
25TH HOUR
MUZYKA: Terence Blanchard ROK PRODUKCJI: 2003 WYTWÓRNIA: Hollywood Records CZAS TRWANIA: 57:00 min.
Już na wstępie napiszę, że jest to płyta genialna. Zresztą już w samym filmie (jakże wyśmienitym) zwróciła moją uwagę i od tamtej pory nie "wychodziła" z mojej głowy. Teraz, gdy w końcu udało mi się zdobyć i przesłuchać krążek (tutaj skromne podziękowania dla Alieena), stwierdzam, że muzyka nigdy mojej głowy nie opuści. Terence Blanchard stworzył kompozycję na tyle silną, na tyle charakterystyczną, wpadającą łatwo w ucho, jak i niesamowicie prostą, bo opierającą się na zaledwie jednym motywie... Co najważniejsze - kompozytor nie każe słuchaczom długo czekać na ten przepiękny motyw, jak to ma często miejsce w przypadku wielu soundtracków, tylko serwuje nam go w pełni już w pierwszym utworze. "Opening Title" zaczyna się wprawdzie skromnie i bardzo powoli, jednak już po 20 sekundach słychać melodię, która będzie nas trzymać przy głośnikach aż do końca. Naprawdę trudno mi się nadziwić temu tematowi - jest on tak niesamowicie łatwy, że aż bije po... uszach. Składa się z równego, powtarzającego się tempa, przepięknych skrzypiec wspomaganych przez bębny, a miejscami także przez niesamowite chóry bądź pojedyncze głosy; w momentach kulminacyjnych wspomagany przez orkiestrę. Dla mnie jest to absolutne arcydzieło, słyszalne już w kolejnym utworze ("Doyle's Walk"), gdzie mamy do czynienia z łagodniejszą wersją motywu przewodniego, a opisującego właśnie Doyle'a i jego dość burzliwy dzień. Ta wersja jest zarezerwowana dla spokojniejszych filmowych fragmentów i mimo swej powtarzalności - potrafi wciąż zauroczyć. Przejdźmy jednak szybko do największego chyba indywiduum na tej płycie i do mojego prywatnego "ulubieńca", którego stawiam zaraz za głównym tematem. Mowa o "Jake's Classroom", który najbardziej odróżnia się od reszty kompozycji. Utwór w zasadzie oparty głównie na pianinie, wspomaganym przez nieco inne instrumenty. Opiera się on oczywiście na motywie głównym, jednak wydaje się mieć z nim najmniej wspólnego. Przede wszystkim jest to kompozycja radosna, a nawet pokuszę się o nazwanie jej zabawną - tym bardziej, że ilustruje humorystyczne sceny oraz - poniekąd - bohatera filmu. Świetny kawałek z idealnie wyczutą pauzą w środku, do którego często wracam (w zasadzie odnosi się to do całej partytury :) Zaraz po nim mamy "The Apartment" podzielony na dwie części. Pierwsza jest dłuższa i bardziej refleksyjna, druga natomiast cichsza i smutniejsza, poważniejsza. W tym miejscu mała uwaga - płyta jest bardzo jazzowa (o tak!), i o ile do tego momentu nie dało się tego odczuć, tak właśnie w tym dwuczęściowym fragmencie partytury zastosowane są już dźwięki, chwyty i ogólnie styl typowy dla tej odmiany muzyki. Jeżeli to Was nie przekona, to na pewno zrobi to "Fu Montage", który aż tętni jazzowym fortepianem i innymi instrumentami. Kolejny utwór - "Brogan's Bar" - jako jedyny nie wyróżnia się niczym specjalnym - po prostu jest to cicha, dość krótka melodia, która znacznie lepiej sprawdza się w obrazie niż na płycie. Za to kolejna ścieżka - "Ground Zero" - to kolejna rewelacja. Bardzo ciężki, niepokojący fragment, trzymający do końca w napięciu (że nie wspomnę o scenach filmu, które ilustruje). Dodatkowo w tym właśnie utworze można usłyszeć kolejną małą modyfikację motywu przewodniego - do melodii zostały dodane niesamowite, hipnotyzujące werble wojskowe, które nadają temu fragmentowi niesamowitego klimatu. Dalsza część płyty to kolejno: "DEA" - dość mroczny, ciekawy kawałek (nazwa mówi sama za siebie czego się tyczy); "Playground" - kolejna lekka ścieżka, opisująca początki znajomości Doyle'a z Naturelle. Także i tutaj sporo jazzowych dźwięków i melodii, wszystko jednak wciąż oparte na jednym i tym samym temacie. "Bridge" wydaje się bardziej optymistyczny w stosunku do pozostałych tematów i jest dość krótki, natomiast "Sleeping Is Naturelle" to spokojna, romantyczna (?), odprężająca melodia. A trzeba nadmienić, że jest przed czym się odprężyć, gdyż to jeszcze nie koniec ścieżki dźwiękowej. "One Last Walk" przywraca znany z początku smutny, ciężki klimat filmu. Charakterystycznym elementem są ponownie samotne skrzypce, dające popis w połowie utworu, a także jakby bardziej słyszalne trąbki w tle. Jest to chyba najsmutniejsza wersja tematu przewodniego, a zaraz po niej największa perełka, wręcz esencja płyty: "25th Hour Finale". To ponad 12-minutowa suita, kumulacja wszystkich rewelacyjnych fragmentów, które do tej pory słyszeliśmy - podsumowanie, zwieńczenie płyty. Zaczyna się mocnym wejściem (werble), potem robi się ciszej i słyszymy zupełnie niezmieniony "Opening Title", do którego powoli dołączają się wszelkie kompilacje. Stwarza to niezapomniane i dość niesamowite wrażenie - bo przecież wciąż słyszymy niemal to samo! Absolutnym końcem płyty jest "Double Happiness" i nie będzie chyba zaskoczeniem, jeżeli powiem, że i tu motyw przewodni wykorzystany jest do cna :) Mimo wszystko to najbardziej jazzowy utwór na krążku, a jego trzon stanowi - jak w przypadku "Jake's Classroom" - fortepian i to właśnie na nim wygrywany jest wiadomy motyw, a pomaga mu w tym perkusja. Idealne zakończenie, coś w rodzaju... remixu. I na koniec małe podsumowanie. Płyta zawróciła mi w głowie i nie sądzę, by kiedykolwiek uległa znudzeniu. Wielkie brawa dla pana Blancharda - stworzyć tak wiele za pomocą jednego tylko tematu (i kilku jego wariacji), nie nużąc przy tym ani na chwilę (a nawet wciągając coraz głębiej i głębiej) nie każdy potrafi. Idealna muzyka dla idealnego filmu. Mnie zachwyciły obie pozycje i dla obu ocena maksymalna. |
![]() |
|
![]() |