
ADVENTURES OF SHARKBOY AND LAVAGIRL 3-D, THE
MUZYKA: Robert Rodriguez, John Debney, Graeme Revell ROK PRODUKCJI: 2005 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum CZAS TRWANIA: 45:34 min.
Robert Rodriguez, samodzielna fabryka filmów, po nie tak dawnym sukcesie komiksowego "Sin City" znów rusza do akcji i produkuje kolejny film o wdzięcznej nazwie "Rekin i Lawa: Przygoda w 3-D". Całość z pewnością przypomina trzy poprzednie dziełka tego reżysera, a mowa o serii "Spy Kids". Tym razem jednak fabuła przedstawia się tak, iż 10-letni chłopiec spędza samotne wakacje. Jednak by zapobiec tej samotności - wymyśla sobie dwóch tytułowych przyjaciół (SharkBoy & LavaGirl), z którymi postanawia przemienić marzenia w rzeczywistość... Jak widać - dość to banalne i dziecinne, i pewnie większość spodziewa się tego samego po ścieżce dźwiękowej z filmu - jednak w tym miejscu czeka słuchaczy niespodzianka. Całą muzykę po raz kolejny napisało trio Robert Rodriguez, John Debney i Graeme Revell. Czyżby ścieżka bardzo podobna brzmieniowo do "Sin City"? Nic z tych rzeczy - kompozytorom udało się stworzyć coś całkiem nowego. Do wspomnianego wyżej filmowego tematu można by się spodziewać muzyki nieco tandetnej i "dziecinnej". Paradoksalnie jednak jest to soundtrack bardzo tajemniczy, wręcz mistyczny, a nawet miejscami zawiewający grozą. W utworze otwierającym płytę ("The Shark Boy") już pobrzmiewa motyw przewodni całej ścieżki, zaś w drugim kawałku ("The Lava Girl") słychać prześliczny kobiecy głos a'la chórek, który jakby lamentuje drugi z tematów głównych. Tak wygląda początek, a dalej - w całości - w tle będzie zazwyczaj gościć liryczna partia smyczkowa, kiedy indziej posępne bębny, trochę kotłów, trąbki i przez ogrom czasu melodia wygrywana na cymbałkach i trójkącie. W czwartym z kolei utworze ("SharkBoy And LavaGirl Return") robi się już bardziej dynamicznie - jeden z tematów przewodnich ulega świetnemu rozwinięciu; z kolei w "Planet Drool" zmienia się nieco styl i klimat - na bardziej złowrogi, choć wciąż odczuwa się oszczędność w orkiestrze, jakby pewne partie i fragmenty czekały na wspaniałe rozwinięcia, nowe aranżacje - co już lekko zapoczątkował utwór nr 4. W każdym razie wszystko leniwie się rozkręca, co potwierdza "Mount Never Rest" - z charakterystycznymi trąbkami i lekko podniosłym stylem - słychać tu jeden z motywów przewodnich, właściwie to kolejny temat z bardzo ciekawym podkładem. "Passage Of Time" prezentuje jeszcze inny rodzaj tajemniczości, równie dobry co poprzednie, a "Mr. Electric" obfituje w świetne, urywane partie smyczkowe - zarówno te ciche, jak i nieco głośniejsze, a do tego nowy, genialny, złowrogi chórek. Po tym całym "lenistwie" mamy już akcję pełną gębą - "Train Of Thought" jest głośny, szybki i "wyposażony" w nowy instrument - gitarę elektryczną. Jest to naprawdę rewelacyjny, rytmiczny utwór, na pewno jeden z najbardziej charakterystycznych na całym krążku. Nr 10, czyli "Dream Dream Dream Dream (Dream Dream)" to pierwsza piosenka na soundtracku, wykonywana przez filmowego SharkBoya. Z początku utwór ten wydaje się nieco śmieszny i dziecinny, jednak im bardziej się rozwija - tym