Koncert symfoniczny: Harry Gregson-Williams

Bilet na koncert - kliknij aby powiększyć
Uzbrojony w aparat fotograficzny i bilet zjawiłem się przed Teatro Monumental około godziny 21:15. Nigdy nie lubiłem i nie lubię przychodzić na spotkania i ważne wydarzenia na ostatnią chwilę. Tym razem nie było inaczej. Zresztą zapuszczałem się w tę część miasta po raz pierwszy i wolałem wkalkulować nieco nadmiarowego czasu w sytuacji, gdybym miał problem ze znalezieniem miejsca przeznaczenia. Całe szczęście, że i w tym przypadku postąpiłem tak jak zwykle, gdyż tylko dzięki wcześniejszemu pojawieniu się na miejscu udało mi chwilę porozmawiać z Hansem Zimmerem oraz zrobić sobie z nim pamiątkowe zdjęcie. Warta wspomnienia jest moja krótka rozmowa przeprowadzona z artystą. Po wymianie standardowych kurtuazyjnych zwrotów Hans zaciekawił się, z jakiego kraju i miasta pochodzę. Jakie było moje zdziwienie, gdy z jego ust padło stwierdzenie, iż dokładnie wie gdzie znajduje się Poznań, ponieważ już kiedyś miał okazję gościć w naszym mieście. Kompozytor słyszał również o wydarzeniu, które miało miejsce w stolicy wielkopolski kilka lat temu: "TPSA Film & Music Festival". Starałem się nakierować jego wspomnienia i przybliżyłem w kilku zdaniach szczegóły dotyczące tej imprezy. Mówiłem o koncercie ś.p. Michaela Kamena oraz Maurice'a Jarre'a. Największym zaskoczeniem były jednak ostatnie słowa wypowiedziane przez Zimmera, cyt.: "Jeżeli kiedyś będziecie robić podobny festiwal, to proszę dajcie mi wcześniej znać, to na niego przyjadę". Prawdziwy szok!!! W mojej głowie zaczęły się rodzić niewyobrażalne wręcz koncepcje i przez resztę wieczoru miałem poważne problemy z koncentracją. Co tu dużo mówić! Pożyjemy, zobaczymy! ;). Powoli zaczęła pojawiać się orkiestra, nie czekając więc ani minuty dłużej wróciłem szybko na swoje miejsce.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Pamiątkowe zdjęcie z Hansem Zimmerem
Orkiestra na sali koncertowej
Jako pierwszy na scenę wyszedł Hans Zimmer, który w kilku ciepłych słowach powitał zgromadzonych i przedstawił swojego kolegę po fachu. Jednocześnie poinformował audytorium, że dzisiejszy koncert jest dla niego szczególnym przeżyciem. Jest to pierwsze publiczne wystąpienie Harry'ego Gregsona-Williamsa, które koniecznie musiał zobaczyć osobiście. Artysta dziękował także organizatorom za możliwość uczestnictwa w festiwalu. Kolejnym prelegentem był gość honorowy wieczoru, kompozytor, Harry Gregson-Williams. Muszę przyznać, że widać było u niego tremę związaną z brakiem doświadczenia w występach przed publicznością. Artystę, podobnie jak poprzednika, przywitano gromkimi brawami. Nagle "główny punkt programu" opuścił scenę i wyszedł za kulisy, a w zamian pojawiła się szczupła wysoka brunetka z batutą. Czy Harry nie będzie dyrygował orkiestrą wykonującą jego własne kompozycje? To właśnie pytanie zaprzątało mnie w tamtym momencie. Odpowiedz była bardzo smutna: nie! W pierwszej części wieczornego koncertu nie zobaczymy autora tej wspaniałej muzyki, tylko znaną w Hiszpanii dyrygentkę Silvię Sanz Torre. Nie mając wpływu na zaistniałą sytuację postawiłem usadowić się wygodnie w fotelu i rozkoszować sednem mego przyjazdu do Madrytu, czyli muzyką.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Hans Zimmer witający gości
Harry Gregson-Williams przed koncertem
Pani Sanz Torre doskonale radziła sobie z orkiestrą, która posłusznie wykonywała jej polecenia. Jako pierwszy zaprezentowano utwór z filmu animowanego "Chicken Run". W tym miejscu muszę przyznać, iż miałem poważne trudności z identyfikacją poszczególnych kawałków wykonywanych przez orkiestrę. Nie mówię tutaj o problemie ze zidentyfikowaniem filmu, do którego powstał dany fragment partytury, ale raczej w odniesieniu do konkretnego utworu oraz jego miejsca na płycie. Nie jestem i nigdy nie byłem alfą i omegą, i nie mogę pamiętać tytułów wszystkich posiadanych soundtracków, a co dopiero kolejności oraz tytułów poszczególnych utworów na płytach. W większości przypadków udało mi się odnaleźć w zakamarkach swej pamięci wspomnienie pierwszego kontaktu z wykonywanym motywem, i dzięki temu w miarę łatwo dokonać pozytywnej identyfikacji. Ale nie zawsze! Kolejną kompozycją w programie był fragment partytury napisanej do filmu "AntZ" i tutaj przyznaję się bez bicia, że poległem. Nigdy nie słyszałem tej ścieżki, więc nawet nie starałem się zgadywać. Znacznie łatwiej mi poszło z pozycją numer 3, pochodzącą z jednego z moich ulubionych filmów - "Spy Game". Szkoda, że artysta nie wybrał utworu
