Edgar Froese ukończył malarstwo i grafikę na zachodnioberlińskiej Akademie Der Kunste. W latach 60-tych utworzył i kierował kilkoma amatorskimi zespołami rock'n'rollowymi. Jego ambicją było stworzenie zespołu, grającego ambitną, na wskroś niemiecką muzykę rockową. W październiku 1967 roku założył grupę Tangerine Dream. Nazwę zaczerpnął z tekstu piosenki The Beatles "Lucy in the Sky with Diamonds". Oprócz Froese, grającego na gitarze i harmonijce, pierwszy skład tworzyli Kurt Herkenberg (bas), Volker Hombach (skrzypce, saksofon), Lanse Hapshash (perkusja) i wokalista Charlie Prince. Pierwsze koncerty zespołu, złożonego z młodych ludzi, właściwie nie mających żadnego pojęcia o tworzeniu muzyki, były happeningami i performance'ami, uzupełniającymi otwarcia galerii muzealnych, czy też stanowiły supportowanie bardziej uznanym wykonawcom.
 |
|
W marcu 1969 roku zespół po bezustannych zmianach składu, na rok zawiesił działalność, reaktywując się w składzie Edgar Froese, Conny Schnitzler i Klaus Schulze. Razem nagrali pierwszy album "Electronic Meditation" (1970), zawierający psychodeliczną, eksperymentalną muzykę elektroakustyczną, pozbawioną rytmu i jakiejkolwiek melodyki, lecz przesyconą ciężkim, medytacyjnym klimatem. Po tym debiucie Klaus Schulze opuścił zespół, by realizować się jako solista (co czyni do dnia dzisiejszego). Zastąpił go Chris Franke, który tym samym związał się z Tangerine Dream na kolejne 15 lat. Odszedł także Schnitzler, którego na bardzo krótko zastąpił Steve Schroyder. W takim składzie nagrano drugi album "Alpha Centauri" i trzeci podwójny LP "Zeit", które przyniosły kolejną porcję medytacyjnej psychodelii. Jako że Schroyder miał problemy z narkotykami, został wyrzucony z zespołu. W maju 1971 roku na jego miejsce przyjęto utalentowanego, 19-letniego klawiszowca Petera Baumanna. W składzie Froese-Franke-Baumann, zespół Tangerine Dream działał aż do grudnia 1977. W tym czasie wykrystalizował się unikalny styl muzyczny zespołu, który nie rezygnując z kreacji nieziemskich, wyrafinowanych klimatycznie suit, nagrywanych z coraz większym udziałem elektronicznego instrumentarium, coraz większą uwagę skupiał na coraz staranniej budowanych walorach rytmicznych i melodycznych swoich kompozycji. Dowodem tego są legendarne w świecie elektronicznego rocka płyty "Phaedra" (1974), "Rubycon" (1975), koncertowy "Ricochet" (1975), czy "Stratosfear" (1976), z przebojowym utworem tytułowym. Sukcesy te są także poniekąd zasługą Richarda Bransona, założyciela wytwórni płytowej Virgin, który po wylansowaniu "Dzwonów rurowych" Mike'a Oldfielda (1973), podpisał pierwszy 5-letni kontrakt z Tangerine Dream, umożliwiając tym samym szerszy odbiór ich unikalnej muzyki. Z kolei Branson zawdzięcza swoją decyzję prezenterowi muzycznemu z radia BBC, Johnowi Peelowi, który bardzo często odtwarzał na antenie utwory nieznanego wcześniej zespołu z Berlina. Pierwszą płytą TD, nagraną pod skrzydłami Virgin, był wydany w kwietniu 1974 roku album "Phaedra", którego zawartość można już traktować jako rzetelny, rasowy rock elektroniczny.
