ADVENTURES OF SHARKBOY AND LAVAGIRL 3-D, THE

MUZYKA: Robert Rodriguez, John Debney, Graeme Revell
ROK PRODUKCJI: 2005
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum
CZAS TRWANIA: 45:34 min.


01. THE SHARK BOY (Robert Rodriguez/John Debney)
02. THE LAVA GIRL (Robert Rodriguez)
03. MAX'S DREAM (Robert Rodriguez)
04. SHARKBOY AND LAVAGIRL RETURN (Robert Rodriguez)
05. PLANET DROOL (Robert Rodriguez)
06. MOUNT NEVER REST (Graeme Revell)
07. PASSAGE OF TIME (Robert Rodriguez/Thiel)
08. MR. ELECTRIC (Graeme Revell)
09. TRAIN OF THOUGHT (John Debney)
10. DREAM DREAM DREAM DREAM (DREAM DREAM) (Rodriguez)
11. STREAM OF CONSCIOUSNESS (John Debney)
12. SEA OF CONFUSION (John Debney)
13. THE LALA'S (Weinstein)
14. THE ICE PRINCESS (John Debney/Robert Rodriguez)
15. SHARKBOY VS. MR. ELECTRIC (Graeme Revell)
16. LAVAGIRL'S SACRIFICE (Robert Rodriguez)
17. THE LIGHT (Robert Rodriguez)
18. BATTLE OF THE DREAMERS (Robert Rodriguez)
19. MR. ELECTRIC ON EARTH (Graeme Revell)
20. UNPLUGGED (John Debney/Robert Rodriguez)
21. THE DAY DREAMER (John Debney/Robert Rodriguez)
22. SHARKBOY AND LAVAGIRL (Robert Rodriguez)



Robert Rodriguez, samodzielna fabryka filmów, po nie tak dawnym sukcesie komiksowego "Sin City" znów rusza do akcji i produkuje kolejny film o wdzięcznej nazwie "Rekin i Lawa: Przygoda w 3-D". Całość z pewnością przypomina trzy poprzednie dziełka tego reżysera, a mowa o serii "Spy Kids". Tym razem jednak fabuła przedstawia się tak, iż 10-letni chłopiec spędza samotne wakacje. Jednak by zapobiec tej samotności - wymyśla sobie dwóch tytułowych przyjaciół (SharkBoy & LavaGirl), z którymi postanawia przemienić marzenia w rzeczywistość... Jak widać - dość to banalne i dziecinne, i pewnie większość spodziewa się tego samego po ścieżce dźwiękowej z filmu - jednak w tym miejscu czeka słuchaczy niespodzianka. Całą muzykę po raz kolejny napisało trio Robert Rodriguez, John Debney i Graeme Revell. Czyżby ścieżka bardzo podobna brzmieniowo do "Sin City"? Nic z tych rzeczy - kompozytorom udało się stworzyć coś całkiem nowego.

Do wspomnianego wyżej filmowego tematu można by się spodziewać muzyki nieco tandetnej i "dziecinnej". Paradoksalnie jednak jest to soundtrack bardzo tajemniczy, wręcz mistyczny, a nawet miejscami zawiewający grozą. W utworze otwierającym płytę ("The Shark Boy") już pobrzmiewa motyw przewodni całej ścieżki, zaś w drugim kawałku ("The Lava Girl") słychać prześliczny kobiecy głos a'la chórek, który jakby lamentuje drugi z tematów głównych. Tak wygląda początek, a dalej - w całości - w tle będzie zazwyczaj gościć liryczna partia smyczkowa, kiedy indziej posępne bębny, trochę kotłów, trąbki i przez ogrom czasu melodia wygrywana na cymbałkach i trójkącie. W czwartym z kolei utworze ("SharkBoy And LavaGirl Return") robi się już bardziej dynamicznie - jeden z tematów przewodnich ulega świetnemu rozwinięciu; z kolei w "Planet Drool" zmienia się nieco styl i klimat - na bardziej złowrogi, choć wciąż odczuwa się oszczędność w orkiestrze, jakby pewne partie i fragmenty czekały na wspaniałe rozwinięcia, nowe aranżacje - co już lekko zapoczątkował utwór nr 4. W każdym razie wszystko leniwie się rozkręca, co potwierdza "Mount Never Rest" - z charakterystycznymi trąbkami i lekko podniosłym stylem - słychać tu jeden z motywów przewodnich, właściwie to kolejny temat z bardzo ciekawym podkładem. "Passage Of Time" prezentuje jeszcze inny rodzaj tajemniczości, równie dobry co poprzednie, a "Mr. Electric" obfituje w świetne, urywane partie smyczkowe - zarówno te ciche, jak i nieco głośniejsze, a do tego nowy, genialny, złowrogi chórek. Po tym całym "lenistwie" mamy już akcję pełną gębą - "Train Of Thought" jest głośny, szybki i "wyposażony" w nowy instrument - gitarę elektryczną. Jest to naprawdę rewelacyjny, rytmiczny utwór, na pewno jeden z najbardziej charakterystycznych na całym krążku. Nr 10, czyli "Dream Dream Dream Dream (Dream Dream)" to pierwsza piosenka na soundtracku, wykonywana przez filmowego SharkBoya. Z początku utwór ten wydaje się nieco śmieszny i dziecinny, jednak im bardziej się rozwija - tym lepszy się staje - m.in. dochodzi świetny podkład oraz, po dwóch zwrotkach, zwolnienie w postaci pięknego, kobiecego głosu (ponownie). Także znowu towarzyszy nam gitara elektryczna, a po minięciu 1 minuty i 20 sekund następuje całkowita zmiana stylu na weselszy i bardziej "kabaretowy".