Program koncertu - kliknij aby powiększyć
tytułowego, który w moim przekonaniu powala na kolana. Kolejny wykonany fragment i znowu dość często pojawiające się w życiorysie Gregsona-Williamsa filmy animowane: "The Tigger Movie". Zarówno ten utwór, jak i cały score do tego filmu, jest mi zupełnie nieznany, choć muszę przyznać, że wart jest mej uwagi. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości zdołam się jeszcze z nim zapoznać. Krok po kroku koncert dotarł do momentu, w którym na tapecie pojawił się pierwszy z serii motywów skomponowanych do filmu "Kingdom on Heaven". W programie przewidziano wykonanie kilku fragmentów tej partytury. Harry Gregson-Williams specjalnie na tę okazję zaprosił wirtuoza elektrycznych skrzypiec Hugh Marsha, wokalistkę Lisbeth Scott, mistrza elektrycznej wiolonczeli Martina Tillmanna oraz Chrisa Bietha, który wykonał partie na fletach Duduk oraz Bansuri. Rozpoczęto motywem przewodnim, który spowodował u publiczności podniesienie adrenaliny i wbił słuchaczy w fotele. Dalej wykonano kilka kawałków bardziej lub mniej powiązanych z główną linią melodyczną. Prawdziwymi rarytasami były utwory "Path to Heaven" wykonany przez chór Talia oraz "Light of Life" wspaniale zaśpiewany przez Lisbeth Scott. Z mojego punktu widzenia najbardziej brakowało mi kompozycji znajdującej się na płycie pod numerem 10, "The Battle of Kerak". Szkoda, że nie został on wykonany, gdyż utwór ten posiada ponadprzeciętne walory melodyczne i ma w sobie olbrzymią dawkę energii, w efekcie czego dałby całemu wydarzeniu dodatkowego "kopa". Muzyka z "Królestwa Niebieskiego" zakończyła tę część koncertu i publiczność dość szybko opuściła swoje miejsca. Ja przerwę spędziłem przed wejściem do Teatro Monumental, inhalując się pierwszorzędnym produktem tytoniowym. Jednocześnie pogłębiałem swą znajomość języka angielskiego w trakcie konwersacji z innymi uczestnikami festiwalu, którzy podobnie jak ja przybyli do Hiszpanii specjalnie na to wydarzenie. Tworzyliśmy wyjątkową mieszankę wielonarodowościową obejmującą przybyszy z Kanady, Włoch, Francji i Szwajcarii. Różne kraje, różne kultury i jeden wspólny mianownik - umiłowanie muzyki instrumentalnej komponowanej przez wielkich artystów dla potrzeb przemysłu filmowego. Nie minęło dużo czasu i znów zasiadłem w swym fotelu w oczekiwaniu na drugą część koncertu. Muszę przyznać, że z obecnej perspektywy nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy Harry Gregson-Williams zastąpił Panią Sanz Torre. Na pewno nie miało to miejsca zaraz po przerwie. Jestem prawie pewien, iż wykonaniem kolejnej kompozycji pochodzącej z filmu animowanego "Sinbad: The Legent of the Seven Seas" dyrygowała hiszpańska dyrygentka. Artysta przejął batutę albo przy okazji wykonywania fragmentu partytury z "Magic of Marciano" albo dopiero w momencie, gdy orkiestra grała najbardziej znane i najpiękniejsze motywy z animacji "Shrek" oraz "Shrek 2". Z tego co pamiętam, bardziej prawdopodobny jest wariant drugi i ku niemu jestem skłonny się przychylić. Ostatnimi prezentowanymi tego wieczoru utworami były fragmenty partytury napisanej z myślą o filmie "The Chronicles of Narnia: The Lion, the Witch and the Wardrobe". Nie powiem, że jest to moja ulubiona ścieżka, ale prawda jest taka, że na żywo każda muzyka Gregsona-Williamsa brzmi zupełnie inaczej i jest po prostu piękna. Generalnie muszę przyznać, że ten piątkowy wieczór odcisnął we mnie ewidentne piętno. Było to przeżycie trudne do opisania, które w pełni zrozumie tylko ten, kto miał okazję go doświadczyć.
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Dyrygentka Silvia Sanz Torre (na podeście) oraz wokalistka Lisbeth Scott (po lewej)
Koncert się zakończył i wszyscy zebrani goście, włącznie z moją skromną osobą, opuścili salę koncertową udając się w bliżej nieokreślonych kierunkach. Dla mnie celem był mój pokój hotelowy. Po całym intensywnym dniu byłem wykończony i padałem z nóg. Jak najszybciej wróciłem do siebie, wziąłem prysznic i poszedłem spać.

<< WSTECZ: KONFERENCJA Z T. JONESEM

DALEJ: DRUGI DZIEŃ FESTIWALU >>


POWRÓT DO WYBORU
STRONA GŁÓWNA "MUZYKI"