 |
|
W 1977 roku muzyka Tangerine Dream na poważnie zaistniała na kinowym ekranie, dzięki samemu Williamowi Friedkinowi ("Francuski łącznik", "Egzorcysta"), który dostrzegł szansę muzyki niemieckich twórców, jako doskonałe dopełnienie swego najnowszego filmu "Cena strachu". Od tej pory twórczość Tangerine Dream można podzielić na trzy równoległe etapy : 1. albumy studyjne, 2. płyty koncertowe, 3. ścieżki dźwiękowe do filmów. Komponowanie muzyki ilustracyjnej nie spowodowało jednakże jakichkolwiek drastycznych zmian w muzycznym wizerunku grupy. Zresztą charakter twórczości Tangerine Dream, rola rozbudowanych kompozycji, których zadaniem było właśnie tworzenie rozległych muzycznych pejzaży w głowie słuchacza, choć bez jakichkolwiek wyraźnych sugestii wizualnych (może tylko sugerowanych tytułami utworów), spełniały w dużej mierze postulat muzyki ilustracyjnej. Zaprzęgnięcie tego wehikułu wyobraźni do pokierowania konkretnymi filmowymi obrazami i emocjami, było jak najbardziej naturalną konsekwencją muzycznej poetyki Tangerine Dream. Coraz częściej komponowane soundtracki, różniły się od albumów studyjnych tylko nieco większym zdyscyplinowaniem czasowym poszczególnych utworów, wynikającym z samego charakteru muzyki filmowej, która na ekranie najlepiej sprawdza się w kilkuminutowych, skondensowanych formach. Typowe dla estradowej twórczości Tangerine Dream kilkunastominutowe, wielotematyczne suity, nie miały na filmowych ścieżkach dźwiękowych racji bytu.
 |
|
W trakcie amerykańskiej trasy koncertowej, zespół z przyczyn osobistych opuścił Frank Baumann. Jego miejsce zajęli saksofonista Steve Jolliffe i perkusista Klaus Krueger. W tym składzie TD nagrali bardzo nietypowy album "Cyclone" (1978), z partiami wokalnymi w wykonaniu Jolliffe'a. Edgar Froese po przytomnej konstatacji, że nie tędy droga, rozstał się z nowatorskim członkiem zespołu. Krueger zaś, po nagraniu z zespołem znakomitej płyty "Force Majeure" (1979), przyłączył się do bandu Iggy Popa. Pewnego dnia Froese poznał kompozytora muzyki teatralnej Johannesa Schmoellinga, który po dołączeniu do Tangerine Dream, współtworzył największe muzyczne sukcesy grupy aż do roku 1986. W styczniu 1980 roku, zespół dał kilka historycznych koncertów po drugiej stronie Żelaznej Kurtyny, w "Palast der Republik" we wschodniej części Berlina (na rok przed osławionymi koncertami Jarre'a w Chinach), udokumentowanych na NRD-owskiej płycie "Quichotte" (reedycja w RFN wyszła w 1986 r. pod tytułem "Pergamon"). Rok później Tangerine Dream nawiązało współpracę z amerykańskim reżyserem Michaelem Mannem, komponując wspaniałą muzykę do dramatu sensacyjnego "Złodziej" z Jamesem Caanem w roli tytułowej. Płyta ta potwierdziła i ugruntowała klasę zespołu, który ze zdumiewającą lekkością i finezją potrafił wykreować niezwykle sugestywny i nasycony emocjami muzyczny klimat za pomocą analogowych syntezatorów i elektrycznych gitar, okazjonalnie wspomaganych fletem i żywą perkusją. Równie śmiało Froese i s-ka poczynali sobie na gruncie regularnych studyjnych albumów w początku lat 80-tych. "Tangram" (1980), "Exit" (1981) czy "White Eagle" (1982), były dowodem nieustannego rozwoju grupy, która oprócz realizacji już tradycyjnych, monumentalnych suit, doskonale sprawdzała się w kilkuminutowych utworach, czarujących słuchacza wyszukaną melodyką i zróżnicowaniem klimatu.
 |
|
W 1983 roku kariera Tangerine Dream ponownie splotła się z kinem, lecz w bardzo smutnej formie koncertu ku pamięci niemieckiego reżysera Rainera Wernera Fassbindera, który zmarł rok wcześniej. Podczas uroczystości w operze we Frankfurcie, zespół grał przez 30 minut. Zapis koncertu nigdy nie ukazał się na wydawnictwie płytowym. 10 grudnia 1983 roku, Tangerine Dream dali jeden ze swych najwspanialszych popisów, podczas dwóch koncertów w Warszawie, udokumentowanych podwójnym albumem "Poland". Połowa lat 80-tych to kolejne ścieżki dźwiękowe, z których chyba tylko muzyka do "Podpalaczki" Marka Lestera (1984), horroru wg powieści Stephena Kinga, doczekała się właściwej edycji i rozgłosu. Ilustracje do aż trzech realizacji, miały dość nietypową historię. Najpierw soundtrack do horroru "The Keep" Michaela Manna (1983), wskutek konfliktu z wytwórnią Virgin, opublikowany w 150 winylowych egzemplarzach, właściwie nigdy nie doczekał normalnej, wysokonakładowej dystrybucji. Następnie Tangerine Dream wdało się we flirt z amerykańską stacją telewizyjną ABC, producentem C-klasowego serialu "Street Hawk", która zezwoliła na płytowe opublikowanie tylko jednego utworu z całego, kilkugodzinnego, oryginalnego materiału muzycznego. I wreszcie kuriozalna decyzja Universal Pictures, dotycząca dwóch wersji "Legendy" (1986) Ridleya Scotta, z których tylko jedna - amerykańska - rozbrzmiewała muzyką Tangerine Dream. Wszystkie te perypetie odbiły się także na realizowanych równolegle studyjnych albumach grupy, z których "Le Parc" (1985) zawierał niezbyt ambitne krótkie formy, zaś "Green Desert" (1986) to nieznane wcześniej nagrania sprzed 13 lat. W tym samym roku zespół opuścił Johannes Schmoelling, szybko zastąpiony 21-letnim jazzowym pianistą z Wiednia, Paulem Haslingerem. Rok później odszedł z zespołu jego wieloletni filar, Chris Franke. W 1988 roku do zespołu dołączył na krótko Ralf Wadephul, który jednak nie radził sobie z występami na żywo.
 |
|
Druga połowa lat 80-tych, upłynęła pod znakiem muzycznych ilustracji do drugoligowych filmów amerykańskich. Dziś wszak tytuły "Deadly Care", "Shy People", "Near Dark", "Miracle Mile" czy "Dead Solid Perfect", są znane chyba tylko bardzo zapalonym historykom X Muzy. Jedyne kilka nazwisk ich twórców (Andriej Konczałowski, Kathryn Bigelow, Phil Joanou), to cenione marki w kinie światowym. W 1990 roku Tangerine Dream (jako duet Froese - Haslinger) napisali muzykę do filmu dokumentalnego o Berlinie, nakręconego przedziwną techniką "Imagine 360", umożliwiającą dookólną rejstrację obrazu, wyświetlanego w specjalnej, rotundowej sali kinowej. Soundtrack pod tytułem "Destination Berlin", został zmiażdżony przez fanów i krytykę, jako zestaw wyjątkowo tandetnych i banalnych melodyjek, rodem z remizy strażackiej. Po tej porażce zespół wkroczył w lata 90-te w składzie, odnowionym świeżą krwią, pod postacią syna Edgara, Jerome Froese'a. Po trasie koncertowej w Wielkiej Brytanii, następiła kolejna zmiana personalna. Tym razem TD opuścił Paul Haslinger, uciekający przed poborem do austriackiej armii i skuszony pracą kompozytora dla amerykańskiego przemysłu filmowego i telewizyjnego. Duet ojciec-syn w 1992 roku opublikował "Rockoon", moim zdaniem jeden z najlepszych albumów Tangerine Dream, reprezentujących nowoczesne brzmienie zespołu od lat 90-tych aż do dnia dzisiejszego. Zwrócić należy uwagę, że Tangerine Dream do tej pory stanowi duet, okazjonalnie wspomagany muzykami sesyjnymi m.in. Zlatko Pericem i saksofonistką Lindą Spa.
