Początki muzyki w filmie
Pierwszy etap udźwiękowienia kinematografii polegał na odtworzeniu zapisu
dźwiękowego podczas projekcji filmowych za pomocą gramofonu albo pianoli. Proces ten był
bardzo uciążliwy i niewygodny. Prawie za każdym razem muzyka nie nadążała za treścią
obrazu filmowego. Zdarzało się, że widzowie nie słyszeli odtwarzanej muzyki, ponieważ
zagłuszona była przez odgłos mechaniczny, jaki wydobywał się z projektora. W ten sposób
oto gramofonowa metoda udźwiękowienia kina stał się pierwszą próbą umuzykalnienia filmu.
|  |
Drugi etap to postać tapera - instrumentalisty grającego na pianinie, który akompaniował
niemym filmom na żywo podczas projekcji. Taper miał zlikwidować mechaniczność
i sztywność pierwszych niemych filmów. Z biegiem lat rola tapera ewulowała w momencie
pojawienia się filmów fabularnych. Taper musiał grać tak, aby muzyka odpowiadała
emocjonalnie treści filmu. Akompaniament tapera miał charakter improwizacyjny,
dźwiękonaśladowczy i statyczny (instrumentalista grał według sprawdzonych patentów np.:
każda scena w filmie miała przypisany utwór muzyczny, który ją ilustrował). Oprócz taperów
zatrudniano również innych muzyków np. skrzypków. Czasami zapraszano małe orkiestry,
które przyciągały wielu ludzi na seanse. Za przykład może posłużyć film "Zabójstwo księcia
Gwizjusza" (1908) w reżyserii Le Bargy i Calmette; gdzie twórcy zaprosili do współpracy
znanego, kompozytra Saint-Saens w celu skomponowania specjalnej, odtwarzanej na żywo
przez orkiestrę muzyki do filmu.
|  |
Ostatni etap to wprowadzenie do filmu dźwięku, który oznaczał zmierzch funkcji tapera w
kinematografii. Wszystko zaczęło się od wprowadzenia przez firmę Warner Brothers techniki
dźwiękowej Western Electric. Pierwszym filmem, w którym zastosowano nowy wynalazek
był film "Don Juan", do którego przypisano muzykę, która wydobywała się z wibrafonu
- urządzenia do odtwarzania płyt. Film z zastosowaniem wibrafonu wywołał ogólną sensację,
ale nie taką jak film "Śpiewak jazzbandu" (1927), Croslanda w którym wynalazek Warner
Brothers spowodował, że widzowie mogli po raz pierwszy usłyszeć w filmie głos ludzki.
Pierwsze słowa brzmiały: "Say, ma, listen to this" (1). Wibrafon spowodował bum w dziedzinie
filmów dźwiękowych, które przyczyniły się do upadku kina niemego. Kolejne filmy zaczęły
wprowadzać muzykę, która zaczęła odgrywać ważną rolę w filmie fabularnym. Na początku
zaczęto inspirować się muzyką operową, z której przenoszono jej formę na treść filmową,
realizując nowe obrazy do gotowej już muzyki operowej. Przełom dźwiękowy spowodował,
że wytwórnie filmowe zaczęły zatrudniać w filmach wielkie gwiazdy oper światowych
(Giovanni Martinelli, Beniamino Gigli, Frances Alda). Należy pamiętać, że opera muzyczna
poddana sfilmowaniu była dostosowywana do norm kinowych tak, aby ukazać wszystkie
walory kina. "Opera przewidziana jest na wielką salę teatralną i na znaczne oddalenie widza
od sceny. Tym bardziej, iż przedziela go jeszcze od sceny kanał dla orkiestry. Film umożliwia
pokonanie tego dystansu. Może pokazać postacie i twarze w zbliżeniu, jakiego opera nigdy
nie osiągnie" (2). Wykorzystanie muzyki operowej w filmie przyniosło jeszcze jeden ważny
wynalazek - play back, który służył do przypisania głosu dojrzałego, starszego wiekiem
śpiewaka do młodej, pięknej osoby odtwarzającej rolę śpiewaną (często osoby te nie
posiadały wybitnego głosu operowego).
(1) Marian B. Michalik (red.): Kronika filmu. Wydawnictwo Kronika Warszawa 1995, str. 68.
(2) Zofia Lissa: "Estetyka muzyki filmowej". Polskie Wydawnictwo Muzyczne Kraków 1969, str. 353.