BAD COMPANY - SCORE (BOOTLEG)

MUZYKA: Trevor Rabin
ROK PRODUKCJI: 2002
WYTWÓRNIA: Nieznana (bootleg)
CZAS TRWANIA: 31:17 min.


1. PRAGUE MAIN TITLES
2. CHASE
3. BE ON TIME
4. MOVING MR. HAYES / ARMING THE BOMB
5. WE DID IT
6. HOTEL ATTACK
7. NIGHT EXERCISE
8. WELCOME TO PRAGUE
9. DEVICE PROFF



Muzykę Trevora Rabina pokochałem od chwili zobaczenia w kinie filmu "Armageddon" w 1998 r. w reżyserii Michaela Baya. Automatycznie, centralnie z samego środka sali kinowej, Ci dwaj profesjonaliści w swoim fachu, stali się moimi faworytami, ponieważ ukazanym w filmie talentem, pasją i zaangażowaniem w projekt, urzekli mnie niebywale! Reżyser - wspaniałą "fachurą" i stylem, zaś kompozytor - idealnym odzwierciedleniem tej "fachury" i stylu w muzyce. Motyw przewodni z "Armageddonu" to istne piękno, jakie można tylko wycisnąć z nut. Jest dla mnie czymś tak wielkim, budującym, niepowtarzalnym i znaczącym jak pamiętny i wszechmocny motyw przewodni Hansa Zimmera do filmu "Twierdza" (a' propos - to film tego samego reżysera). Istny miód, którym można się delektować do końca życia... Byłbym nie fair, gdybym nie dodał, że muzykę do "Armageddonu" współtworzył wraz z Panem Rabinem Harry Gregson-Williams, któremu także należą się głośne owacje na stojąco. Specjalnie rozpisałem się na temat motywów przewodnich, ponieważ w wykonaniu tych Panów (jak i pozostałych członków formacji Media Ventures) są one bardzo wyraziste, niekiedy patetyczne, pamiętne, po prostu... boskie. Na szczęśnie na fenomenalnych tematach głównych ich świat się nie kończy...

Trevor Rabin był kiedyś członkiem jednego z najbardziej popularnych zespołów rockowych Yes, napisał przebój "Owner of a lonely hart", który jest dość często nadawany w różnych stacjach radiowych. Do świata muzyki filmowej trafił w latach 90-tych dzięki Markowi Mancinie (nota bene to mój kolejny ulubiony kompozytor z gangu MV), któremu chwała za to, że "wziął go pod swoje skrzydła". Z całą pewnością Pana Rabina wszyscy wtajemniczeni kojarzą z producentem Jerrym Bruckheimerem, bo to właśnie do jego filmów kompozytor napisał najwięcej odjazdowych partytur, jak np. wymieniony już "Armageddon", ale również i "Wróg Publiczny", "Con Air", "60 Sekund", "Skarb Narodów", "Bad Boys II" (swoją opinię o tym soundtracku wyraziłem na łamach KMF-u, zatem zapraszam do lektury), czy też recenzowany przeze mnie promo score z filmu "Bad Company". We wszystkich tych ścieżkach dźwiękowych zachowany jest ten sam wspaniały, dynamiczny, elektryzujący, pobudzający i odjazdowy styl Trevora Rabina, dający tzw. POWERA na całej linii i wyciskający z nut wszystkie soki - i za to właśnie gościa uwielbiam!

Taka też jest ta, niestety bardzo krótka, nieoficjalnie wydana płyta z jego muzyką instrumentalną do filmu "Bad Company". Ta trwająca ok. 30 minut partytura doskonale nadaje się do słuchania zawsze i wszędzie, ale chyba najbardziej w leniwe dni, gdyż naprawdę potrafi postawić na nogi i pobudzić do działania. Jest niczym zastrzyk adrenaliny i motor napędzający. Właśnie takich ścieżek dźwiękowych Panowie z gangu MV mają najwięcej. Podobnie ma i Trevor Rabin - takich wybuchających bomb, które jak już wybuchną, to sieją wokół całkowitą pożogę... Bądź co bądź nie jest to muzyka w żaden sposób agresywna ani destrukcyjna, mimo, że przesiąknięta bogatym arsenałem elektroniczno-perkusyjnym, czy też pojawiającą się od czasu do czasu porażającą gitarą elektryczną. To, co mówię, to po prostu przenośnia dla lepszego uzmysłowienia sobie stylu kompozycyjnego Pana Rabina. Tak więc zaczynamy odliczanie...

Jak już wspomniałem wyżej, motywy przewodnie skomponowane przez Trevora Rabina to istne piękno. Tak też jest w przypadku pierwszego utworu otwierającego tą krótką kompilację - "Prague Main Titles", opartym na gitarze, skrzypcach i basie. Co jak co, ale motyw ten doskonale oddaje ducha i piękno czeskiej stolicy, i można go słuchać na okrągło. Pozycja numer 2 to już mieszanka wybuchowa, przy której zalecane jest trzymanie się mocno wszystkiego co tylko jest w pobliżu. "Chase" zawiera w sobie wszystko to, w czym Trevor Rabin spisuje się najlepiej, a mianowicie w doskonałym i perfekcyjnie wykorzystanym, wspomnianym już wyżej arsenale elektroniczno-perkusyjnym pobudzającym do działania! Zresztą widząc już na jakiejkolwiek okładce z płyty Pana Rabina tytuł utworu "Chase", czy też "Main Theme", mamy do czynienia z czymś naprawdę niepowtarzalnym i wybuchowym! To, co mnie urzeka w drugim motywie, to rzadko spotykane w muzyce ilustrującej kino akcji, idealnie wystopniowane tempo i rytm muzyki, która pnie się w górę, aby potem osiągnąć swój najwyższy punkt - eksplozję! Następuje to dokładnie w 5. minucie i 20. sekundzie, po czym wchodzi wspomniana wyżej porażająca gitara elektryczna, zawsze mile widziana / słyszana przeze mnie w ilustracjach do filmów akcji. I mimo, iż w zasadzie przez 6 minut trwania tego motywu słyszymy prawie cały czas podobną melodię, która stopniowo przyspiesza, potrafi ona dać w skórę i sprawić, że po prostu wstaniemy i zaczniemy biegać jak szaleni... Daje kopa! Trzeci z kolei, "Be On Time", stawia nas spokojnie na ziemię i pozwala wyciszyć się na chwilę, aby zaraz znów ruszyć do akcji za sprawą "Moving Mr. Hayes / Arming The Bomb". Czwarta pozycja to długa, 10-minutowa, szalona wyprawa w świat podobnych rytmów i doświadczeń, które słychać i da się odczuć w "Chase". A więc, Panie i Panowie, zapnijcie pasy - gdyby nie chwilowe, nagłe przerwania, zwolnienie tempa, z całą pewnością pękły by one z hukiem... Słuchając "We Did It" znów możemy złapać oddech i usiąść na chwilę. Jednak "Hotel Attaca" burzy nasz spokój - oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Niestety słychać w nim bardzo podobne brzmienia jak w najdłuższym utworze z płyty "Moving Mr. Hayes / Arming The Bomb", przez co nie stanowi w zasadzie żadnej nowości, ale i nie razi specjalnie swym powtórzeniem. Dzięki "Night Exercise" nasze pasy bezpieczeństwa dalej są całe, a my nie umarliśmy z uduszenia... "Welcome To Prague" to nawiązujący do głównego tematu motyw ilustrujący przybycie ekipy agentów specjalnych do stolicy Czech, i tak samo jak utwór pierwszy poraża swoim pięknem. Całą tą wybuchową mieszankę zamyka także spokojny "Device Proff", zawierający motyw główny zaaranżowany na innych instrumentach niż pierwotny.

I tak dotrwaliśmy, a raczej dożyliśmy do końca tej wybuchowej mieszanki. Dożyliśmy tylko dlatego, ponieważ pomiędzy agresywnymi, szybkimi i dynamicznymi utworami znalazły się i takie, które pozwalały na moment wyciszyć się i złapać oddech. A co by było gdyby kompilacja płyty była inna i zawierała same wybuchowe mieszanki arsenału elektroniczno-perkusyjnego...? Trevor Rabin uwielbia elektronikę, co słychać w jego soundtrackach - wyjątkiem są takie partytury jak "Armageddon" czy najnowsza "Flyboys", oparte w większości na orkiestrze symfonicznej. Ja kocham muzykę Pana Rabina zarówno za elektronikę i symfonię, bo po prostu ten człowiek ma wiele pomysłów na odjazdowe melodie, która bardzo długo będą grały w głowie i przypominały o swoim geniuszu...

Oto prawidłowa kolejność utworów zgodna z filmową chronologią: 1, 3, 9, 7, 8, 6, 2, 4, 5.

Ocena:
Recenzja gościnna: Sławek Połowniak
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI