
6TH DAY, THE
MUZYKA: Trevor Rabin ROK PRODUKCJI: 2000 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande CZAS TRWANIA: 38:40 min.
Jest to dobra ścieżka dźwiękowa. Co więcej - jest to bardzo, bardzo dobra ścieżka dźwiękowa i naprawdę niewiele zabrakło jej do maksymalnej oceny, ale o tym później. Zacznijmy od początku... Sama płyta do najdłuższych nie należy, bo liczy sobie niespełna 40 minut. Także ilość utworów - choć "poprawna" - nie powala. Powala za to jakość - i to jak! Zaczyna się cicho. Muzyka pojawia się jakby w tle i stopniowo narasta. Dopiero potem dołącza głos, który jakby nucąc melodię w tle, jednocześnie ją wzmacnia. I tak jest przez pierwsze dwie minuty. A potem dostajemy prawdziwego muzycznego "kopa" i już się z niego nie otrząśniemy. Brzmi jak groźba, ale tak jest w rzeczy samej. Trevor Rabin stworzył tutaj jedną ze swoich najlepszych kompozycji. Iście w stylu tego kompozytora - zatem po części jest to muzyka elektroniczna (syntezatory), a po części "zwykłe" skrzypce, chóry, klasyczna orkiestra. A wszystko tworzy zapierającą dech w piersiach całość. Całość, na tle której wyłamują się według mnie 4 utwory. Mam tu na myśli wyżej opisany "The 6th Day", następujący tuż po nim "In The Beginning...", następnie "Adam's Theme" i kolejny - "One For The Team". Ta czwórka jest według mnie nieco lepsza od pozostałych kawałków, co nie zmienia faktu, że wszystkie są bardzo dobre i stoją na równie wysokim poziomie. Do tej czwórki po prostu wracam najchętniej. "In The Beginning...", podobnie jak pierwszy utwór, charakteryzuje się cichym początkiem i napięciem, które wzrasta wraz z rozwijaniem się kompozycji, aby pod koniec "wybuchnąć". "Adam's Theme" to z kolei bardzo piękny i mocno charakterystyczny motyw głównego bohatera filmu. Dokładnie od 2. minuty i 10. sekundy pozostawia na słuchaczu niezapomniane wrażenie - zdecydowanie jedna z ciekawszych i piękniejszych melodii jeśli chodzi o muzykę filmową. Na koniec początek, czyli "One For The Team", rozpoczynający się z kolei dynamicznie i mocno, ale przyciągnął mnie głównie pewnym niesamowitym fragmentem (1:16 min.) - małe arcydzieło. Cała reszta - jak już wspominałem - jest również bardzo dobra, ale postanowiłem opisać tylko te utwory, które spodobały mi się najbardziej. Zwrócę jeszcze uwagę na 3 rzeczy związane z tą płytą. Po pierwsze - w utworze "The Hospital" (i nie tylko), w kilku miejscach słuchać wyraźne nawiązanie do melodii z "Deep Blue Sea" ("Piekielna Głębia") tego samego kompozytora. Po drugie - końcowy "The Kiss" będący bardzo ładną, nastrojową melodią wykorzystującą jeden z motywów przewodnich. Po trzecie - może to i nieco dziwne, ale muzyka ta zupełnie nie kojarzy mi się z filmem. Pomijam już fakt, że obraz zupełnie nie przypadł mi do gustu, ale słuchając poszczególnych kompozycji nijak nie mogłem przypomnieć sobie fragmentu z filmu. Ciężko stwierdzić, czy to dobrze czy źle, ale wygląda na to, że pan Rabin stworzył partyturę, która idealnie nadaje się do wykorzystania w czymś zupełnie nowym - w przeciwieństwie do raczej miernego filmidła science-fiction z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej. No i czas na ocenę końcową. 4 gwiazdki są chyba idealne, jednak weźmy pod uwagę długość płyty oraz fakt, że nie jest to cała muzyka z obrazu (być może już wkrótce pojawi się w dziale recenzja "complete score'a" :) W takim wypadku 4,5 to faktyczna nota tego fantastycznego dokonania, jakim jest ilustracja muzyczna do "Szóstego Dnia". |
![]() |
|
![]() |