Piosenka "Dream Dream..." jest właściwie czymś w rodzaju znaku, iż właśnie minęła połowa odsłuchiwanej ścieżki dźwiękowej. Jednak nie należy spodziewać się większych zmian - od utworu nr 11 powraca styl z pierwszej części soundtracku, zatem ponownie będzie tajemniczo i złowrogo, nie zabraknie znanego instrumentarium i partii chóralnych. "The Lala's" (autor: Weinstein) to kolejna piosenka na płycie, a właściwie coś w rodzaju piosenki - jest to utwór w stylu ciepłej, pogodnej kołysanki, z wciąż powtarzanymi słowami "Lalala". Równie optymistyczny jest kolejny kawałek, "The Ice Princess", choć w drugiej połowie zmieniający się na szybsze brzmienie - jego bezpośrednią kontynuacją jest "Sharkboy vs. Mr. Electric". Po dłuższej przerwie, w utworach 16 i 17 ("LavaGirl's Sacrifice" i "The Light") ponownie wita nas śliczny, kobiecy głos we wspaniale brzmiącej instrumentalnej otoczce, a także ponownie słychać echa trąb - motywu przewodniego "Rekina i Lawy...". Szczególnie w tym drugim kawałku występują najgłośniejsze trąby i zarazem najlepsze ich rozwinięcie. W "Battle Of The Dreamers" usłyszymy na początku orientalny fragment muzyczny, który wraz z czasem trwania staje się coraz bardziej wyrazisty. Potem jest nieco figlarnie, a "The Day Dreamer" to już spokojne zakończenie w stylu utworów "The Sharkboy" (nr 1 na płycie) czy "Stream Of Consciousness" (nr 11). Płytę zamyka piosenka przewodnia w wykonaniu The LavaGirls - dość szybka, gitarowa, i podobnie jak "Dream Dream..." - z początku wydaje się nieco śmieszna, jednak konwencja wszystko "usprawiedliwia". W piosenkę został wpleciony motyw przewodni oraz znany już z wcześniejszych utworów kobiecy głos.

Podczas słuchania ścieżki dźwiękowej z "Rekina i Lawy..." (szczególnie przed obejrzeniem filmu) ma się wrażenie, iż reżyser pomylił partytury i w przypadku tego tytułu - skierowanego przecież do młodszej widowni - nic tak posępnego i tajemniczego nie powinno mieć miejsca. W pierwszym akapicie wspomniałem o tym, że Rodriguezowi, Debneyowi i Revellowi udało się stworzyć całkiem nową kompozycję w tak krótkim czasie, jednak momentami czuć lekkie brzmienia i echa partytury do "Sin City" - nie jest to nic bardzo podobnego czy wręcz identycznego, ale co wytrawniejsze ucho na pewno wychwyci minimalne, fragmentaryczne podobieństwa. To wszystko przemawia oczywiście na korzyść, bo osobiście spodziewałem się czegoś w rodzaju autoplagiatu, gdy tylko dowiedziałem się o autorach opisywanej ścieżki. Na szczęście nic takiego nie ma miejsca w "The Adventures Of SharkBoy And LavaGirl 3-D", a brawa należą się za kolejną dobrą współpracę reżysera i kompozytorów w tak krótkim odstępie czasu. Ocena całości - 3,5 gwiazdki, z podkreśleniem, że do czterech bardzo blisko. Warto przesłuchać - najlepiej w ciszy i spokoju...

Soundtrack dostarczony przez Agencję Artystyczną MTJ (www.mtj.pl)

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI