich filmów jak: "The Lion in Winter", "Midnight Cowboy", "Enigma", "The Cotton Club", czy "Zulu". Ma na swoim koncie także kilka statuetek Oscara za filmy: "The Lion In Winter", "Out of Africa", "Born Free" i "Dances With Wolves". Pomimo imponującego dorobku i zaawansowanego wieku, John Barry cięgle tworzy. Jest to co prawda zaledwie jeden soundtrack na kilka lat, lecz zawsze można być pewnym wysokiej klasy takiej kompozycji.
|  |
Jednak największą europejską legendą muzyki filmowej pozostaje nie kto inny, jak Ennio Morricone. Ten kompozytor urodzony 10 listopada 1928 roku w Rzymie przez lata tworzenia stał się ikoną tej dziedziny sztuki. Jego debiutem filmowym była ścieżka dźwiękowa do filmu "Il Federale". Od tego czasu stworzył niemal 400 soundtracków! Kilkukrotnie nominowany był do nagrody Oscara za filmy "Bugsy", "Nietykalni", "Misja" i "Niebiańskie dni", lecz nie zdobył żadnej statuetki. Większą część jego twórczości stanowi muzyka do spaghetti westernów. Do tych najsławniejszych należą: "A Fistful of Dollars", "The Good, The Bad and The Ugly", "For a Few Dollars More", czy - już poza gatunkiem - "Once Upon a Time In America". Jednak do najpiękniejszych jego partytur należą ścieżki dźwiękowe z filmów: "The Mission", "Lolita", "Cinema Paradiso", "Le Professionell" czy "In The Line of Fire". Jego muzyka to niezwykle subtelne i przemyślane partytury, w których instrumentem prowadzącym często bywa trąbka. Wynika to z faktu, iż w 1946 roku kompozytor zrobił dyplom właśnie z tego instrumentu. Zanim zajął się komponowaniem muzyki filmowej, przez kilka lat grywał właśnie na trąbce w klubach nocnych. Dopiero w 1952 roku Ennio Morricone zdobył dyplom z orkiestracji, a w 1954 z kompozycji (z oceną 9,5/10). Na przełomie lat 50' i 60' zaczął pracę dla wytwórni płytowej RCA i pisał piosenki dla takich sław jak Mario Lanza, Renato Rascel i Rita Pavone. Od początku swojej kariery przyjmował różne pseudonimy - znany był jako Dan Savio i Leo Nichols. Jednak kiedy przyszły największe sukcesy związane z muzyką filmową, pozostał przy swoim prawdziwym nazwisku - Morricone. W 1956 roku ożenił się z Marią Travia, z którą ma czwórkę dzieci. Jedna z jego córek - Andrea - poszła w ślady ojca poświęcając się muzyce. Właśnie przejmująca muzyka z filmu "Cinema Paradiso" jest wspólnym dziełem ojca i córki. Mimo świetnej współpracy z takimi reżyserami jak de Palma czy Carpenter, kompozytor ciągle wraca do tworzenia klasyki.
 | |
Jeszcze jedną żyjącą legendą muzyki filmowej jest oczywiście John Williams. John Williams studiował muzykę na University of California w Los Angeles. W 1951 roku wstąpił na 3 lata do wojskowych służb powietrznych. Następnie powrócił na studia fortepianowe do Julliard School of Music w Nowym Jorku. Kompozycji uczył się u Mario Castelnuovo-Tedesco. W 1956 roku został zatrudniony przez wytwórnię Columbia Pictures jako pianista w filmowych orkiestrach i tam zainteresował się tworzeniem ścieżek dźwiękowych do filmów. Po przeniesieniu się do 20th Century Fox, Williams zajął się także aranżacją i kompozycją utworów. W drugiej połowie lat 50-tych wydał kilka płyt jazzowych jako pianista, zajmował się też aranżacją muzyki dla gwiazd pop. Pierwszą symfonię skomponował zachęcony przez innego sławnego kompozytora, Bernarda Herrmanna, współpracującego z Alfredem Hitchcockiem. Także Aaron Copland wywarł duży wpływ na twórczość Williamsa i jego pierwsze kompozycje. Obecnie kompozytor jest najbardziej szanowanym twórcą muzyki filmowej w Hollywood. Wykształcił swój własny styl, który potrafi zachwycić w każdym gatunku filmowym począwszy od komedii ("Kevin sam w domu"), a na horrorze/thrillerze kończąc ("Szczęki"). Do tej pory był 41 razy nominowany do nagrody Akademii Filmowej, z czego udało mu się zdobyć pięć statuetek Oscara, i jak sam zapowiada - to jeszcze nie koniec.
Ci kompozytorzy, których przytoczyłem, są znani na całym świecie. Dzieje się tak za sprawą roli, jaką odegrali w historii muzyki filmowej i ich oczywistego kunsztu. Sprawili oni, że muzyka, która towarzyszy nam podczas oglądania filmów, zyskała nowe znaczenie. Przestała ona być zwykłym tłem dla filmu, lecz stała się żyjącym tworem artysty, który pragnie nam w ten sposób coś przekazać. Dzięki nim twórcy muzyki filmowej przestali być anonimowi, a jej słuchanie stawało się całkiem nowym doświadczeniem. Ich sukcesy i nagrody, które otrzymywali, utwierdzają nas w przekonaniu, że to, co robili, miało fundamentalne znaczenie dla kształtu współczesnej muzyki filmowej. W końcu to oni przecierali ścieżki współczesnym kompozytorom wprowadzając nowe techniki, formy i instrumentaria. Dlatego też, choć wielu z nich już nas opuściło, to dzięki swojej muzyce na zawsze zostaną zapamiętani jako legendy muzyki filmowej...
| + Aaron Copland +
| |
+ Alfred Newman +
| |
+ Elmer Bernstein +
| |
+ Jerry Goldsmith +
|
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
ur. 4.XI.1900 zm. 2.XII.1990
| |
ur. 17.III.1901 zm. 17.II.1970
| |
ur. 4.IV.1922 zm. 18.VIII.2004
| |
ur. 10.II.1929 zm. 21.VII.2004
|
|
Autor tekstu: Łukasz Waligórski
|
|
|