 |
|
Ostatnie 10 lat działalności zespołu na niwie muzyki filmowej, to ścieżki do filmów dokumentalnych o pracy amerykańskiej policji ("Memphis PD: War on the Streets, 1996), kolei transsyberyjskiej ("Transsiberia", 1998), Chińskim Murze ("Great Wall of China", 1999), filmowych impresji o amerykańskich pustkowiach ("Oasis", 1997), czy średniometrażowych, eksperymentalnych cyfrowych animacji ("Luminous Visions", 1998), a nawet dokumentu o... widowiskowym wysadzaniu w powietrze budynków ("What a Blast", 1999). Oficjalnie opublikowano także dwie składanki "The Hollywood Years" (1998), zawierające utwory autorstwa Edgara i Jerome'a ze ścieżek dźwiękowych, które w całości nigdy nie ujrzały światła dziennego, bądź stanowiły odrzucone fragmenty soundtracków.
Jak widać, w ostatnich latach Tangerine Dream zarzuciło pisanie muzyki do filmów fabularnych. Być może wpływ na tę decyzję miała ekspansja muzyki techno i w szerszym kontekście rozwój pochodnych gałęzi "klubowej" muzyki elektronicznej, po którą coraz częściej sięgają twórcy filmowi (najznamienitszym przykładem jest nomen omen niemiecka "Biegnij Lola biegnij" Toma Tykwera, notabene współautora muzyki do tego filmu). A może po prostu twórczość Edgara Froese, wzbogacana przez 20 lat, ostatnimi czasy zatrzymała się stylistycznie w miejscu, nie akceptowanym już w świecie ciągle rozwijającej się muzyki filmowej... Tak sobie myślę, że ostatnim bastionem dla Tangerine Dream mogłyby się stać filmy Johna Carpentera, którego twórczość kompozytorska wydaje się być surowym, ascetycznym odbiciem berlińskiej szkoły elektronicznego rocka. Sęk w tym, że Carpenter sam pisze soundtracki do swoich filmów, które są niestety coraz słabsze.
 |
|
Podsumowując, nawet gdyby Tangerine Dream wzięli całkowity rozbrat z muzyką ilustracyjną, ich przebogaty dorobek, zarówno soundtrackowy, jak i studyjny i koncertowy (nie licząc mnóstwa bootlegów), stanowi bezcenną spuściznę, której wpływ na muzykę w ogóle (nie tylko elektroniczną), jest niekwestionowany. Edgar Froese i jego kolejni muzyczni partnerzy, wespół z m.in. krajanami z zespołu Kraftwerk i Klausem Schulze, stworzyli oryginalną niemiecką muzykę elektroniczną. Pokazali, jak wykorzystać najnowsze zdobycze instrumentarium klawiszowego, a poprzez formalne zaawansowanie swych kompozycji, wyznaczyli nowe kierunki w studyjnej technologii nagraniowej. Muzyka Tangerine Dream ewoluowała od luźnych, intuicyjnych, młodzieńczo rozwichrzonych pejzaży dźwiękowych, by z biegiem lat okrzepnąć i wyszlachetnieć, stanowiąc wzór eleganckiej, choć nadal niespokojnej i pulsującej wewnętrzym nerwem muzyki elektronicznej. Tych z Was, którzy do tej pory nie mieli okazji spotkać się z niezwykłą twórczością Tangerine Dream, szczerze zachęcam do tej pasjonującej wyprawy w krainę wyobraźni.
Artykuł (powyższy tekst oraz opracowanie ścieżek dźwiękowych
Tangerine Dream) powstał na podstawie informacji i zdjęć
dostępnych na następujących stronach internetowych:
http://perso.club-internet.fr/pfellows/webpages
http://www.tangerinedream.org
http://home.t-online.de/home