
BEYOND, THE
MUZYKA: Fabio Frizzi ROK PRODUKCJI: 1981 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande CZAS TRWANIA: 33:14 min.
Film "The Beyond" Lucio Fulciego powstał na podstawie książki Dardano Sacchettiego. Muzykę do niego skomponował Fabio Frizzi - kompozytor, który przez wiele lat zajmował się tego typu przedsięwzięciami. Jest to ilustracja zbliżona poziomem do "City of the Living Dead", w przekroju całości cechuje ją jednak lepsza warstwa muzyczna w czysto orkiestralnym wydaniu, która brzmi ładniej i ciekawiej, ale za to jest nieco mniej wymowna i na pewno mniej dramatyczna. Podstawą kompozycji jest syntezator i stosunkowo rozległe partie instrumentalne, wykorzystujące m.in. prostą sekcję smyczkową, różnego rodzaju aerofony oraz fortepian. Fabio Frizzi sięgnął także po chóry - zarówno w męskim, jak i żeńskim wydaniu i co trzeba przyznać bardzo dobrze połączył je z ponurymi, elektronicznymi dźwiękami i klasyczną linią melodyczną. Nie ma żadnym kontrastów tonacyjnych, wszystkie trzy warstwy składowe funkcjonują obok siebie bądź współbrzmią bez żadnych niedociągnięć, co niezbyt często zdarza się w tym obszarze kompozycji, charakterystycznym dla filmów klasy B lub niżej. Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że bilans pomiędzy syntezatorem, chórami i klasycznym instrumentarium jest bez zarzutu. Każdy temat sceniczny jest odpowiednio przemyślany, nie ma mowy o fragmentach, w których muzyka brzmiałaby nieprecyzyjnie lub była zagrana na "siłę". Widać, że Fabio Frizzi zadbał nie tylko o to, żeby jego narracja było dobrym czynnikiem narracyjnym, ale także, aby efekt końcowy prezentował się odpowiednio poza ekranem. Powiązanie muzyki z horrorem niższej klasy jest bardzo specyficzne. W większości przypadków nim zapoznamy się ze ścieżką dźwigową, powinniśmy najpierw obejrzeć film. Wtedy kompozycja zostanie przypuszczalnie oceniona w odniesieniu do zdolności kojarzenia przez danego słuchacza poszczególnych tematów scenicznych z zapamiętanym przebiegiem fabuły. Wtedy pewne niedociągnięcia nie urastają do rangi błędów i nie powodują radykalnie innego postrzegania muzyki poza obrazem. Jeśli tego nie zrobimy, wówczas pozostaje jedynie wyobraźnia, albo "fachowość", ponieważ konstrukcja warstwy muzycznej w kontekście samodzielnej kompozycji jest zwykle przeciętna i mało zrozumiała. Taki problem dotyczy zwłaszcza ilustracji grupy Goblin i Johna Carpentera, które przeważnie nie radzą sobie poza ekranem w tak dobry sposób, jak w połączeniu z poszczególnymi wątkami. Fabio Frizzi nie daje słuchaczowi żadnych podstaw do takiej interpretacji. Jego muzyka prawie zawsze dostarcza szeregu argumentów, które pozwalają jej na swobodne, autonomiczne funkcjonowanie. Nie traci przy tym swojej wymowy - potrafi bez większych przeszkód przenieść obrazowe emocje na grunt samodzielnej kompozycji. To specyficzna, włoska szkoła muzyki do horroru, jedna z najlepszych w tym obszarze filmowych ilustracji, której nie wykorzystuje formacja Goblin, a do której Johnowi Carpenterowi bardzo daleko. |
![]() |
|
![]() |