AKADEMIA PANA KLEKSA

MUZYKA: Andrzej Korzyński, wykonanie: Zespół Dziecięcy "Akademia pana Kleksa"
ROK PRODUKCJI: 2001
WYTWÓRNIA: Sony Music Polska
CZAS TRWANIA: 40:00 min.


01. KOSMICZNY PROLOG
02. WITAJCIE W NASZEJ BAJCE
03. LEŃ
04. ZOO
05. KACZKA DZIWACZKA
06. KWOKA
07. JAK ROZMAWIAĆ TRZEBA Z PSEM
08. NARODZINY KSIĘCIA MATEUSZA
09. MOTYW DOKTORA PAJ-CHI-WO
10. INWAZJA WILKOŁAKÓW
11. NA WYSPACH BERGAMUTACH
12. PSIE SMUTKI
13. SEN O SIEDMIU SZKLANKACH
14. KSIĘŻYC RAZ ODWIEDZIŁ STAW
15. ŚWIĄTECZNA AKADEMIA
16. ZEMSTA GOLARZA FILIPA
17. POŻEGNANIE Z BAJKĄ



Historia lubi płatać figle. Na początku lat 80-tych, gdy ówczesną Polską Ludową wstrząsały strajki, kryzys, rodząca się polska muzyka rockowa, zryw "Solidarności" i wreszcie stan wojenny, w czasach gdy artystom pióra, głosu, sceny i ekranu sama rzeczywistość dostarczała inspiracji, ostatnią rzeczą - wydawałoby się - mogła być ekranowa realizacja śmiałej, nowoczesnej bajki dla młodych widzów. Ale w tych dziwnych czasach powstał z pewnością najlepszy polski film dla dzieci - "Akademia pana Kleksa" w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego. Realizowana przez ponad dwa lata w koprodukcji polsko-radzieckiej, miała swoją premierę w 1983 roku (choć niektóre źródła podają jako datę premiery 30 stycznia 1984). Film z miejsca osiągnął status jednego z największych frekwencyjnych sukcesów w historii polskiej kinematografii. Zasadniczy wkład w triumf "Akademii..." miała muzyka Andrzeja Korzyńskiego, jednego z najlepszych i najbardziej utytułowanych rodzimych kompozytorów muzyki filmowej, telewizyjnej, teatralnej, baletowej i wielu popularnych przebojów muzyki pop. Zorkiestrowanie tego na poły musicalu, było o tyle trudne, ponieważ muzyka musiała być skomponowana, zagrana i zaśpiewana, zanim w ogóle nakręcono pierwszą rolkę taśmy. Ale gdy reżyser usłyszał efekt finalny, stwierdził, że połowę sukcesu ma w kieszeni i teraz wystarczy do tej muzyki i piosenek dokręcić film...

Pierwsze wydanie ścieżki dźwiękowej z "Akademii pana Kleksa" ujrzało światło dzienne w roku 1983, nakładem wytwórni Polton. Były to oczywiście edycje na winylu (który mam do dzisiaj) i kasecie magnetofonowej. Zupełnie niedawno doczekałem się wreszcie reedycji kompaktowej, no i cóż... łezka się w oku kręci na wspomnienie czasów, kiedy biegało się w krótkich spodenkach, a po nocach nachodził mnie w koszmarach Adolf - mechaniczna lalka nie mniej przerażającego Golarza Filipa, w którą tchnął życie profesor Kleks. Zawartość 12-calowgo srebrnego krążka nie różni się niczym od pierwotnego wydania i generalnie można ją podzielić na trzy kategorie : piosenki, utwory wykonywane przez zespół instrumentalny oraz urokliwe motywy orkiestrowe.

Płytę otwiera "Kosmiczny prolog", wspaniały, przebojowy, zrealizowany przy użyciu rockowego instrumentarium utwór, wspomagany przez analogowe syntezatory i "kosmiczne" efekty dźwiekowe. W filmie słyszymy go pod koniec animowanego wstępu, gdy na gwiezdnym tle widzimy symbol filmu - obracający się guzik, zamieniający sie w feerię świateł, na tle których pojawia się tytuł filmu. Drugi utwór na płycie, to słynny przebój "Witajcie w naszej bajce", śpiewany przez dzieci w drugiej połowie filmu, oraz, jako wersja instrumentalna - otwierający "Akademię". Drugi dzień pobytu Adasia Niezgódki w murach Akademii rozpoczęła piosenka "Leń", utwór numer trzy. W nim po raz pierwszy słyszymy głos Piotra Fronczewskiego - ekranowego pana Kleksa. Co tu dużo pisać - ten aktor ma głos za przysłowiowe milion dolców. Jego wspaniały, niski tembr sprawdza się zarówno podczas dynamicznych melorecytacji, które są właściwie melodyjnym wykrzykiwaniem tekstu, jak i w nastrojowej piosence aktorskiej. Utwór czwarty to kolejny wielki hit tej płyty, czyli "Zoo", ilustrujący jedną z najbardziej zaskakujących i najniezwyklejszych sekwencji filmu - słynną kleksografię, podczas której uczniowie Akademii rzucali atramentem w ścianę, a pan Kleks śpiewał piosenki o zwierzętach, które z tychże plam powstawały. Zapewne wielu z was pamięta słynną frazę "dziki jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły", niemal rapowaną przez Fronczewskiego, kręcącego się na wielkiej kostce Rubika. Pierwsze spotkanie Adasia z kolegami dało początek nie mniej słynnej "Kaczce dziwaczce", bardzo zabawnej piosence, śpiewanej przez dwóch uczniów Akademii. O wiele bardziej dostojnym rytmem toczyła się "Kwoka", piosenka śpiewana podczas powitania gości Akademii na pokazie wizji trzeciego oka. To jeden z moich ulubionych śpiewanych momentów tej płyty, zarówno ze względu na wyróżniającą się, bardzo elegancką kompozycję i aranżację utwóru, jak i podział ścieżki wokalnej na zespół dziecięcy, Piotra Fronczewskiego i Edytę Geppert, wykonującą partię tytułowej kwoki. Nie znoszę za to utworu nr 7 - "Jak rozmawiać trzeba z psem". Jest to jedyna piosenka w filmie, śpiewana przez Sławka Wronkę, czyli ekranowego Adasia. Ale zaraz po nim możemy nasycić uszy "Narodzinami księcia Mateusza", pierwszym motywem orkiestrowym na płycie. To zupełnie inna muzyka, niż do tej pory mieliśmy okazję usłyszeć. Jest podniosła, baśniowa, uroczysta i - chciałoby się rzec - królewska. Słychać tu wyraźny wpływ haendlowskiego "Water Music". Kolejny utwór instrumentalny to zwrot o 180 stopni i kolejny dowód na rozległe zainteresowania kompozytorskie Andrzeja Korzyńskiego. Mamy bowiem do czynienia z "Motywem doktora Paj-Chi-Wo", elektronicznie wystylizowanym na tradycyjne chińskie instrumentarium i ilustrującym przybycie na królewskie komnaty medyka nadwornego cesarza Chin, który przybył by uleczyć wilczą ranę księcia Mateusza. Następny utwór instrumentalny i znowu zanurzamy się w odmiennych klimatach : oto krótka, lecz mroczna, hałaśliwa, pełna przesterowanych gitar i elektronicznego pisku "Inwazja wilkołaków". A potem powrót do kolorowego świata Akademii wraz z ulubiona piosenką pana Kleksa, "Na wyspach Bergamutach". Tę piosenkę słyszymy w filmie jako pierwszą a zapewne tajemnicą wydawcy jest, dlaczego na płycie jest dopiero na 11 miejscu. Po tym przeboju, śpiewanym przez dzieci i wspaniałego Piotra Fronczewskiego, ukołysze nas znowu Edyta Geppert, w nastrojowych, lirycznych "Psich smutkach". A potem Andrzej Korzyński uwalnia rockowego ducha w doskonałej, ponad siedmiominutowej instrumentalnej mini-suicie "Sen o siedmiu szklankach", momentami wspomaganej wokalnie przez niezawodnego Piotra Fronczewskiego. W filmie jest to ilustracja znakomitej, niemal surrealistycznie odjechanej, animowanej sekwencji o sennych perypetiach Adasia Niezgódki i profesora Kleksa. Tutaj muzyka, jak na film dla dzieci, daje prawdziwego, mocnego i przebojowego kopa, z melodiami i gitarowymi solówkami, jakich nie powstydziłaby się niejedna pop-rockowa kapela. Utwór nr 14 to ostatnia na płycie piosenka śpiewana przez dzieci - przeuroczy kawałek "Księżyc raz odwiedził staw". Później ogarnie nas uroczysty nastrój, jaki roztoczy wokół przepiękny orkiestrowy temat "Świąteczna Akademia", zresztą przewijający się przez cały film kilkakrotnie, w tym podczas napisów początkowych. A ze świątecznego letargu błyskawicznie wyrywa "Zemsta Golarza Filipa", pełna dynamiki, potęgi, mocy, elektronicznych świstów i przebojowych gitarowych solówek, nieco zmodyfikowana wersja "Kosmicznego prologu". To koniec wrednych poczynań lalki Adolfa, koniec niecnych knowań Golarza Filipa, koniec poszukiwań guzika z zaczarowanej czapki Bogdychanów i koniec Akademii pana Kleksa. Ostatnim utworem na płycie jest cudowna piosenka o wymownym tytule "Pożegnanie z bajką", zaśpiewana przez Smutną Księżniczkę - Zdzisławę Sośnicką.

