
ARMY OF DARKNESS (EVIL DEAD 3)
MUZYKA: Joseph LoDuca ROK PRODUKCJI: 1993 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande CZAS TRWANIA: 48:38 min.
Twórcą muzyki do ostatniej odsłony trylogii Sama Raimiego, a mowa oczywiście o kultowym "Evil Dead", zajął się Joseph LoDuca, znany ostatnimi czasy z dość dobrej ścieżki dźwiękowej do francuskiej produkcji "Braterstwo Wilków". Na soundtracku znajduje się także jeden utwór Danny'ego Elfmana - konkretnie marsz umarłych, czyli "March Of The Dead". W "Armii Ciemności" dzielny Ash (fenomenalny Bruce Campbell) stawia ponownie czoło tytułowemu Złu, przypadkowo zbudzonemu w pewnym posępnym lesie. Gatunek, jaki przedstawia cała trylogia - a w szczególności dwie pierwsze części - to dość specyficzne przemieszanie horroru z komedią, tzw. nurt Camp, gdzie dominuje celowy kicz i tandeta. O ile w dwóch pierwszych odsłonach dominuje bardziej klimat grozy, tak w trzeciej zdecydowanie postawiono na humor, co okazało się posunięciem znakomitym, odświeżającym, i dodam, że jeśli chodzi o mój gust - zaowocowało to najlepszą częścią "Martwego Zła". Może dziwnie to zabrzmi, ale wszystkie główne wyznaczniki specyficznej atmosfery filmu słychać również w samej kompozycji. Partytura jest miejscami dość podniosła, patetyczna, nawet chóralna (świetnie brzmiące partie!), występują świetne przejścia do weselszych i luźniejszych fragmentów (np. "Ash Splits", "Little Ashes"). Kapitalny jest motyw przewodni ("Prologue"), przewijający się przez płytę w różnych aranżacjach. Innym takim tematem jest jakby swawolna, pozornie nie pasująca do filmowego tematu melodia, a słyszalna w takich kawałkach jak "Building The Deathcoaster" czy "End Titles". Nota bene wspomnianą melodię można spokojnie nazwać drugim motywem przewodnim "Armii Ciemności". Całą muzykę można w sumie nazwać przemieszaniem gatunków - podobnie, jak ma to miejsce z samym obrazem. Wśród całego przemieszania usłyszymy również sielskie, spokojne utwory grane na skrzypcach, gitarze czy fujarce (początek "Give Me Some Sugar", "Bonanza", "Night Court") oraz ukłon w stronę "Evil Dead" & "Evil Dead 2" - czyli jakieś jęki w tle i inne bliżej niesprecyzowane odgłosy ("Time Traveler"). Całość w połączeniu z obrazem brzmi rewelacyjnie. Istny kolaż mrocznych motywów rodem z horrorów z tematami wesołymi, humorystycznymi. Bardzo mocne 4 gwiazdki dla tej płyty to ocena jak najbardziej odpowiednia, to chyba najlepsza partytura w dorobku Josepha LoDuca (przynajmniej z tych pozycji, które do tej pory udało mi się przesłuchać). Plus smaczek w postaci jednej kompozycji uwielbianego przeze mnie Elfmana. |
![]() |
|
![]() |