lepszy się staje - m.in. dochodzi świetny podkład oraz, po dwóch zwrotkach, zwolnienie w postaci pięknego, kobiecego głosu (ponownie). Także znowu towarzyszy nam gitara elektryczna, a po minięciu 1 minuty i 20 sekund następuje całkowita zmiana stylu na weselszy i bardziej "kabaretowy". Piosenka "Dream Dream..." jest właściwie czymś w rodzaju znaku, iż właśnie minęła połowa odsłuchiwanej ścieżki dźwiękowej. Jednak nie należy spodziewać się większych zmian - od utworu nr 11 powraca styl z pierwszej części soundtracku, zatem ponownie będzie tajemniczo i złowrogo, nie zabraknie znanego instrumentarium i partii chóralnych. "The Lala's" (autor: Weinstein) to kolejna piosenka na płycie, a właściwie coś w rodzaju piosenki - jest to utwór w stylu ciepłej, pogodnej kołysanki, z wciąż powtarzanymi słowami "Lalala". Równie optymistyczny jest kolejny kawałek, "The Ice Princess", choć w drugiej połowie zmieniający się na szybsze brzmienie - jego bezpośrednią kontynuacją jest "Sharkboy vs. Mr. Electric". Po dłuższej przerwie, w utworach 16 i 17 ("LavaGirl's Sacrifice" i "The Light") ponownie wita nas śliczny, kobiecy głos we wspaniale brzmiącej instrumentalnej otoczce, a także ponownie słychać echa trąb - motywu przewodniego "Rekina i Lawy...". Szczególnie w tym drugim kawałku występują najgłośniejsze trąby i zarazem najlepsze ich rozwinięcie. W "Battle Of The Dreamers" usłyszymy na początku orientalny fragment muzyczny, który wraz z czasem trwania staje się coraz bardziej wyrazisty. Potem jest nieco figlarnie, a "The Day Dreamer" to już spokojne zakończenie w stylu utworów "The Sharkboy" (nr 1 na płycie) czy "Stream Of Consciousness" (nr 11). Płytę zamyka piosenka przewodnia w wykonaniu The LavaGirls - dość szybka, gitarowa, i podobnie jak "Dream Dream..." - z początku wydaje się nieco śmieszna, jednak konwencja wszystko "usprawiedliwia". W piosenkę został wpleciony motyw przewodni oraz znany już z wcześniejszych utworów kobiecy głos. Podczas słuchania ścieżki dźwiękowej z "Rekina i Lawy..." (szczególnie przed obejrzeniem filmu) ma się wrażenie, iż reżyser pomylił partytury i w przypadku tego tytułu - skierowanego przecież do młodszej widowni - nic tak posępnego i tajemniczego nie powinno mieć miejsca. W pierwszym akapicie wspomniałem o tym, że Rodriguezowi, Debneyowi i Revellowi udało się stworzyć całkiem nową kompozycję w tak krótkim czasie, jednak momentami czuć lekkie brzmienia i echa partytury do "Sin City" - nie jest to nic bardzo podobnego czy wręcz identycznego, ale co wytrawniejsze ucho na pewno wychwyci minimalne, fragmentaryczne podobieństwa. To wszystko przemawia oczywiście na korzyść, bo osobiście spodziewałem się czegoś w rodzaju autoplagiatu, gdy tylko dowiedziałem się o autorach opisywanej ścieżki. Na szczęście nic takiego nie ma miejsca w "The Adventures Of SharkBoy And LavaGirl 3-D", a brawa należą się za kolejną dobrą współpracę reżysera i kompozytorów w tak krótkim odstępie czasu. Ocena całości - 3,5 gwiazdki, z podkreśleniem, że do czterech bardzo blisko. Warto przesłuchać - najlepiej w ciszy i spokoju... Soundtrack dostarczony przez Agencję Artystyczną MTJ (www.mtj.pl) |
![]() |
|
![]() |