Słuchając tej płyty po 20 latach od premiery, mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest to powrót do dzieciństwa, przypomnienie sobie wszystkich emocji, towarzyszących mi podczas kinowych seansów "Akademii pana Kleksa", kiedy słysząc "Kosmiczny prolog", z radości tłukłem dłońmi w oparcia fotela tak głośno i szybko, że nauczycielka musiała mnie uciszać :). Ale po dwóch dekadach ciągłego rozwoju patentów na komponowanie, aranżację i wykonywanie przebojowych piosenek, niegdysiejsze hiciory Korzyńskiego bardzo się zestarzały. I to nie nawet pod kątem kompozycji czy atrakcyjności melodii. Problem rozbija się o dęciakowe, big-bandowe aranżacje a'la festiwal w Opolu z lat 80-tych. Częściowo próbie czasu oparły się za to motywy instrumentalne, gdzie kompozytor położył nacisk na elektroniczne i gitarowe rozwiązania aranżacyjne. Mam na myśli "Kosmiczny prolog", "Sen o siedmiu szklankach" i "Zemstę Golarza Filipa". Nie znaczy to, że piosenki w filmie uważam za słabe - nic z tych rzeczy. Te niegdysiejsze wspaniałe i nowocześnie zagrane przeboje, dziś brzmią po prostu archaicznie.

Niewątpliwie atutem wszystkich piosenek na płycie są teksty, które stanowią wiersze Jana Brzechwy, nieznacznie tylko przerobione przez reżysera. Trudno byłoby bowiem o wdzięczniejsze, dowcipniejsze i lepiej zrymowane wersy, niż te zaczerpnięte z poetyckiej twórczości autora literackiej "Akademii pana Kleksa". Jedyną piosenką na płycie, której nie oparto na tekście Brzechwy, było "Pożegnanie z bajką", ze słowami Krzysztofa Gradowskiego.

Szkoda, że wydawca płyty nie umieścił na krążku całej muzyki z filmu. O ile taki krok w dobie pierwszego wydania winylowego był zrozumiały, ze względu na ograniczoną pojemność czarnego krążka, to obecnie nie potrafię pojąć, dlaczego na płycie nie ma pełnego, orkiestrowego tematu tytułowego, moytwu wizyty Adasia w bajce o dziewczynce z zapałkami, pozytywkowgo przerywnika, ilustrującego zmianę snu Adasia przez profesora, motywu poranka, granego tuż przed piosenką "Leń", kawałka ilustrującego nocne wyprawy księcia Mateusza, grozę burzliwej nocy, podczas której Golarz przyprowadził Adolfa, itd. Ale najbardziej brakuje mi na płycie słynnego "Marszu wilków", skomponowanego i wykonanego przez legendarny polski zespół heavymetalowy TSA (tekst - Krzysztof Gradowski). Inna sprawa, że sam zespół nigdy tego utwóru nie zamieścił na żadnym własnym wydawnictwie płytowym.

Podsumowując - brak wielu motywów z filmu, a piosenkom urosły dłuuugie brody. Ale mimo wszystko, te 40 minut które zawarto na krążku, to dla dzisiejszych 25-30-letnich fanow kina rzecz kultowa. No i w końcu od niej zaczęła się współpraca Andrzeja Korzyńskiego z Piotrem Fronczewskiem, którzy w połowie lat 80-tych promowali taniec-połamaniec (ang. breakdance) za pomocą Franka Kimono :) Sentymentalne 4 gwiazdki.

Ocena:
Autor recenzji: Adrian Szczypiński - ADI
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI