Przy tego typu analizie nie może zabraknąć porównania utworów przy konkretnych scenach filmu. Generalnie wybrałem kilka tych, które można porównać na podstawie materiałów dostępnych z odrzuconej partytury. To będzie coś w rodzaju pojedynku między Hornerem a Yaredem ;) Oczywiście cały poniższy opis tyczy się moich odczuć co do ilustracji muzycznych wybranych scen i jest to moje subiektywne zdanie - potencjalni czytelnicy wcale nie muszą się ze mną zgadzać :)
|
| |
|  |
| |
 | | |
Ilustracja muzyczna przybycia i powitania w Troi Parysa, Heleny i Hektora to jeden z tych utworów na ścieżce Hornera, które wyszły poprawnie, odpowiednio oddając koloryt czasów i sytuację danego fragmentu filmowego. Na płycie jest to utwór drugi, "Troy", jednak zanim usłyszymy fanfarową orkiestrę - najpierw słychać inny, krótki fragment, o którym będzie za chwilę. Wracając do samego wydźwięku motywu - to bardzo podniosła, patetyczna melodia, wygrywana przede wszystkim (i słusznie) na trąbkach. Dźwięki zadumy, chwały i wielkości, jakimi cechowała się potężna Troja. Utwór brzmi nieźle zarówno w filmie, jak i na osobnej ścieżce dźwiękowej. Jeśli chodzi o ilustrację tej sceny na odrzuconej partyturze Gabriela Yareda - jest to utwór "A Prince's Welcome" i... można powiedzieć o nim prawie to samo co o ilustracji Hornera. Z tą różnicą, że pan Yared dodał chóry i więcej instrumentów smyczkowych, by w jakimś stopniu jeszcze bardziej uwypuklić patos danej sceny. Jednak w ostatecznym rozrachunku postawiłbym te utwory na równi - nie potrafię jednoznacznie określić, który z nich jest lepiej skomponowany i który lepiej pasuje do obrazu. Powiedzmy, że oba są poprawne.
|
| |
|  |
| |
O tej scenie wspomniałem już w recenzjach obu soundtracków. Podkład Hornera do widoku ogromnej ilości statków płynących w kierunku Troi jest bardzo chybiony - brak mu przede wszystkim ukazania potęgi, jaką reprezentowała Armia Grecka. Scena z tysiącem statków - stopniowo odsłaniającym się na pełnym morzu - to zdecydowanie jedna z najciekawszych, najładniejszych i najlepszych wizualnie i efektownie scen. Tutaj koniecznym był podkład muzyczny z dreszczykiem emocji, a tak - przez źle dobraną muzykę - scena nie zrobiła na mnie w kinie takiego wrażenia, jakiego oczekiwałem. Spora strata. Ta ilustracja to właśnie początek wspomnianego w powyższym akapicie kawałka "Troy" (pierwsza minuta i 10 sekund) - jest zdecydowanie za spokojnie i bez efektu zaskoczenia. Całkowicie inaczej jest z muzyką Yareda ("1000 Ships") - to tutaj dopiero słychać wspomniany dreszczyk emocji, dźwięki muzyki stopniowo - i właściwie - narastają, dochodzą coraz to nowsze instrumenty, chórki, aż do apogeum, czyli ukazania się wszystkich statków na szerokiej wodzie. Wystarczy zamknąć oczy, włączyć tę ścieżkę i przypomnieć sobie dokładnie filmowy fragment - wspaniałe oddanie potęgi tej sceny... Dlatego tutaj zdecydowanym faworytem jest ilustracja Gabriela Yareda. A nawiasem mówiąc
znakomitą ilustracją tej sceny była również rewelacyjna muzyka z pierwszego trailera-teasera - nie wiem, czy nie nawet lepsza od tej z odrzuconej ścieżki... |
|


 |
| |
|  |
| |
 | |
Wprawdzie wątek miłosny między Parysem a Heleną stał się przyczyną, a właściwie pretekstem do wojny
o Troję, lecz w filmie wątek ów nie gra pierwszych skrzypiec - zatem i muzyczny temat miłosny nie
będzie jakimś przewodzącym motywem na całej ścieżce dźwiękowej. Horner niestety nie pokusił się o
napisanie takiego, który byłby choć w minimalnym stopniu charakterystyczny. Brak minimalnie
wyrazistego motywu poświęconemu miłości w filmie, gdzie przyczyną wojny była m.in. właśnie miłość,
to chyba jakiś spory brak... choć mogę się mylić :) Na płycie nie ma nawet specjalnego utworu
poświęconego Parysowi i Helenie, a melodia towarzysząca tym postaciom na ekranie w szczątkowych
ilościach przewija się przez krążek, w różnych utworach, w postaci zupełnie nie emocjonalnej. Drugi
kompozytor napisał specjalny motyw, lecz jak już wspomniałem powyżej - nie gra on pierwszych
skrzypiec w całości i nie wysuwa się na pierwszy plan. "Paris & Helen" - bo o tym kawałku mowa - to
cicha, miłosna melodia wygrywana na aerofonie, towarzyszy jej delikatny instrument strunowy, a w
dalszej części - smyczkowy. Punkt dla pana Yareda.
|
| |
|  |
| |
Horner nie napisał specjalnego motywu dotyczącego Heleny i Parysa, ale pokusił się o temat miłosny Achillesa i Bryzeidy. Można to zrozumieć z takiego względu, iż ten wątek był ważniejszy i bardziej wyeksponowany w filmie niż wątek syna Priama i żony Meleanosa - przynajmniej ja miałem takie wrażenie. Achilles - grecki, nietykalny heros - znajduje w trojańskiej Bryzeidzie ukojenie i spokój. Hornerowski kawałek "Briseis And Achilles" jest ładny i spokojny, napawający optymizmem, szczególnie po pierwszej minucie. Szkoda tylko, że nie zapadający na dłużej w pamięci... Yaredowska wersja brzmi dość podobnie, z tą różnicą, że jest jakby "śmielsza" i łatwiejsza do zapamiętania. Minimalna wygrana nad kompozycją Hornera. |
|
 |
| |
|  |
| |
| |
|  |
| |
Scena, gdy ogromna Armia Grecka podchodzi pod mury Troi to drugi - po ogromnej liczbie okrętów na morzu - najbardziej efektowny filmowy widok. Gdy dwie armie stają naprzeciwko siebie - atakująca i ta broniąca Troi - aż czuć emanującą potęgę i ogrom wielkich bitw, które rozgrywały się kilka tysięcy lat temu. Jeszcze przed szturmem mamy w filmie pojedynek Parysa z Meleanosem. Muzyka Hornera w tym fragmencie należy do niewielu z tych, które dobrze zapamiętałem z
filmu. Pełna napięcia, wciąż przyspieszająca, nieco groźna, zmierzająca do wielkiego rozwinięcia - ogólnie mówiąc poprawna ilustracja dobrej sceny. Rozwinięcie to już nieco głośniejsze i bardziej dynamiczne dźwięki, które jednak przy początku utworu "The Greek Army And It's Defeat" wypadają słabiej - ja przynajmniej czekałem na jakieś potężniejsze apogeum. W końcówce utworu rozbrzmiewają fanfary słyszalne wcześniej, przy powitaniu Hektora, Parysa i Heleny w Troi (kawałek "Troy") - tyczy się to oczywiście pierwszego zwycięstwa Trojan i jednocześnie pierwszej porażki wielkich, dumnych Greków.
|
 |
|
 |
|
Yaredowska wersja różni się bardzo i z początku nie wiedziałem, który właściwie utwór z dostępnych tyczy się właśnie tej sceny. Czy jest to obfitujący w męskie chóry, monumentalny "Approach Of The Greeks", czy też może "Armies Approach" znajdujący się wśród ścieżek bonusowych. Ten drugi zdecydowanie bardziej przypomina narastający podkład zastosowany przez Hornera, ale może też się tyczyć spotkania dwóch armii na początku filmu (zupełnie inna scena). Nie zmienia to faktu, że oba te utwory nadają się znakomicie do ilustracji pod murami Troi. A może jest na odwrót i właśnie to "Approach Of The Greeks" pochodzi z początku filmu? Im więcej słucham tych ścieżek tym bardziej nie jestem pewien... tak więc ocenę właściwego i najlepszego dopasowania zostawiam każdemu indywidualnie :) A który kompozytor tym razem wychodzi zwycięsko z pojedynku? Hmm, znowu - jak w przypadku powitania w Troi - nie potrafię się zdecydować. Wersja Hornera to taka jedna z niewielu perełek w całej kompozycji, a wersja (czy wersje) Yareda idealnie pasują do całości jego partytury.
|
| |
|  |
| |
Sekwencja walki tych dwóch największych wojowników to kolejna, jedna z najlepszych scen w filmie. Mimo, iż wynik jest z góry znany - i tak pojedynek ten ogląda się w pełnym napięciu. Podkład Hornera do tej sceny to celowo oszczędne instrumentarium, jakby nerwowe bębenki towarzyszące zmaganiom Achillesa i Hektora. W momencie, gdy Hektor upada na kolana i Achilles wbija w jego klatkę piersiową kawałek włóczni - słychać załamanie w postaci kobiecego lamentu. Dalsza część utworu "Hector's Death" to odjazd Achillesa z ciałem trojańskiego wojownika. Przyznam szczerze, że ten kawałek wypada chyba lepiej w filmie niż poza nim - gdy oglądałem walkę dwóch herosów, ów podkład wydawał mi się znacznie ciekawszy. Podobny schemat słychać w przypadku podkładu Yareda ("Hector & Achilles Fight") - jednak tutaj jest znacznie barwniej i mimo wszystko dynamiczniej. Bębny są bardziej dosadne, bas jest głębszy - brzmi znakomicie. W pewnym momencie pojawia się kobiecy śpiew - jednak po przebiegu melodii można wywnioskować, że jego pojawienie się to jeszcze nie definitywna przegrana Hektora, lecz początek niechybnie zbliżającej się śmierci. Gdy pojawia się żeński głos - najbardziej pasuje mi to do momentu potknięcia się o kamień i upadku brata Parysa.
Gdy instrumentalne tło ucicha i pozostaje już tylko lament - to jest prawdopodobnie dopiero scena śmierci Hektora. Kontynuacją tej ilustracji na odrzuconym scorze jest "Achilles Drags Hector" - czyli odjazd zwycięzcy z ciałem przegranego. Cóż - jak dla mnie w tym przypadku jednoznacznie wygrywa wersja pana Gabriela - z takim podkładem walka byłaby jeszcze lepsza, bardziej tragiczna i bardziej trzymająca w napięciu.
|
| |
|  |
| |
W filmie podkład ten nie był specjalnie rewelacyjny, bo w ogóle go nie pamiętam. Na oficjalnym wydaniu soundtracku też znaleźć go nie mogę - albo został pominięty (kawałek "Hector's Death" to walka i późniejszy odjazd Achillesa), albo podobnie jak motyw miłosny Parysa i Heleny "plącze" się gdzieś w innych utworach. A przecież pogrzeb największego trojańskiego wojownika to bardzo ważny element opowieści. Powinno być dramatycznie, smutno, wręcz tragicznie... W odrzuconej kompozycji "Hector's Funeral" to celowo przedramatyzowany utwór, wielki lament. Nie jest to może idealna ilustracja muzyczna tej sceny, przydałoby się więcej smutku, ale i tak jest na pewno lepiej niż w przypadku tego, co słychać w czasie filmu - bo przynajmniej taki lament się pamięta i z daną sceną później kojarzy. Kolejny punkt w drodze do ostatecznego zwycięstwa Yareda.
|
| |
|  |
| |
To ostatnia bardzo ważna ilustracja muzyczna w filmie - kulminacyjny moment opowieści, czyli nocny podbój Troi za pomocą podstępu, jakim było ukrycie się Greków w wielkim, drewnianym koniu. Podobnie jak w większości porównań - sugerować się można tylko krótkim, ponad minutowym utworem z odrzuconej kompozycji ("Seeking Of Troy"). Natomiast hornerowski "The Wooden Horse And The Sacking Of Troy" trwa ponad 10 minut i zaczyna się właściwie od pomysłu Odyseusza na zrobienie "konia trojańskiego". Dalszym rozwinięciem jest ponad 13-minutowy "Trough The Fires, Achilles... And Immortality" - ale tylko częściowo pochodzący z opisywanej sekwencji. Jednak w tym przypadku - jak i wielu innych - nie liczy się długość, lecz styl i wydźwięk ilustracji opisującej zdobycie tytułowego miasta. To musi być muzyka złowroga, groźna i pełna niepokoju. I generalnie tak jest w obu ścieżkach, chociaż w przypadku wersji słyszalnej w filmie jest paradoksalnie zbyt spokojnie - a to nie powinno mieć miejsca w przypadku tak tragicznej przecież sceny... Dlatego mimo wszystko lepiej wypada pan Yared. |
|

 |
| |
|  |
| |
 | | |
Przyszedł czas na podsumowanie. Większość osób czytających tę całą analizę i obie recenzje ścieżek dźwiękowych może odnieść wrażenie, że nagle przestałem lubić Jamesa Hornera, że zwyczajnie znudził mi się i "przejadł" jego styl, ale to nie jest tak. Nadal go szanuję i wciąż posiadam do niego wielki sentyment, jednak w tym przypadku zawiódł i stworzył ilustrację całościowo znacznie gorszą od dzieła Gabriela Yareda. To nie jest też żadne faworyzowanie tego ostatniego - bo szczerze przyznam, że nigdy specjalnie nie pociągała mnie muzyka tego pana. Za cały zaistniały stan rzeczy
nie należy i nie wypada winić tylko i wyłącznie kompozytora. Dwa tygodnie to zdecydowanie za mało na skomponowanie podkładu do tak wielkiej, epickiej opowieści. Sporą winą należy obarczyć reżysera, Wolfganga Petersena, za nieodpowiednią i nie w pełni przemyślaną decyzję. I do tego ta grupka widzów, która na pierwszych pokazach filmu dopełniła "sądu"... W internecie pojawiają się głosy, że znakomitym posunięciem byłoby wydanie filmu na DVD z dwiema różnymi ścieżkami dźwiękowymi - pomysł naprawdę przedni! Niech widz ma wybór, z czyją muzyką w tle chce się zagłębić w starożytną opowieść. Kompozytor, z którego usług zrezygnowano, mógłby sie w jakiś sposób "dogadać" z wytwórnią, co zaowocowałoby najlepszym rozwiązaniem. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy - ten pomysł na razie pozostaje w sferze marzeń... Pojedynek kompozycji Gabriela Yareda i Jamesa Hornera wypada niczym pojedynek Achillesa z Hektorem - tym pierwszym jest właśnie Yared, drugim - Horner. Hektor przeczuwał swoją śmierć, zresztą był z góry skazany na porażkę w walce z nietykalnym, greckim herosem. Tak samo na porażkę skazany był Horner - bo czy skomponowana pobieżnie, w zaledwie 2 tygodnie muzyka może zwyciężyć z przemyślanym, dopracowanym i "doszlifowanym" dziełem, które powstawało znacznie dłużej? Teoretycznie niemożliwe... A prawda jest taka, że dostępny, ponad 30-minutowy materiał z odrzuconej partytury zawiera więcej charyzmy, więcej monumentalności i dumnej "greckości" niż ponad 70-minutowa kompozycja Hornera...
|
|