
ANIMATRIX, THE
MUZYKA: Różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 2003 WYTWÓRNIA: Warner Home Video CZAS TRWANIA: 72:23 min.
Długo czekałem na "Matrix Reloaded". Czekałem, czekałem i niestety dość mocno się rozczarowałem... Ale jednego filmowi nie można zarzucić - chodzi tu o kapitalną ścieżkę dźwiękową, której recenzja znajduje się od jakiegoś czasu w dziale. Ukojeniem na duszę wielu rozczarowanych drugą częścią "Matrixa" jest "Animatrix", czyli animowana seria tworzona pod czujnym okiem braci Wachowskich. Co tu dużo mówić - kapitalna animacja, niesamowicie realistyczna i momentami wręcz powalająca swym rozmachem i efektem. "Uczeń przerósł mistrza" - tak można powiedzieć o "Animatrixie" w porównaniu z "Matrix Reloaded". Muzyką do tej produkcji zajął się nie kto inny jak oczywiście Don Davis, który stworzył oprawę do obydwóch części. Kompozycja bliźniaczo podobna do tej znanej z filmów fabularnych, ale dziwić się nie można - Matrix to Matrix. Na tej płycie nie usłyszmy choćby jednego utworu pana Davisa - trudno, większość składanek filmowych już nas do tego przyzwyczaiła. Przejdźmy do sedna. Pierwsze 4 utwory mogą wydać się dość nużące. Wykonanie niezłe, kawałki oryginalne, ale mają jedną, dość zasadniczą wadę - jak chyba większość utworów na tym soundtracku - schematyczność i powtarzanie się w kółko tego samego rytmu, co dodatkowo przy ścieżkach trwających 5, 6, 7 minut może być naprawdę nużące. Słuchacz odczuwa lekką senność i znudzenie słuchając przez kilka minut tego samego w kółko, gdzie konkretny fragment stale się powtarza... To tak na początek. Jak już wspomniałem - 4 pierwsze kawałki są zupełnie średnie. Może i skusiłbym się i zaliczył do tego jeszcze utwór nr 5 ("Martenot Waves"), ale ten jeden spośród początkowej piątki spodobał mi się najbardziej. Lekki "przełom" następuje przy ścieżce nr 6 (Photek - "Ren 2") - nareszcie coś innego, coś żywszego i bardziej dynamicznego. Potem jest już tylko lepiej - ale niestety nie do samego końca. "Hands Around My Throat" (Death In Vegas) i "Beauty Never Fades" (Junkie XL, wykonuje Saffron) - obydwa niezłe, naprawdę niezłe. Świetny jest również "Supermoves" (Overseer), którego fragmenty można było usłyszeć w trailerze "Matrix Reloaded". Szybki, głośny, ciekawy. Dobrą passę kończy rewelacyjny, trance'owo-hipnotyczny kawałek "Conga Fury" Juno Reactor (nawiasem mówiąc Juno opanowało w tym roku Matrixa :), który można w filmie usłyszeć zaraz na początku serii, w sekwencji walki otwierającej "Animatrix". Nota bene "Conga Fury" nie gości w filmie po raz pierwszy. Nie jest to też kawałek nowy. 6 lat temu można go było usłyszeć w drugiej części filmu "Mortal Kombat" (podczas walki Liu Kanga z Jade - przyp.). Na "deser" zostawiłem sobie dwa ostatnie utwory, czyli dwie długie kompozycje przy których widnieje nazwisko kompozytora. Wiązałem z nimi spore nadzieje, spodziewałem się czegoś a'la "Mona Lisa Overdrive" czy "Burly Brawl" (soundtrack "Matrix Reloaded"). Deser napisałem w cudzysłowiu, gdyż srogo się rozczarowałem. Zamiast przesłuchać porcji solidnej muzyki me uszy zostały obdarowane dwiema ździebko badziewnymi przeróbkami techno, przy których widniejące nazwisko Davis to jakieś lekkie nieporozumienie. Przy jednym utworze widnieje Junkie XL, czasami słychać cytaty z filmu. Niestety - "Red Pill, Blue Pill" i "The Real" to nieudolne próby naśladownictwa genialnego dzieła Davisa i Juno Reactor z drugiej części "Matrycy". Tam było kapitalne, wspaniałe przemieszanie elektroniki z orkiestralnym brzmieniem (lub na odwrót, jak kto woli), tutaj mamy przeróbki a'la techno, przypominające jakieś bezproduktywne łupaniny, które można znaleźć na składankach typu "Viva - vol. 584". Do tego strasznie długie (jeden kawałek ponad 9 minut, drugi ponad 8), nudne, w kółko się powtarzające i zupełnie nie pasujące do reszty muzyki zawartej na płycie. Nawiasem mówiąc, jak słyszę jakieś przeróbki techno (nic nie mam do tej muzyki, bo ogólnie mi się podoba, mowa tylko i wyłącznie o przeróbkach) znanych i cenionych motywów przewodnich (np. "Terminator" czy "1492") to trafia mnie przysłowiowy szlag. Dla mnie to profanacja i swoisty skandal. To tyle małej dygresji. Jeśli chodzi o ocenę soundtracku "Animatrix" - początek średni (momentami może niezły), środek dobry (z przebłyskami świetności), koniec niestety psuje ogólne wrażenie. Zatem ocena wyśrodkowana - 3 gwiazdki, do tego powiedziałbym, że nawet lekko naciągane. A spodziewałem się czegoś znacznie, znacznie lepszego. Czegoś, co będzie bez cienia wątpliwości zasługiwać na 4 oczka. Cóż - o ile film (mini-seria) jako całokształt spodobał mi się bardziej niż "Matrix Reloaded", tak z muzyką jest już zupełnie na odwrót. Ogółem oprawa muzyczna zawarta na soundtracku z "Animatrix" nawet do pięt nie dorasta tej z drugiej części "Matrixa", nawet nie próbuje się zbliżyć do rewelacyjnej zawartości tamtejszych dwóch krążków. Szkoda. |
![]() |
|
![]() |