
BATMAN FOREVER - SCORE
MUZYKA: Elliot Goldenthal ROK PRODUKCJI: 1995 WYTWÓRNIA: Atlantic CZAS TRWANIA: 44:11 min.
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że bardzo lubię twórczość pana Elfmana, w tym jego dwie genialne partytury do dwóch pierwszych części "Batmana". Podobał mi się także album do "Batman Forever", któremu (mierząc miarą KMF-u oczywiście :) przyznałbym o jedną gwiazdkę więcej niż widnieje pod recenzją obecną od dawien dawna w dziale. Ale skupmy się na scorze... Do trzeciej części przygód "latającej myszy" (hehe) muzyką napisał Elliot Goldenthal i ciężko przyznać, że wybór tego kompozytora okazał się strzałem w dziesiątkę. Ciężko, gdyż wypada on raczej blado w porównaniu z partyturami do "Batman" i "Batman Returns", ale też jest to znacznie inna muzyka, która - trzeba przyznać - pasuje do zupełnie innego stylowo filmu. Trzeci "nietoperek" jest bowiem bardziej komiksowy, bardziej kolorowy i teledyskowy, bardziej "na luzie". Mniej więcej takiemu zadaniu pan Goldenthal podołał. Skutki tego są takie, że pierwszych sześć utworów to naprawdę solidna porcja muzyki, miejscami rewelacyjnej, która w bardzo fajny sposób nawiązuje (tudzież korzysta) do tematu przewodniego z części poprzednich. Goldenthal postawił na elektronikę i zrobił bardzo dobrze. Taki zabieg wnosi sporo świeżości i daje pole do popisu - taką muzyką można się... bawić. Niestety, w połowie taka zabawa staje się nudna, a im dalej - tym score staje się nieco męczący, monotonny. Nie jest zły, ale po prostu lepiej, znacznie lepiej wypada w konfrontacji z filmową taśmą, aniżeli na "sucho". Score ten nieco mnie zawiódł, gdyż spodziewałem się czegoś... lepszego - i może w tym sęk, ale nie da się zaprzeczyć, że wspomniana świeżość i innowacja zaciekawia i lepiej wypada tak do połowy czasu trwania płyty, a potem pozostawia puste nadzieje, że może jeszcze będzie lepiej... Tym bardziej, że elektronika staje się (jak już pisałem) męcząca, a słyszalne "zwroty" i "sztuczki" stają się bardzo sztandarowe, i nijak nas - słuchaczy - nie zaskakują czy wciągają. Plusem jest to, że mimo wszystko zbytnio nie odstraszają. Ok, zostawmy już narzekania i przejdźmy do zasadniczych zalet opisywanej ścieżki - trochę ich jest. Po pierwsze - są to pewne rozwiązania. O ile te rozwiązania w utworach cichych i tzw. "przerywnikach" są mało istotne, o tyle te ilustrujące akcję są rewelacyjne bez względu na ich odbiór. Tu warto wymienić jeden z bardziej elektronicznych momentów płyty, czyli "Nygma Variations (An Ode To Science)" - naprawdę ciekawa ilustracja dziwacznej postaci (jaką wykreował Jim Carrey) i jej szaleństw. "Under The Top" - tutaj z kolei w pewnym momencie słyszymy oczko w postaci muzyki dla dzieci (takiej z lunaparków), co daje oczywiste skojarzenia z podobnym figlem Elfmana z "Batman Returns" i interesujący efekt. Dalej "Gotham City Boogie", w którym kompozytor szaleje na całego, a pierwsze wersy w postaci szalonych skrzypiec robią świetne wrażenie. Cały kawałek jest zresztą jednym z ciekawszych na krążku. "Mr. E's Dance Card (Rhumba, Foxtrot, Waltz & Tango)" to z kolei bardzo ciekawa, wpadająca w ucho wariacja na temat tańca w ogóle. Tu także łatwo wyczuć zabawę, jaką kompozytor prowadzi ze słuchaczem/widzem. Z innych "dziwolągów" wymieniłbym "Perpetum Mobile" - krótki i treściwy kawałek, bardzo pozytywnie zakręcony. Z kolei z utworów, które absolutnie mną zawładnęły, wymienię wspomnianą gdzieś na początku akapitu pierwszą szóstkę, czyli od "Main Titles & Fanfare" po "Nygma Variations (An Ode To Science)". Dalej podam fragmenty "Victory" i "Batterdammerung". I to w zasadzie te moje "naj", do których najczęściej powracam i które w dużej mierze wpływają na ocenę końcową. Do oceny jednak wrócimy, ale należy jeszcze wspomnieć o nowym temacie przewodnim. A jest on dobry, nawet bardzo dobry - myślę, że dorównuje poprzednikom z różnych przygód "Batmana". Został oczywiście znacznie "podrasowany" i jest teraz bardziej drapieżny (poprzednie raczej mroczniejsze), bardziej... "goldenthalowski", że tak to ujmę. Osobiście wolę jednak te autorstwa Elfmana, jednak i ten pana Elliota w jakiś sposób potrafi mnie przyciągać i długo trzymać przy sobie. Tak więc można to uznać za kolejny plus tej ścieżki dźwiękowej. No i właściwa ocena. Trudno jednoznacznie orzec - musiałem wziąć pod uwagę zarówno powyższe przemyślenia, jak i wcześniejsze kompozycje. Po namyśle postanowiłem przyznać 3 bardzo neutralne gwiazdki, które jednak po jeszcze dłuższym namyśle wzrastają do 3,5. Ale ów krążek chyba zainteresuje tylko nielicznych i tak też jest zaadresowany. Możecie zatem dodawać lub odejmować te pół punktu (do ostatecznej noty 3 lub 4) w zależności od tego, czy przypadnie Wam do gustu mniej czy bardziej. W zależności od tego, czy wypadnie orzeł czy reszka. U mnie moneta zatrzymała się na kancie i dopóki nie przewróci jej na jakąś stronę człowiek w czarnym kostiumie z logo nietoperza na piersi - to długo tak będzie jeszcze stać... |
![]() |
|
![]() |