6TH DAY, THE

MUZYKA: Trevor Rabin
ROK PRODUKCJI: 2000
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande
CZAS TRWANIA: 38:40 min.


01. THE 6TH DAY
02. IN THE BEGINNING...
03. CLONING
04. ADAM'S THEME
05. ONE FOR THE TEAM
06. THE RESCUE
07. PLAYING GOD
08. THE ROOF TOP
09. ADAM'S BIRTHDAY
10. KILL THE DOCTOR
11. THE HOSPITAL
12. DRUCKER MEETS DRUCKER
13. ADAM GOES HOME
14. THE KISS



Jest to dobra ścieżka dźwiękowa. Co więcej - jest to bardzo, bardzo dobra ścieżka dźwiękowa i naprawdę niewiele zabrakło jej do maksymalnej oceny, ale o tym później. Zacznijmy od początku... Sama płyta do najdłuższych nie należy, bo liczy sobie niespełna 40 minut. Także ilość utworów - choć "poprawna" - nie powala. Powala za to jakość - i to jak! Zaczyna się cicho. Muzyka pojawia się jakby w tle i stopniowo narasta. Dopiero potem dołącza głos, który jakby nucąc melodię w tle, jednocześnie ją wzmacnia. I tak jest przez pierwsze dwie minuty. A potem dostajemy prawdziwego muzycznego "kopa" i już się z niego nie otrząśniemy. Brzmi jak groźba, ale tak jest w rzeczy samej. Trevor Rabin stworzył tutaj jedną ze swoich najlepszych kompozycji. Iście w stylu tego kompozytora - zatem po części jest to muzyka elektroniczna (syntezatory), a po części "zwykłe" skrzypce, chóry, klasyczna orkiestra. A wszystko tworzy zapierającą dech w piersiach całość. Całość, na tle której wyłamują się według mnie 4 utwory. Mam tu na myśli wyżej opisany "The 6th Day", następujący tuż po nim "In The Beginning...", następnie "Adam's Theme" i kolejny - "One For The Team". Ta czwórka jest według mnie nieco lepsza od pozostałych kawałków, co nie zmienia faktu, że wszystkie są bardzo dobre i stoją na równie wysokim poziomie. Do tej czwórki po prostu wracam najchętniej. "In The Beginning...", podobnie jak pierwszy utwór, charakteryzuje się cichym początkiem i napięciem, które wzrasta wraz z rozwijaniem się kompozycji, aby pod koniec "wybuchnąć". "Adam's Theme" to z kolei bardzo piękny i mocno charakterystyczny motyw głównego bohatera filmu. Dokładnie od 2. minuty i 10. sekundy pozostawia na słuchaczu niezapomniane wrażenie - zdecydowanie jedna z ciekawszych i piękniejszych melodii jeśli chodzi o muzykę filmową. Na koniec początek, czyli "One For The Team", rozpoczynający się z kolei dynamicznie i mocno, ale przyciągnął mnie głównie pewnym niesamowitym fragmentem (1:16 min.) - małe arcydzieło. Cała reszta - jak już wspominałem - jest również bardzo dobra, ale postanowiłem opisać tylko te utwory, które spodobały mi się najbardziej. Zwrócę jeszcze uwagę na 3 rzeczy związane z tą płytą. Po pierwsze - w utworze "The Hospital" (i nie tylko), w kilku miejscach słuchać wyraźne nawiązanie do melodii z "Deep Blue Sea" ("Piekielna Głębia") tego samego kompozytora. Po drugie - końcowy "The Kiss" będący bardzo ładną, nastrojową melodią wykorzystującą jeden z motywów przewodnich. Po trzecie - może to i nieco dziwne, ale muzyka ta zupełnie nie kojarzy mi się z filmem. Pomijam już fakt, że obraz zupełnie nie przypadł mi do gustu, ale słuchając poszczególnych kompozycji nijak nie mogłem przypomnieć sobie fragmentu z filmu. Ciężko stwierdzić, czy to dobrze czy źle, ale wygląda na to, że pan Rabin stworzył partyturę, która idealnie nadaje się do wykorzystania w czymś zupełnie nowym - w przeciwieństwie do raczej miernego filmidła science-fiction z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej. No i czas na ocenę końcową. 4 gwiazdki są chyba idealne, jednak weźmy pod uwagę długość płyty oraz fakt, że nie jest to cała muzyka z obrazu (być może już wkrótce pojawi się w dziale recenzja "complete score'a" :) W takim wypadku 4,5 to faktyczna nota tego fantastycznego dokonania, jakim jest ilustracja muzyczna do "Szóstego Dnia".

Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI