ANGELS IN AMERICA

MUZYKA: Thomas Newman
ROK PRODUKCJI: 2003
WYTWÓRNIA: Nonesuch
CZAS TRWANIA: 72:00 min.


01. THRESHOLD OF REVELATION
02. MAIN TITLE
03. LESIONNAIRE
04. ELLIS ISLAND
05. ACOLYTE OF THE FLUX
06. UMDANKBAR KIND
07. THE RAMBLE
08. OZONE
09. PILL POPPERS
10. QUARTET
11. "SOLITUDE" (Duke Ellington)
12. BAYEUX TAPESTRY
13. SPOTTY MONSTER
14. MAUVE ANTARCTICA
15. HER FABULOUS INCIPIENCE
16. THE INFINITE DESCENT
17. "A CLOSER WALK WITH THEE" (George Lewis Ragtime Band)
18. BROOM OF TRUTH
19. SUBMIT!
20. PLASMA ORGASMATA
21. DELICATE PARTICLE LOGIC
22. THE MORMONS
23. PROPHET BIRDS
24. MORE LIFE
25. BLACK ANGEL
26. GARDEN OF THE SOUL
27. HEAVEN
28. BETHESDA FOUNTAIN
29. THE GREAT WORK BEGINS (END TITLE)
30. TROPOPAUSE
31. "I'M HIS CHILD" (Zella Jackson-Price)



Ponownie Newman i ponownie (albo raczej jak zwykle - u tego pana to już standard) jest znakomicie. Zaczyna się ładnie, cicho i niepozornie. Delikatnie poprowadzone instrumenty wraz ze ślicznym głosem w tle grają w utworze "Threshold of Revelation", trwającym niespełna minutę. Pod jego koniec muzyka narasta i dość głośnym, aczkolwiek bardzo pięknym i przyjemnym fragmentem przechodzimy niemal niezauważalnie do "Main Title". Ten kawałek to już prawdziwe arcydzieło, popis kunsztu Newmana. Kompozytor, korzystając z typowych dla siebie skrzypiec, trąbek i innych instrumentów dętych, które dodatkowo wspomaga gdzieś w tle pięknie brzmiąca harfa, stworzył jeden z najpiękniejszych tematów w swojej twórczości, a już na pewno najlepszy na opisywanej płycie, której wręcz esencją jest właśnie "Main Title". Dalej jest równie doskonale, spójnie, na równym poziomie. Jest tak dobrze, że właściwie powinienem się tu zająć każdym utworem z osobna, ale nie wiem czy zdołam - takie pisanie jest zbyt monotonne i męczące (tym bardziej w czytaniu...). W każdym razie utworów jest aż 31, z czego 3 to bardzo ładnie wplecione w całość tzw. stare przeboje - mamy więc tutaj Duke'a Ellingtona i jego "Solitude", George'a Lewisa z "A Closer Walk With Thee" i chyba najlepszy (przynajmniej mi się bardzo podobał), kończący płytę "I'm His Child", który wykonuje Zella Jackson-Price. Cała reszta to pełną nutą Newman.

Mnóstwo instrumentów smyczkowych i dętych podkreśla piękno takich dzieł, jak następujące po utworze przewodnim "Lesionnaire", bardzo inne, ale równie piękne "Acolyte Of The Flux", cichsze i spokojniejsze "Umdankbar Kind", krótkie i bardzo ładne "Ozone" czy też inne, równie niesamowite kompozycje jak: "Pill Poppers", "Bayeux Tapestry", "Broom of Truth" (wykorzystujący znany motyw z "Threshold of Revelation", który pojawia się także w późniejszym "Tropopause"), "The Mormons", czy w końcu "Bethesda Fountain". Ale pan Thomas nie tylko na tym bazuje. O dziwo, są tu kompozycje zupełnie pozbawione tych charakterystycznych elementów - tu warto wspomnieć o "Delicate Particle Logic", "Heaven", "Spotty Monster", a nawet "Prophet Birds". Te utwory bazują na zupełnie innych instrumentach, a jeśli już pojawiają się te wyżej wymienione, na to drugim czy nawet trzecim planie. Co więcej, Newman korzysta tu także z elektroniki, która w jego przebogatej twórczości występuje bardzo rzadko, w ilościach wręcz znikomych. Owa elektronika nadaje części partytury zupełnie innego wydźwięku, tym bardziej, że kompozytor stosuje ją w melodiach charakteryzujących zło i wydarzenia niezbyt przyjemne. Tak więc najwięcej ingerencji elektroniki usłyszymy w "The Ramble", "Her Fabulous Incipience", "Black Angel" czy choćby w "Submit!". Kawałki te odstają od reszty, jednak pozostają wciąż charakterystyczne dla kompozytora, współgrając z większa częścią muzyki do "Angels In America". W każdym razie nie można mieć do nich żadnych zastrzeżeń. Wśród tych "innych" warto także wyróżnić "The Infinite Descent", który jest prawdziwym popisem chóru, wyśpiewującego pod niebiosa przez blisko minutę. Tutaj również skrzypce - mimo, iż bardzo ważne - są mniej istotne od reszty instrumentarium. Poszczególne kompozycje, prócz wyrazistej struktury, są jak zwykle niezbyt długie. Wyłamuje się właściwie tylko 5 kawałków, a mianowicie: "Quartet" (ponad 6-minutowa suita, utwór bardzo smutny i niepokojący w porównaniu z innymi na krążku), "Mauve Antarctica" (niecałe 5 minut solidnego grania, charakteryzującego się prześlicznym, miejscami niemal solowym fletem i oczywiście skrzypcami), "Black Angel" (4-minutowy, niepokojący, zły, jeden z najmroczniejszych fragmentów na płycie, z niesamowicie wykorzystanymi trąbami + mała dawka elektroniki), "Garden Of The Soul" (także blisko 4 minut, nastrojowa, spokojna melodia, choć z początku czuć smutek - potrafi pozytywnie zaskoczyć, szczególnie "wybuchając" pod koniec) i "The Great Work Begins (End Title)" (utwór końcowy - podsumowanie partytury, miejscami ociera się o patetyczność, jednak w tym przypadku to nic złego, a wręcz esencja tego kawałka).

Ten ostatni utwór przypomina mi nieco "Finale" ze ścieżki dźwiękowej do "Dragonheart" (Randy Edelman) - ma podobną strukturę. Potem przechodzimy płynnie do wieńczącego już całkowicie ów krążek "Tropopause" - ten kawałek także należy do moich faworytów z "Angels In America", nieco przypominając "Main Title". Delikatny głos, pobrzmiewający przez cały czas trwania tego utworu, dopełnia magii, jaką wyzwala cały recenzowany score. Score do produkcji HBO, której nie miałem jeszcze okazji oglądać, a o której dowiedziałem się właśnie dzięki tej płycie - co zalicza się oczywiście do zalet ścieżki. Chociaż nieco paradoksalnie pisze się o plusach, skoro owa ścieżka nie posiada według mnie żadnych minusów. Czas trwania jest idealny, liczba i jakość utworów powalają, a do tego płyta jest pięknie wydana (sympatyczne, tekturowe opakowanie i ogólnie śliczny design całości) i naprawdę łatwo dostępna. Wystawienie oceny niższej od maksymalnej byłoby z pewnością grzechem i żadne anioły by nie pomogły. Parafrazując powyższe - ta płyta to prawdziwy cud.

Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI