ARMY OF DARKNESS (EVIL DEAD 3)

MUZYKA: Joseph LoDuca
ROK PRODUKCJI: 1993
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande
CZAS TRWANIA: 48:38 min.


01. PROLOGUE
02. BUILDING THE DEATHCOASTER
03. GIVE ME SOME SUGAR, BONANZA
04. TIME TRAVELER
05. ASH SPLITS
06. LITTLE ASHES
07. ASH IN CHAINS
08. NIGHT COURT
09. THE FOREST OF THE DEAD, GRAVEYARD
10. THE PIT
11. GOD SAVE US
12. FOUL THING
13. MARCH OF THE DEAD (by DANNY ELFMAN)
14. WHITES OF THEIR SKULLS
15. THE DEATHCOASTER
16. ON THE PARAPET
17. ASH BUCKLERS
18. SKELETOR
19. SOUL SWALLOWER
20. MANLY MEN
21. END TITLES



Twórcą muzyki do ostatniej odsłony trylogii Sama Raimiego, a mowa oczywiście o kultowym "Evil Dead", zajął się Joseph LoDuca, znany ostatnimi czasy z dość dobrej ścieżki dźwiękowej do francuskiej produkcji "Braterstwo Wilków". Na soundtracku znajduje się także jeden utwór Danny'ego Elfmana - konkretnie marsz umarłych, czyli "March Of The Dead". W "Armii Ciemności" dzielny Ash (fenomenalny Bruce Campbell) stawia ponownie czoło tytułowemu Złu, przypadkowo zbudzonemu w pewnym posępnym lesie. Gatunek, jaki przedstawia cała trylogia - a w szczególności dwie pierwsze części - to dość specyficzne przemieszanie horroru z komedią, tzw. nurt Camp, gdzie dominuje celowy kicz i tandeta. O ile w dwóch pierwszych odsłonach dominuje bardziej klimat grozy, tak w trzeciej zdecydowanie postawiono na humor, co okazało się posunięciem znakomitym, odświeżającym, i dodam, że jeśli chodzi o mój gust - zaowocowało to najlepszą częścią "Martwego Zła". Może dziwnie to zabrzmi, ale wszystkie główne wyznaczniki specyficznej atmosfery filmu słychać również w samej kompozycji. Partytura jest miejscami dość podniosła, patetyczna, nawet chóralna (świetnie brzmiące partie!), występują świetne przejścia do weselszych i luźniejszych fragmentów (np. "Ash Splits", "Little Ashes"). Kapitalny jest motyw przewodni ("Prologue"), przewijający się przez płytę w różnych aranżacjach. Innym takim tematem jest jakby swawolna, pozornie nie pasująca do filmowego tematu melodia, a słyszalna w takich kawałkach jak "Building The Deathcoaster" czy "End Titles". Nota bene wspomnianą melodię można spokojnie nazwać drugim motywem przewodnim "Armii Ciemności". Całą muzykę można w sumie nazwać przemieszaniem gatunków - podobnie, jak ma to miejsce z samym obrazem. Wśród całego przemieszania usłyszymy również sielskie, spokojne utwory grane na skrzypcach, gitarze czy fujarce (początek "Give Me Some Sugar", "Bonanza", "Night Court") oraz ukłon w stronę "Evil Dead" & "Evil Dead 2" - czyli jakieś jęki w tle i inne bliżej niesprecyzowane odgłosy ("Time Traveler"). Całość w połączeniu z obrazem brzmi rewelacyjnie. Istny kolaż mrocznych motywów rodem z horrorów z tematami wesołymi, humorystycznymi. Bardzo mocne 4 gwiazdki dla tej płyty to ocena jak najbardziej odpowiednia, to chyba najlepsza partytura w dorobku Josepha LoDuca (przynajmniej z tych pozycji, które do tej pory udało mi się przesłuchać). Plus smaczek w postaci jednej kompozycji uwielbianego przeze mnie Elfmana.

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI