ABYSS, THE

MUZYKA: Alan Silvestri
ROK PRODUKCJI: 1989
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande
CZAS TRWANIA: 47:24 min.


01. MAIN TITLE
02. SEARCH THE MONTANA
03. THE CRANE
04. THE MANTA SHIP
05. THE PSEUDOPOD
06. THE FIGHT
07. SUB BATTLE
08. LINDSEY DROWNS
09. RESURRECTION
10. BUD'S BIG DIVE
11. BUD ON THE LEDGE
12. BACK ON THE AIR
13. FINALE



Do czołówki najlepszych partytur Alana Silvestri (należącego bez wątpienia do moich ulubionych kompozytorów) zaliczałem zawsze (i zaliczać będę) "Predatora" (obie części), trylogię "Back to the Future" oraz "Forresta Gumpa". Po przesłuchaniu muzyki z "Otchłani" mogę stwierdzić jasno, że to kolejna ścieżka plasująca się czołówce, dołączająca jednocześnie do wyżej wymienionych pozycji. To także jedna z najlepszych partytur w dorobku pana Silvestri'ego! Na dobrej płycie zawsze znajdzie się kilka takich utworów, których można słuchać w nieskończoność. I tak też jest w przypadku "The Abyss", gdzie jednym z takich kawałków jest "Bud On The Ledge", potrafiący totalnie zauroczyć słuchacza. Przede wszystkim niezapomniane wrażenie robią prześliczne, cudowne chórki. Dalej towarzyszy nam świetny, głośny akompaniament (jakby motyw przewodni), a jeszcze dalej (dokładnie od 2 minuty i 16 sekundy) wspaniała melodia ilustrująca fragment, gdy główny bohater, Bud (w tej roli Ed Harris) ciągnięty jest przez pozaziemską istotę przez całe podwodne miasto. Ten kawałek to prawdziwe arcydzieło - uwierzcie mi na słowo... Inne podobne, równie piękne utwory, to "Back On The Air" oraz "Finale" (moment wynurzenia się podwodnego miasta na powierzchnię) - w obydwóch są tę wspomniane już wcześniej prześliczne chórki. Do kolejnych ciekawszych utworów można zaliczyć "Bud's Big Dive" (główny bohater spadający w bezkres oceanu - naprawdę mroczny kawałek) oraz pierwsze, otwierające krążek "Main Title" (świetne szturmowe bębenki oraz zaczątek chórów). Reszta? Na pewno nie odbiega poziomem od najlepszych fragmentów na płycie, które udało mi się wymienić powyżej. Czuć tutaj typowy dla tego kompozytora styl, miejscami przypominający "Powroty do Przyszłości" czy "Predatora". Cała płyta oddaje niepowtarzalny klimat dzieła Jamesa Camerona. Świetny film - świetna muzyka. Pozycja, która momentami potrafi zaskoczyć i zauroczyć - tak, jak to miało chociażby miejsce ze mną...

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI