BAD BOYS 2

MUZYKA: Różni wykonawcy
ROK PRODUKCJI: 2003
WYTWÓRNIA: Universal / Bad Boys Records
CZAS TRWANIA: 54:32 min.


01. INTRO
02. P. DIDDY, LENNY KRAVITZ, PHARRELL WILLIAMS,
      LOON
- Show me your soul
03. JAY-Z - La, la, la
04. NELLY, P. DIDDY, MURPHY LEE - Shake your tailfeather
05. FAT JOE & P. DIDDY feat. DRE - Girl, I'm a Bad Boy
06. BEYONCE - Keep giving your love to me
07. NOTORIOUS B.I.G. & 50 CENT - Realsest n*ggas
08. FREEWAY - Flipside
09. MARIO WINANS feat. FOXY BROWN - Pretty girl bullsh*t
10. MODEL (INTERLUDE)
11. JUSTIN TIMBERLAKE - I love you
12. LOON - Relax your mind
13. MARY J. BLIGE - Didn't mean
14. GOD SENT YOU (INTERLUDE)
15. DA BAND - Why
16. SHOT YOU (INTERLUDE)
17. SNOOP DOGG with LOON - Gangsta sh*t



Na wstępie od razu powiem, że nie jestem jakimś specjalnym miłośnikiem, zwolennikiem, czy też fanem płyt opatrzonych nazwą The Album. Od dawna ich widok na sklepowych półkach w ilościach większych w stosunku do o niebo lepszych płyt opatrzonych smaczniejszą nazwą The Score, po prostu mnie wkurzał. Zawsze będąc w jakimś dużym sklepie i widząc to całe śpiewane dziadostwo miałem ochotę je powyrzucać za regał, zostawiając na samym wierzchu płyty z muzyką instrumentalną. No ale mało kto chyba chciałby kiedykolwiek zostać wyrzucony ze sklepu przez ochronę... Tak było parę lat temu, kiedy w Polsce zdecydowanie na półkach jak grzyby po deszczu wyrastały kolejne badziewne krążki z piosenkami, a partytur trzeba było po całym sklepie ze świecą szukać. Czy aby polskie firmy zajmujące się dystrybucją całej muzyki filmowej zza granicy do Polski nie wierzyły w finansowy sukces płyt z muzyką instrumentalną, zalewając fanów tego gatunku czystą komerchą w postaci składanek z piosenkami różnych wykonawców...? Cieszy mnie dzisiaj fakt, że - chociaż trudno w polskim sklepie znaleźć jakąś rzadką pozycję - sytuacja nieco się wyrównała. Czyżby wytwórnie fonograficzne i inne firmy wreszcie dostrzegły swój błąd i zaczęły sprowadzać do Polski coraz więcej muzyki instrumentalnej...? Według mnie prawdziwy fan muzyki filmowej przede wszystkim słucha właśnie płyt opatrzonych nazwą The Score / Complete Score / Expanded Score / Extended Score itp. itd. Jasne, słucha także Albumów, ale raczej nie kwestionuje wyższości wymienionych nad nimi, która jest jasna jak Słońce.

Moich ulubionych składanek jest w zasadzie bardzo mało. W sumie mógłbym je wszystkie policzyć na palcach jednej ręki, no może dwóch rąk. Jako wielki miłośnik filmów Michaela Baya i wszystkiego, pod czym się ten Pan podpisuje, także darzę przeogromną sympatią Panów / Panie, którzy / które z nim współpracują. Przede wszystkim fascynuje mnie u Pana Baya jego styl, forma, którą doskonali z każdym nowym filmem, a w "Bad Boys II" po prostu wycisnął z niej wszystkie soki. Mam tu na myśli wiecznie przemieszczającą się kamerę, szybki montaż i perfekcyjną oprawę muzyczną, która zawsze centralnie wleci mi w uszy i już nie chce opuścić mojej pamięci.

Jak nie trudno się domyślić po powyższym akapicie, Albumy z filmów Pana Baya należą do moich ulubionych, z właściwie jednym wyjątkiem. Składanki z pierwszej części "Bad Boys" i "Armageddonu" bardzo mi się podobają, ponieważ zawierają przynajmniej po jednym utworze promującym The Score - najczęściej są to motywy przewodnie. Ponadto na krążkach zawarto bardzo dużo piosenek z filmu, a poza tym zostały one bardzo starannie wybrane. Niektóre nawet specjalnie napisano pod obraz, np. pamiętna przebojowa piosenka przewodnia w wykonaniu Diany King pt. "Shy guy", czy też romantyczno-patetyczna pioseneczka grupy Aerosmith pt. "I don't want to miss a thing", które to stacje radiowe w tamtych czasach nadawały na okrągło. Niestety Albumu z drugiej części "Bad Boys", chyba najbardziej odjechanego filmu Michaela Baya, nie mogę zaliczyć do mojej czołówki, gdyż płyta jest kompletną porażką! O moim negatywnym zdaniu zadecydował fakt, iż niektóre piosenki z filmu nie znalazły się na krążku, jak i taki, że te obecne są po prostu nijakie. Do tego dochodzą zbyteczne dialogi głównych bohaterów - rozumiem Intro na wstępie w wykonaniu Willa Smitha i Martina Lawrence'a, będące słowami kultowej filmowej piosenki Inner Circle. Ale po co więcej? Więcej piosenek z filmu! Gdzie do licha podziała się właśnie ta kultowa, odjazdowo odświeżona piosenka, która w części drugiej brzmi o niebo lepiej?! "Bad Boys, Bad Boys, what you gonna do, what you gonna do when they come for you?" Nie pozostaje nic innego jak wziąć głęboki wdech i powiedzieć spokojnie "whooosa"... Gdzie do diaska jest świetny kawałek "Xtreme machine" autorstwa Paula Linforda, w którego rytm zgrabne laseczki kręciły tyłkami na imprezce w klubie Love?! Whooosa! No i GDZIE do cholery jest jakiś utwór instrumentalny promujący The Score? Fucking whooosa! Ktoś tu nie wie jak wygląda poprawnie wydany Album - z chęcią mu pokażę i wytłumaczę jak! Mój adres domowy to...

Podsumowując to "bogate" wydanie - płyta przeznaczona tylko dla miłośników amerykańskiego rapu, hip-hopu, soulu, R'n'B itp. itd., a jako że nie jestem miłośnikiem tych gatunków, nie przeszedłem obojętnie obok tego krążka tylko ze względu na fakt, iż jest to Album z filmu Michaela Baya. Co prawda wydany najgorzej jak tylko się dało, ale zawsze lepszy rydz niż nic...

Ocena:
Recenzja gościnna: Sławek Połowniak
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI