
8 MILE
MUZYKA: Eminem, różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 2002 WYTWÓRNIA: Interscope Records CZAS TRWANIA: 68:14 min.
"You better lose yourself in the music, the moment You own it, you better never let it go You only get one shot, do not miss your chance to blow This opportunity comes once in a lifetime yo" Wiem, wiem.... że mogę się narazić na fale krytyki, ze strony niektórych osób z racji rodzaju tej muzyki, ale... są gusta i guściki. Jako że nikt nie zrobił tego wcześniej, podnoszę rękawice, podejmuje wyzwanie ;)) "8 Mila" to film, jakich było już wiele, opowieść o chłopaku walczącym z życiem, walczącym muzyką, walczącym o muzykę. Jak łatwo się domyślić, chodzi o hip-hop, który odgrywa jednak dużą rolę w dzisiejszej kulturze. W każdym bądź razie, jak wiadomo, jego fenomen polega na łatwości tworzenia - w skrócie ujmując, co daje szanse praktycznie każdemu. Na światło dzienne wychodzą zarówno zwykli plagiatorzy, jak i złote "samorodki", którzy wcześniej musieli długo i wytrwale walczyć, trenować, doskonalić swój warsztat, pokazać się ludziom, udowodnić swój talent... Tak jak główny bohater "8 Mili" - White Rabbit , i tak jak Eminem - (od)twórca głównej roli (można się doszukać w filmie wielu wątków zaczerpniętych z biografii rapera), jak i muzyki do filmu. Wprawdzie na płycie wykorzystano piosenki kilku artystów (po części związanych z Eminem), ale jednakże ten krążek to niewątpliwie popis jednego tylko człowieka - właśnie Eminema. A dokładniej chodzi mi o jedną, jedyną piosenkę - "Lose yourself". Można by rzec, iż jest to piosenka wzorcowa, najpełniej oddająca charakter dzisiejszego hip-hopu (a przynajmniej jego części ;) Warstwa tekstowa: nie są to już 5-, 6-sylabowe zbitki słowne dotyczące policji, narkotyków, kobiet (jak w zamierzchłych latach 80-tych i 90-tych, gdzie panowali głównie: Cypress Hill, House of Pain czy Beastie Boys), ale znaczeniowo rozbudowane zdania, gra sensu i ekwilibrystyki danego słowa, balansując na granicy z poezję, by rymować się z kolejnym wersem, by nie głosić banału (i nie jest to wcale takie proste - jak się niektórym może zdawać). Warstwa muzyczna: delikatny wstęp uczyniony z pianina, które w miarę postępu, ustępuje gitarze w duecie z pulsującą perkusją, by ostatecznie przerodzić się w kompozycję bitów i sampli. Całość daje wręcz "piorunujące wrażenie", gdyż ciężko zignorować, nie zaangażować się w odbiór tej piosenki, wciągającej z jednej strony - mnogością brzmień, a z drugiej - swym przekazem. Tu już nie wystarczy powiedzieć: talent, ale zdecydowanie: geniusz. Zjawisko to otworzyło nowe znaczenie dla pojęcia "kompozytor", które już niekoniecznie musi oznaczać absolwenta Akademii Muzycznej, pianina, papieru w pięciolinię... Teraz może być to zwyczajny chłopak/dziewczyna z ulicy, składający słowa, z walkmanem na uszach, "lepiący" własną muzykę. Nie za każdym razem wyjdzie coś dobrego, ale "Lose yourself" z "8 Mili" potwierdza, że jednak MOŻE... i w dodatku - pełni wartościowego (otwierając nowe horyzonty, wymiary dla muzyki ;) Trochę się chyba zagalopowałem, ale czy właśnie nie o to chodzi, żeby się unieść i "zatracić" w niej... ;) ? |
![]() |
|
![]() |