BEETLEJUICE

MUZYKA: Danny Elfman
ROK PRODUKCJI: 1988
WYTWÓRNIA: Geffen
CZAS TRWANIA: 36:48 min.


01. MAIN TITLES
02. TRAVEL MUSIC
03. BOOK / OBITUARIES
04. ENTER... THE FAMILY / SAND WORM PLANET
05. THE FLY
06. LYDIA DISCOVERS?
07. IN THE MODEL
08. JUNO'S THEME
09. BEETLE-SNAKE
10. SOLD
11. FLIER / LYDIA'S PEP TALK
12. THE BANANA BOAT SONG (DAY-O)
13. THE INCANTATION
14. LYDIA STRIKES A BARGAIN...
15. SHOWTIME!
16. LAUGHS
17. THE WEDDING
18. THE AFTERMATH
19. END CREDITS
20. JUMP IN THE LINE



Czy można stwierdzić, że ścieżka dźwiękowa jest znakomitą kompozycją zanim się ją przesłucha ? Czy można oprzeć się tylko na tym co się usłyszy podczas filmu ? Okazuje się, że można, czego najlepszym dowodem jest ta właśnie narracja. Jeśli ktoś oglądał film i zwrócił uwagę na muzykę, to z całą pewnością nie rozczaruje się tą ilustracją, ponieważ całość brzmi naprawdę genialnie. Partytura w ogromnej części składa się z kilku bardzo charakterystycznych motywów, które przewijają się niezwykle często w czasie poszczególnych tematów scenicznych. Bardzo interesujący jest też sam sposób kompozycji, stosunkowo rzadko stosowany, opierający się na panującym w brzmieniu istnym galimatiasie. Sprawia on, że podczas słuchania odnosimy wrażenie, iż muzyka w pewnych fragmentach brzmi niezwykle chaotycznie, a cała partytura skomponowana jest jakby od niechcenia. Ale gdy zastanowimy się nad sensem i przesłaniem takiej kompozycji zrozumiemy, że tylko taka konstrukcja może udźwignąć gatunkowo ten film i spełnić z założenia swoje zadanie. Bo właśnie taka muzyka idealnie pasuje do nieco zwariowanej historii o mało rozgarniętych duchach próbujących odzyskać swój dom, zajęty przez innych ludzi. Jeżeli podejdziemy do tego w ten właśnie sposób, to wtedy celowość narracji Danny'ego Elfmana stanie się bardzo widoczna, słyszalna i jak najbardziej "trafiona". Dodatkowo niezwykłe jest to, że właściwie przez cały czas trwania tej ścieżki dźwiękowej przewijają się jedne i te same motywy muzyczne w różnych aranżacjach, a jednak w żadnym wypadku nie można stwierdzić, że ta płyta jest tendencyjna. Po prostu te powtarzalne tematy są tak wplecione fragmentowo w niektóre utwory, że wszystko znakomicie trzyma się całości, a podkład ma swój niezaprzeczalny oraz wyjątkowy klimat - czasami wesoły, rzecz by można figlarny, czasami tajemniczy, a innym razem znowu ponury, prawie dramatyczny... Ponadto zawiera jeszcze dwie kapitalne piosenki, o których nie wspomniałem wcześniej - "Day-O ("The Banana Boat Song"), kiedy Adam i Barbara (te "straszne" filmowe duchy) próbują podczas uroczystej kolacji nastraszyć jej uczestników oraz "Jump in the Line" ("Shake, Shake Senora") z samego końca filmu (ten moment gdy Lydia śpiewa, a na schodach tańczą futboliści). Autorem obu utworów jest Harry Bellafonte.

Bardzo trudno jest stworzyć muzykę, która łączyłaby w sobie te wszystkie cechy, o których napisałem powyżej, a do tego była jeszcze łatwa, lekka i przyjemna. Więc tym bardziej należą się ukłony dla pana Elfmana za tą partyturę, która jest jedną z jego najbardziej udanych kompozycji (jeśli nie najlepszą). "Beetlejuice" to najwyższej klasy ścieżka dźwiękowa o niespotykanej konstrukcji i zaskakującym brzmieniu, które daleko wybiega poza ustalone i ogólnie funcjonujące normy.

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI