ANY GIVEN SUNDAY - PROMO SCORE

MUZYKA: Richard Horowitz
ROK PRODUKCJI: 1999
WYTWÓRNIA: Nieznana (bootleg)
CZAS TRWANIA: 70:04 min.


01. FINAL TD
02. GAME FIVE 2ND HALF CHARGE
03. CAP IN THE HOSPITAL
04. FUMBLE IN THE NIGHT
05. GAME FIVE STRING THEME
06. RED JUNGLE
07. TWISTED BURNING
08. ELECTRO HEAVE
09. STEAM HORNES
10. V FORMATION
11. CAP SCORES
12. DEFENSIVE PRACTICE / TONY & CHRISTINA FIGHT
13. WRAPAROUND DEFENSE
14. RED WIRRING
15. MIAMI BONES
16. RED BOSSA
17. RED RED
18. RED BASS
19. RED HORN
20. THE INCHES SPEECH
21. BEN HUR LUNCH / TONY AND WILLY
22. WHORL REMIX
23. HORN OVER HORN
24. FUMBLE IN THE NIGHT MIX #2
25. GAME FIVE DOWN FIELD CHARGE
26. DARK LOOP
27. LOCKER ROOM
28. CHEETER
29. VERDI BURUNDI
30. HOUMI-VERDI-BURUNDI
31. (MANARRANDARA) QUARTERBACK SPEAK
32. YOPERA
33. WIPEOUT
34. DISTORTED JUNGLE
35. ON THE BENCH
36. VOX BEATS
37. (CHEETER #3) TIMEOUT
38. SIDELINED
39. BEN HUR LUNCH, PART 2
40. NOT A SONATA



Richard Horowitz nie jest zbyt dobrze znaną postacią w filmowym światku. Nie ma się zresztą czemu dziwić, gdyż film nie jest jego głównym polem działań, a jedynie skromnym "dodatkiem" do twórczości, któremu kompozytor od czasu do czasu poświęca trochę uwagi. Kompozytor ten jest głównie znany z oryginalnych prac z pogranicza klasyki, jazzu i muzyki elektronicznej, które połączone w jedno tworzą niesamowite, transowe wręcz klimaty. Horowitz często sięga także po motywy etniczne i egzotyczne - głównie z północnej Afryki i wschodniej Azji (przez pewien czas mieszkał on zresztą w Maroku, gdzie studiował m.in. język arabski i wschodnią filozofię). Jednak także w filmie potrafi on się odnaleźć, o czym świadczą choćby liczne nagrody za "The Sheltering Sky" Bernardo Bertolucciego oraz tytuły takie jak "Three Seasons", "Lakota Woman" i w końcu "Any Given Sunday" Olivera Stone'a...

Muzyka do tego ostatniego to typowy przykład twórczości Horowitza. Jest więc sporo (świetnie zaaranżowanej i pomyślanej) elektroniki, kilka instrumentów klasycznych, jak np. skrzypce oraz magnetyzujące słuchacza chóry w tle (także operowe) - a wszystko to skąpane oczywiście w egzotycznych instrumentach, dźwiękach i odgłosach. Na pierwszy rzut oka jest to dziwny podkład, jak na film o futbolu amerykańskim, ale Stone wiedział co robi. Reżyser wyraźnie naznaczył bowiem swoje dzieło mistycyzmem mającym swoje korzenie w kulturze Indian oraz Maorysów (do których rytuałów, jakie odbywają się także przed meczami rugby wyraźnie nawiązuje) - i to wszystko rewelacyjnie podchwycił i zilustrował Horowitz. Jego muzyka jest więc w dużej mierze drapieżna i ciężka, ale potrafi też być łagodna, kiedy trzeba i bardzo ascetyczna i 'uduchowiona'.

Zresztą motywem przewodnim filmu jest właśnie taka rytualna pieśń wojowników, ukryta pod nazwą "Manarrandara", która co jakiś czas pojawia się na płycie, choć najczęściej słychać ją pod koniec albumu - począwszy od ścieżki "Verdi Burundi". Innym znaczącym elementem jest też melodia wygrywana na smyczkach i keybordzie, obecna już w początkowym "Final TD", która ma charakter bardzo podniosły - niemalże zwycięski, acz odpowiednio stonowany temat. Jest też oczywiście odrębna muzyka akcji, ale ona nie łączy się w jakieś konkretne, powracające tematy i, tak jak i wszystkie pozostałe fragmenty, służy właściwie jednej, konkretnej scenie, tudzież sekwencji. Trzeba przyznać, że ilustracja to bardzo skrajna. Chwilami pachnie tu niezłą tandetą z pogranicza techno ("Ben Hur Lunch, Part 2"), innym razem muzyka jako żywo przypomina Vangelisa (świetne "Cap In The Hospital") czy dokonania Faltermeyera i starego, dobrego Media Ventures ("Miami Bones", "Fumble In The Night") - całość posiada jednak swój własny, namacalny styl, który bardzo trudno jest zignorować. Bo też i gdzie obecnie znaleźć można tak zróżnicowaną muzykę tła, która potrafi zgrabnie połączyć etnikę, operę, elektronikę i klasykę w jednym tylko fragmencie?

Taka mieszanka sprawia jednak, iż nie jest to materiał łatwy i bardzo trudno jest w ogóle przebrnąć przez całość za pierwszym razem. Sprawy nie ułatwia niestety potężna dawka underscore'u, jaki tu zawarto, i który - mimo swej ciekawej natury - często po prostu ginie poza ruchomym obrazem (np.: "Twisted Burning", "Red Bass" czy "Cheeter"). Stąd też znajomość samego filmu Stone'a może być pomocna (choć według mnie nie jest wymagana - wystarczy za to odrobina samozaparcia i dobrej woli ze strony słuchacza). Sporo jest tu też bardzo krótkich fragmentów, które trzeba wałkować przynajmniej kilkukrotnie, aby w pełni pojąć "o co właściwie biega"; a o tym, że brak tu jakiejkolwiek logicznej kolejności tematów nawet nie wspomnę. To wszystko powoduje, że muzyka na płycie sprawia wrażenie bardzo nierównej i trudno jest wyłapać te najciekawsze fragmenty - choć tych najwięcej jest na początku albumu (utwory 1-6) i w środku (ścieżki 19-25) - gdyż mieszają się z tymi znacznie gorszymi, o których chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć.

Opisywany tu album to wydanie promo (choć ze względu na ilość muzyki nazywany także complete score'em - zresztą okładka powyżej to oczywiście "zrób to sam") i na dzień dzisiejszy jest to niestety jedyna możliwość zapoznania się z dokonaniem Horowitza. Szkoda, gdyż jest to muzyka bardzo oryginalna i nieszablonowa, która dodaje jeszcze większej pikanterii i klimatu filmowej wizji Stone'a. Co prawda ilość zawartego tu materiału jest znacznie przesadzona, a w wielu momentach ilustracja potrafi być bardzo toporna, nieprzyjemna czy wręcz asłuchalna, to jednak warto bliżej przyjrzeć się tej pozycji. Jej specyficzny, nieco dziki i szalony charakter na pewno stanowi niezłą odskocznię od tradycyjnych i/lub typowo elektronicznych podkładów - a i do wielu fragmentów wraca się niekiedy z przyjemnością. Mocne trzy z dodatkowym plusem za oryginalność.

A poniżej jeszcze dwie okładki (w tym album z piosenkami wydany przez Atlantic Records).


    

Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI